VI Forum Przedsiębiorców Małopolski. Trudno wypromować markę...

VI Forum Przedsiębiorców Małopolski. Trudno wypromować markę made in Poland [ZDJĘCIA, WIDEO]

Grzegorz Skowron

Aktualizacja:

Dziennik Polski 24

Wiceminister rozwoju Jadwiga Emilewicz zapowiada wsparcie dla polskich firm w promocji na zagranicznych rynkach
1/71
przejdź do galerii

Wiceminister rozwoju Jadwiga Emilewicz zapowiada wsparcie dla polskich firm w promocji na zagranicznych rynkach ©fot. Michał Gąciarz

Gospodarka. Drobni przedsiębiorcy mają problem z wejściem na rynki zagraniczne. Rząd zapowiada, że im pomoże.
Czytaj też: Forum - miejsce dyskusji. O wszystkim



„Małopolski Przedsiębiorca w Europie” - pod takim hasłem odbyło się wczoraj VI Forum Przedsiębiorców Małopolski „Dziennika Polskiego”.
Właściciele firm opowiadali, jak trudno im się przebić ze swoim produktami na rynkach zagranicznych. Wiceminister rozwoju Jadwiga Emilewicz obiecała wzmocnienie rządowego wsparcia europejskiej i światowej ekspansji polskich firm.


- Przed wejściem na rynek danego kraju, należy najpierw zbadać jego specyfikę - radził Piotr Franciszkowski, prezes DATEV.pl, oferującej rozwiązania i systemy informatyczne dla firm. - Gdy wchodziliśmy z Niemiec do Polski, myśleliśmy, że wszystko będzie działać tak samo. Szybko okazało się, że nie. Różnice są nawet między Niemcami a Austrią, choć wydaje się, że te dwa rynki są przecież identyczne - tłumaczył Piotr Franciszkowski.


Według Marka Maja, prezesa Małopolskiego Związku Pracodawców Lewiatan, we Francji wprowadzane są ostre normy dla zagranicznych firm nie po to, by podnieść jakość i usług, ale by blokować ich wejście na rynek francuski. - On jest rzeczywiście bardzo wymagający. Trzeba mieć swojego przedstawiciela, który jest Francuzem, bez tego nie ma żadnych szans - potwierdzał Andrzej Tutajewski, działający w branży motoryzacyjnej, równocześnie prezes Małopolskiego Porozumienia Organizacji Gospodarczych.


W Niemczech wcale nie jest łatwiej. - Miałem znaki Instytutu Transportu Samochodowego, w Niemczech, trzeba jednak mieć znak niemieckiego instytutu. Uzyskanie certyfikatu to koszt kilkudziesięciu tysięcy złotych - mówił Andrzej Tutajewski.

- Przedsiębiorcy polscy na rynku niemieckim rzeczywiście są w innej sytuacji niż w Polsce, ale to kwestia standardów, norm, certyfikatów obowiązujących wszystkich, nie tylko Polaków - przekonywał Michael Kern z Polsko-Niemieckiej Izby Przemysłowo-Handlowej, przedstawiciel Bawarii w Polsce. Małopolscy przedsiębiorcy zwracali uwagę, że w większości krajów Unii Europejskiej trzeba zdobyć kosztowne potwierdzenie spełnienia norm danego kraju. Nie wystarczy mieścić się w normach unijnych, które Polska respektuje, gdy na nasz rynek wchodzi jakaś firma zagraniczna.


Okazuje się więc, że znaczna część polskiego eksportu trafia na zagraniczne rynki nie pod szyldem „made in Poland”. W Norwegii np. wiele polskich produktów reklamowanych jest jako unijne. - Tapicerzy z Kaszub meble eksportują do Niemiec. Kiedy ostatnio im mówiłam, by bardziej zwracali uwagę na design, markę własną, usłyszałem, że nigdy o tym nie myśleli i że nakleją nawet naklejki „made in Germany”, by ich partnerzy handlowi mieli łatwiej - mówiła wiceminister rozwoju Jadwiga Emilewicz.


Rząd chce to zmienić i zamierza promować polskie marki za granicą. - Chcemy wzmocnić polskich przedsiębiorców w zakładaniu firm w innych krajach oraz finansowo wesprzeć ich w promocji na międzynarodowych targach - zapowiadała wiceminister Emilewicz. Promocją polskiej gospodarki ma się zająć jeden podmiot, dziś takie działania rozproszone są po wielu instytucjach.


- W przetargu publicznym w Polsce wygrywa Pendolino. Teraz nasza PESA przegrywa rywalizację z Włochami gdzie indziej, bo ci mówią: przecież nawet w Polsce wybrali nas. To tak wygląda promocja Polski na rynkach zagranicznych? - pytał Marek Maj. Według niego nawet na targach gospodarczych Polska nie ma jednego, wspólnego stoiska, a nasze firmy rozproszone są w wielu miejscach. - Chiny i Koreańczycy wykupują pół hali dla własnych firm - gorzko przypomniał Andrzej Tutajewski.


Martin Grossmann z bawarskiego ministerstwa gospodarki mediów, energii i technologii przekonywał, że choć na budowanie marki potrzeba wiele czasu, Polska już może pochwalić się sukcesami. - Kiedy jadę do pracy, wsiadam do autobusu Solaris. A kiedy jadę samochodem do Berlina, tankuję na stacji Orlenu. Te marki już u nas są. Niemcy mają 60-70 lat pracy nad swoją gospodarką, a Polska zaledwie 26 - pocieszał naszych przedsiębiorców Bawarczyk. Dodawał, że polscy specjaliści są rozchwytani w Niemczech, a niemieckie firmy inwes- tują w nad Wisłą nie tylko z powodu niższych kosztów produkcji, ale także ze względu na fachową kadrę i wysoką wydajność pracy.


Martin Grossmann przekonywał też, jak ważne znaczenie w rozwoju tego niemieckiego regionu ma eksport i że urzędnicy pomagają bawarskim firmom wchodzić na obce rynki. W Polsce wsparcie administracji dla takich działań na razie nie jest zbyt efektywne.


Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo