Telefoniczny złodziej

Redakcja
Korespondencja "Dziennika" z USA Amerykańska organizacja antyaborcyjna Elect Life na Long Island w stanie Nowy Jork zebrała w tym roku 2,1 miliona dolarów. Jak informowano ofiarodawców, pieniądze miały zostać przeznaczone na kampanię wyborczą polityków popierających "prawo do życia nienarodzonych". Ze zebranej kwoty na konto organizacji przekazano zaledwie jeden procent całej sumy.

2 miliony dolarów trafiło na prywatne konto

2 miliony dolarów trafiło na prywatne konto

Korespondencja "Dziennika" z USA

 Amerykańska organizacja antyaborcyjna Elect Life na Long Island w stanie Nowy Jork zebrała w tym roku 2,1 miliona dolarów. Jak informowano ofiarodawców, pieniądze miały zostać przeznaczone na kampanię wyborczą polityków popierających "prawo do życia nienarodzonych". Ze zebranej kwoty na konto organizacji przekazano zaledwie jeden procent całej sumy.
 Wszystkie niemal pieniądze zagarnął telemarketer z Arizony, który wyłudzał pieniądze drogą telefoniczną. Przestępca przelał pieniądze na własne konto. Jak twierdzą organizacje konsumenckie oraz przedstawiciele wymiaru sprawiedliwości jest to jedno z największych oszustw tego typu w Stanach Zjednoczonych
 Elect Life założył 30 lat temu John Mawn, aby wesprzeć podupadającą wówczas ogólnokrajową organizację przeciwników aborcji. Na początku 1999 roku skontaktował się z nim Bill Tierney, 28-letni prezes telemarketingowej firmy Capitol Communications z Arizony. Tierney, również konserwatywny, chrześcijański działacz antyaborcyjny, szybko przekonał Mawna, że tylko za pomocą telefonów, wykorzystując listy setek tysięcy nazwisk, Elect Life zbierze duże pieniądze.
 Mawn przyznaje, że "dał się wpuścić w maliny". Elect Life otrzymało 137 965 dolarów z zebranych 2,1 mln.
 Na kampanię wyborczą siedmiu konserwatywnych nowojorskich polityków Elect Life przekazało dotąd 22 650 dolarów, czyli jeden procent z całości składek. Mawn zapewnia, że wkrótce politycy otrzymają na kampanię wyborczą pozostałe 100 tysięcy.
 Rozpoczęte kilka dni temu dochodzenie wykazało, że John Mawn nie czerpał większych korzyści osobistych z kierowania organizacją. Z prowadzonych przez niego rachunków wynika, że w tym roku wypłacił z konta Elect Life 3 500 dolarów swojej synowej zajmującej się księgowością organizacji. Wypłacił również sobie 2 600 dolarów jako "społeczną pensję". Przelał także 5 tysięcy dolarów na konto własnej firmy autobusowej. Mawn twierdzi, że nie ukradł ani dolara.
 Ofiarodawcy, których telemarketerzy w większości przypadków bez problemu przekonywali, że tylko wsparcie kampanii konserwatywnych polityków przyczyni sie do zmiany prawa aborcyjnego, są wzburzeni. - Już nigdy nie dam centa na żaden cel - twierdzi Mary Conlon z Nowego Jorku. - Nie będę napychać kieszeni złodziejom.
 - Straciliśmy nie tylko 2 miliony dolarów, straciliśmy znacznie więcej - podkreślają działacze niedochodowych organizacji antyaborcyjnych utrzymujących się ze społecznych datków. - Taka historia sprawia, że ludzie stają sie coraz bardziej nieufni i nie chcą wspomagać najszczytniejszych nawet celów.

ELŻBIETA RINGER

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie