Sto osób radziło: jak zatrzymać regres w podhalańskim owczarstwie

asz
Owcze stada - wkrótce tylko w skansenie? Fot. Anna Szopińska
Owcze stada - wkrótce tylko w skansenie? Fot. Anna Szopińska
- W średniowiecznej Polsce pasło się ok. 15 milionów owiec, a teraz - ok. 350 tysięcy. Tak dramatycznego spadku pogłowia nie odnotowano w żadnym z krajów europejskich, choć bardzo spadło też np. pogłowie reniferów w Skandynawii - mówiła dr Edyta Molik z Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie podczas konferencji zorganizowanej niedawno w Nowym Targu przez Małopolską Izbę Rolniczą.

Owcze stada - wkrótce tylko w skansenie? Fot. Anna Szopińska

HODOWLA. Konferencja odbywała się pod hasłem "Aktualna sytuacja w rolnictwie oraz rola samorządu rolniczego w promocji systemów jakości żywności"

Konferencja odbywała się pod hasłem "Aktualna sytuacja w rolnictwie oraz rola samorządu rolniczego w promocji systemów jakości żywności" i zjechało na nią około 100 osób. Byli to nie tylko przedstawiciele krakowskiej Izby, Centrum Doradztwa Rolniczego oraz Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi, ale przede wszystkim rolnicy z Podhala, hodowcy i samorządowy, wytwórcy owczych produktów, członkowie Regionalnego Związku Hodowców Owiec i Kóz. W tym gronie oczywisty stał się fakt, że dyskusję zdominują problemy owczarstwa.
Dane dyrektora biura RZHOiK Jana Janczego nie były nawet tak "optymistyczne", jak dane pani dr Molik. Mówił on bowiem o ok. 40 tysiącach owiec na Podhalu i ponad 200 tysiącach w całej Polsce.
Przyczyny tego stanu rzeczy są już dobrze rozpoznane: brak dopłat bezpośrednich do hodowli owiec, problemy ze zbytem wełny, skór, mięsa, odległość ubojni, starzenie się bacowskiego grona i dotkliwy brak juhasów, którzy przedkładają zarobek za granicą nad całodzienną krzątaninę przy owcach w sezonie wypasowym. Na to nakładają się zaszłości w postaci eksmisji owiec z terenów parków narodowych, częściowo zrekompensowane przez wypas kulturowy. Efekt to natomiast coraz większe połacie "rezerw gruntowych", czyli po prostu odłogów. Na samym Podhalu szacowane są one na ponad 200 ha, a są regiony, w których odłogiem leży i 700 ha. Ziemia ugorowana - wiadomo - jałowieje i się zachwaszcza, a górskie polany zarastają lasem, gdy brak naturalnej "wykaszarki", jaką jest owca. Nieco lepsze perspektywy dla owczarstwa otwiera prawo bytu regionalnych produktów na unijnym rynku, ale Unia to też przepisy i wymogi.
Gorczański Park np. chętnie przyjąłby teraz stada, ale z juhasami po kursie. Kursu tymczasem młodzi nie mają gdzie zrobić.
- Podjęliśmy taką inicjatywę, mieliśmy listę, ale związek zaczął protestować, że Akademia Rolnicza nie ma prawa prowadzić kursu bacowskiego - wypomniała przedstawicielka uczelni.
- Owce z Tatr poszły przez naukowców, bo się bali, że krokusów nie będzie - ripostował dyrektor Janczy.
Dyskusja była momentami gorąca, ale, niestety, bez puenty, jaką byłaby nadzieja, że unijne dotacje bezpośrednie rychło podniosą rentowność hodowli.
(asz)

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie