"Popiełuszko stalinowskich czasów". Dziś uroczystości pogrzebowe ks. Gurgacza

Dawid Golik, Filip Musiał
Zdjęcie ks. W. Gurgacza wykonane po aresztowaniu
Zdjęcie ks. W. Gurgacza wykonane po aresztowaniu Fot. archiwum IPN
Już dziś w Krakowie odbędą się uroczystości pogrzebowe Żołnierzy Wyklętych, w tym m.in. ks. Władysława Gurgacza - kapelana żołnierzy podziemia niepodległościowego, skazanego na śmierć w pokazowym procesie i straconego w 1949 r. W końcu doczeka się godnego pochówku. Poniżej przypominamy historię tego niezłomnego człowieka.

2 kwietnia 1914 * Rodzi się ks. Władysław Gurgacz * Jezuita, mistyk, kapelan żołnierzy podziemia niepodległościowego * Skazany na śmierć w pokazowym procesie i stracony w 1949 r.

Kraków. 14 września odbędzie się pogrzeb Żołnierzy Wyklętych...

Życie i działalność ks. Władysława Gurgacza badali m.in. pracownicy krakowskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej – Dawid Golik i Filip Musiał. Twierdzą oni, że ks. Władysław Gurgacz był dla komunistów podwójnie niebezpiecznym przeciwnikiem. I jako duchowny, przeciwstawiający się państwu, i jako kapelan konspiracyjnej organizacji dysponującej własnym oddziałem zbrojnym. Właśnie ukazała się ich książka na ten temat. Osobną jej część stanowią „Pisma Wybrane” ks. Gurgacza – listy, kazania, zapiski z przygotowań do rekolekcji. Poniżej fragment trzeciego rozdziału tej publikacji, zatytułowany „Więzień bezpieki”.

Procesy pokazowe były zawsze wpisane w logikę działań politycznych, którym podporządkowane były najważniejsze tendencje polityki karnej. (...) Po rozbiciu opozycji politycznej i zneutralizowaniu podziemia niepodległościowego, po 1948 r., w najgłośniejszych procesach skazywano księży katolickich. To dlatego sprawa pododdziału Polskiej Podziemnej Armii Niepodległościowców (PPAN), działającego na Sądecczyźnie, dowodzonego przez Stefana Balickiego ps. „Bylina” stała się „procesem księdza Gurgacza”. To nie kapelan powinien być głównym oskarżonym, ale to właśnie on pasował do politycznego scenariusza pisanego przez komunistów. Ksiądz na czele „bandy”, ksiądz z mszałem i pistoletem, ksiądz zachęcający do „rabunków” państwowego mienia…

Było to tym ważniejsze, że w ramach działań antykościelnych polecano w 1949 r., by w każdym z województw przeprowadzono co najmniej jedną rozprawę pokazową przeciwko duchownym. (...) Ważna była stylistyka: zasady, które starano się wpajać sędziom, prokuratorom i stenotypistkom, wprost sformułował w 1953 r. szef Zarządu Sądownictwa Wojskowego Oskar Karliner, który zwracał uwagę na używanie w wyrokach niewłaściwych, nierzadko politycznie szkodliwych sformułowań. Zaliczał do nich: [...] używanie przez sędziów takich wyrażeń, jak „oddział” zamiast „banda”, „obcy ustrój” zamiast „ustrój PRL”, „nielegalne organizacje” zamiast „kontrrewolucyjne organizacje”, „placówka” zamiast „kryjówka bandycka” lub „melina”, „likwidacja” zamiast „zabójstwa” lub „terrorystyczne zabójstwa”, „rozkaz” zamiast „polecenie” itp.

Możemy się jedynie domyślać, jak mocno ks. Gurgacz musiał walczyć na sali rozpraw. Protokół procesu został bowiem sfałszowany, by nie pozostały dowody niezłomności skazywanych. 13 sierpnia 1949 r., w ostatnim dniu procesu, po wystąpieniu prokuratora żądającego kary śmierci m.in. dla ks. Gurgacza, duchowny wygłosił ostatnie słowo. W protokole rozprawy zapisano: „osk. ks. Gurgacz Władysław – nie oświadcza się”.

