Przedsiębiorcy mają lepiej ścigać alimenciarzy. Pod groźbą...

Przedsiębiorcy mają lepiej ścigać alimenciarzy. Pod groźbą słonych kar. Nieudolne państwo przerzuci odpowiedzialność na biznes?

Zdjęcie autora materiału
Zbigniew Bartuś

Dziennik Polski 24

Rząd forsuje zaostrzenie kar dla pracodawców, którzy nie dopełnią obowiązków związanych ze ściganiem dłużników alimentacyjnych i zajmowaniem ich kont, m.in. nie udzielą komornikowi w terminie odpowiedzi na pytania w tej sprawie, albo nie przekażą mu w całości zajętego wynagrodzenia alimenciarza.
Mec. Robert Lisicki, radca prawny, dyrektor Departamentu Pracy, Dialogu i Spraw Społecznych Konfederacji Lewiatan

Mec. Robert Lisicki, radca prawny, dyrektor Departamentu Pracy, Dialogu i Spraw Społecznych Konfederacji Lewiatan ©Archiwum Konfederacji Lewiatan

Dziś grozi za to 2 tys. zł grzywny, rząd chce, by była to równowartość średniej krajowej, czyli ponad dwa razy więcej. – To nieproporcjonalnie dużo w stosunku do popełnionych błędów – przekonuje Robert Lisicki, radca prawny z Konfederacji Lewiatan. Nieuczciwi rodzice winni są w sumie swoim dzieciom ok. 100 mln zł.

Podkreśla, że pracodawcy popierają działania prowadzące do zwiększenia ściągalności alimentów, ale nie mogą się one wiązać z przerzucaniem na firmy obowiązków organów państwa, gdy te sobie nie radzą. Prowadzi to do zwiększenia obciążeń firm. – Już teraz uciążliwości i koszty związane z windykacją alimentów są duże i stwarzają problemy MSP – mówi ekspert.


Wyjaśnia, że chodzi o czynności związane z ustalaniem wysokości potrąceń z pensji i przelewami. Działy kadrowo-płacowe potrzebują przy tym dodatkowej wiedzy na temat przebiegu postępowania egzekucyjnego. - Realizacja tych obowiązków jest szczególnie utrudniona w przypadku małych i średnich przedsiębiorców. Tymczasem za niedopełnienie obowiązków grożą sankcje, które rząd chce jeszcze zaostrzyć – dodaje mec. Lisicki.

Zatrudniasz na czarno? Odpowiesz jak alimenciarz!


Wątpliwości przedsiębiorców budzi też wprowadzenie sankcji dla pracodawców zatrudniających dłużników alimentacyjnych na czarno. To urzędnicy mają oceniać, czy dana osoba została zatrudniona bez umowy o pracę w celu uniknięcia zapłaty świadczenia – i solidarnie karać za to alimenciarza oraz pracodawcę.

- Taka regulacja przyczyni się do zwiększenia obciążeń pracodawców i doprowadzi w praktyce do przerzucenia odpowiedzialności dłużników alimentacyjnych na przedsiębiorców. W odpowiednim przepisie łączy się bowiem dwie odmienne instytucje: ocenę rodzaju zawartej umowy przez urzędników (np. ZUS) i odpowiedzialności solidarnej. Służą one realizacji różnych celów – podkreśla ekspert Lewiatana.

Zwraca uwagę, że w obecnej sytuacji na rynku pracy coraz częściej to kandydat narzuca pracodawcy formę współpracy i nie zawsze jest to klasyczna umowa etatowa. Dotyczy to zwłaszcza osób zainteresowanych elastycznością i samodzielnością wykonywanych zadań. Te często wybierają umowy cywilnoprawne. Tymczasem urzędnicy mogliby takie umowy podważać dowodząc, że zostały zawarte w celu uniknięcia alimentów i surowo za to karać. Co więcej: bez znaczenia będzie to, czy przedsiębiorca działał ze świadomością pokrzywdzenia wierzyciela.

- To zwiększy biurokrację. Podmiot podejmujący współpracę z osobą fizyczną prowadzącą działalność gospodarczą będzie w praktyce zmuszony do jej weryfikacji (czy to przypadkiem nie jest dłużnik alimentacyjny). Budzi to kontrowersje m.in. z uwagi na wysokie koszty, ale i w kontekście regulacji dotyczących ochrony danych osobowych (RODO) – uważa mec. Lisicki.


„Bo przedsiębiorcy kryją alimenciarzy”


Pod względem ściągalności długów alimentacyjnych Polska zajmuje od lat miejsce w unijnym ogonie. Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej chce usprawnić egzekucję (pewne działania już przyniosły efekty), stąd m.in. pomysł przyciśnięcia przedsiębiorców, którzy – w przekonaniu resortu –kryją nierzetelnych alimenciarzy, zatrudniając ich na czarno lub ukrywając część ich dochodów. Ów proceder utrudnia lub wręcz uniemożliwia egzekucję komorniczą pieniędzy należnych dzieciom.

Organizacje pracodawców odpowiadają, że o ile cel jest jak najbardziej słuszny, to użyte narzędzia już nie. Państwo próbuje bowiem w ten sposób przerzucić obowiązki związane ze ściganiem alimenciarzy ze swych niewydolnych instytucji (sądy, komornicy, ZUS) na przedsiębiorców i obarczyć ich kosztami tego ścigania.

Zdaniem przedsiębiorców, instytucje państwa winny skupić się raczej na usprawnianiu posiadanych już narzędzi oraz edukacji społeczeństwa: skala społecznego przyzwolenia na niepłacenie alimentów jest w naszym kraju patologicznie ogromna. Większość Polaków z pobłażaniem patrzy na alimenciarzy (96 proc. to mężczyźni) tłumaczących, że chcieliby płacić, ale nie mają z czego, bo nigdzie na stałe nie pracują lub zarabiają za mało. Część opinii publicznej ocenia wręcz nierzetelnych płatników jako „sprytnych”, albo nawet godnych podziwu (bo „wykiwali wrednego komornika”; choć w rzeczywistości „wykiwali” własne dzieci).

Resort rodziny uważa, że zdecydowana większość dłużników alimentacyjnych faktycznie pracuje, ale na różne sposoby ukrywa zarobki. Proceder ów byłby niemożliwy bez wsparcia pracodawców. Stąd pomysły karania tych, którzy – świadomie lub nie – pomagają nieuczciwym rodzicom.

Nie masz roboty? Zamiataj ulice i płać na dzieci!


Innym pomysłem ministerstwa jest przymusowe kierowanie rzekomo bezrobotnych alimenciarzy do pracy – w przypadku braku ofert od firm prywatnych (co dziś byłoby dziwne, bo takich ofert jest zatrzęsienie) mogłyby to być roboty publiczne.

Obecnie w Polsce zasądzonych alimentów nie otrzymuje w terminie lub wcale około miliona dzieci. Tylko co trzecie dostaje w zamian świadczenia z Funduszu Alimentacyjnego – winne jest żenująco niskie, nie zmieniane pod 10 lat, kryterium dochodowe uprawniające do otrzymywania takich świadczeń (725 zł na głowę w rodzinie). W tym samym czasie płaca minimalna wzrosła z 1 tys. do 2250 zł, podwoiło się także przeciętne wynagrodzenie w gospodarce. W podobnym tempie rosły koszty życia. Niezmienna jest też maksymalna wysokość świadczenia z FA: 500 zł. Średnio świadczenie wynosi 374 zł.

Alimenciarze winni są w sumie swoim dzieciom ok. 100 mln zł.

ZOBACZ KONIECZNIE:



WIDEO: Robert Damski: Jest ciche przyzwolenie na niepłacenie alimentów

Źródło: Dzień Dobry TVN

Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo