Samoobrona zostaje warunkowo

Samoobrona zostaje warunkowo

Zdjęcie autora materiału

Dziennik Polski 24

lep241tif.jpg
Lepper zażądał, aby do piątku przedstawione zostały dowody świadczące przeciwko niemu, na podstawie których został odwołany z rządu.
lep241tif.jpg

W koalicji bez Leppera

Po tym, jak w poniedziałek z rządu został odwołany wicepremier minister rolnictwa Andrzej Lepper, wciąż nie wiadomo, jaki będzie dalszy scenariusz wydarzeń. Jednak wczorajsza decyzja klubu Samoobrony o "warunkowym pozostaniu w koalicji" może oznaczać, że perspektywa wcześniejszych wyborów oddala się.


Szybkich wyborów parlamentarnych chcą SLD i PO, które złożyły wnioski o samorozwiązanie Sejmu. Marszałek Ludwik Dorn zapowiedział, że jeśli rząd nie będzie miał większości, wnioski te będą głosowane we wrześniu.
Według marszałka, gdyby do samorozwiązania Sejmu doszło na drugim posiedzeniu we wrześniu, wtedy "przeświadczenie Państwowej Komisji Wyborczej jest takie, że minimalny okres od zarządzenia końca kadencji i rozpisania wyborów, to 30 dni". - Czyli wtedy, teoretycznie rzecz biorąc, wchodzą w grę terminy 21 i 28 października lub 4 listopada, a realnie 28 października i 4 listopada - ocenił marszałek.
Lepper poinformował, że na wtorkowym popołudniowym posiedzeniu klubu parlamentarzyści Samoobrony "jednogłośnie postanowili o wyjściu z koalicji". Ale - jak dodał - ostateczną decyzję klub pozostawił prezydium partii i jemu jako szefowi partii.
- Podjąłem decyzję o tym, że klub Samoobrony warunkowo pozostaje w koalicji. Pozostajemy w koalicji na tych samych zasadach. PiS musi się wywiązać ze wszystkich obietnic wobec Samoobrony - podkreślił Lepper. Poinformował, że Samoobrona zostaje w rządzie, ale bez niego, bo on do Ministerstwa Rolnictwa nie wróci.
Premier Jarosław Kaczyński informował w poniedziałek, że z materiałów, z którymi się zapoznał, wynika, iż "Andrzej Lepper jest w kręgu podejrzanych" i że chodzi o "bardzo dużą łapówkę, liczoną w milionach złotych".

Prezydent Lech Kaczyński uważa, że "władza PiS-u jest dziś wartością dla Polski". Podkreślił, że nie potrafi jeszcze odpowiedzieć na pytanie, jaki będzie rozwój wydarzeń po dymisji Leppera z funkcji w rządzie. Zapewnił, że odwołanie szefa Samoobrony nie było elementem planu politycznego. Zastrzegł, że "nie chce przesądzać o niczyjej winie bądź jej braku".
Klub Samoobrony, który miał zdecydować o opuszczeniu koalicji, zebrał się po raz pierwszy rano. Decyzja została jednak przełożona na popołudnie. Po porannych obradach Lepper poinformował, że jest wniosek klubu o wykluczenie z partii europosła Ryszarda Czarneckiego - przeciwnika wychodzenia z koalicji. Pytany, czy Samoobrona wyjdzie z koalicji, Lepper powiedział: "tej koalicji już nie ma". Jeszcze w poniedziałek wieczorem prezydium Samoobrony zdecydowało o wyjściu z koalicji rządowej.
Czarnecki powiedział, że otrzymuje dużo sms-ów i telefonów od posłów Samoobrony, którzy - podobnie jak on - są przeciwni opuszczaniu przez partię koalicji. Zapewnił, że dalej będzie głosił poglądy o konieczności pozostania Samoobrony w koalicji z PiS. Zadeklarował też, że sam z partii nie wystąpi. - To nie jest koniec Czarneckiego w partii, dalej będę walczył, aby Samoobrona była w sojuszu z PiS - oświadczył.
Rano zebrał się też klub PiS. Po jego posiedzeniu posłowie wyrażali nadzieję, że mimo odejścia Leppera Samoobrona pozostanie w koalicji. "Liczę na odpowiedzialność posłów. Jeżeli nie będzie większości parlamentarnej, wybory będą we wrześniu, najpóźniej w październiku" - powiedziała wiceszefowa klubu PiS Jolanta Szczypińska. Według niej nie ma opcji rządu mniejszościowego. Dodała, że jej klub nie poprze wniosku SLD o samorozwiązanie Sejmu.
Jej zdaniem sytuacja jest jednoznaczna. - Jeżeli klub Samoobrony postanowi pozostać w koalicji i realizować program Solidarnego Państwa, który deklarowali, to rząd będzie dalej funkcjonował. Jeżeli nie, to będą nowe wybory - oświadczyła. - Aczkolwiek my do wyborów nie przemy - podkreśliła.
Tymczasem zgodnie z zapowiedziami klub SLD złożył we wtorek projekt uchwały w sprawie samorozwiązania Sejmu. Szef klubu SLD Jerzy Szmajdziński przekonywał, że przedterminowe wybory są "optymalnym rozwiązaniem". Pytany o najlepszy termin wyborów, odparł: "im szybciej, tym lepiej". Sojusz jest przekonany, że "zahamowanie narastającego kryzysu może nastąpić wyłącznie w wyniku skrócenia kadencji Sejmu i rozpisania nowych wyborów parlamentarnych".
Również PO złożyła wniosek o samorozwiązanie Sejmu i zapowiedziała 19 wniosków o odwołanie wszystkich ministrów w rządzie Jarosława Kaczyńskiego. Szef PO Donald Tusk oświadczył, że partia będzie dążyć do przyśpieszonych wyborów parlamentarnych.
Tusk ocenił, że kryzys polityczny w Polsce uległ "radykalnemu nasileniu". - Wszyscy, którzy autoryzują rządy braci Kaczyńskich, biorą odpowiedzialność za zło, które panoszy się w Polsce - mówił.
Jan Rokita (PO) uważa, że wcześniejsze wybory parlamentarne to tylko kwestia terminu; wykluczył jako "nonsens" możliwość budowania rządu przez PiS i PO przed takimi wyborami. Do przyśpieszonych wyborów dojdzie, zdaniem Rokity, najpóźniej w listopadzie.
Wicepremier i szef koalicyjnej LPR Roman Giertych powiedział, że póki nie zobaczy dowodów, nie uwierzy w winę Leppera. LPR chce, by zostały publicznie przedstawione materiały w sprawie Leppera.
(PAP)

Stanowisko czeka?


Andrzej Lepper powiedział w TVN24, że stanowisko wicepremiera "czeka na niego", jeśli zarzuty korupcyjne nie potwierdzą się. - To powiedział mi premier, że ono czeka, kiedy zarzuty się nie potwierdzą, kiedy będę oczyszczony, to stanowisko czeka - powiedział szef Samoobrony.

Analiza



Koalicja problemów


W ciągu niespełna 20 godzin koalicja zatoczyła wielkie koło i wróciła niemal do punktu wyjścia. Wiele wskazuje na to, że liderzy PiS i Samoobrony szukają sposobu, by zostać razem, i niewykluczone, że im się to uda. Na decyzje przyjdzie jednak poczekać być może nawet do września.
Gdy w poniedziałek tuż przed 19.30 gruchnęła wieść o dymisji Andrzeja Leppera, a po chwili on sam ogłosił koniec koalicji - zdawać się mogło, że tym razem to już naprawdę. Mnie także. Wczoraj rano w kuluarach Sejmu zapanowała niemal histeria, umiejętnie podsycana przez kontrolowane przecieki z obozu władzy: za chwilę aresztują Leppera, wybory jeszcze w sierpniu. Gdy upierałem się, że wyborów nie będzie, a już na pewno żadne decyzje nie zapadną teraz, lecz najwcześniej po wakacjach - patrzono na mnie jak na zadżumionego.
Napięcie pękło jak bańka mydlana w ułamku sekundy, gdy po 15 marszałek ogłosił, że nad samorozwiązaniem Sejm zagłosuje najwcześniej za dwa miesiące, a decyzja ta "spotkała się ze zrozumieniem Konwentu Seniorów" - czyli wszystkich klubów. To jednak nie był jeszcze koniec sensacji. Dwie godziny później Samoobrona, wbrew najbardziej stanowczym deklaracjom z dnia poprzedniego, ogłosiła, że w zasadzie z koalicji wychodzi, ale na razie w niej... zostaje.
LPR natychmiast ogłosiła, że to efekt mediacji Romana Giertycha. W kuluarach krążą plotki, że skuteczne były raczej niedwuznaczne groźby PiS-u, iż nieposłuszeństwo Samoobrony spowoduje szybki postęp śledztw przeciwko jej politykom, a także podtrzymanie wniosku do Trybunału Konstytucyjnego w sprawie słynnych weksli. To ostatnie mogłoby oznaczać, że wszyscy posłowie Samoobrony straciliby mandaty parlamentarne nawet bez nowych wyborów.
Czy zatem koalicja ma już kryzys z głowy? Jeszcze nie. Jeśli PiS rozpętał to zamieszanie, by osłabić Samoobronę i zmniejszyć jej opór wobec niektórych ustaw, to nie udało się jeszcze ustalić, kto i w jakim worku uda się do Canossy. Andrzej Lepper wydaje się chwilowo gotów pozostać poza rządem - ale jak długo? Na pewno dłużej niż do piątku, gdy mija termin ultimatum postawionego przez Samoobronę rządowi: "przedstawcie nam dowody świadczące przeciwko Lepperowi" w sprawie korupcji w ministerstwie. Jednak na przełomie sierpnia i września, gdy skończą się wakacje, Lepper pewnie zapragnie powrotu na fotel wicepremiera. Do resortu rolnictwa, jak sam twierdzi, wracać już nie zamierza.
Czy rząd pokaże dowody? To hasło popiera też opozycja - PO, SLD. Nikt nie wydaje się martwić, że prawo znacząco utrudnia udostępnienie materiałów trwającego śledztwa komuś, kto jest tym śledztwem objęty, ale formalnie nie jest podejrzany. A uzyskanie takiego statusu, czyli ujrzenie formalnych zarzutów prokuratorskich, nie jest chyba marzeniem Andrzeja Leppera.
A jeśli dowodów nie będzie? Wątpię, by premier i minister Zbigniew Ziobro publicznie przeprosili lub choćby wycofali się ze swych słów, iż są dowody mogące obciążać samego Leppera. Może ogłoszą, że to wina dziennikarzy, którzy "nie zrozumieli" lub "przekręcili". Ale najłatwiej byłoby im milczeć: Samoobrona ogłosi, że dowodów nie ujrzała, zatem Lepper jest niewinny, a liderzy rządu i PiS-u udadzą, że tego nie słyszeli i komentować nie będą.
W ten sposób koalicja mogłaby trwać, a jej liderzy mogliby uważać, że wyszli z kryzysu z twarzą i z tarczą. Problemy oczywiście wrócą, gdy tylko Andrzej Lepper zażąda powrotu do pełni łask. Czy jednak ta koalicja może istnieć bez problemów?
KRZYSZTOF LESKI

Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo