Piekło (poza) rodzinne

Redakcja
Od dwóch lat Beata praktycznie na opuszcza sali sądowej. Po tym, jak zdecydowała się odejść od brutalnego męża, on i jego rodzice zakładają jej kolejne sprawy. - Zmienili moje życie w piekło i nie mogę się od nich uwolnić - rozpacza kobieta.

Ponad dwa lata temu opisaliśmy dramat rodzinny w jednym z domów na chrzanowskim osiedlu. Pani Beata twierdziła, że została pobita przez teściową i szwagierkę. Po awanturze postanowiła wyprowadzić się z domu, tym bardziej, że mąż nie stanął w jej obronie. - Nie mogłam tego dłużej znieść, bałam się osiebie idzieci - wspomina kobieta, z zawodu nauczycielka.
Kiedy po kilku dniach wróciła po swoje rzeczy, nie mogła dostać się do domu. Zamki zostały zmienione. Wróciła późnym wieczorem z policjantami. Interwencja zakończyła się regularną bitwą, w której ucierpieli zarówno domownicy, jak i funkcjonariusze.
Do dziś nie wiadomo dokładnie, co się stało. Teściowie i mąż Beaty twierdzą, że zostali znienacka zaatakowani. Policjanci odpowiadają, że to ich pobito. Ostatecznie rodzinę oskarżono o czynną napaść na funkcjonariuszy, ale do dziś nie zapadł prawomocny wyrok. Sąd I instancji uznał mieszkańców za winnych i skazał na karę pozbawienia wolności w zawieszeniu, ale ci złożyli apelację.
To właśnie wtedy - jak twierdzi Beata - zaczął się dalszy ciąg koszmaru. Kobieta wniosła pozew o rozwód i przyznanie jej opieki nad trójką dzieci. Najmłodsze ma 7 lat.
- Mąż iteściowie poczuli się bezkarni izaczęli zakładać mi na policji iwprokuraturze kolejne sprawy. Zarzucają mi rzeczy, októrych nawet mi się nie śniło. Chodzi m. in. oznęcanie się nad dziećmi, utrudnianie mężowi kontaktu znimi, anawet zniszczenie rodzinnego nagrobka. Jestem regularnie ciągana po sądach. Muszę się zwalniać zpracy istawiać na przesłuchania wprokuraturze ina policji, mimo że nic nie zrobiłam! Tak się nie da żyć - mówi roztrzęsiona kobieta.
Jak twierdzi, teściowie i mąż regularnie nachodzą ją i jej bliskich, wyzywają i grożą. Otrzymuje głuche telefony.
- Na rozprawach wsądzie też słyszę, że jestem ta najgorsza. Asędzia nie tylko nie zwraca im uwagi, ale jeszcze nie pozwala takich wypowiedzi zaprotokołować. Mówi, że to nie ma związku ze sprawą. Mam wrażenie, że wszyscy boją się moich teściów imęża, bo to pieniacze. Każdy wychodzi zzałożenia, że takim lepiej nie wchodzić w____drogę. Co mam robić? - pyta zrozpaczona Beata.
Dodaje, że rodzina męża obraża ją i jej bliskich nawet na sądowych korytarzach, a także fotografuje bez pozwolenia. Siostra Beaty boi się, że N. umieszczą zdjęcia na jakiejś stronie internetowej. - Beata mówiła o____tym sędziemu, ale on rozłożył ręce - twierdzi.
Wiceprezes chrzanowskiego sądu Janusz Kawałek wyjaśnia, że sędzia może interweniować w przypadku zakłócenia porządku na sali rozpraw. Nie może jednak ingerować w to, co dzieje się na korytarzu. Gdy tu dochodzi do naruszenia prawa lub zakłócania porządku, wzywana jest policja. Jak przekonuje, takie sytuacje nie miały jednak miejsca.
- Jeżeli chodzi o____pozostałe zarzuty tej pani, to złożyła ona skargę, na którą otrzyma odpowiedź - tłumaczy wiceprezes Kawałek.
Według jego informacji, w sądzie toczy się kilka spraw, których stronami są członkowie rodziny N. W większości są to sprawy rodzinne - najtrudniejsze.
- Eskalacja tego konfliktu jest ogromna, aobie strony tak podekscytowane, że trudno je uspokoić icokolwiek wytłumaczyć. Nie jest więc łatwo prowadzić rozprawę - komentuje wiceprezes.
Jego zdaniem, problem polega na tym, że każda ze stron chce, by bezwarunkowo przyznać jej rację. A sąd nie jest od tego. Jego rolą jest wydać w możliwie najkrótszym terminie jak najlepszy wyrok. Ktoś zawsze będzie niezadowolony.
Rodzina N. uprzykrza życie nie tylko synowej, ale także dwóm policjantom, którzy wzięli udział w pamiętnej interwencji. Za sprawą doniesień teściów Beaty, funkcjonariusze regularnie wysłuchują na swój temat dziwnych historii i biegają po sądach.
Generalnie teściowie twierdzą, że funkcjonariusze są na usługach synowej. Policjanci tracą cierpliwość. - Jeden znich zamierza skierować do sądu pozew ozniesławienie - przyznaje mł. asp. Grzegorz Sokolnicki, oficer prasowy chrzanowskiej komendy.
W prokuraturze rejonowej także toczy się kilkanaście postępowań z nazwiskiem N. w roli głównej. Są to nie tylko sprawy założone przeciwko Beacie przez jej teściów i męża, ale także te, w których podejrzanymi są członkowie rodziny N., a zawiadomienie złożyła synowa.
- Niektóre postępowania zakończyły się prawomocnym umorzeniem. Inne odesłaliśmy do sądu, bo dotyczyły czynów ściganych zoskarżenia prywatnego. Zdarzyło się też, że zgłaszająca, która twierdziła, że mąż iteściowie kierują pod jej adresem groźby karalne, nie chciała złożyć oficjalnego zawiadomienia, wiec nic nie mogliśmy zrobić - tłumaczy Zbigniew Uroda, szef chrzanowskiej prokuratury rejonowej.
Nie ukrywa, że nazwisko N. jest w prokuraturze dobrze znane. - Mam wrażenie, że obie strony mają do siebie tak wielkie pretensje, że każde ich nawet przypadkowe spotkanie kończy się oskarżeniami, w____które angażowane są organy ścigania - dodaje z wyraźnym ubolewaniem.
Dlaczego temperatura sporu jest tak wysoka? Próbowaliśmy zapytać o to teściów Beaty i jej męża. Państwo N. nie chcieli jednak rozmawiać.
Teść nauczycielki stwierdził, że nie życzy sobie, by jakiekolwiek informacje na temat konfliktu pojawiły się w prasie, choć tłumaczyliśmy cierpliwie, iż - wobec nieustannego angażowania stróżów prawa i wymiaru sprawiedliwości - dawno przestał to już być prywatny spór.
- Takiej reklamy nam nie potrzeba - powiedział pan N. w rozmowie telefonicznej. Zaznaczył, że chętnie o wszystkim porozmawia dopiero po zakończeniu spraw w sądzie. Na koniec nie omieszkał dodać, że jego synowa to "chora kobieta".
Nasz telefon mocno zdenerwował męża Beaty. - Nie zamknę pani ust ani pióra, ale proszę sobie zdawać sprawę, że już po wszystkim będziemy dochodzić swoich roszczeń na drodze sądowej - ostrzegł mężczyzna.
Zapytany, czy zechce odpowiedzieć na zarzuty żony i porozmawiać z dziennikarzem, obiecał, że da nam odpowiedź za dwa dni. Najpierw miał skontaktować się ze swoim prawnikiem. Choć zgodnie z umową wstrzymaliśmy się z publikacją o cały tydzień, nie udało nam się skontaktować z mężem Beaty. Jego telefon był cały czas wyłączony. W ogóle, albo dla nas...
*** Zakładając, że obie strony będą składać wciąż nowe zawiadomienia o domniemanych przestępstwach, spór może trwać w nieskończoność - i to w majestacie prawa. Prokurator tłumaczy, że organy ścigania muszą przyjmować każde zgłoszenie, takie są przepisy. Nie można z góry zakładać, że ktoś działa złośliwe.
- Mamy wiele podobnych spraw, choć nie aż takich rozmiarów. Wkażdej znich stronami są rozwodzący się małżonkowie. Obrzucają się wzajemnie błotem ioskarżają onajróżniejsze rzeczy tylko po to, by wygrać wsądzie. Oczywiście, nie twierdzę, że tak jest wtym przypadku - zastrzega szef prokuratury.
ELIZA JARGUZ
P. S. Imię bohaterki zostało zmienione.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie