Profesje

Redakcja
Średniowieczna dykteryjka (ze Stańczykiem w głównej roli) głosiła, że najwięcej jest w Polsce lekarzy. Dziś podobny sławnemu trefnisiowi kpiarz miałby zapewne trudności z ułożeniem analogicznej facecji - bo jaka profesja wiedzie teraz prym?

Waldemar Bałda: O TYM SIĘ MÓWI

Kilkanaście lat temu, gdy cała Polska zachłystywała się wolnością słowa, obrodziło dziennikarzami. Wszyscy nabyli w szkole umiejętność pisania i czytania, wielu więc wydawało się, że dziennikarzować każdy może. Wydawano więc na potęgę; inna sprawa, że stricte prywatnych, zwłaszcza lokalnych, pism codziennych nie uświadczył - bo to jednak za duży wysiłek, a i nie wystarczy chęć szczera... - ale tygodników, miesięczników, kwartalników itd. mieliśmy ilości nieogarnione. Ich zawartość jednak nie rzucała na kolana. Najpopularniejsza forma - protokół; jeśli zaś chodzi o stronę merytoryczną - w większości przypadków jedno z dwojga: albo bezkrytyczna apologetyka dominującej na rodzimym podwórku siły politycznej albo niezależność posunięta poza granice śmieszności i bezkompromisowość tak zawzięta, że równa nierozumnemu zacietrzewieniu.

Ostatnio mnożą się natomiast... muzealnicy. Gdzie by nie spojrzeć - jeśli nie izba regionalna, to izba pamięci, jeśli nie muzeum regionalne, to mini skansen. Jak ich jednak nie nazwać, wszędzie to samo: trochę utensyliów wiejskich z przeszłości, trochę resztek broni, jakieś stare książki, parę garści zdjęć, monety, obrazki, radia - kołchoźniki, lampy naftowe. Szwarc, mydło i powidło. Z dominującą wonią pleśni, typową dla niedogrzanych pomieszczeń. Ani to ciekawe, ani wartościowe.

Ból ten sam. Tak, jak z dziennikarstwem - nie wystarczy bardzo chcieć, trzeba jeszcze umieć, a samodzielna nauka niekoniecznie daje pozytywne rezultaty - tak z muzealnictwem: to coś, co po prostu wymaga posiadania konkretnych kwalifikacji.

Żyjemy w wolnym kraju, każdy przeto ma prawo robić, co chce - pod warunkiem, że nie łamie prawa i nie narusza swobody bliźnich. Tak samo więc, jak śpiewać może, kto chce, jak anegdotyczny już Staszek polityk miał okazję sprawdzić się w biznesie, tak samo wszystkim wolno wydawać periodyki, udawać dziennikarzy, zakładać i prowadzić placówki muzealne. Pytanie tylko, czy to ma sens?

I jeszcze jedno jest ciekawe: że też pierwszy lepszy nie próbuje sił w szewstwie, krawiectwie albo innym rzemiośle... Czy aby nie dlatego, że tam brak fachowości weryfikuje rynek? I - w przeciwieństwie do lokalnych pisemek względnie niby-muzeów - że nie da się skubnąć dotacji ze wspólnej kasy?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie