Raciechowice. Czy unikalny dwór zostanie uratowany?

Katarzyna Hołuj
Katarzyna Hołuj
Dwór w Raciechowicach po katastrofie budowlanej Fot. Katarzyna Hołuj
Po zawalaniu się dachu dworu prokuratura zajmie się wyjaśnianiem kto przyczynił się do zniszczenia zabytku. Nie tylko konserwatorzy zabytków i miłośnicy historii, ale i lokalna społeczność nie mogą odżałować tego co się stało.

FLESZ - Będą zmiany zasad w noszeniu maseczek?

Ten wybudowany w 1760 roku dwór należy do najcenniejszych zabytków nie tylko gminy Raciechowice. O jego wyjątkowości stanowiło też to, że choć jest konstrukcji drewnianej to był tynkowany gliną, miał też piękny dach „krakowski”. Ciekawa jest też jego historia nierozerwalnie związana m.in. z rabacją galicyjską.

Za to historia powojenna dworu jest podobna do wielu jemu podobnych w tym sensie, że został odebrany jego właścicielom, przeszedł na własność państwa i był wykorzystywany na różne cele. Od lat 50-tych władała nim Rolnicza Spółdzielnia Produkcyjna „Grodzisko” i dopiero w XXI wieku, a dokładnie w 2004 roku wrócił w ręce spadkobierców rodziny, do której należał przed wojną. W międzyczasie należał do gminy, od której to odkupili go spadkobiercy przedwojennych właścicieli. Potem w drodze sprzedaży przeszedł w ręce nowych właścicieli, a ci w tym roku sprzedali go kolejnym.

Już ponad 20 lat temu zobowiązana do zabezpieczenia budynku przez opadami została wspomniana spółdzielnia rolnicza. Potem, kiedy dwór przeszedł na własność gminy razem z obowiązkiem jego zabezpieczenia, pod koniec 2003 ekipa remontowa wykonała tam doraźne prace (podstemplowanie więźby dachowej i zbutwiałego stropu). W 2007 roku znów dyscyplinowano kolejnych właścicieli w sprawie zabezpieczenia budynków dworu i spichlerza.

Przedostatni właściciel deklarował przeprowadzenie wielkiego remontu i prace wykonał, ale tylko częściowo. Nie dokończył ich, dlatego przez kilka ostatnich lat trwała walka o przymuszenie go do podjęcia działań zabezpieczających obiekt przed kompletną ruiną. Uwagi dotyczyły głównie pokrycia dachu, bo żaden budynek bez tego nie przetrwa

– mówi dr hab. Monika Bogdanowska, małopolska wojewódzka konserwator zabytków.
Od zaleceń, nakazów i nakładanych kar administracyjnych właściciel skutecznie się odwoływał.

Dwa tygodnie temu, 1 kwietnia, dach dworu zawalił się niszcząc przy okazji część frontową z wejściem.

Wiadomość o tym nie została nam przekazana przez właściciela, choć miał taki obowiązek

- mówi dr hab. Monika Bogdanowska i dodaje, że dowiedziała się o tym z mediów społecznościowych, a dokładnie z profilu Koła Gospodyń w Raciechowicach, które zamieściło fotografie zniszczonego zabytku.

Pod wspomnianym wpisem w mediach społecznościowych mieszkańcy wyrażają żal, że cenny (także w sensie niematerialnym) zabytek doprowadzono do tak katastrofalnego stanu. Niektórzy przypuszczają, że nieprzypadkowo, i możliwe, że niedługo dwór całkiem zniknie a w jego miejscu stanie supermarket.

Swoje ubolewania wyraża także wójt gminy Raciechowice Wacław Żarski:

Myślę, że gmina mogła coś zdziałać, kiedy dwór należał do niej, ale tak się nie stało. Kiedy zostałem wójtem dwór był już w rękach prywatnych. Miałem nadzieję pozyskać go w drodze wymiany za inną nieruchomość, bo dopiero mając tytuł własności moglibyśmy starać się o środki na jego remont. Jednak właściciel był zainteresowany jedynie sprzedażą, a na taki zakup nie było w gminnym budżecie pieniędzy

- mówi.

Po katastrofie budowlanej wojewódzka konserwator zabytków wydała nakaz zabezpieczenia obiektu i odbudowy dachu z rygorem natychmiastowej wykonalności.

Każdy dzień, kiedy do środka leje się woda i sypie śnie działa na szkodę budynku

– tłumaczy.
Zawiadomiła również prokuraturę o zniszczeniu zabytku.

Jej zdaniem do zaniedbań doszło na skutek eksploatowanie obiektu do czasu zanim wrócił w ręce spadkobierców, a potem braku należytej opieki nad nim ze strony kolejnych właścicieli.

Bierność gminy także niestety się do tego dołożyła

– mówi dr hab. Monika Bogdanowska.

Jak zapewnia ma na tyle determinacji, że będzie dążyła do tego, aby właściciel odbudował dach, ale też, aby w razie gdyby zawalił się sam budynek dworu, nakazać jego odbudowę.

Będziemy walczyć o każdą belkę i dążyć do tego, aby został on odbudowany, oczywiście w technologii tradycyjnej

– mówi.
O plany związane z dworem zapytaliśmy nowych właścicieli, ale wciąż czekamy na odpowiedź.

Ubolewam nad tym, że z naszego krajobrazu znika kolejny zabytek, szczególnie, że w przeciwieństwie do Podkarpacia albo Małopolski Wschodniej, nie mamy ich dużo

– mówi Marek Stoszek, prezes myślenickiego oddziału Polskiego Towarzystwa Historycznego i dodaje:

Nie jest to niestety odosobniony przypadek, podobny los spotkał dwór w Krzyszkowicach, też podupadał i niszczał, do momentu kiedy nie było co ratować. Choć tu przynajmniej właściciel, po rozbiórce, na którą dostał zgodę, wybudował nowy dwór na wzór starego.

Warto w tym miejscu wspomnieć jeszcze budynek starej szkoły w Krzyszkowicach. W 2016 roku ówczesne władze gminy Myślenice rozpoczęły rozbiórkę zabytku bez zgody, a nawet powiadomienia konserwatora zabytków. Po jego interwencji rozbiórkę przerwano, i mimo że to co rozebrano miało zostać odbudowane do dziś, mimo wydanej decyzji nakazowej, nie zostało.
Jak w piątek (16 kwietnia) poinformowała „Gazeta Myślenicka”, w tej sprawie został właśnie skierowany do sądu akt oskarżenia przeciwko byłemu burmistrzowi.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie