W królestwie lalek

Redakcja
Zrobiła ich setki. Są chlubą niejednej kolekcji w Polsce i za granicą. Mają pogodne twarze, filigranowe ręce, ubrane są w najwytworniejsze kreacje z aksamitów, taft, koronek i żorżet. Tu nie może się znaleźć nawet najmniejszy skrawek sztucznego materiału. Kolekcjonerskie lalki Lidii Bogaczówny, aktorki Teatru im. J. Słowackiego, są nie tylko piękne, ale też robią wrażenie, że zaraz do nas przemówią, że wyciągną na powitanie przyjazną dłoń przyozdobioną miniaturową biżuterią. - Ta wytworna dama w złotej, atłasowej spódnicy, beżowej koronkowej bluzce i w fikuśnym kapelusiku ma nie tylko obrączkę na palcu, ale również broszkę spinającą szal i maleńkie kolczyki - zwraca mi uwagę na szczegóły pani Lidia, prezentując jedynie część swojej bogatej kolekcji. - Wszystko wykonywane jest ręcznie. Główki, kończyny i korpusy to specjalność mojej siostry Izy Rostworowskiej, a kreacje i ozdoby - to moja domena. Materiały zdobywam gdzie się da: skupuję na pchlich targach, w sklepach ze starociami, wyciągam z szaf i dostaję od znajomych. Wszyscy wiedzą, że żaden kawałek starej koronki nie może być wyrzucony. Dzięki tym szlachetnym tkaninom powstają piękne lalki, jednocześnie mam poczucie, że zatrzymuję w nich czas, że przedłużam życie materiałom z czasów naszych babek.

{Takiej mnie jeszcze nie znacie: Lidia Bogaczówna}

   Każda lalka pani Lidii jest sygnowana i każda jest inna, choć zdarza się kilka podobnych z tej samej serii. Moją uwagę zwraca dama w czarnej aksamitnej sukni zdobionej obciąganymi również aksamitem miniaturowymi guzikami wielkości ziarenka groszku. Piękne aplikacje dodają urody nie tylko sukni, ale też maleńkiemu czepeczkowi nakrywającemu głowę z misternie upiętą fryzurą. Obok damy w czerni rozsiadła się jej przyjaciółka, ubrana w kreację z gobelinowego materiału w kolorach czerwonego wina i ciemnej zieleni. Obie panie mają staranny manicure na wyrzeźbionych paznokciach i delikatny makijaż na twarzy. Spod ich sukien wystają świeżo wykrochmalone halki, a nogi zdobią pantofelki na obcasach.
   - Zabawa zaczęła się pod koniec lat 80. Wtedy właśnie moja siostra, absolwentka ASP, dostała od Jacka Łodzińskiego zamówienie na lalki do noworocznej szopki. Wykonała twarze, korpusy, a problem zaczął się przy kostiumach, bo szyć nie umiała. Pomyślałam: czemu mam nie spróbować? Przez noc uszyłam wszystkie ubrania. Lalki spodobały się, więc uznałyśmy: skoro tak, to trzeba brać sprawy w swoje ręce i rozkręcać lalkowy biznes. Szybko zobaczyłyśmy jednak, że ta kura nie znosi złotych jaj, ale zabawa sprawiała nam wielką frajdę i od czasu do czasu daje też jakiś dochód. Dziś moja pracownia to kilka reklamówek z materiałami, stelaż i pokój fruwający w pierzu. W takich warunkach powołujemy do życia szlachcianki, mieszczki, aktorki, kolekcję Żydów, w których specjalizuje się Iza, i wiele innych postaci.
   A teraz trochę o tym, jak powstają nasze przyrodnie siostry i ich mężowie. Kiedy głowy i kończyny są już wyrzeźbione w modelinie, buzie mają charakterystyczne dołeczki, a korpusy wypchane są watoliną, wtedy ja wkraczam do akcji i robię to, co dla mnie najciekawsze: projektuję kostiumy. Bo szycie ich nie przysparza już takiej frajdy jak wymyślanie,__dobieranie i zestawianie tkanin.
   Kiedy niedyskretnie zaglądam lalkom pod piękne suknie i spódnice, widzę, że i bielizna wykonana jest z zegarmistrzowską precyzją. Majteczki, rajstopy, kilka warstw halek - wszystko ręcznie dziergane i wykończone z taką samą starannością jak balowy kostium. - Najtrudniejszą moją lalką był chyba anioł. Zegarmistrzowskiej precyzji wymagały skrzydła wykonane z miniaturowych paseczków materiału. A ponieważ anioł to istota święta, więc musiał mieć aureolę. Zrobiłam ją ze złotej obrączki będącej wykończeniem tarczy zegarka. W tym fachu, jak widać, potrzebna jest nie tylko precyzja i cierpliwość zegarmistrza, ale czasem przydają się jakieś akcesoria temu zawodowi służące.
   Lalki pani Lidki można spotkać w galeriach wielu miast Polski, ale przede wszystkim za granicą, bo tam są prawdziwi kolekcjonerzy tych cudowności. Obie panie prezentowały swoją lalkową rodzinę na międzynarodowych wystawach w Niemczech i Holandii, a ze Stanów Zjednoczonych otrzymały największe, jak dotąd, zamówienie - na 700 lalek przedstawiających Sierotkę Marysię, ulubioną postać pani Lidki. - Pochodzę z Rudnika nad Sanem, żyłam przez lata blisko przyrody i pamiętam wygląd tamtejszych dzieci. Ich wizerunek utrwaliłam w lalce ubranej w ubogą flanelową sukienkę, czasami z łatkami na fartuszku. Na początku lat 90. ten typ biednej lalki był absolutną nowością, bo wszędzie królowały piękne i bogato zdobione. Te Sierotki tak się spodobały, że wizerunek jednej z nich umieszczono na okładce amerykańskiego pisma specjalistycznego "The Doll", a podpis brzmiał: "Typowa lalka polska". Nieźle mnie to ubawiło.
   Przyglądając się tym cackom ze zdumieniem zauważam, że misterne fryzury dam wykonane są z prawdziwych włosów. - Czasami podcinam je znajomym, częściej sobie i swoim dzieciom, które przez wiele lat "hodowały" włosy dla lalek, a ja latałam z centymetrem i sprawdzałam, czy długość kosmyków jest już odpowiednia. Tak jak poprzez wykorzystanie kawałka starego materiału przedłużam jego żywot, tak i w tym wypadku, poprzez włosy moich chłopców, zatrzymałam w lalkach ich dzieciństwo. W nich ocalony jest od zapomnienia świat, który przemija. Czasami w starej, zniszczonej i odrestaurowanej lalce, jak ta sprzed lat, której przywróciłam żywot robiąc nową fryzurę, szyjąc piękną sukienkę i kapelusik. W ten sposób koleżance z teatru odrestaurowałam jej ukochaną lalkę z czasów dzieciństwa. Znalazła ją gdzieś na strychu, zniszczoną, gołą, z wyszarpanymi włosami. Dziś ta ukochana lalka znów nabrała życia.
   Damy wykonane przez Lidię Bogaczównę najczęściej stylizowane są na kobiety z lat 20. i 30. ubiegłego stulecia. Bo były to czasy bardzo kobiece, z piękną modą, stylem i klasą. Są też panie w dziewiętnastowiecznych krynolinach, panowie w żupanach i kontuszach. Każda lalka ma swój życiorys, który powstaje w trakcie projektowania. Nierzadko biografia jest artystyczna, autorka bowiem wykorzystuje swoje aktorskie talenty podczas wymyślania postaci scenicznych. Filuterne subretki, babcie, dziadkowie mają często kostiumy z teatralnych ról. - Czasami wzoruję się na postaciach, które grałam. Tak powstała lalka Marceliny z "Wesela Figara" ubrana w bardzo podobny kostium do mojego scenicznego: szeroką krynolinę z pomarańczowego aksamitu zdobioną dużą ilością koronek.
   Teatralno-lalkowe doświadczenia aktorki znalazły swe odbicie na wystawie z okazji 100-lecia Teatru im. J. Słowackiego, na której pani Lidia prezentowała lalki przedstawiające wybitnych aktorów, m.in. Helenę Modrzejewską, Ludwika Solskiego w roli Starego Wiarusa czy Tadeusza Łomnickiego. - To było dla nas wielkie wyzwanie, bo przede wszystkim musiałyśmy zaprojektować postaci sporej wielkości, ok. 80 centymetrów, w ich najsłynniejszych rolach, oddając nie tylko podobiznę i charakter aktora, ale też postaci przez niego kreowanej. W odwzorowywaniu twarzy znanych ludzi mamy pewną wprawę, bo Iza od siedmiu lat projektuje "Krakowiankę roku", a więc lalkę osoby, która ten tytuł otrzymuje. W ten sposób zostały już uwiecznione m.in. panie Penderecka i Dymna.
JOLANTA CIOSEK

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie