Pustka po Jurku

Redakcja
Umarł Jurek. Tak właśnie ma być: Jurek, a nie Jerzy Peciak. Miał lat 70. Spora różnica lat dzieląca Go od większości Jego kolegów, przyjaciół, znajomych widoczna była bowiem tylko w metrykach. Dla wszystkich z nas: począwszy od trzydziesto-, skończywszy na sześćdziesięciolatkach, był i na zawsze pozostanie już Jurkiem. Jurkiem wciąż niewyobrażalnie pogodnym, ufnym, postrzegającym świat z dziecięcą niemal naiwnością.

ś. p. Jerzy Peciak (1934 - 2004)
To tym bardziej zdumiewające, że przecież od czasów dla większości niepamiętnych, zmagał się ze złym losem. Dzielnie dźwigał swój krzyż, nie skarżąc się na okrutną przypadłość. Przykuty do inwalidzkiego wózka starał się wieść życie nie różniące się w swej jakości od egzystencji ludzi zdrowych, sprawnych, mobilnych... Z perspektywy kalectwa postrzegał świat w jak gdyby innych, nieco optymistyczniejszych tonach i odcieniach. Często tak bywa, że osoby niepełnosprawne ułomności cielesne kompensują nadzwyczajną przenikliwością umysłu. Tak też było w przypadku Jurka. Z pasją oddawał się intelektualnym lekturom, rzadko znajdywał w dyskusjach godnych sobie partnerów, a przy stoliku brydżowym to zwykle On zwycięsko kończył roberka.
Dlaczego wspominamy Jurka w rubryce sportowej? Ano dlatego, że właśnie sport, jak na ironię, odgrywał w Jego inwalidzkiej codzienności rolę ogromną. W młodości swych sił próbował w Sandecji, odbywał długie górskie wędrówki, pływał kajakiem po mazurskich jeziorach, na rowerze zjeździł całą Sądecczyznę. No i był najwierniejszym z wiernych kibiców Sandecji. Dopóki siły mu na to pozwalały, nie opuszczał żadnego meczu kolejarskiej naówczas jedenastki. Później, już w łóżku pilnie nasłuchiwał wieści płynących z niedaleko od Jego domu przy ul. Długosza położonego stadionu im. Ojca Władysława Augustynka. Czuwał przy telefonie, przez który na bieżąco informowaliśmy Go o przebiegu danego spotkania. By wkrótce, już po zawodach, na nowo przeżywać jego przebieg, opisując Jurkowi kolejne strzelane lub tracone przez ulubieńców gole.
W mieszkaniu Jurka koncentrowało się towarzyskie byłych piłkarskich sław. Spotykali się tutaj, czasem przy kieliszeczku nalewki, i Wacek Grądziel, i Tadziu Wrona, i Wiesiek Stawiarz. Stałym domownikiem był najważniejszy w tym całym gronie Tadek Kasieczka. Człowiek, który cały swój wolny czas poświęcił na absolutnie bezinteresowną, wynikającą z głębokiej potrzeby serca opiekę nad Zmarłym.
Umarł więc Jurek. Człowiek dobry i szlachetny. Niezłomny i dzielny. Wierny sądeczanin. Dzisiaj, o godz. 13 wyruszymy wraz z nim w ostatnią drogę. Ale udawać będziemy, że nic się nie stało, że Jurek wciąż trwa przy nas. Bo z Jego odejściem, pozostałą po nim pustką, długo nie będziemy się mogli pogodzić.
Daniel Weimer

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie