Piotr Świerczewski: Lubię wyzwania i dlatego chcę pomóc Sandecji w utrzymaniu się w pierwszej lidze [ZDJĘCIA]

Jerzy Filipiuk
Jerzy Filipiuk
Piotr Świerczewski pozytywnie zareagował na ofertę prezesa Sandecji Łukasz Capar
Mogłem sobie pojechać na wakacje, ale ja lubię wyzwania. Jestem sportowcem z krwi i kości. Jako piłkarz musiałem podejmować różne wyzwania co tydzień. Jako trener też przeżywam stres, jednak muszę sobie z nim radzić - mówi 70-krotny reprezentant Polski Piotr Świerczewski, który od 6 lipca jest jednym z trenerów I-ligowych piłkarzy Sandecji Nowy Sącz.

Nowosądecki klub i większość mediów poinformowały, że Sandecję poprowadzi duet Jałocha – Świerczewski. Jaki jest między panami podział obowiązków?

To Marcin, który ma licencję UEFA Pro, jest pierwszym trenerem, a ja jego… drugim asystentem, bo pierwszym został klubowy analityk Kamil Biel. Staram się uczestniczyć z treningach, pokazywać czynnie ćwiczenia na boisku. Ale to Marcin będzie krzyczał na meczach. Nad taktyką i sprawami kadrowymi pracujemy we trójkę.

Co zdecydowało, że podjął się pan tej trudnej misji? Oprócz tego, że jest pan wychowankiem Sandecji…

Wydaje mi się, że jako były zawodnik mogę przekazać drużynie swoją wiedzę i doświadczenie. Chcę pomóc jej także mentalnie, żeby tuż przed zakończeniem rozgrywek, gdy niektórzy zawodnicy myślą już o wakacjach, a inni o nowych klubach, wyzwolić w nich radość gry. Praca z 25 piłkarzami jest trudna, bo jak dotrzeć na przykład do kogoś, kto popisał już kontrakt z innym pracodawcą? Trzeba umieć go zmotywować. Cudów w tak krótkim czasie nie stworzę, ale postaram się, żeby zadziałał efekt „nowej miotły”.

Trenerzy zwykle podpisują umowy na rok z opcją jej przedłużenia. Jak to było w pana przypadku, gdy podjął się pracy tuż przed końcem sezonu?

Związałem się umową z Sandecją na cztery mecze, do końca sezonu. I życie pokaże, co dalej.

Wisła Kraków. Transfery, wypożyczenia, kontrakty, plotki - ...

Oglądał pan ligowe występy Sandecji w tym sezonie?

Tak. Wprawdzie mieszkam w Warszawie, ale często przyjeżdżałem do Nowego Sącza, aby pobyć z rodzicami, odwiedzić ojca Mirosława, który ma kłopoty ze zdrowiem, oraz doglądnąć mój dom i ogród. Rodzeństwo ze względu na mieszkanie za granicą i obostrzenia nie było w stanie przyjeżdżać tak często jakby chciało, a ja mam najbliżej do rodzinnego miasta i nie byłem objęty kwarantanną. Gdy byłem w Nowym Sączu, chodziłem na treningi i mecze Sandecji, przyglądałem się warsztatowi Tomasza Kafarskiego.

I jak pan diagnozuje taką a nie inną postawę drużyny?

Rozmawiałem z trenerem Kafarskim. Uważam, że zrobił dobrą robotę w klubie. Drużyna grała nieźle – jeszcze trzy kolejki wstecz była blisko strefy barażowej, a dziś jest tuż nad strefą spadkową – ale zbyt często traciła punkty. Może zabrało chemii między trenerem a zawodnikami? Może wypaliła się formuła ich współpracy? Dlatego w klubie uznano, że należy wykonać jakieś ruchy kadrowe. Liga jest niesamowicie wyrównana, ale liczę, że zdołamy się utrzymać.

Na pana dotychczasową trenerską przygodę składa się praca w Zniczu Pruszków, ŁKS Łódź, Motorze Lublin, reprezentacji U-21 i KTS Weszło. Jak pan wspomina ten okres, może się czymś pochwalić?

Polskie kluby często nie spełniają podstawowych standardów, zwłaszcza jeśli chodzi o bazę. Najlepiej pod tym względem miałem w Zniczu, gdzie pracowałem dwukrotnie, unikając spadku. Najgorsze warunki były w ŁKS-ie, w którym brakowało wszystkiego i nie udało mi się go utrzymać w ekstraklasie. Drużynę objąłem zaledwie tydzień przed startem ligi, w jedynym meczu kontrolnym zagrało ponad 30 zawodników. Motor objąłem, gdy był na miejscu spadkowym i na takim go zostawiłem. Mile wspominam pracę z kadrą jako asystent Marcina Dorny. W A-klasowym WTS Weszło pracowałem krótko. Z powodu pandemii koronawirusa nie rozegraliśmy ani jednego oficjalnego meczu. To była dla mnie zabawa, bo mieszkam w stolicy.

Po piątkowej wygranej ze Stala Mielec Sandecję czekają jeszcze trzy mecze: w Suwałkach z outsiderem tabeli Wigrami, na własnym boisku z liderem Podbeskidziem Bielsko-Biała i w Grudziądzu z walczącą o utrzymanie Olimpią. To trudne zadanie?

Spotkanie ze Stalą było bardzo ważne, na przełamanie. Często efekt „nowej miotły” działa na zawodników bardzo motywująco. Nawet remis z rywalem mającym 18 punktów więcej od nas byłby pozytywnym krokiem, a zwycięstwo jest sukcesem. Trochę łatwiejszy wydaje się być mecz z Wigrami, ale odbędzie się na drugim końcu Polski, a podróżowanie w czasie pandemii, gdy nie zawsze można się wszędzie zatrzymywać, nie jest wygodne.

Nie bał się pan, że przyjmując ofertę z klubu zagrożonego spadkiem, stąpa po cienkim lodzie, który może szybko pęknąć? I to między innymi na pana konto, a nie Kafarskiego, zapisze się ewentualna degradacja drużyny, której do niedawna aspiracje były zupełnie inne?

Mogłem sobie pojechać na wakacje, ale ja lubię wyzwania. Jestem sportowcem z krwi i kości. Jako piłkarz musiałem podejmować różne wyzwania co tydzień. Jako trener też przeżywam stres, jednak muszę sobie z nim radzić. Prezes klubu Artur Kapelko postawił nam zadanie utrzymania drużyny w pierwszej lidze. Na naszym pierwszym treningu pojawili się kibice Sandecji. Myślałem, że dojdzie do nieprzyjemnej sytuacji, ale fani mówili nam, że liczą na nasze zaangażowanie, że będą dopingować drużynę. To był dla nas bardzo pozytywny sygnał od nich.

Miał Pan wcześniej jakieś inne propozycje prowadzenia drużyn?

Tak, z innego klubu z pierwszej ligi, ale znajdującego się daleko od Warszawy. Uznałem, że nie jest mi to potrzebne. Za granicę się też nie wybieram. Kocham Francję, gdzie grałem dziesięć lat, gdzie urodziły się moje dzieci. Dużo jej zawdzięczam, wspaniale wspominam czas spędzony na Korsyce, ale to już przeszłość.

A czy przeszłością jest także przygoda z mieszanymi sztukami walki? Ma Pan na koncie jedną walkę stoczoną w MMA. W grudniu 2019 roku w Zielonej Górze pokonał pan na punkty Grega Collinsa, specjalistę od tuningowania samochodów. Drugiego pojedynku nie będzie?

Nigdy nie będę zawodnikiem MMA. Mogę powalczyć tylko z innym celebrytą, by stworzyć sportowe show. Z mistrzem MMS się nie spotkam, bo jestem na to za słaby. Gdy miałem stoczyć walkę, nie mogłem mieć brzuszka, musiałem zadbać o wagę. Bo gdy z kimś rywalizuję, to na poważnie a nie na zasadzie, że „co będzie, to będzie”.

41-letni Marcin Najman, który z siedmiu pojedynków w MMA, wygrał tylko dwa, odgrażał się, że może powalczyć z panem. Skusiłby się pan na powrót do klatki, by zakończyć jego karierę, pokonując go?

On jest pośmiewiskiem MMA. Gdybym jednak znowu miał powalczyć, musiałbym się odpowiednio przygotować, poćwiczyć z trenerem ze trzy miesiące. A na to nie mam teraz czasu.

Wisła Kraków. Aż 14 piłkarzom "Białej Gwiazdy" wygasają w li...

Przez 11 lat występował pan w reprezentacji, rozegrał w niej 70 meczów, został wicemistrzem olimpijskim, uczestniczył w mundialu, zdobył między innymi cztery Puchary Polski i dwa Superpuchary oraz Puchar Intertoto, grał w Polsce, Francji, Anglii i Japonii. Jest Pan zadowolony z tego, co osiągnął jako piłkarz?

I tak, i nie. Tak – bo spełniłem swe marzenie. Jako młody chłopak miałem w swym pokoju plakaty z Diego Maradoną i Olympique Marsylia, który w 1993 roku wygrał Ligę Mistrzów. Marzyłem wtedy, by kiedyś trafić na Stade Velodrome. I trafiłem, byłem nawet kapitanem drużyny. A nie – bo za wcześnie zakończyłem grę za granicą. Miałem wtedy 31 lat, tyle co dziś Robert Lewandowski. Zamiast iść do przodu, poddałem się, bo zachłysnąłem się tym, co już osiągnąłem. Popełniłem błąd wracając do Polski. Miałem propozycje z Rennes i powrotu do AS Saint-Etienne, a wybrałem Lecha Poznań, bo mamiono mnie wielkimi planami. Dla mnie ideałem jest Łukasz Piszczek, który kolejny rok spędza w wielkim klubie. To piłkarz z klasą, który świetnie kieruje swoją karierą. Dziś mówię zawodnikom, żeby grali jak najdłużej w dobrych klubach.

Jakich swych trenerów wspomina Pan ze szczególnym sentymentem?

Frederica Antonettiego, który ściągnął mnie do Bastii, potem do Gamby Osaka i ponownie do Bastii, Henryka Kasperczaka, który prowadził mnie także w Bastii, oraz Jerzego Engela, pod którego okiem po 16 latach przerwy awansowaliśmy na mistrzostwa świata. Antonettiemu w ubiegłym tygodniu zmarła żona. Wysłałem mu sms-a z kondolencjami. Odpisał, że dziękuję za pamięć. Doceniam trenerski warsztat Kasperczaka, który jest wspaniałym trenerem i dobrym człowiekiem.

A przeciwko jakim trzem najlepszym piłkarzom miał Pan okazję wystąpić?

Byli to Zinedine Zidane, Luis Figo i brazylijski Ronaldo. Przeciwko temu pierwszemu grałem w lidze francuskiej i w reprezentacji. Figo zapamiętałem z koreańskiego mundialu, na którym przegraliśmy z Portugalią 0:4. Mam jego koszulkę. Z Ronaldo spotkałem się także w drużynie narodowej. Brazylijczycy w ogóle imponowali mi techniką, szybkością.

Kiedy opowiada pan o futbolu, można wyczuć, że ciągle jest panu bliski, że chętnie by pan wrócił na zieloną murawę.
Mnie ciągle kreci wyjście na boisko. Po zakończeniu kariery zawodniczej – w 2014 roku - uwielbiałem grać w halowych turniejach, pokazowych meczach. Zaliczyłem ich dziesiątki. Lubię też jeździć na rowerze, uwielbiam grać w tenisa, grywam trochę w golfa. Przygotowując się do występu w programie telewizyjnym Celebrity Flash, nauczyłem się skakać do wody.

Na początku rozmowy wspomniał pan o swoich rodzicach i swoim rodzeństwie. To może na jej koniec proszę opowiedzieć o swojej żonie i dzieciach.

Żona Lidia pracuje w firmie logistycznej Geodis. Jest wspaniałą matką i żoną, która rodzinę stawia na pierwszym miejscu i wspiera mnie we wszystkim, czego się podejmuję. Mamy z Lidią dwoje cudownych dzieci Annę i Tomasza oraz wspaniałą wnuczkę, która jest dla nas całym światem.

Szkoleniowcy, którzy prowadzili piłkarzy Sandecji Nowy Sącz ...

Najwyższe zwycięstwa w małopolskich rozgrywkach w minionym s...

Wieczysta Kraków. Coraz więcej gwiazd w drużynie z klasy okr...

Wieczysta Kraków. W klubie klasy okręgowej zmienia się nie t...

Wisła Kraków. 60 najlepszych piłkarzy w historii. Ranking za...

Piłkarze i trenerzy Wisły, Cracovii, Hutnika, Kmity, Świtu i...

Czytaj także

Głośne powroty piłkarzy do ekstraklasy.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3