Syrena da się lubić

Redakcja
Miała być popularnym środkiem przewozu przeznaczonym dla racjonalizatorów, przodowników pracy, aktywistów, naukowców, przodujących przedstawicieli inteligencji

Adam Rymont

Adam Rymont

Miała być popularnym środkiem przewozu przeznaczonym dla racjonalizatorów,

przodowników pracy, aktywistów, naukowców, przodujących przedstawicieli inteligencji

   Była jaskrawożółta, co jak się później okazało, ściągało chmary owadów, pachniała nowością i kosztowała na giełdzie równowartość prawie 25 ówczesnych średnich pensji.
   - Kupiłem syrenę w 1980 roku, za namową starszego kolegi z pracy, który gardził maluchem i trabantem, twierdząc, że nie są to prawdziwe samochody - wspomina Janusz Piekarski. - Kilka miesięcy później wybrałem się nią w pierwszą podróż zagraniczną, do Austrii.
   W prowincjonalnej mieścinie, gdzie się zatrzymał, syrenka wzbudzała duże zainteresowanie. Przechodnie cmokali z zachwytu, że takie stare auto, a tak świetnie trzyma się na nim lakier. Właściciel pojazdu początkowo usiłował coś wyjaśniać, tłumaczyć, że to nie tak, lecz szybko dał sobie spokój.
   - Ludzie, u których na kilka dni zamieszkałem, pozwolili mi zaparkować na wypielęgnowanym, wyłożonym czyściutką kostką podjeździe, wcześniej grzecznie pytając, czy przypadkiem z mojego auta nie wycieka olej - kontynuuje opowieść Janusz Piekarski. - Równie grzecznie zapewniłem, że skądże. Przecież to wóz niemal prosto z fabryki. Nazajutrz rano coś mnie jednak tknęło i zajrzałam pod samochód. A tam wielka, ciemna, tłusta plama...
\
   Syrena, lekceważona i wyszydzana, kłopot, którego należało się natychmiast pozbyć, gdy tylko stan portfela pozwalał na kupno lepszego i szykowniejszego samochodu, niespodziewanie wraca do łask. Na fali odżywających sentymentów do PRL, jako symbol "starych, dobrych czasów". Młodsi miłośnicy motoryzacji widzą w niej rodzimy odpowiednik modnego w Niemczech trabanta. Są zresztą przekonani, że "skarpeta" pod każdym względem przewyższa enerdowską "mydelniczkę". Choćby dlatego, że jej nadwozie wykonano z solidnej blachy, a nie z podejrzanych plastikowych wynalazków. Jest ponadto wszechstronniejsza i bardziej funkcjonalna. Syreniarze lubią się licytować, co też udało im się przewieźć ukochanym samochodem.
   - Kiedyś pojechałem z teściową na działkę - relacjonuje wydarzenia sprzed ponad 20 lat Janusz Piekarski. - Na parkingu podszedł do mnie nieznajomy jegomość i konfidencjonalnym szeptem oznajmił, że wyhodował w swoim ogródku świnkę, co było oczywiście surowo zabronione, i teraz chciałby dyskretnie zawieźć ubite zwierzę do domu. Syrena, jego zdaniem, idealnie się do takiego transportu nadawała. "Świnka" okazała się górą świeżego mięsa, która z trudem zmieściła w bagażniku. Na tylnej kanapie usiadły trzy pokaźnej tuszy osoby i ruszyliśmy, niemal szorując karoserią po jezdni. Na szczęście było niedaleko...
   Dla Piekarskiego syrenka, pierwszy własny samochód, to odległe wspomnienie z lat młodości. Dla kilku tysięcy Polaków, zwłaszcza mieszkańców wsi i małych miasteczek, wciąż pozostaje motoryzacyjną codziennością. Dla wielu innych jest nowo odkrytą miłością. A miłość, jak to miłość - dopada człowieka zupełnie niespodziewanie.
   - To zdarzyło się latem 2001 r. - opowiada Maciej Mazurowski, krakowianin, obecnie mieszkający w Krzeszowicach - Zauważyłem na słupie ogłoszenie o sprzedaży syreny. Zawsze lubiłem dłubać przy samochodach, więc pomyślałem, czemu nie? Kupię, choćby dla żartu, może trochę pojeżdżę...
   Sprzedawcą okazała się wdowa po pułkowniku Ludowego Wojska Polskiego, który nabył to auto za odprawę emerytalną i jeździł nim wyłącznie na działkę, dwa kilometry w jedną stronę. Samochód, model 105, po 23 latach miał niespełna 35 000 km przebiegu.
   Mazurowski zapłacił za samochód 200 zł, wlał do baku benzynę, odpalił silnik i pojechał. Po 200 metrach wysiadł jeden z cylindrów, za chwilę umilkł drugi. Miało być śmiesznie, no więc było śmiesznie. Wkrótce jednak nowy właściciel leciwej "stopiątki" przekonał się, że syrena jest samochodem z duszą i charakterem, autem, które da się nie tylko lubić, ale i kochać.
\

   U zarania dziejów syrenki leży partyjno-rządowa uchwała z maja 1953 r., głosząca, iż "Należy zbudować popularny, oszczędzający czas środek przewozu, przy wykonywaniu czynności służbowych i wypoczynku, przeznaczony dla racjonalizatorów, przodowników pracy, aktywistów, naukowców, przodujących przedstawicieli inteligencji". Centralny Zarząd Przemysłu Maszynowego powierzył wykonanie tego odpowiedzialnego zadania głównemu konstruktorowi Fabryki Samochodów Osobowych Karolowi Pionnierowi, któremu pomagali Stanisław Panczakiewicz, Fryderyk Bluemke i Jerzy Werner. Opracowanie podstawowych założeń konstrukcyjnych nowego pojazdu zajęło im zaledwie trzy tygodnie - tempo, jak na obecnie obowiązujące standardy, wręcz szokujące - jednak oficjalna, publiczna premiera syreny 100 odbyła się dopiero dwa lata później, w czerwcu 1955 r. podczas XXIV Międzynarodowych Targów Poznańskich. Auto wzbudziło wśród zwiedzających prawdziwą sensację.
   Uroczystość rozpoczęcia seryjnej produkcji "polskiego volkswagena" we wrześniu 1958 r. w FSO na Żeraniu uświetnił występ Jana Kiepury. Do końca tego roku zmontowano pierwsze 660 egzemplarzy.
   W 1960 r. pojawił się model 101 z nowymi amortyzatorami, mniejszymi kołami i dwiema wycieraczkami przedniej szyby (wcześniej stosowano tylko jedną). W 1962 r. wprowadzono wersję 102, różniącą się od poprzedniej m.in. tylnymi światłami i odchylanymi, indywidualnymi fotelami przednimi. Do sprzedaży weszła także syrena 102 s z silnikiem wartburga (szybko przezwana "folksdojczem"), osiągająca prędkość 125 km/h. W następnym roku rozpoczęto produkcję modelu 103 z ulepszonym silnikiem S-150 i sprawniejszym układem wydechowym. Od 1965 r. wszystkie samochody były pokrywane trwalszym i estetyczniejszym lakierem piecowym. W lipcu 1966 r. świat ujrzał zmodernizowaną syrenę oznaczoną numerem 104. Na początku lat 70. produkcję tych aut przeniesiono z FSO do Bielska-Białej, a konkretnie do ówczesnej Wytwórni Sprzętu Mechanicznego, później przekształconej w Fabrykę Samochodów Małolitrażowych. Rewolucyjną zmianą w modelu 105 (premiera w czerwcu 1972 r.) było odwrócenie kierunku otwierania drzwi, które uwolniło syrenki od złośliwego określenia: "kurołapka". Nabywcy syreny 105 lux, wprowadzonej do produkcji w 1974 r. musieli przyzwyczaić się do umieszczonego na podłodze lewarka zmiany biegów, który zastąpił tradycyjną dźwignię przy kierownicy.
   Ostatnia syrena wyjechała z bielskiej fabryki 30 czerwca 1983 r. W FSO i FSM powstało łącznie 561 541 pojazdów tej marki we wszystkich odmianach nadwoziowych.
\
   Dla Macieja Mazurowskiego syrena jest żywym dowodem potęgi polskiej myśli technicznej w przemyśle motoryzacyjnym. Może nawet nie samochody w wersji znanej nam z ulic, ale te, które nie wyszły poza fazę prototypów. Były to niewątpliwie rozwiązania jak na swoje czasy nowatorskie, niekiedy wręcz pionierskie. Jeszcze w 1958 r. powstała niezwykła syrena van (mikrobus). 1 maja 1960 r. zaprezentowano budzącą powszechny zachwyt nie tylko w kraju syrenę sport. W 1964 r. opracowano syrenę 110 - protoplastę dzisiejszych aut typu hatchback.
   Niestety, indywidualna motoryzacja oparta na własnych, oryginalnych konstrukcjach nigdy nie miała w Polsce szczęścia do pieniędzy i decydentów...
\

   We wrześniu 2001 r. z okazji 50-lecia Fabryki Samochodów Osobowych na Żeraniu miesięcznik "Automobilista" i Daewoo-FSO zaprosili do Warszawy 50 syrenek. Na placu Teatralnym odbyła się próba sportowa, był też uroczysty przejazd ulicami stolicy, spotkania z żyjącymi jeszcze współpracownikami głównych konstruktorów pojazdu.
   - Wyruszyliśmy na ten zlot w siedem samochodów. Podróż z Krakowa do Warszawy trwała dokładnie 10 godzin i 25 minut, wynik godny uwiecznienia w Księdze Rekordów Guinnessa - wspomina Maciej Mazurowski. - Co chwilę komuś coś się psuło i wtedy cała kolumna się zatrzymywała. Moja syrena rozkraczyła się czterokrotnie.
   Co się może zepsuć w "skarpecie"? Wszystko i zawsze. Nagminnie nawalają przeguby. Często zawodzi pompa paliwa. Aby zachować sprawność świec, należy je co 200-300 km wykręcać i czyścić.
   - Do syreny pasuje ewangeliczna przestroga: "Nie znacie dnia ani godziny". Prawdę mówiąc, nie widziałem jeszcze całkowicie sprawnego auta tej marki, takiego, w którym funkcjonowałyby wszystkie detale. Na szczęście niewiele jest awarii, które na dobre unieruchomiłyby samochód w trasie. To naprawdę bardzo prosta konstrukcja. Dwusuwowy silnik nie wymaga wymiany oleju, bo ten, jak wiadomo, dolewa się do benzyny. Nie trzeba regulować zaworów, bo ich nie ma. A proszę pokazać mi drugie auto, z którego można wymontować rozrusznik, nie wchodząc pod spód pojazdu. Nawet wymiana kompletnego silnika przy odrobinie wprawy zajmuje dwóm osobom nie więcej niż 45 minut.
   Nie da się jednak ukryć, że współcześnie eksploatowane syrenki stanowią wyzwanie dla majsterkowiczów. Kto nie wykazuje smykałki do klucza i śrubokrętu, licząc na usługi warsztatów, niech lepiej od razu da sobie spokój. Koszty napraw bardzo szybko przewyższą wartość auta. Są też problemy z częściami zamiennymi. Więcej szczęścia mają użytkownicy warszaw, do których pasują elementy wciąż pospolitych jeszcze żuków. Syreniarze muszą szperać po stodołach i wiejskich szopach. Trochę szpejów, a niejednokrotnie kompletnych podzespołów lub nawet całych aut trafia na rynek po śmierci właściciela, gdy rodzina przystępuje do porządkowania garażu. W ten sposób Mazurowskiemu udało się kupić silnik i skrzynię biegów. Za 50 zł. Dużo droższe bywa przepchnięcie leciwego samochodu przez obowiązkowe badania techniczne. Zresztą, prawdę mówiąc nawet syrenka-"nówka", prosto z taśmy produkcyjnej, miałaby dzisiaj małe szanse, aby przez nie przebrnąć.
   Jeden z członków nieformalnego Małopolskiego Klubu Miłośników Samochodu Syrena jest szczęśliwym posiadaczem 36 pojazdów tej marki. Maciej Mazurowski ma obecnie trzy syrenki: 103, 105 i 105 L (jedną z nich zamierza wkrótce sprezentować narzeczonej). Są to pojazdy w stu procentach oryginalne, bowiem ich właściciel deklaruje się jako przeciwnik ulepszania "skarpety", czyli, jak się to fachowo określa - tuningu. W środowisku znana jest na przykład tzw. porszenka, czyli... porsche 911 w nadwoziu "skarpety".
   - Dla mnie taka podrasowana syrena, bez charakterystycznego odgłosu silnika i siwego dymu z rury wydechowej, to syrena uszkodzona - mówi Maciej Mazurowski, zapewniając, że jego miłość do reliktu polskiej motoryzacji jest uczuciem dozgonnym. Na dobre i na złe.
   "Należy sobie zdać sprawę, że dobrym kierowcą może być tylko ten, kto wiedzę będzie osiągać nie tylko przez wiadomości teoretyczne, ale głównie przez działanie praktyczne. Nie należy unikać osobistego kontaktu z mechanizmami samochodu, ponieważ w ten sposób zdobywa się najtrwalsze wiadomości i umiejętności, dające poza tym dużo osobistej satysfakcji".
\
   "Przednie i tylne resory samochodu syrena, z uwagi na ich położenie w podwoziu, narażone są ciągle na intensywne zanieczyszczenia wodą, błotem i pyłem, co zmusza użytkownika do ich częstego mycia i natryskiwania olejem. Zabieg taki nie wystarcza jednak na dłuższy okres czasu (...). Istnieje możliwość ochrony resorów przez założenie pokrowców, uszytych samodzielnie lub zamówionych u tapicera".
\

   "Poza fabrycznym zestawem podręcznych narzędzi kierowcy, służących do wykonywania najbardziej podstawowych zabiegów, nieodzowne jest posiadanie niżej wymienionych narzędzi i przyborów, przy użyciu których można w razie potrzeby przeprowadzić typowe naprawy i regulacje:
   1. Klucz płaski 12/13
   2. Klucz płaski 10/11
   3. Klucz płaski 8/9
   4. Wkrętak o szerokości 2,5-3 mm
   5. Wąskie płaskie szczypce
   6. Klucz płaski nastawny
   7. Młotek o ciężarze około 0,5 kg
   8. Scyzoryk wieloostrzowy
   9. Szczelinomierze 0,3; 0,5; 0,6 i 0,7 mm
   10. Rolka taśmy izolacyjnej
   11. Miękki drut stalowy 2-3 m
   12. Kilka śrub, nakrętek, podkładek zwykłych i sprężystych oraz zawleczek o różnych wymiarach
   13. Linka do holowania
   14. Lampka kontrolna do wyszukiwania uszkodzeń elementów elektrycznych
   15. Płachta brezentowa do położenia na jezdnię w celu ochrony ubrania przed zabrudzeniem
   16. Szmaty do czyszczenia szyb i rąk
   17. Pasta do mycia rąk na sucho
   18. Rękawice płócienne
   19. Apteczka
   20. Gaśnica
   21. Dwie świece zapłonowe
   22. Cewka zapłonowa
   23. Dwie końcówki do świec zapłonowych
   24. Jeden kompletny przerywacz
   25. Dwa kondensatory
   26. Pasek klinowy
   27. Kompletny wkład zaworu do dętki
   28. Żarówka do reflektorów drogowych
   29. Żarówka do świateł pozycyjnych
   30. Żarówka do świateł kierunkowskazów
   31. Żarówka do oświetlenia tablicy rejestracyjnej
   32. Kompletny przegub równobieżny
   33. Linka sprzęgła
   34. Linka zewnętrznej zmiany biegów
   35. Zawory pompy paliwa (dwie sztuki)".
\*
   "Samochód syrena model 104 i 105 z łatwością pokonuje przeciętne wzniesienia, jakie na terenie kraju spotyka się wszędzie poza terenami wyraźnie górzystymi (Podkarpacie, Beskidy itp.) (...) Jeżeli w trakcie jazdy dostrzeże się przed sobą jakieś wzniesienie, to wówczas wskazane jest wykorzystanie bezwładności pojazdu, ułatwiającej wspięcie się na wierzchołek. W tym celu należy rozpędzić samochód, tak aby u podnóża wzniesienia posiadać jak największą prędkość".
   (Wszystkie wyróżnione cytaty pochodzą z książki Zdzisława Glinki "Jeżdżę samochodem syrena").

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie