Stalinowski proces pokazowy

Rozmawiał: Włodzimierz Knap
Ława oskarżonych w moskiewskim procesie Szesnastu
Ława oskarżonych w moskiewskim procesie Szesnastu fot. Archiwum
Rozmowa z prof. Andrzejem Leonem Sową, historykiem. 21 czerwca 1945 * W Moskwie, po trzech dniach procesu, zapadł wyrok na szesnastu przywódców Polskiego Państwa Podziemnego * Była to demonstracja siły ze strony Stalina

– Dzień po ogłoszeniu wyroku w procesie szesnastu, 22 czerwca 1945 r., w nowojorskim „Nowym Świecie” ukazał się komentujący to wydarzenie artykuł Ignacego Matuszewskiego, jednej z najciekawszych postaci II RP, publicysty, polityka, szpiega, wojskowego. „Zbrodnia dokonywana w tej chwili w Moskwie nad Rządem podziemnym Państwa Polskiego jest zbrodnią straszliwszą w swoich skutkach niż wszystko, czego świadkami byliśmy dotychczas” – pisał Matuszewski. I uzasadniał: „Tamte morderstwa świat potępiał, temu ma przyklasnąć; tamtych zabójców nazwał zbrodniarzami, z tymi ma żyć w przyjaźni”. Trafnie oceniał ówczesną sytuację?

– Przede wszystkim należy uświadomić sobie, że nadal niewiele wiemy nie tylko o kulisach procesu szesnastu, lecz również o mnóstwie spraw, które działy się w okresie II wojny światowej, a dotyczyły Polski. Bez źródeł postsowieckich, znajdujących się w archiwach rosyjskich, nasza wiedza o polityce ZSRR m.in. wobec polskiego podziemia jest mizerna.

Twierdzę, że dopiero opublikowanie dokumentów wytworzonych przez funkcjonariuszy państwa sowieckiego pozwoli na lepszą orientację. Wtedy też powstaną nowe opracowania, które, o czym jestem przekonany, w sposób zasadniczy zrewidują obecny stan badań. Krótko mówiąc, podważą dzisiejszą wiedzę, najpewniej również, przynajmniej w jakimś zakresie, dotyczącą całokształtu wydarzeń określanych mianem „procesu szesnastu”.

– Rosjanie nie są skorzy do otwierania archiwów, w których leżą materiały sowieckich służb.

– Zapewne nie nastąpi to szybko, ale kiedy to się już stanie, wtedy będziemy nieco bliżej poznania stanu faktycznego. Problem w tym, że wówczas kwestie dotyczące II wojny światowej, m.in. procesu szesnastu, mogą poza garstką specjalistów nikogo nie obchodzić. Dodam, że warto byłoby też poznać wszystkie dokumenty wytworzone przez tajne służby Niemiec w okresie rządów Hitlera.

– Matuszewski przekonywał, że proces szesnastu był wielką zbrodnią.

– W tym miał rację, lecz jednocześnie należy też stwierdzić, że był teatrem, bo miał charakter procesu pokazowego. Jako taki w zamierzeniach Stalina powinien przynieść skutek propagandowy.

– Jeśli był teatrem, to widownia nie dopisała.

– Świat zachodni nie zwrócił uwagi na to, co się działo w Domu Związków Zawodowych w Moskwie między 18 a 21 czerwca 1945 roku. Zresztą dlaczego miałby zainteresować się toczącym się wtedy tam procesem przywódców Polskiego Państwa Podziemnego, przejąć się nim, skoro powstanie warszawskie mało kogo obchodziło na Zachodzie? Nie łudźmy się: od śmierci gen. Władysława Sikorskiego rzeczywistym problemem przywódców Zachodu w sprawie polskiej było to, jak pozbyć się tego kłopotu. Stanom Zjednoczonym i Wielkiej Brytanii ZSRR był potrzebny jako sojusznik, bo na nim spoczywał główny ciężar prowadzenia wojny.

Po jej zakończeniu w Europie Waszyngtonowi i Londynowi zależało nadal na Moskwie, bo oczekiwano, że Sowieci pomogą w pokonaniu Japonii. Polska tylko przeszkadzała, ciążyła prezydentowi Franklinowi D. Rooseveltowi oraz premierowi Winstonowi Churchillowi w rozmowach ze Stalinem. Roosevelta Polska w zasadzie w ogóle nie obchodziła. Wielka Brytania była natomiast spośród „wielkiej trójki” państwem najsłabszym. Churchilla interesowało tylko to, by stracić możliwie najmniej. To był cynik i pragmatyk. Ponadto problem polskich ziem wschodnich stanowił dla Zachodu od okresu międzywojnia kwestiędyskusyjną. Nierzadki był pogląd, że nie są to ziemie polskie.

– Kto był reżyserem procesu szesnastu?

– Stalin. To on zdecydował, że wyroki mają zapaść bardzo łagodne, oczywiście jak na realia sowieckie. Pozwolono gen. Leopoldowi Oku-lickiemu powiedzieć, co chciał, a Zbigniewowi Stypułkowskiemu zezwolono nawet na nieprzyznanie się do winy.

– Dlaczego?

– Bo Stalin chciał mieć teatr. Nakazał aresztowanie, nadzorował śledztwo i proces. M.in. dwukrotnie telefonował do gen. Iwana Sierowa, czyli szefa beriowskiego aparatu bezpieczeństwa na ziemiach polskich, by przyśpieszyć aresztowanie.

– Czy piętnastu członków kierownictwa Polskiego Państwa Podziemnego, których Sowieci wywieźli z Pruszkowa 27 i 28 marca 1945 r. (szesnasty, Aleksander Zwierzyński, został aresztowany wcześniej i dołączono go do uprowadzonych), a następnie przetransportowali do więzienia NKWD na Łubiance, podejmując rozmowy z Sierowem nie zdawali sobie sprawy z ryzyka, nie obawiali się aresztowania?

– Zapomina się, że decyzja o podjęciu rozmów na temat powołania Polskiego Rządu Tymczasowego Jedności Narodowej zapadła na konferencji w Jałcie. Uczestniczyć w nich mieli również przedstawiciele Polskiego Państwa Podziemnego. Nad rozmowami czuwać miała tzw. komisja trzech, złożona z Wiaczesława Mołotowa, szefa dyplomacji ZSRR, Williama Harrimana, ambasadora USA w Moskwie, oraz sir Archibalda Kerra, ambasadora Wielkiej Brytanii w ZSRR. Oni mieli prowadzić konsultacje w Moskwie z politykami polskimi reprezentującymi różne opcje, przebywającymi w kraju i w Londynie.

Przypomnę też, że w styczniu 1945 roku do kraju trafiła depesza z Londynu, zawierająca m.in. uchwałę rządu z 19 stycznia 1945, wyrażającą zgodę na podjęcie rozmów z ZSRR, „o ile by władze sowieckie do władz krajowych się zwróciły”. Mniej więcej miesiąc później, 21 lutego, Rada Jedności Narodowej podjęła rezolucję, w której wyraziła gotowość do rokowań w sprawie powołania nowego rządu. Zapewne czołówka polskiego podziemia zaproszona na spotkanie przez płk. Piemie-nowa po ludzku obawiała się tego, co może się stać. Jednak podjęcie takich rozmów uważano za realizację postanowień jałtańskich. 11 marca Jan Stanisław Jankowski, delegat rządu, wicepremier, poinformował Londyn o zamiarze przeprowadzenia rozmów z Sowietami.

– Rząd Tomasza Arciszewskiego powiedział „nie”. Stał na stanowisku, że nikt nie będzie Polsce pomagał w tworzeniu nowego gabinetu, bo obecny, czyli Arciszewskiego, jest jedynym legalnym.
– To pokazuje, że rząd w Londynie swoje, a Rada Jedności Narodowej – swoje. Podziemie w kraju już od końca 1943 roku robiło w zasadzie, co chciało, nie oglądając się na rząd w Londynie.

– Co chciał uzyskać Stalin przez aresztowanie i proces szesnastu?

– To było uderzenie, swego rodzaju policzek, wymierzony przede wszystkim Stanisławowi Mikołajczykowi. Z jednej strony Stalin przystał, by wszedł do rządu, z drugiej – poprzez aresztowanie i skazanie najbliższych jego współpracowników chciał mu pokazać, kto jest faktycznym panem w Polsce. Chciał go też mocno osłabić.

– Aresztowanie przywódców Państwa Podziemnego zaskoczyło też polskich komunistów. Jakub Berman, druga osoba w okresie stalinowskim w Polsce, w rozmowie z Teresą Torańską wyznał: „Ich aresztowaniem byliśmy zaskoczeni i nawet w jakimś stopniu wstrząśnięci”.

– Bo tak było. Władysław Gomułka nawet protestował, bo polscy komuniści po czymś takim nie mogli mieć żadnych złudzeń co do tego, że Moskwa nie daje im praktycznie żadnego realnego pola do rządzenia. W maju 1945 roku zorganizowane zostało specjalne plenum KC PPR, w czasie którego przypuszczono ostry atak na działalność... UB, a nawet NKWD. Naturalnie, że to był również spektakl wyreżyserowany przez Stalina.

– On chciał chyba też poprzez uprowadzenie i wywiezienie szesnastu Polaków do Moskwy wymusić na Anglosasach zgodę na własną interpretację formuł jałtańskich w sprawach dotyczących Polski. Brutalność jego zachowania mogła dowodzić, że nie brał pod uwagę głębokiego konfliktu z Zachodem na tle sprawy polskiej?

– Twierdzę, że raczej chciał Zachodowi zaprezentować swoje łagodne oblicze, po części demokraty, bo wyroki kazał wydać łagodne, a mógł nakazać skazać nawet na śmierć. Stalin już w czasie powstania warszawskiego pokazał jednoznacznie, co dla niego znaczy Polska i że nie będzie przejmował się stanowiskiem USA i Wielkiej Brytanii w jej sprawie.

– Kiedy toczył się proces w Moskwie, równolegle trwały rozmowy w sprawie utworzenia Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej. Dlaczego publicznie nawet słowem nie upomnieli się o sądzonych tacy uczestnicy rozmów, jak Mikołajczyk czy profesorowie: Stanisław Kutrzeba i Adam Krzyżanowski?

– Cóż można powiedzieć? Przypomnę jedynie, że przed odlotem do Polski, 27 czerwca, Mikołajczyk poprosił Bieruta i Mołotowa o interwencję u Stalina w sprawie uwolnienia skazanych polityków. Nie zmieniało to jednak faktu, że to on poleciał do Warszawy, a działacze Polskiego Państwa Podziemnego pozostali w Moskwie. Przypomnę, że wszyscy jego partyjni koledzy sądzeni w procesie – Adam Bień, Kazimierz Bagiński i Stanisław Mierzwa – zostali skazani.

– Czy dałoby coś postawienie warunku przez ekipę Mikołajczyka, polegającego na tym, że nie zasiądzie do stołu obrad, jeśli nie zostanie uwolniona „szesnastka”?

– Nie sądzę. Co najwyżej dłużej trwałaby zabawa z utworzeniem tzw. Rządu Jedności Narodowej. Stalin był pragmatykiem, gdy nie musiał, nie rezygnował z wyznaczonych celów. W czerwcu 1945 roku nie musiał iść na ustępstwa w sprawie Polski. Uznał ją za swoją. Wiedział, że Wielkiej Brytanii i USA Polska nie obchodzi, a poza tym wierzył w czynnik siły, którą dysponował.

***

Prof. Andrzej Leon Sowa pracuje w Uniwersytecie Pedagogicznym w Krakowie, jest jednym z najlepszych znawców dziejów XX w.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie