Pogodny finał

Redakcja
Można się było obawiać, czy program koncertu zamykającego w ubiegły piątek Dni Muzyki Organowej, wypełniony w całości dziełami Jerzego Fryderyka Händla, nie będzie zbyt jednostajny. Tymczasem nic podobnego! Trafny dobór utworów różnych gatunkowo wniósł urozmaicenie, a ponadto był to Händel nieco lżejszy i finał festiwalu rozświetlił się pogodnie, jak jeden z ostatnich jasnych dni złotawo przyżółconej jesieni. Wprawdzie sam początek wprawił mnie w konfuzję, bo pierwszą część Concerto grosso B-dur op. 3 nr 2 grano dość nieskładnie i nerwowo, ale już bardzo ładne sola obojowe Mariusza Pędziałka w melodyjnym Grave wniosły spokój i zespół wyraźnie się zmobilizował. Karol Gołębiowski, nasz rodak z Brukseli, gdzie mieszka od przeszło dwudziestu lat, prowadząc ożywioną działalność koncertową w całej Europie, wybornie zagrał dwa koncerty organowe, F-dur op. 4 nr 5 i d-moll op. 7 nr 4. Miały właściwą dozę lekkości i popisowości, bo przecież Händel pisał je dla siebie jako odprężające przerywniki w antraktach swych wielkich dzieł oratoryjnych czy operowych. Utrafienie we właściwy charakter muzyki jest równie ważne jak właściwa realizacja ozdobników, oczywiście u Gołębiowskiego wzorowa. Właściwie nawet nie trzeba o tym przypominać, bo znajomość kanonów wykonawczych dawnej muzyki jest dziś obowiązkowa już na etapie studiów. Chodzi mi jednak o podkreślenie, że sama wierność tekstowi utworu, jego przykładne przekazanie słuchaczowi to nie wszystko, bo artyzm wymaga jeszcze pewnej osobistej nadwyżki, wnoszonej przez wykonawcę.

Dni Muzyki Organowej

   Oda na dzień św. Cecylii nie bywa wymieniana wśród najwybitniejszych osiągnięć Händla, ale jest to utwór bardzo wdzięczny. Znakomity tekst Johna Drydena, wiążący charakterystykę różnych instrumentów z różnymi kategoriami ekspresji, dał kompozytorowi okazję do mistrzowsko przeprowadzonej "gry w konwencje", niebędącej wcale wynalazkiem XX wieku. Heroiczne fanfary trąbek - nb. zagrane z pełnym blaskiem - i wojenne sygnały bębnów odwołują się wprost do scen z oper historycznych, mamy też w Odzie… _żałosne skargi mitologicznych kochanków przy dźwiękach fletu, "niebiańską wzniosłość organów", wzburzoną namiętność skrzypiec i lirę Orfeusza. Tomasz Bugaj bardzo sprawnie i z dużym wyczuciem prowadził zespół przez te zmienne klimaty, aż do gromkiego finału, też konwencjonalnego, bo nie rozpływającego się w ciszy milknącej muzyki, jak to sugeruje zakończenie poematu Drydena. Odę na cześć patronki muzyki napisał Händel po monumentalnym oratorium _Izrael w Egipcie, którego wykonanie nie przyniosło mu sukcesu. W ogóle nie był to dla niego okres pomyślny, więc schronił się do pogodniejszego świata dźwięków. Ograniczył rolę chóru, wysuwając na plan pierwszy arie solowe. Śpiewali je Anna Karasińska - sopran, która mi się bardzo podobała, i tenor Dariusz Pietrzykowski, któremu chyba nic nie można było zarzucić. Przy organach zasiadł Andrzej Białko, partię klawesynu grała Bogumiła Gizbert-Studnicka, chór przygotował Jacek Mentel. Jak wspomniałem, rola chóru nie była wielka, ale przydał on blasku temu "małemu oratorium", które efektownie dopełniło tegoroczne dni organowe.
ADAM WALACIŃSKI

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie