Poszkodowany czy sprawca?

Redakcja
Udostępnij:
Ryszard G. jest radnym w powiecie, jego sąsiad Stanisław W. to prosty robotnik budowlany, od pewnego czasu na bezrobociu. Obaj panowie uczestniczyli w zajściu, w wyniku którego już od czterech miesięcy najczęściej spotykają się w sądzie. I chociaż obaj przedkładają obdukcyjne badania lekarskie, obaj skarżą się nawzajem, dolegliwości ze strony sądu dotykają tylko Stanisława W.

Wszystko przez psa...

   Spory między sąsiadami ciągną się już od kilku lat. Ponoć kością niezgody jest kwestia granicy jednej z posesji. Kulminacja zatargu nastąpiła ponad 4 miesiące temu i jak na razie, jej końca nie widać. Wszystko zaczęło się...
   ... 15 września, kiedy Stanisławowi W. urodził się syn. Radość w rodzinie była ogromna. Wcześniej bratu urodziły się dwie córki, Stanisław też miał już jedno dziecko płci pięknej. Aż tu nagle wiadomość, że ciągłość rodu zostanie zachowana. Świętowanie narodzin było huczne, Stanisław wraz z siostrą, jej mężem i dwójką ich dzieci wyszedł na drogę i wystrzelił w niebo 7, może 10 (dziś już nikt dokładnie nie pamięta) korkowych petard. Huk był na tyle potężny, że mocno wystraszył psa mieszkających po sąsiedzku państwa G. Dalsze wydarzenia potoczyły się błyskawicznie. Ryszard G. wyszedł na drogę w towarzystwie żony, córki i syna. Po raz pierwszy ich werbalny dotąd spór przybrał charakter rękoczynów.
   - Ryszard G., jego żona i córka przewróciły mnie na ziemię, a w tym czasie jego syn okładał mnie metalowym prętem. Twarz miałem całą we krwi. Ja nikogo nie uderzyłem, cały czas byłem bezbronny - _opowiada Stanisław W.
   Trudno dziś ustalić, jak było naprawdę, świadkami Stanisława byli tylko jego krewni. Wskazany na świadka sąsiad twierdzi, że nic nie widział. Słyszał jedynie huk petard i odgłosy późniejszej awantury - tak zeznał w prokuraturze. Obaj uczestnicy sporu usiłowali przed prokuraturą wyjaśnić, że zostali pobici. Przedstawiciele brzeskiej Temidy dali wiarę tylko jednemu z nich.
   Już w godzinę po awanturze Stanisław W. trafił do brzeskiego pogotowia, gdzie udzielono mu pierwszej pomocy medycznej. 16 września poddał się oględzinom dokonanym przez biegłego lekarza sądowego. Lekarz Tadeusz Wojciech Zabiegała stwierdził u badanego: 1. Powierzchowne zadrapania okolicy prawego oczodołu, 2. Linijne zadrapanie obu bocznych powierzchni szyi o długości ok. 4 cm i szerokości 0,5 cm, 3. Zadrapania powierzchowne okolicy nadobojczykowej lewej o długości ok. 4 cm i szerokości 0,5 cm, 4. Cztery linijne zadrapania okolicy przykręgosłupowej klatki piersiowej, przebiegające poziomo z uszkodzonym obojczykiem, 5. Zasinienie, obrzęk i zadrapanie w okolicy łopatki prawej o średnicy ok. 4 cm, 6. W okolicy lędźwiowej prawej zasinienie, obrzęk i zadrapanie o średnicy 4-10 cm. Nie były to jednak obrażenia wykluczające funkcjonowanie na dłużej niż 7 dni - tak przynajmniej wynikało ze sporządzonej wówczas diagnozy.
   Tego samego dnia Stanisław W. skierował pismo do Prokuratury Rejonowej w Brzesku, w którym domagał się wszczęcia postępowania przeciwko Ryszardowi G.
   Jego oponent nie pozostał dłużny. 25 września Ryszard G. złożył w brzeskim sądzie prywatny akt oskarżenia. I on poddał się badaniom, z których wynika, iż w efekcie zajścia pojawiły się u niego otarcia skóry okolicy potylicznej głowy, stłuczenia karku, barku, łokcia, prawej ręki, krwiak palca, otarcia skóry twarzy i kolan. I te obrażenia nie wyczerpywały owego groźnego w obliczu sądu okresu ponad 7-dniowej niedyspozycji.
   - _Nie wiem, skąd wzięły się u Ryszarda G. obrażenia. Ja go na pewno nie uderzyłem. Zresztą, czym go miałem bić? Lekarz nie stwierdził u mnie żadnych zadrapań na dłoniach. Więc czym? - _broni się Stanisław W., który jeszcze kilkakrotnie odwiedzał gabinety lekarskie. Miejscowy neurolog Marek D. doszukał się w jego organizmie obrażeń, które - jego zdaniem - mogą mieć związek z wrześniowym zajściem. Paweł J., lekarz z Wojnicza, jest zdania, że dolegliwości, na które Stanisław W. cierpi, mogą się ciągnąć nawet przez dwa lata. I on nie wyklucza ich związku z bójką. Poszkodowany usiłował zainteresować prokuratora posiadanymi zaświadczeniami, bezskutecznie.
   Prokurator zajmująca się tą sprawą, Ewa Miciuła, decyzję podjęła 11 grudnia. Postanowiła umorzyć postępowanie przeciwko Ryszardowi G. i jego rodzinie "wobec braku ustawowych znamion przestępstwa ściganego z urzędu i braku interesu publicznego". W toku przeprowadzonego dochodzenia ustaliła, że tak naprawdę Stanisław W. nie mógł widzieć, kto zadaje mu ciosy. Nie pomogła tu opinia lekarza, który sugerował, iż ciosy zadawane były twardym, tępym lub tępokrawędziastym narzędziem. Zeznający szwagier Stanisława W. stwierdził, że nie przypomina sobie, czy widział w czyjejś ręce metalowy pręt. Pani prokurator stwierdziła, że obaj panowie "wzajemnie spowodowali sobie obrażenia ciała", jednak zajścia "nie można rozpatrywać jako bójki".
   Stanisław W. postanowił nie dawać za wygraną. 15 grudnia wysłał do Prokuratury Okręgowej w Tarnowie zażalenie na postanowienie wydane przez prokurator Miciułę. Zwrócił w swym piśmie uwagę na dwa fakty. Po pierwsze z czwórki wskazanych przez niego świadków prokurator Miciuła przesłuchała tylko jedną osobę. Po drugie - pominięte zostało zaświadczenie lekarskie, w którym jest mowa o uszkodzeniu nerwu międzyżebrowego i o dokuczliwych bólach kręgosłupa i klatki piersiowej.
   Nowy rok przyniósł wiele wydarzeń związanych z wrześniowymi wypadkami. 15 stycznia nadeszła odpowiedź z Prokuratury Okręgowej, która Stanisława W. natchnęła otuchą. Prokuratura Okręgowa uchyliła postanowienie Ewy Miciuły i nakazała wznowienie dochodzenia.
   
- Ustaliliśmy, że zażalenie złożone przez Stanisława W. zasługuje na uwzględnienie. Według nas należy przesłuchać wskazanych świadków, należy też uwzględnić zaświadczenia i opinie wydane przez lekarzy - _wyjaśnia Bożena Owsiak, rzecznik Prokuratury Okręgowej.
   Pesymizm powrócił na oblicze Stanisława W. 26 stycznia, kiedy to w brzeskim sądzie odbyła się przeciwko niemu rozprawa z prywatnego oskarżenia Ryszarda G. Sąd uznał Stanisława W. winnym stawianych mu zarzutów pobicia Ryszarda G. Stanisław W. był tak zdenerwowany, że zaraz po wyjściu z sali sądowej nie potrafił nawet powtórzyć, jaki zapadł wyrok. Z jego słów wynika, że są to cztery miesiące ograniczenia wolności w zawieszeniu. Na próżno usiłował zainteresować sędziego decyzją Prokuratury Okręgowej w sprawie, gdzie obaj panowie występują z odwrotnych pozycji. Już na drugi dzień wystąpił z pisemnym wnioskiem o udostępnienia mu uzasadnienia do wyroku. Zapowiada złożenie apelacji.
   W całej tej sprawie istotna jest jeszcze jedna data, która ma dopiero nastąpić - 3 lutego. Tego dnia Stanisław W. stanie przed brzeskim sądem ponownie w roli oskarżonego, naprzeciw dobrej znajomej, prokurator... Ewy Miciuły, która tym razem na wniosek Ryszarda G. skarży go o użycie wobec Ryszarda G. i jego rodziny gróźb karalnych. Pani prokurator widzi jednak w Stanisławie W. zadatki na porządnego obywatela, dlatego złożyła w sądzie wniosek o warunkowe umorzenie postępowania. Oskarżony zostanie poddany próbie jednego roku. Pani prokurator stawia tylko jeden warunek - Stanisław W. ma wpłacić na cel społeczny 500 złotych. Mniejsza dolegliwość ma spotkać siostrę Stanisława W., Zofię K., przeciwko której również skierowano podobny akt oskarżenia. I ona rokuje nadzieje na przyszłość, więc w zamian za szansę poprawy wpłacić ma tylko 300 złotych - tak wnioskuje prokurator Ewa Miciuła, która najwyraźniej ma skłonności do umarzania spraw.
   Stanisław W. nie chce się zgodzić z tą propozycją. Uważa, że o wiele łatwiej jest wskazać zwycięzcę walki, w której uczestniczy radny z bezrobotnym niż walki z udziałem na przykład Lennoxa Lewisa i Andrzeja Gołoty.
Zofia Sitarz

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Dziennik Polski
Dodaj ogłoszenie