Tańcowanie słowa z kreską

Redakcja
A może - by sensownie liznąć sedno prozy Ladislava Klimy "Jak będzie po śmierci i inne opowiadania" i milczących między słowami Klimy malunków Barbary Ziembickiej - trzeba zdobyć się na kompromitację dorosłości, i na powrót wlazłszy w lekkość dziecka lepiącego komety z piasku, szeptem spytać, czy redaktorzy wydawnictwa "słowo/obraz terytoria" nie tylko Klimy i Ziembickiej, ale całej serii "Małe pasaże", serii z czerwonym liściem na białej okładce nie wymyślili aby po to tylko, by po nic drukować piętrowe sny?

Paweł Głowacki: Dostawka

   Babki z piasku, zamki z piasku, komety z piasku, całe światy piaskowe - a wszystko po nic. Ot, drobiny miękkie i płochliwe jak sny, chwilowe niczym cienie w pasażach o zmierzchu. Po nic, bo przecież zaraz przyjdzie deszcz, albo kolejna fala. Po nic, gdyż świt zaraz wymiecie nocne rojenia. Po nic, albowiem za godzinę, przez ażur pasaży cały boży dzień człapać będą już tylko ludzie niezbicie wiedzący, po co człapią. Na jednym z malunków ilustrujących prozę Klimy, Ziembicka pokazała mężczyznę gapiącego się na maleńkiego człowieczka, co tańczy na stole i ma głowę koguta. Ten drobiowy grzebień, ten dziób drobiowy karła, ta w pół gestu zamarła dłoń gapia, ten taniec senny - po co? A Klima - po co pisze?
   Po co w opowiadaniu "Jak będzie po śmierci" daje portret człowieczego ducha, który przez ciemne labirynty zapętlonych snów wędruje opętańczo, a własne ducha ciało trupie pilnie czeka na końcu snów - w epilogu bajania Klimy? Nieogarnione pomieszanie tego i tamtego świata, to balansowanie na styku przedmiotów i mgły, ten nie do rozwikłania węzeł z lęku i groteski - po co? W tytule Klima nie stawia pytajnika. Nie ma więc żadnego problemu? Opowieść nie będzie zagwozdką lecz pewnością? Czyżby Klima już tu - pod tym niebem i na tym ściśle ziemskim progu siedząc - znał kondycję ziem nierealnych? Toż to bzdura jakaś - bzdura doskonałej niemożliwości! Jeśli tak, to po co mu brak pytajnika? Po co ta nieobecność przyrodzonej nam przecież niepewności? Dla pychy?
   W katalogu wystawy swych rysunków, grafik i ilustracji, która dwa lata temu w jednej z galerii przy ul. Grodzkiej miała miejsce, Ziembicka wyznaje: "We wczesnym dzieciństwie nie dawał mi spokoju pewien sen, gdy nieudolnie narysowane przeze mnie postaci zeszły w nocy z rysunku i narzekały". I dalej: "Myślę, że ów sen, tak niewinny, i związana z nim pamięć, naznaczyły mój stosunek do własnej twórczości na całe życie". Sen zatem. Na początku nieuchwytnej, dziecięco-dorosłej kreski Ziembickiej jest nieusuwalna pamięć o ułomnych duchach namalowanych, co kiedyś przyłaziły w dziecięcym śnie, by się żalić.
   Bohumil Hrabal, dozgonny wielbiciel napisanych, mglistych światów Klimy, mawiał o nim: "siedział w gospodzie i pisał, co mu tylko przyszło do głowy - a więc to, co podsuwała mu podświadomość: przepiękne, nieprzyzwoite obrazy. (…) A potem zamawiał następne piwo albo rum. Był z niego wielki cygan. Bezwstydne dziecko siedzące na progu knajpy".
   Co widział ten od tańców wódczanych demonów w szwach trzeszczący stwór - pół dziecko, pół starzec - gdy siedział na ziemskim progu ziemskich wrót oddzielających uchwytne powietrze oswojonej gospody od nieuchwytnego powietrza niepojętego świata, pewność od niepewności, spokój od lęku, jasność szarych gorzał od tej fatalnej ciemności, którą się ma w oku po choćby krótkim patrzeniu prosto w dobre, ciepłe słońce? Jakie, jak bardzo ułomne i z jak dalekich ziem przychodziły doń duchy, by się żalić?
   Całe życie zapisywał te przyjścia. Czy z pisaniem lżej mu było balansować na progu, na styku jeszcze naszej realności i już nie naszych mgieł, które cierpliwie czekają, całkiem jak tamten napisany trup czekał na wędrującego ducha, by duchowi unaocznić, że jest już i na wieczność pozostanie - tylko duchem? Nie wiem. Nie wiem, po co Klima pisał, co pisał, tak jak nie wiem, po co Ziembicka maluje, co maluje. Po prostu: on całe życie zapisywał przyjścia duchów ułomnych. A ona od dzieciństwa rysowała przyjścia duchów ułomnych. I tu - w drugim tomie serii "Małe pasaże" - spotkały się ich kroniki sennych nawiedzeń. Spotkały się doskonale, idealnie, bez reszty, więc i nie dziwota, że na 50. Międzynarodowych Targach Książki seria z czerwonym liściem na białej okładce została nagrodzona w konkursie Książki Najpiękniejsze.
   W "Jak będzie po śmierci..." opowieści jest siedem, rysunków - pięć. Doskonałość spotkania w tym, że ona rysuje to, czego u niego nie widać, on zaś podświadomie, grubo przed czasem opisał to, o czym milczą jej malunki. Kiedyś, w epoce dziecięcego czytania, tańcowała igła z nitką. Pamiętasz? Dziś, w podłej epoce artystów, co mają krystaliczną świadomość społecznej celowości swego tworzenia, tańcuje oto słowo Klimy z kreską Ziembickiej. Tańcują - po nic. Oto wielka dziś odpowiedź na nieludzko upodlone dziś pytanie: po co to wszystko? Tak - po nic! Dla piękna drobin zbędnych.
   Zbędne drobiny. Choćby ten drugi tom "Małych pasaży". Sypkie czarodziejstwo piaskowych komet. Pierzchliwy cud snów. Piękna pustka pasaży tuż przed człapaniem kapłanów celowości. Drobiny ulgi.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie