Szanuj zdrowie należycie

Redakcja
Udostępnij:
Felieton niereformowalny

Maciej Radwan Rybiński

Maciej Radwan Rybiński

Felieton niereformowalny

Ten felieton jest niereformowalny, ponieważ niereformowalny jest jego autor. Jak większość zresztą ludzi. Można reformować ustroje, systemy, regulacje i kodeksy, ale ludzi już nie bardzo. Człowiek gdzieś tak do 25. roku życia chłonie w siebie wszystko, co słyszy, widzi, czuje, co mu mówią i piszą, jakoś to tam w sobie przeżuwa, przerabia, utylizuje. A potem już nic. Twardnieje jak kamień przydrożny, zastyga i już nie można do niego dotrzeć. Można go tylko obłupać, oczywiście siłą. Zdarzają się wprawdzie wyjątki elastyczne - osobiście bardzo żałuję, że po "Człowieku z marmuru" i "Człowieku z żelaza" Wajda nie nakręcił logicznej części trzeciej, to znaczy "Człowieka z kauczuku" - które nie czekając nawet, aż je ktoś ugniecie, ugniatają się same. Ale reszta - głaz. Albo wszystko akceptują, albo odrzucają w pierwszym czytaniu i potem trwają przy swoim, co nawet uważane jest za cnotę. Mianowicie cnotę konsekwencji. Tylko krowa nie zmienia poglądów - powiedziała świnia.
Jak bystrzy Czytelnicy mogli się zorientować - a innych Czytelników nie mam - felieton będzie o reformie systemu ochrony zdrowia i protestach personelu medycznego. Przy okazji jedna uwaga językowa. W polskich mediach utarło się mówić i pisać o reformie zdrowia. To by było dopiero piękne przedsięwzięcie, zwłaszcza gdyby większości sejmowej udało się tak zreformować nasze zdrowie, aby stało się doskonałe. Czy pan już zreformował swoje zdrowie? O tak, jestem dziś znacznie zdrowszy niż wczoraj. Poparcie dla premiera Buzka natychmiast by wzrosło, gdyby poprawił się wydatnie stan polskiej wątroby, śledziony i innych wątpiów, poparcie dla Leppera znacznie by spadło i dzienniki, dla zachowania powagi, porównywałyby popularność Buzka z popularnością Jerzego Hoffmana albo nawet Izabeli Scorupco. Bo chodzi przecież o to, aby porównywać wielkości porównywalne. Dziś jest to Lepper, ale Bogiem a prawdą, kudy mu do Scorupco.
Całą medycynę i całą służbę zdrowia można zrecenzować, posługując się cytatami z klasyka. A konkretnie - z Aleksandra hrabiego Fredry. Szanuj zdrowie należycie, bo jak umrzesz, stracisz życie - to medycyna. Jak nie umrze, to żyć będzie, tak lekarze powiedzieli - to służba zdrowia. I oto, w proteście przeciwko reformie, nasza służba zdrowia odmawia stawiania tej prostej diagnozy. Niech pacjent zdrowieje, albo umiera sam, bez pomocy lekarzy, którzy zazwyczaj w obu przypadkach wnoszą tak zwany znaczący wkład.
Przy okazji lekarskich strajków przypomniano medykom przysięgę Hipokratesa, Naczelna Izba Lekarska coś tam mówiła o moralnych obowiązkach wobec pacjenta, prezydent Aleksander Kwaśniewski wypowiedział się na temat etyki. Ale poza wzniosłymi apelami, całą rzecz sprowadzono do pieniędzy. Jedne gazety pisały, że lekarze zarabiają mniej niż nocni stróże i przymierają głodem, inne zaś, że razem z dyżurami i zabiegami mają trzy razy więcej od średniej krajowej, a chcą mieć sześć razy więcej.
"Trybuna" pisała, że lekarz ma 600 złotych, a "Superexpress", że 3,5 tysiąca. Nie wiadomo, komu wierzyć, ale jest to bez znaczenia, ponieważ w całej tej sprawie ważne jest zupełnie co innego. Popatrzcie tylko, drodzy chorzy i kandydaci na chorych - bo innych w narodzie nie ma - kto to przewodzi strajkom, kto pyskuje o forsie i przeciwko reformom. Nie chcę broń Boże, powiedzieć, że jąkały, choć w telewizji publicznej pokazano pewnego wieczoru trzech anestezjologów strajkujących i wszyscy się jąkali. Otóż strajkują wychowankowie ludowych uczelni medycznych, dzieci nieodrodne PRL. Mam w rodzinie lekarzy, którzy studiowali przed wojną, na tajnych kompletach w czasie okupacji i zaraz po wojnie. Wspominają z łezką, że bardzo wybitni uczeni prowadzili dla nich wykłady z historii filozofii, że były ćwiczenia z etyki, że zdawało się egzaminy z ontologii.
A czego uczyli się przywódcy lekarskich strajków doby obecnej? Ano, marksizmu-leninizmu. Moralności klasowej i etyki socjalistycznej. Zdaje się, że nawet uczyli się ekonomii według Marksa, bo po marcu 1968 ekonomię wprowadzono nawet w szkołach teatralnych i nie można było zostać błaznem bez szczegółowej znajomości problemu akumulacji pierwotnej i wartości dodanej. A co dopiero mówić o wyrzynaniu ślepej kiszki. Do tego doszły punkty za pochodzenie przy egzaminach wstępnych i mamy to, co mamy: być może doskonałych fachowców od usterek w prawej nodze i niedomaganiach lewego ucha, wąsko wyspecjalizowanych fachurów, którzy nie widzą ani całego pacjenta, ani własnego miejsca w świecie. Zastygli w tym niewidzeniu i teraz nic im już nie pomoże.
To nie jest tak, że ja chciałbym, aby nasz korpus lekarski składał się z Judymów przymierających głodem i napędzanych idealizmem. Choć paru takich też niewątpliwie by się przydało, chociażby jako budujący przykład dla dzieci i młodzieży dorastającej. Ale niech tam. _To se uż ne vrati. _Nie mogę się jednak pozbyć wrażenia, że lekarski protest jest w gruncie rzeczy wołaniem o petryfikację, o dalsze utrzymanie obecnego układu, bo czyż można wymyśleć coś piękniejszego niż pracownik, otrzymujący pensję, korzystający z darmowych maszyn i surowców, który sprzedaje swoje wyroby na wolnym rynku?
A taka przecież, jeśli ją obedrzeć ze wszystkiego do czysta, jest nasza służba zdrowia. Do doktora nie podchodź bez koperty. Ponieważ ludzie przestali pisać listy, podejrzewam, że tylko służba zdrowia podtrzymuje zakłady papiernicze. Ile bierze? - wypytują się nawzajem pacjenci, chcę wierzyć, że nie wszystkich lekarzy. Byłem świadkiem gorączkowej narady rodzinnej, co kupić chirurgowi, któremu z racji posiadania tytułu profesora nie wypada dać za operację koperty. Obraz czy zabytkową szablę? Stanęło na szabli, ale asystent, anestezjolog, instrumentariuszka i pielęgniarka na oddziale intensywnej terapii dostali koperty. I wcale się nie wzdragali przed wzięciem. Tak było przez ostatnie dziesięciolecia w każdym szpitalu i tak jest nadal.
Jest to stan choroby. Być może lekarstwo zastosowane przez ministra Maksymowicza nie było właściwe, niewykluczone, że zaaplikowano rycynę choremu na skręt kiszek. Ale coś przecież trzeba zrobić. Osobiście jestem za prywatnymi kasami chorych, za indywidualnym ubezpieczeniem, bo z doświadczeń wyniesionych z zagranicy wiem, że powszechne fundusze zdrowia szybko obrosną administracją takich rozmiarów, że ona sama skonsumuje większość składek. I wszystko wróci do normy, lekarze znowu będą brać, a raczej brać nie przestaną. A o to im przecież chodzi, więc po cholerę te strajkowe cyrki.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Dziennik Polski
Dodaj ogłoszenie