Niemniej ks. Stanisław Szymański oraz Danuta Suchorowska, biografowie kapelana, na podstawie relacji osób obecnych na procesie streścili niezwykle mocne jego ostatnie słowo. Odnalezione zapiski anonimowego funkcjonariusza pionu śledczego bezpieki potwierdzają tamte relacje. Ubek zapisał: „Ostatnie słowo Gurgacz – do oddziału nie należał z przyczyn politycznych, jest niewinny, jako kapłan, zakonnik i Polak. Niewinny, dlatego – bo działał w dobrej wierze. Niewinny wobec Kościoła. Do lasu został zabrany – przymus fizyczny i moralny. Zrobił błąd.

Nie tylko może, lecz i powinien udać się do lasu, aby przeciwdziałać większemu złu [dopisek na marginesie: moralista]. Zamienił sukienkę duchowną na mundur polskiego żołnierza. Przeciwdziałał rozwojowi organizacji (gdyby nie on, byłoby nie 20, a cały batalion, całe Podhale). On chłopców umoralniał. Uważa, że wyraża przekonania większości narodu. Nie uznaje władz obecnych. Uważa się za przeds[ta-wiciela] 24 milj[onów] Polaków, którzy nie zgadzają się z obecną rzeczyw[istością] i modlą się o wolność. Judica me deus [sic!] et discerne causam meam [Osądź mnie, Boże, i rozstrzygnij sprawę moją]”.

Według relacji zebranych przez ks. Stanisława Szymańskiego, a potwierdzonych przez Danutę Suchorowską, ks. Gurgacz miał w ostatnim słowie wypowiedzieć jeszcze kilka istotnych zdań: „W Polsce brak jest podstawowych swobód obywatelskich. Myśmy walczyli o wolność. Jako kapelan organizacji starałem się wpływać na młodych i powstrzymywać ich od niepotrzebnego rozlewu krwi. Zdawałem sobie sprawę z teg o, co robię i co mi za to grozi, skoro mnie schwytacie. Na śmierć pójdę chętnie. Cóż jest zresztą śmierć? To tylko przejście z jednego życia w drugie. A przy tym wierzę, że każda kropla krwi niewinnie przelanej zrodzi tysiące przeciwników i obróci się wam na zgubę”.

14 sierpnia 1949 r. Wojskowy Sąd Rejonowy w Krakowie wydał wyrok, w którym na śmierć skazano ks. Władysława Gurgacza, a także Stefana Balickiego ps. „Bylina”, Stanisława Szajnę ps. „Orzeł” oraz kleryka Michała Żaka. W uzasadnieniu wyroku sędziowie WSR w Krakowie podkreślali, że ks. Gurgacz: był „kapelanem bandy, którą demoralizował swoimi kazaniami, wychowując ją w duchu wrogości do obecnego ustroju”. […] „Był moralnym przywódcą bandy, w bandzie używał ps. „Ojciec”, „Sem”. (...)

Skazanych osadzono następnie w tzw. bloku śmierci Centralnego Więzienia Montelupich w Krakowie. Bolesław Bierut we wrześniu 1949 r. złagodził karę orzeczoną wobec Michała Żaka do więzienia dożywotniego, nie skorzystał zaś z prawa łaski wobec ks. Gurgacza, Balickiego i Szajny. Przez miesiąc ks. Gurgacz przebywał w celi śmierci, mając ograniczone możliwości kontaktowania się z pozostałymi żołnierzami PPAN. (…) Wyrok został wykonany 14 września 1949 r. na podwórku więzienia przy ul. Montelupich, w rogu między murem a więzienną piekarnią. Według relacji naocznego świadka egzekucję wykonano „strzałem katyńskim”, w tył głowy.

Ostatnie chwile ks. Gurgacza zrekonstruował na podstawie rozmów z osobami więzionymi w tym czasie na Montelupich ks. Szymański: Trzech więźniów szło na stracenie. Ubrani byli tylko w bieliznę. Pierwszy szedł o. Gurgacz, za nim Balicki i Szajna. Starszy celi położonej na wprost korytarza zarządził modlitwę za idących na śmierć. Zaśpiewano głośno „Pod Twoją obronę”. Strażnik kazał im milczeć, lecz oni śpiewali dalej. Wsłuchany w słowa pieśni szedł o. Gurgacz razem z dwoma przyjaciółmi na śmierć. [...] Przybyli na miejsce kaźni położone pod murem więziennym. Zawiązano im oczy. Prokurator, naczelnik więzienia i lekarz stanęli obok skazańców. [...]

Gdy zamilkły tony pieśni, więźniowie w celach wyraźnie słyszeli cztery strzały. Dlaczego cztery? Wyrok wykonywał strażnik więzienny. Strzelał on z rewolweru wprost w potylicę. Pierwszy jednak strzał przeznaczony dla Gurgacza nie był celny. Zranił go tylko. Drugi strzał był przeznaczony dla Balickiego, a trzeci dla Szajny. Obydwa były celne. Teraz oddziałowy oddał strzał czwarty do słaniającego się po ziemi Gurgacza. Tym razem nie chybił. To, co się działo przy egzekucji i co opisałem, zawdzięczamy dr. Ernestowi von Beple (właśc. Ernestowi Boepple), odsiadującemu karę za zbrodnie popełnione podczas okupacji w Oświęcimiu. Przy egzekucji był obecny, ponieważ kazano mu ciała zabitych włożyć do worka i zanieść do piwnicy.

Popiełuszko stalinowskich czasów

Wysoki, szczupły, o szlachetnych rysach twarzy. Miał głęboko osadzone, „uduchowione” oczy. Tak mówili ci, którzy go znali. Urodzony niemal równo sto lat temu w Jabłonicy Polskiej koło Krosna ks. Władysław Gurgacz był jezuitą. W 1942 r. przyjął święcenia kapłańskie. Pracował jako duszpasterz w szpitalu w Gorlicach i w Krynicy. W 1948 roku dołączył do partyzantów z Polskiej Podziemnej Armii Niepodległościowej działającej na Sądecczyźnie w latach 1947–1949 r. Organizację założył leśniczy z Nawojowej Stanisław Pióro, ps. „Emir”. Przez jej szeregi przewinęła się setka młodych patriotów z Nowego Sącza i sądeckich wiosek. Swoje bazy PPAN miała m.in. w okolicy Hali Łabowskiej.

Ks. Gurgacz przyjął pseudonim „Sem” (od SM – Sługa Maryi) ale nazywano go „Ojcem”. Jako kapelan żołnierzy podziemia odprawiał dla nich msze św., spowiadał, udzielał ostatniego namaszczenia do 1949 r., kiedy to organizacja została rozbita. Ks. Gurgacz został aresztowany po nieudanym napadzie PPAN na bank w Krakowie. Okrzyknięto go inspiratorem akcji, która miała przynieść partyzantom środki na ucieczkę za granicę. Podczas pokazowego procesu w Krakowie nie poszedł na żadne kompromisy ze swoimi prześladowcami. Został stracony w więzieniu na Montelupich 14 września 1949 roku. Dopiero w latach 60. ubiegłego stulecia byli partyzanci PPAN odnaleźli grób swojego kapelana na cmentarzu Rakowickim w Krakowie. Publicznie złożyli hołd „Popiełuszce stalinowskich czasów” – jak się mówi o ks. Gurgaczu – po 1989 roku.

W połowie lat 90. ub. wieku na Hali Łabowskiej odsłonięto obelisk poświęcony partyzantom PPAN i ich kapelanowi. Co roku w rocznicę śmierci ks. Gurgacza odbywa się tam uroczysty apel organizowany przez środowiska niepodległościowe z Nowego Sącza, Krakowa i Warszawy.

Ostatecznie szczątki ks. Gurgacza zostały odnalezione w październiku 2018 r. podczas prac ekshumacyjnych prowadzonych przez IPN na cmentarzu Rakowickim w Krakowie.
Grażyna Starzak

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie