Pomogły mocne słowa

SAS
Wisła Kraków - Zagłębie Lubin 4-0 (0-0)

2-0 Niciński 53 min

   1-0 Żurawski 46 min (z karnego)
   3-0 Niciński 69 min
   4-0 Szymkowiak 71 min

   Bardzo ostra reprymenda trenera Franciszka Smudy w przerwie wczorajszego meczu ekstraklasy przyniosła efekty. W drugiej połowie piłkarze Wisły zdobyli aż cztery gole i dość niespodziewanie, biorąc pod uwagę przebieg gry w trzech pierwszych kwadransach, rozgromili Zagłębie Lubin. Świetnie wypadł rezerwowy "Białej Gwiazdy" Grzegorz Niciński, który strzelając dwa gole, przypomniał o tym, że był przecież groźnym napastnikiem.
   W 28 minucie Niciński zastąpił Olgierda Moskalewicza, który w starciu z Tomaszem Romaniukiem doznał pęknięcia żeber.
   Także wprowadzony w 46 minucie - za Ryszarda Czerwca - Mirosław Szymkowiak wniósł spore ożywienie w poczynania gospodarzy. Był też autorem czwartego gola.
   Kanonadę krakowian rozpoczął zaraz po przerwie Maciej Żurawski, wykorzystując karnego.

Szybko zapomnieć

   Gra Wisły w pierwszej połowie nie wróżyła ani sukcesu, ani emocji. Dopiero w 12 min odnotowaliśmy pierwszy strzał w bramkę. Po dośrodkowaniu Grzegorza Kaliciaka, Grzegorz Pater niezbyt dokładnie kopnął piłkę i Robert Mioduszewski nie miał problemów z jej wyłapaniem. Na drugą groźniejszą akcję wiślaków musieliśmy czekać aż do 35 min. Po rozegraniu piłki przez Kazimierza Moskala, Kamila Kosowskiego i Grzegorza Kaliciaka, główkował Grzegorz Pater, ale za słabo i mało precyzyjnie, Mioduszewski zażegnał więc niebezpieczeństwo. Wreszcie w 45 min mocno, z tzw. pierwszej piłki - po długim przerzucie Kosowskiego - strzelił Kaliciak minimalnie niecelnie, kilka centymetrów od "okienka". W tej części spotkania groźniej atakowali jednak lubinianie.
   W 16 min, po dośrodkowaniu Jacka Manuszewskiego, chciał zaskoczyć Artura Sarnata z woleja Andrzej Niedzielan, ale bramkarz Wisły, który znakomicie interweniował we wtorkowym meczu z Barceloną, także wczoraj zaprezentował wysoką formę i nie dał się zaskoczyć, parując piłkę na róg. Nie stracił też zimnej krwi podczas zamieszania w polu karnym w 22 min. Wtedy przyszedł mu w sukurs Marek Zając. Doskonałej sytuacji w 45 min nie wykorzystał Aleksander Osipowicz. Po szybkiej kontrze posłał piłkę nad poprzeczką. Drużyna Zagłębia łatwo zdobywała pole po długich podaniach Jacka Manuszewskiego i Jarosława Krzyżanowskiego.

Ręka - karny!

   Gościom wyraźnie podciął skrzydła już karny, wykorzystany w 46 min przez Macieja Żurawskiego. Sędzia podyktował "jedenastkę" za rękę w polu karnym Nerijusa Radżiusa.
   Piłkarze "Białej Gwiazdy" naprawili błąd z potyczki z Odrą Wodzisław i wykonali "kołyskę" dla syna Grzegorza Patera - Filipa.

Gol za golem

   Następnego gola w 53 min, strzelonego przez Grzegorza Nicińskiego, stracili lubinianie po kolejnym indywidualnym błędzie - Tomasza Romaniuka, który mimo wysokiego wzrostu nie zdołał przeszkodzić wiślakowi w celnym uderzeniu piłki głową. To m.in. dlatego został zmieniony przez Roberta Bubnowicza.
   Defensywa Zagłębia nie popisała się w 69 min, zostawiając przed bramkarzem Mioduszewskim aż dwóch krakowian: Grzegorza Patera i Grzegorza Nicińskiego. Ten drugi nie zmarnował wspaniałej okazji.
   Po upływie 120 sekund taniec radości wykonał Mirosław Szymkowiak. Był szybszy od obrońców, po dośrodkowaniu Grzegorza Kaliciaka.
   Wiślacy mieli w drugiej połowie niemal stuprocentową skuteczność. Jedynie Grzegorz Pater w 60 min nie wykorzystał dokładnego podania Marka Zająca i strzelił wysoko nad poprzeczką, a Grzegorz Niciński w 62 min główkował o centymetry od bramki.

Dwie szanse Zagłębia

   Znokautowani piłkarze Zagłębia dopiero pod koniec meczu mieli dwie szanse na zmniejszenie rozmiarów porażki. W 82 min strzał Andrzeja Niedzielana w pięknym stylu obronił Artur Sarnat, a w 88 min Jarosław Krzyżanowski trafił w słupek. Krzyżanowski miał sporo szczęścia, że w 50 min ujrzał tylko żółtą kartkę. Uderzył bowiem łokciem w żołądek Nigeryjczyka Sundaya i to przewinienie kwalifikowało się do wyrzucenia pomocnika lubinian z boiska. Sędzia inaczej zinterpretował zdarzenie.

Pomyłki liniowych

   Nie ta sytuacja, ale fatalna sygnalizacja liniowych, zwanych obecnie asystentami wywoływała protesty widzów. Kilka razy Krzysztof Jenda i Rafał Rostkowski zasugerowali Jackowi Granatowi odgwizdanie spalonych, których nie było.

Rozwianie obaw

   To pierwsze tak efektowne zwycięstwo Wisły w tym sezonie, choć trener Franciszek Smuda obawiał się, czy po występie na Camp Nou w Barcelonie jego podopieczni zbiorą siły na potyczkę z Zagłębiem. Mirosława Szymkowiaka posadził na ławce rezerwowych z konieczności, ponieważ zaczął narzekać na bóle w kostce. Wobec kiepskiej dyspozycji Ryszarda Czerwca, Szymkowiak musiał wejść na boisko. Spisywał się bez zarzutu.
   "Czarnym koniem" okazał się Grzegorz Niciński. Tym razem znakomicie wykorzystał szansę. A przecież mógł w ogóle nie grać, gdyby nie uraz Olgierda Moskalewicza...
   Powoli cementuje się wiślacka obrona. Już nie tylko niezmordowany i niezawodny Kazimierz Moskal, ale także coraz lepsi Arkadiusz Głowacki i Grzegorz Kaliciak. Kaliciak umiejętnie włącza się do akcji ofensywnych. Niepewny miejsca jest natomiast Marek Zając. W rezerwie był Marcin Baszczyński. Po raz kolejny w 16-osobowej kadrze nie zmieścił się Bogdan Zając. A kontuzja wyeliminowała Łukasza Nawotczyńskiego.

Na trybunach Moskała

   Niewykluczone, że wkrótce w barwach Wisły wystąpi Tomasz Moskała, który zbiera pochlebne recenzje za grę w GKS Katowice. Przyjechał wczoraj do Krakowa, oglądał mecz. Nie chciał jeszcze zdradzić, czy doszedł do porozumienia z kierownictwem krakowskiego klubu.
JERZY SASORSKI
Zdjęcia Wacław Klag

Zdaniem trenerów

Nikt nie ma przepustki

   Stefan Majewski (trener Zagłębia): - Ciężko mi się wypowiadać po takim spotkaniu. Wydaje się, że zaczęliśmy dobrze. W pierwszej połowie mieliśmy - zdaje się - przewagę i więcej sytuacji podbramkowych. Niestety, jeśli robi się takie prezenty jak przy pierwszej bramce, to trudno mieć pretensje do sędziego. Przy drugiej, ktoś, kto ma ponad 2 metry nie potrafił skoczyć do głowy. Po dwóch bramkach Wisła nadawała już ton grze, grała z łatwością i szczęśliwie się skończyło na czterech golach. Gdybyśmy wykorzystali sytuacje, to wynik byłby przynajmniej inny. A mamy takich zawodników, że muszą mieć kilka sytuacji, żeby choć jedną wykorzystać.
   Franciszek Smuda (trener Wisły): - Z doświadczenia mogę powiedzieć, że po każdym pucharowym meczu jest trudno rozegrać ligowe spotkanie. Nie wiem, skąd się biorą te trudności. Były szczególnie widoczne w pierwszej połowie. W drugiej wszystko się zmieniło. Powiedzieliśmy sobie w przerwie kilka słów, których się zazwyczaj nie używa. I drużyna przynajmniej trochę walki włożyła. A, że potrafi dużo, to wiadomo. Dlatego wygraliśmy spotkanie. Myślę, że dwa tygodnie przerwy wystarczy, żeby się odnaleźć po meczach w dużych upałach. Do upałów mamy wyjątkowego pecha. A w takich warunkach traci się dużo substancji. W drugiej połowie została zniwelowana rozpacz po pierwszej części gry. Możemy być zadowoleni z trzech punktów. Chciałbym podkreślić, że przepustki na grę w podstawowym składzie nie ma nikt. Żałuję, że nie ma braci Brożków i Kuzery (przygotowują sie do mistrzostw Europy do lat 19 - przyp. red.), bo w środę mógłbym dać niektórym zawodnikom odpocząć. Bogdan Zając wcale nie musi grać, choć był w drużynie 5-6 lat. Będzie młody lepszy, to on będzie grał. To trzeba przyjąć. A ja biorę odpowiedzialność za to, co robię.
   (SAS)

Bohater meczu

Grzegorz Niciński

Dwa gole i Zagłębie pęka

   Najskuteczniejszy tego dnia zawodnik Wisły rozpoczął od deklaracji: - Wszedłem w następstwie kontuzji mojego serdecznego przyjaciela, Olka Moskalewicza. Starałem się wypaść jak najlepiej. Ze zwycięstwa 4-0 zawsze należy się cieszyć.
   - Zaimponował Pan skutecznością. Proszę opisać sytuacje, po których trafił Pan do siatki.
   - Niedługo po objęciu prowadzenia Kamil Kosowski wyrzucał piłkę z autu. Zawodnik Zagłębia chyba nie przypuszczał, że Kamil może daleko rzucić, i trochę mnie odpuścił. Gdy znalazłem się na 3-4 metrze od bramki, instynktownie uderzyłem głową. Piłka wpadła Mioduszewskiemu między nogi. Potem ktoś wycofał piłkę do Artka Sarnata, a on bardzo mocno posłał ją na połowę Zagłębia. Dobrze się ustawiłem, w porę wystartowałem i miałem od razu dużą przewagę. Grześka Patera zobaczyłem w końcowej fazie akcji. Zastanawiałem się, co zrobi Mioduszewski, ale on stał, dlatego jedynym wyjściem było puścić piłkę w długi róg.
   - Czy kiedykolwiek strzelił Pan dwa gole dla Wisły w jednym meczu?
   - Nie pamiętam, choć gram tu już cztery lata i w sumie uzbierałem kilkanaście goli. Trzy razy trafiłem do siatki Wieczystej, nawet niedawno, ale był to mecz naszych czwartoligowych rezerw.
   - Dlaczego tak słabo wypadliście w pierwszej odsłonie?
   - Gra się tak, jak przeciwnik pozwala. Zagłębie grało twardo i uważnie, aż do chwili, gdy dostało dwa gole. Wtedy zwyczajnie pękło.
   - Koledzy być może odpoczną, nie zagrają w meczu z KSZO, ale Pan chyba nie liczy na taryfę ulgową?
   - To ustali trener. Mogę tylko powiedzieć, że Puchar Ligi jest bardzo ważny i w tych rozgrywkach też damy z siebie 100 procent.
(MARO)

Olgierd Moskalewicz

Kłucie w żebrach

   "Olo" Moskalewicz opuścił plac już w pierwszej połowie. Doznał kontuzji żeber.
   - Po raz pierwszy w karierze mam stłuczone żebra. Ból jest okropny. Przez cały czas czuję kłucie. Zawodnik Zagłębia uderzył mnie albo łokciem, albo kolanem i już próbując wstać z murawy zorientowałem się, że to coś poważniejszego. Dwa tygodnie mam z głowy.
   - Lekarz tak Panu powiedział?
   - Nie, ale koledzy ostrzegli mnie, że to tyle potrwa. Nie widzę szans na grę w Pucharze Ligi, będę starał się, by zdążyć na ligowy mecz z Katowicami.
   - Mecz początkowo układał się po myśli lubinian.
   - Owszem, ale w końcu rozwiązaliśmy worek z bramkami. Przeczytałem gdzieś wypowiedź prezesa Zagłębia, pana Jacka Kardeli, że jego drużyna w meczach z Barceloną zaprezentowałaby się lepiej od Wisły. Nie mam nic do zawodników Zagłębia, za to ich prezes stracił głowę. Ciekawe, jak pan Kardela zamierza sprawdzić, czy Zagłębie stać na wyrównaną walkę z Barceloną, bo przecież Barcelona nigdy nie przyjedzie do Lubina na mecze Pucharu Intertoto!
   - Postawa Wisły również budzi kontrowersje.
   - Zgadza się, sami czujemy, że to nie jest to, na co nas stać. Kibice żądają efektownej gry i ja im się nie dziwię, ale naprawdę, proszę zrozumieć, że na dźwięk słowa "Wisła" nikt nie będzie się kładł. Dobrze, że chociaż wygrywamy, bo jest to jakaś rekompensata dla kibiców za nie najlepszą grę. Gdybyśmy przegrywali, byłoby tragicznie. Niech wreszcie skończą się upały i mecze co trzy dni, a wtedy zaczniemy grać lepiej i zapomnimy, co było na początku sezonu.
(MARO)

Pod szatnią

   Grzegorz Kaliciak: - W pierwszej połowie graliśmy niemrawo, ale w drugiej pokazaliśmy to, co się podoba kibicom. Trudno mi wyjaśnić tę dysproporcję. Nie ma co narzekać na pogodę, w końcu była tak samo trudna dla zawodników Zagłębia. Po prostu gra ułożyła się po dwóch strzelonych przez nas bramkach. Wtedy Zagłębie przestało wierzyć, że urwie nam punkty. Odnośnie karnego, to sędzia podyktował go za zagranie ręką, choć chwilę po podjęciu tej decyzji pytał jeszcze, czy ręka na pewno była? Była, bo widziałem to z bliska. Czekam na pierwszą swoją bramkę po powrocie do Wisły. W drugiej połowie miałem uderzać z wolnego, ale między mnie i Kamila Kosowskiego wplątał się "Szymek". Chciał wykorzystać złe ustawienie muru rywala i uderzyć w krótki róg. Następnym razem ja spróbuję. Strzałem z woleja - nawet ładnym, ale niecelnym - nie zaprzątam sobie myśli. Kto będzie pamiętał o nim za dwa miesiące?
   Kamil Kosowski: - Radżius nie zauważył, że jestem blisko niego. Chciał spokojnie przyjąć piłkę, ale przestraszył się, poślizgnął i dotknął piłki ręką. Ewidentny karny! W pierwszej połowie Zagłębie zagrało dobrze taktycznie: zawodnicy właściwie się ustawiali, potrafili umiejętnie zagęścić strefę. Ale było tak do pierwszego gola i gdybyśmy strzelili go przed przerwą, scenariusz byłby taki sam. Złapiemy teraz trochę oddechu - myślę, że w meczu Pucharu Ligi z KSZO zagrają przede wszystkim ci, którzy odpoczywali w lidze. O Hajduku jeszcze nie rozmawiamy. Przejmujemy się zawsze najbliższym spotkaniem, dlatego że liga to głównie gra o premie meczowe. Puchary są czymś innym. Czułem, po lekturze artykułów prasowych, że nie dostanę powołania na mecze eliminacyjne MŚ. Widocznie w kadrze są zbyt dobrzy zawodnicy. Powołania rozdaje trener Engel, ale o tym, co jest na boisku, decydują właśnie oni ("Kosa" wcześniej powiedział, że w Bundeslidze gra tylko kilka dobrych zespołów. W odpowiedzi Tomasz Hajto zarzucił Kosowskiemu, że deprecjonuje wartość tamtejszych drużyn - maro).
   Robert Mioduszewski:- Człowiek jest takim stworzeniem, że popełnia błędy. Trzeba wyciągać wnioski, żeby ich nie powtarzać. Teraz nie mam do siebie pretensji za puszczone bramki. Dopiero analiza spotkania wykaże, kto zawinił. Moim zdaniem, karnego nie było, ale jestem daleki od krytykowania sędziego. Po prostu wyrażam swoje zdanie. Wisła strzeliła gole w piętnaście minut i spotkanie mogło już wtedy się zakończyć. Nie zgadzam się z pańską opinią, że Zagłębie zdecydowanie gorzej gra na wyjazdach. Zresztą Odra Wodzisław prawie wszystkie punkty robi na własnym terenie i nikt nie narzeka z tego powodu.
   Jarosław Krzyżanowski: - Nie zmieniliśmy naszej gry, to Wisła po strzeleniu pierwszej, a potem drugiej, kuriozalnej bramki zaczęła grać "swoje". Krakowianie rozluźnili się, my też, tylko przyniosło to odmienny efekt. Wisła niepodzielnie panowała na boisku. Kluczowe znaczenie miało nie wykorzystanie przez nas dwóch klarownych sytuacji w pierwszej połowie. Nie zrobiliśmy tego, a Wisła jest takim zespołem, że najpierw wykorzystuje to, co ma, a potem odjeżdża.
(MARO)

Wiślacy pod lupą

   Artur Sarnat 7: Bez zarzutu. Wysoka forma. Obronił w świetnym stylu kilka groźnych strzałów. Poza tym, to po jego wykopie Grzegorz Niciński zostawił za plecami obrońców i nie zmarnował okazji.
   Marek Zając 5: Dał się ogrywać, szczególnie w pierwszej połowie, Aleksandrowi Osipowiczowi. Lepszy pod bramką przeciwnika - "główka", dokładne podanie do Grzegorza Patera, którego, niestety, nie wykorzystał.
   Kazimierz Moskal 6: Bodaj tylko raz we własnym polu karnym nie trafił w piłkę (bez konsekwencji). Dobrze się ustawiał, doskonale współpracował z Arkadiuszem Głowackim.
   Arkadiusz Głowacki 7: Robi postępy. Wczoraj mocny punkt drużyny. Odbierał piłkę przeciwnikom z wyczuciem, bez fauli. Dobrze grał głową.
   Grzegorz Kaliciak 7: Takiego obrońcy potrzebował trener Smuda. Mocne uderzenia lewą nogą - strzały, dośrodkowania. Bardzo przydatny także w akcjach ofensywnych.
   Grzegorz Pater 5: Lekki kryzys, potrzebuje odpoczynku. Wczoraj nieskuteczny, choć miał kilka okazji. Mało inwencji w konstruowaniu ataków.
   Ryszard Czerwiec 3: Reżyserem zespołu wczoraj nie był.
   Sunday Ibrahim 5: W dwóch sytuacjach był widoczny, gdy "podciął" Tomasza Romaniuka i dostał łokciem w żołądek od Jarosława Krzyżanowskiego.
   Kamil Kosowski 6: Zapomniał już o wtorkowym występie w Barcelonie. Znów bardzio ruchliwy, często zmieniał pozycje. Przechodził z lewej strony boiska na prawą. I właśnie stamtąd świetnie wrzucił piłkę z autu. Na głowę, do Grzegorza Nicińskiego.
   Olgierd Moskalewicz: Tylko 24 minuty na murawie. Doznał bolesnego stłuczenia, a może nawet pęknięcia żeber.
   Maciej Żurawski 6: Karnego wykonał pewnie - mocnym strzałem pod poprzeczkę. To był najważniejszy gol meczu. Obrońcy skupili na nim uwagę, dlatego inni wiślacy mieli pole do popisu.
   Grzegorz Niciński 7: Przekonał chyba wreszcie do siebie trenera Smudę. Niekoniecznie musi wypełniać zadania w defensywie. Potrafi też celnie strzelać - głową, nogą, bez różnicy.
   Mirosław Szymkowiak 5: Ożywił grę zespołu po przerwie. Wykazał dużo sprytu przy zdobyciu bramki.
   Tomasz Kulawik: Kilkanaście minut na boisku. Zaliczył jeszcze jeden mecz pierwszoligowy.
   (SAS)

Cytat dnia

   W pierwszej połowie graliśmy, jak to się mówi, "koninę"
Franciszek Smuda, trener Wisły

Liczby meczu

4

   Po raz drugi w tym sezonie wiślacy strzelili cztery gole. Poprzednio tej sztuki dokonali w lipcowym meczu z Polonią Warszawa. Grano wówczas o Superpuchar Polski.

+1

   Różnicą jednego gola Wisła pokonała poprzednio: Polonię (4-3), KSZO (1-0), Skonto (2-1 i 1-0), Górnika (2-1) i Odrę (1-0). Inne mecze - ligowe z Polonią i z Widzewem oraz pucharowe z Barceloną - zakończyły się remisami bądź porażkami krakowian. Efektowne 4-0 z Zagłębiem zakończyło serię skromnych zwycięstw "Białej Gwiazdy".
(MARO)

2-1 Hajduka

   Piłkarze Hajduka Split, rywala Wisły w I rundzie Pucharu UEFA, wygrali wczoraj pierwszoligowy mecz. Pokonali na wyjeździe Marsonię Slavonski Brod 2-1 (1-1). Bramki dla Hajduka zdobyli: Deranja i Vejic.
   (SAS)

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie