Radość odczuwania z Młynarskiego

Jolanta Ciosek
Dowcip, inteligencja, mądrość, zdolność bystrej obserwacji i talent poetycki Wojciecha Młynarskiego sprawiają, że jego poezja nigdy nie przeminie. Właśnie ukazał się zbiór wierszy i piosenek ,,Od oddechu do oddechu”.

Są teksty, niewiele ich, ale może to i dobrze, które mówią do nas tak, jakbyśmy mówili sami do siebie. Gdybyśmy mogli. I wystarczy je usłyszeć, żebyśmy lepiej wiedzieli, co myślimy. A jeszcze lepiej, gdy spostrzeżemy, że to, co proste, może być głębokie, że to, co cholernie zabawne, może być jednocześnie bardzo mądre. Że możliwa jest inteligencka, a nawet arystokratyczna plebejskość i że liryka i humor to mogą być dwie strony tego samego stosunku do ludzi i świata (…). Młynarski daje mi wiele radości. Wynikającej z kunsztu formy i międzytekstowych i międzystylowych zabaw z pokazywania wielostronnych i nieoczekiwanych możliwości językowych. Z operowania niespodziewanie dopuszczalnymi znaczeniami nieoczywiście przywołanych słów i jednocześnie z nieodpartego poczucia swobody w tym wszystkim. Radość odczuwania - oby uprawnionych - różnych odmian wspólnoty myślenia, emocji i chęci - pisze prof. Jerzy Bralczyk we wstępie do książki Wojciecha Młynarskiego „Od oddechu do oddechu”, wydanej właśnie przez wydawnictwo Prószyński i S-Ka. I to jest najcelniejsza ocena twórczości Młynarskiego i książki będącej najpełniejszym, choć nadal niepełnym zbiorem najpiękniejszych wierszy i piosenek mistrza.

Kto z nas nie zna Młynarskiego?

Wojciech Młynarski - poeta, satyryk, artysta kabaretowy, autor około 2000 tekstów piosenek, dramaturg, scenarzysta, librecista, tłumacz, kompozytor, reżyser teatralny. Współpracował z wieloma kabaretami, między innymi z Dudkiem, STS-em. Jeden z największych twórców polskich piosenek, często ich wykonawca.

Urodził się 26 marca 1941 roku w Warszawie, więc już dziś składamy mistrzowi najlepsze życzenia:

Sto lat!

Nie sposób opisać życie i twórczość człowieka, który ma tak wiele wspaniałych prac i zdarzeń na swoim koncie. Można jedynie napomknąć o niektórych z nich.

Róbmy swoje,Póki jeszcze ciut się chce

W nocie edytorskiej wydawcy czytamy: „Nic co wyszło spod pióra Wojciecha Młynarskiego nie traci ze swojej aktualności, to wiersze poza czasem, zawsze w punkt. Każdy z nas choć raz w życiu odniósł się do słów »Róbmy swoje«. Jeremi Przybora zaliczył go do »trójcy wieszczów polskiej piosenki« obok Agnieszki Osieckiej i Jonasza Kofty. Zdaniem twórcy Kabaretu Starszych Panów, dzięki takim autorom powojenna Polska stała się »imperium piosenki na najwyższym poziomie«. Najpełniejsze wydanie wierszy i piosenek Wojciecha Młynarskiego, które właśnie trafia w ręce czytelników, jest hołdem oddanym twórczości genialnego poety”.

Rodzinne tradycje muzyczne

Nasz bohater ma głębokie korzenie rodziny muzykalnej i utalentowanej.

- Pochodzę z rodziny, która po obu stronach mamy i ojca miała bogate tradycje muzyczne i pięknie je kontynuowała. Stryj mego ojca - Emil Młynarski był słynnym dyrygentem, skrzypkiem i kompozytorem, pierwszym dyrektorem Opery Warszawskiej po 1918 roku. Słuchałem wielu opowieści o nim, o codziennym muzykowaniu, bo w rodzinie Młynarskich był to rodzinny obyczaj. Grano naturalnie muzykę poważną. Po stronie mamy tradycje muzyczne były różne, także nieco lżejsze. Mój dziadek Tadeusz Zdziechowski, ojciec mamy grał na przykład ślicznie na fortepianie operetkowe kuplety. Siostra mamy - Maria Kaczurbina była w latach pięćdziesiątych świetną kompozytorką piosenek dla dzieci. Mieszkaliśmy we wspólnym domu pod Warszawą i co wieczór grało się i śpiewało. Moja mama także uczyła się śpiewu, w domu odbywały się koncerty w wykonaniu kolegów mamy, a także koncerty szopenowskie czy koncerty modnych wówczas melorecytacji. Gdy mama zaczęła pracować w Polskim Radiu wystąpił raz w naszym domu z recitalem swych piosenek Henryk Rostworowski przy akompaniamencie radiowej koleżanki mamy - Franciszki Leszczyńskiej. Ponadto mieliśmy w domu wspaniały adapter i przedwojenne płyty między innymi z piosenkami Hemara, a kompletu muzycznych atrakcji dopełniało znakomite radio, w którym słuchałem pasjami jazzowych audycji Willisa Conovera z Waszyngtonu - mówił Młynarski przed laty o swej rodzinie.

A należy dodać, że poeta jest stryjecznym wnukiem Emila Młynarskiego, bratem Barbary Młynarskiej-Ahrens, aktorki i poetki. Córka Emila Młynarskiego i ciotka Wojciecha, Aniela zwana także Neli, wyszła za mąż za słynnego pianistę Artura Rubinsteina. Dzieci Anieli i Artura Rubinsteinów, między innymi aktor John Rubinstein i fotografka Eva Rubinstein, są kuzynami drugiego stopnia Wojciecha Młynarskiego.

Pomogły dzieci: Agata, Paulina i Jan

Ten zbiór najpiękniejszych wierszy i piosenek autora - niektóre drukowane są po raz pierwszy - w dowcipny sposób opisuje niekiedy ponurą rzeczywistość. Piosenki zakończone są trafną puentą, która - biorąc pod uwagę lekki ton - dziwi często poważnym przesłaniem.

Dowcip, inteligencja, mądrość, zdolność bystrej obserwacji rzeczywistości, ironia i wreszcie poetycki talent sprawiają, że poezja Młynarskiego nigdy nie przeminie. Obyśmy tylko chcieli tak naprawdę wczytywać się i wsłuchiwać w nią, a nie tylko bawić się poczuciem humory autora.

W opracowaniu koncepcji tomu pomagały dzieci Wojciecha Młynarskiego: Agata, Paulina i Jan, którym należą się wielkie brawa. Jak mówi w jednym z wywiadów syn, ojciec bardzo ucieszył się z książki po jej wydaniu. A jak do tego doszło? - Kiedy ojciec był coraz bardziej chory zebraliśmy się wtedy przy jego łóżku. Nie padły tam żadne wielkie słowa. Nie było pompatycznie. Ja, Agata oraz Paulina pojawiliśmy się w jego domu, przybywając z trzech różnych światów. Jakże odległych…. Na jego prośbę rozpoczęliśmy porządkowanie związanych z nim spraw. Zarówno tych bieżących, jak i artystycznych. Okazało się, że sporo się tego nagromadziło. Odkryliśmy, jak wielu ludzi nadal od taty czegoś potrzebuje. Podjęliśmy decyzję, aby ocalić twórczość ojca.

Jego teksty nuciła cała Polska. Nośne frazy z „Jesteśmy na wczasach”, „W Polskę idziemy” aż po „Kocham Cię życie!”, „Nie ma jak u mamy”, czy „Jeszcze w zielone gramy” słychać było w biurach, sklepach, szkołach i szpitalach. Jest poetą, którego wierszy i piosenek chciałoby się słuchać na okrągło. Poetą, który jak mało kto potrafi opisać nas prawdziwie i dowcipnie.

...dopóki prawdę nazywamy...

Od lat sześćdziesiątych Wojciech Młynarski wielokrotnie występował na Krajowym Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu, gdzie też często bywał laureatem. Teksty jego autorstwa są rozchwytywane przez najwybitniejszych polskich wykonawców. Swój styl charakteryzuje jako sugestywny. Jest pracoholikiem.

- Przez całe życie pisałem od piątej rano. Dlatego wielokrotnie po południu miałem nieprzyjemny charakter - przyznał w jednym z wywiadów.

W latach siedemdziesiątych Wojciech Młynarski zaczął pisać większe formy, zwłaszcza libretta operowe: „Henryk VI na łowach”, „Kalmora” i musicalowe: „Cień”, „Awantura w Recco”, „Wesołego powszedniego dnia”, „Nędzy uszczęśliwionej epilog” oraz „Niedopasowani, czyli Goliath i Wieloryb”. Napisał nowe polskie libretta musicali „Życie parys- kie” (muz. Jacques Offenbach) i „Jesus Christ Superstar”. Dał setki recitali, zjeździł z koncertami niemal cały świat, będąc wszędzie przyjmowanym entuzjastycznie.

Przeczytajmy z uwagą fragment wiersza „Przetrwamy”, w którym autor tak się do nas zwraca:

Dopóki zwykłe, proste słowa
nie wynaturzą się żałośnie,
póki pokrętna nowomowa
zakalcem w ustach nam
nie rośnie,
dopóki prawdę nazywamy,
nieustępliwie ćwicząc wargi
w mowie Miłosza, mowie
Skargi,
przetrwamy…

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie