Walka, walka...

Redakcja
1-0 Gacek 73, 1-1 Boroń 90 (głową). Sędziował Artur Śliwa. Żółte kartki: Wojtyga, R. Strojek - Machnik. Widzów 500.

Puszcza Niepołomice - Pogoń Miechów 1-1 (0-0)

 Puszcza: Chyra 7 - M. Kędzior 6, Ptak 6, Wojtyga 7 - Górski 5, Pilch 5 (60 R. Kędzior), Zięba 7, Gacek 8 (89 Bursa), Myślewski 6 (70 Solarz) - Błoński 7 (78 R. Strojek), Jałocha 7.
 Pogoń: Tomczyk 7 - Szymanek 6, P. Nastarowski 6, Kazieczko 6 - Dudziński 7, Leśnowolski 6, Machnik 7 (90 Kański), Raczyński 6, Kania 6 - Byrski 6, Boroń 7.
 Obie drużyny pokazały, że nie bez powodu są uważane za faworytów (obok Orła) rozgrywek. Mecz stał na dobrym poziomie, a zawodnicy walczyli o każdą piłkę i sporo się naharowali. Oba zespoły w ostatniej chwili jeszcze się wzmocniły - w Puszczy wystąpił Wojtyga z Górnika Wieliczka, a w Pogoni Leśnowolski ze Skalanki.
 W I połowie inicjatywę mieli gospodarze. Już w 3 min Pilch wykorzystał nieporozumienie Kazieczki z Kanią i popędził na bramkę Pogoni. Jego uderzenie w krótki róg Tomczyk obronił nogami. W 17 min miejscowi wyprowadzili kontrę, Zięba podał do Myślewskiego, a ten w sytuacji sam na sam z bramkarzem strzelił, ale piłka odbiła się od nadbiegającego obrońcy i przeszła tuż obok słupka. Za chwilę Gacek trafił z około 30 m w poprzeczkę. Goście oddali w tym okresie 2 groźne strzały - Kania i Dudziński. Po przerwie Pogoń zagrała śmielej. W 58 min Raczyński z wolnego strzelił tuż nad okienkiem bramki, a niebawem Kania uderzył z kilkunastu metrów za słabo i Chyra zdążył z interwencją. W 73 min konsekwentnie dotąd grający w defensywie miechowianie popełnili błąd. Kazieczko nie stanął przy Jałosze, ten zagrał z "klepki" do Gacka, który mając przed sobą tylko Tomczyka, wewnętrzną częścią prawej stopy skierował piłkę do siatki. 4 minuty później mogło być 2-0. Błoński minął P. Nastarowskiego i zacentrował z lewego skrzydła na głowę Jałochy, piłka jednak przeszła 2 m od słupka.
 W końcówce goście mocno przycisnęli. W 88 min Boroń dostał podanie od Kazieczki i w idealnej sytuacji huknął nad poprzeczkę. W ostatnich sekundach Boroń zdążył się jeszcze zrehabilitować. P. Nastarowski wybił wolnego z własnej połowy, długą piłkę przedłużył głową Kazieczko, prosto na głowę małego napastnika Pogoni, który z 7 m przelobował Chyrę. Wolny został, tak á propos, podyktowany za faul na Raczyńskim, który, zanim arbiter odgwizdał przewinienie, złapał piłkę w ręce. Miejscowi mieli potem pretensje, ale decyzja sędziego Artura Śliwy (skądinąd doskonale prowadzącego te trudne zawody) była prawidłowa, co najwyżej mógł on ukarać gracza Pogoni żółtą kartką, ale widocznie jest litościwy, bo nie chciał karać faulowanego...
 Trener Puszczy Tadeusz Piotrowski chwalił po meczu swoich zawodników za ambicję i ciężką pracę na boisku, ganił natomiast za końcówkę, w której czekali na gwizdek, zamiast pilnować zwycięstwa. - Szkoda, że w kolejnym meczu za darmo oddajemy punkty, tracąc bramki po błędach. A tyle się napracowaliśmy... - powiedział najlepszy w ekipie Puszczy Zdzisław Gacek. Trener Pogoni Julian Łopata uznał remis za wynik sprawiedliwy. I taki ten remis istotnie jest.

RK

Komary były najaktywniejsze

Borek - Cracovia II 0-0

 Sędziował Stanisław Sobór z Bolechowic. Żółte kartki: Pachota - Windak, Kowalik. Widzów 150.
 Borek: Strączek 5 - Gruca 4, Łazarczyk 5, Pachota 4 - Pachacz 5, Kowalski 3 (46 Bartosz 3), Wańczura 5, Mania 4, Urbański 5 - Bała 4, Maniecki 5.
 Cracovia II: Palczewski 5 - Kowalik 4, Rosiek 5, Włodarski 5 - Podsiadło 6, Sadzik 4, Treszczyński 5, Grodzicki 4 (74 Szwajdych), Windak 4 (79 Gęsiorowski) - Martyniuk 5, Paszkiewicz 4 (62 Zagata).
 Normalnie w meczu piłkarskim jest kilka, czasem kilkanaście sytuacji podbramkowych, z których pada znacznie mniej bramek. Wczoraj na stadionie Borku sytuacje były dwie, może trzy, więc mecz zakończył się bez goli. Piłkarze początkowo poruszali się nawet dość żwawo, lecz niewiele z tego wynikało.
 W 13 min Treszczyński wykonał rzut wolny z prawej strony, piłkę uderzył głową Podsiadło, lecz trafił w poprzeczkę, a dobitkę strzelca obronił Strączek.
 W miarę upływu czasu gra była coraz słabsza. Artur Martyniuk, choć miał ochotę do walki, udowadniał, że nawet w klasie okręgowej nie musi być wyróżniającym się zawodnikiem. Robił wiele ruchu, ale niewiele z tego wynikało. W 86 min, gdy wprowadzony chwilę wcześniej Gęsiorowski dokładnie zacentrował do niego, uderzył z woleja przynajmniej 5 metrów nad poprzeczką. Efektowny był też rajd Martyniuka w polu karnym w 78 min, gdy minął dwóch rywali, by strzelić w plecy nadbiegającego Wańczury. W 66 min po drugiej stronie boiska Pachacz podał do Manieckiego, lecz ten, w dogodnej pozycji, nie trafił w bramkę. Maniecki usiłował znaleźć swe miejsce na boisku, lecz przez pełne 90 minut mu się to nie udało.
 Nic więc dziwnego, że uwagę widzów w znacznie większym stopniu niż wydarzenia na boisku przykuwały szarże coraz bardziej natrętnych, w miarę jak słońce zachodziło za lasek, w którym zlokalizowano boisko Borku, komarów.

(kg)

Rezerwowi rezerwy

Wiślanka Grabie - Garbarnia II 1-2 (0-0)

 1-0 Baryła 62, 1-1 Jasiówka 78, 1-2 Piszczek 84. Sędziował Bogdan Bigos. Żółte kartki: Baryła, Miziura - Reinold, Piszczek. Widzów 100.
 Wiślanka: Kubicki 5 - Górnisiewicz 5 (80 Nosal), Miziura 6, Nowak 6 - Ołowski 5 (46 Szewczyk 5), Trawiński 5, Budzowski 7, Rusocki 5, Baryła 7 - Gruszka 5 (72 Sosin), Zegarek 6.
 Garbarnia II: Woźniak 7 - Żurek 6, Reinold 7, Matla 6 - M. Kluska 5, Kotowicz 6, Lament 6 (46 Ł. Kluska 5), Wąs 6, Bzukała 5 (46 Piszczek 6) - Feluś 5 (79 Leśniak), Kupiec 5 (70 Jasiówka).
 W I połowie prowadzeni do boju przez rutynowanego Lamenta goście mieli więcej z gry, jednak ani Bzukała, ani Kupiec nie potrafili wykorzystać dogodnych okazji. Dla Wiślanki najlepsze szanse mieli Gruszka i Baryła, którzy strzelali koło słupka, oraz Budzowski, który główkując nieznacznie się pomylił.
 Po przerwie po akcji Kotowicza i Ł. Kluski Feluś strzelił obok słupka. W 61 min prowadzenie objęli gospodarze po podaniu Zegarka; Baryła (były zawodnik Garbarni) silnie uderzył pod poprzeczkę i Woźniak był bez szans. W 70 min trener gości Adam Mikoś desygnował do gry Jasiówkę i 7 minut później zawodnik ten zdobył gola po dośrodkowaniu z kornera i zgraniu piłki głową przez Reinolda. 4 minuty później także rezerwowy Piszczek skorzystał z dokładnego podania Wąsa i z bliska strzelił obok Kubickiego.

(pan)

Pogrom o zmroku

Węgrzcanka - Gdovia 1-5 (0-3)

 0-1 Paweł Stokłosa 15, 0-2 Małek 24, 0-3 Paweł Stokłosa 32, 1-3 Szewczyk 54, 1-4 Świątko 79, 1-5 Andrzej Stokłosa 89. Sędziował Grzegorz Dudek. Widzów 300.
 Węgrzcanka: Cebulak 6 - Nowak 5, Gastoł 5, Ptasznik 4 (74 Flak), J. Kot 5 - G. Kot 5 (69 Ziobro), Sadko 6, Krzyżak 5 - Niemiec 5, Szewczyk 5, Musiał 4.
 Gdovia: Jurek 7 - Serafin 7, Kocemba 8, Kita 7 - Małek 7 (82 Solecki), Pieprzyca 7, Kuźma 6, P. Stokłosa 9 - Ryskala 7, Świątko 8, Stasiak 6 (74 A. Stokłosa).
 Choć Gdovia tradycyjnie należy do niewygodnych dla innych drużyn rywali, to jednak żaden z kibiców Węgrzcanki nawet w najczarniejszych myślach nie przypuszczał, że zespół z Gdowa wygra aż 5-1, nawet biorąc pod uwagę spore osłabienie ekipy z Węgrzec Wielkich w porównaniu z ubiegłym sezonem.
 W 15 min na polu karnym Węgrzcanki powstało zamieszanie, w którym najprzytomniej zachował się P. Stokłosa, posyłając piłkę do bramki. Niespełna 10 minut później rzut wolny z okolic środka boiska wykonywał Kocemba, próbował strzelać na bramkę, ale trafił w jednego z obrońców. Na polu karnym miejscowych powstało zamieszanie, w którym najwięcej zimnej krwi zachował Małek, pokonując z bliska Cebulaka. W 32 min znów obrońcy Węgrzcanki nie potrafili wyekspediować piłki z własnego pola karnego, tym razem po centrze z rzutu rożnego. A Paweł Stokłosa po raz drugi w tym meczu wpisał się na listę strzelców.
 Kilka minut po przerwie Szewczyk lobem z narożnika pola karnego w tzw. długi róg pokonał Jurka, ale to było wszystko, na co stać było wczoraj Węgrzcankę. W końcówce, gdy powoli zapadał zmrok, a piłkarzom przyświecały reflektory (mecz rozpoczął się o godz. 18), Gdovia dobiła miejscowych, aplikując im jeszcze 2 gole. W 85 min szanse na zmniejszenie rozmiarów porażki miał J. Kot, ale jego strzał w ładnym stylu obronił Jurek.

(PK)

Niezawodny Wroński

Prokocim Kraków - Pogoń Skotniki 3-1 (1-1)

 1-0 Doniec 2, 1-1 Zając 26, 2-1 Wroński 53 (głową), 3-1 Wroński 86. Sędziował Leszek Krzelowski. Żółte kartki: Figlarz, Polak. Widzów 200.
 Prokocim: Mielec 7 - Kępa 4, Lotka 4, Łozynek 4 - Figlarz 4 - Micek 5, Polak 5, Mitoń 5 (63 Małecki), Wójcik 5 - Wroński 7, Doniec 6.
 Pogoń: Borsuk 5 - Malski 4 (68 Słupski), Górecki 5, Tyński 5, Profic 5 - Knotek 5, Marchewka 5, Kościółek 5 (68 Dziedzic), Moniak 3 (46 Trzaska 3) - Żyła 3, Zając 4.
 Gospodarze objęli prowadzenie po pierwszej składnej akcji w meczu, dośrodkowaniu Micka i strzale z bliska Dońca, po którym piłka odbiwszy się od słupka wpadła do siatki. Wyrównanie mogło paść chwilę później, ale po silnym strzale Żyły Mielec zdołał odbić piłkę na róg. Goście wyrównali w dość nieoczekiwanych okolicznościach. Fatalny kiks przydarzył się rutynowanemu Figlarzowi, który podał piłkę wprost pod nogi Zająca, ten zaś nie zmarnował prezentu i skierował piłkę do pustej bramki. Końcówka I połowy należała zdecydowanie do gospodarzy, najgroźniejszy strzał oddał Mitoń, po którym Borsuk z niemałym trudem sparował piłkę na róg.
 Piłkarze Prokocimia wyszli na prowadzenie niedługo po rozpoczęciu gry po przerwie. Z wolnego dośrodkował Polak, a nie pilnowany Wroński piękną główką skierował piłkę pod poprzeczkę. Po stracie bramki do zdecydowanych ataków ruszyli goście, ale zagrali fatalnie w ataku. Najpierw Marchewka mógł skierować piłkę do bramki po nieporozumieniu Lotki z Mielcem, następnie tuż obok słupka strzelił rezerwowy Dziedzic, wreszcie po strzale z dystansu Słupskiego kapitalną paradą popisał się Mielec. Gospodarze nastawili się na grę z kontry i w 76 min kapitalną okazję zaprzepaścił Doniec, który minąwszy dwóch obrońców i bramkarza, zbyt długo zwlekał z oddaniem, strzału na pustą bramkę, w efekcie Górecki zdążył z interwencją. Później znów atakowali goście, w boczną siatkę trafił Knotek, a Słupski z bliska główkował niecelnie. W 86 min goście przekonali się po raz drugi, że Wrońskiemu nie można zostawić ani trochę wolnego miejsca i napastnik gospodarzy po solowym przeboju zdobył trzecią bramkę, zostając bohaterem meczu, mimo iż przez większość czasu niczym specjalnym się nie wyróżniał. Piłkarze Pogoni mogli jeszcze zmniejszyć rozmiary porażki, jednak piłkę z linii bramkowej po strzale Zająca wybił Lotka.

(pan)

Nagroda dla Andrzeja Mielca

 Przed meczem bramkarz Prokocimia Andrzej Mielec odebrał z rąk red. Pawła Panusia nagrody rzeczowe za zwycięstwo w rankingu "Dziennika Polskiego" na najlepszego piłkarza V ligi w sezonie 1999/2000. Andrzejowi Mielcowi raz jeszcze gratulujemy.

Raba już nie ostatnia

Raba Dobczyce - Orzeł Piaski Wielkie 1-0 (1-0)

 1-0 Krawczyk 38 (głową). Sędziował Piotr Jawień. Żółte kartki: Łabuś, Ząbczyński, Fima. Widzów 300.
 Raba: Soboń 6 - Jurkiewicz 6, Wyroba 7, Ślęczka 6 - Krawczyk 7, Ostafin 5, J. Nowak 5, Łyszczarz 5, Twardosz 5 (78 Matejewski) - Brytan 4 (75 Godula), Kawalec (85 Widła).
 Orzeł: Wiśniewski 5 - Tomana 5, Kostrz 5, Załęga 5 - Łysak 5 (75 T. Wajda), Fima 5, Ciesielski 6, Łazarczyk 6, Szostak 5 (58 Turbasa) - Ząbczyński 4, Łabuś 4.
 Wynik tego spotkania jest sporą niespodzianką, zważywszy że Raba dysponuje zdecydowanie słabszym składem niż w ubiegłym sezonie, w przeciwieństwie do ekipy z Piasków Wielkich.
 Po raz kolejny okazało się jednak, że na własnym terenie Raba jest zespołem groźnym i rzadko traci punkty. Stroną przeważającą byli w tym spotkaniu goście, jednak zagrali bardzo nieskutecznie, a gospodarze wykorzystali jedną z niewielu okazji bramkowych. W 38 min Krawczyk uderzył głową i piłka wylądowała pod poprzeczką obok bezradnego Wiśniewskiego. Dominacja Orła była bardzo widoczna zwłaszcza po przerwie, kiedy goście mieli kilka wyśmienitych okazji bramkowych. Najpierw Ząbczyński, leżąc na ziemi i mając przed sobą pustą bramkę, strzelił obok słupka, później Łabuś strzelił nad poprzeczką, a w ostatniej minucie Fima z bliska uderzył obok słupka.

(pan)

Strzelecka wymiana

Skalanka - Hutnik II 3-1 (0-0)

 1-0 Burmer 49, 2-0 Zięba 78, 3-0 Cieślik 80, 3-1 Danek 86. Sędziował Ryszard Stanek. Żółte kartki: Lorek - Kroczek. Widzów 150.
 Skalanka: Pączek 6 - Jaworski 6, Burmer 7, Korpała 6, Lorek 7 - Michalik 5 (85 Wilk), Knapik 6, Ślazik 6, Bojko 6 (81 Ziółko) - Zięba 6 (79 Cieślik), Połomski 6.
 Hutnik: Skórski 5 - Zieliński 4, Walczak 5, Kroczek 6 - Cebula 4, Kołodziej 4, Bednarz 4 (58 Smęder 5), Woźniak 4, Kępa 4 - Danek 5, Białek 4.
 Szybkie tempo, dużo walki i ciekawe akcje oglądali widzowie w I połowie. Optyczną przewagę miała Skalanka, która opanowała środek pola, jednak pierwszy groźny strzał oddali hutnicy, gdy Danek w 7 min uderzył tuż obok słupka. W odpowiedzi Burmer ładnie strzelił z narożnika pola karnego, a piłka o centymetry minęła bramkę. W 10 min duży błąd popełnił bramkarz gospodarzy Pączek, który wybił futbolówkę wprost pod nogi Danka. Napastnik Hutnika próbował niemal z linii środkowej boiska przelobować Pączka, lecz uczynił to odrobinę za mocno. Groźne akcje konstruowali również gospodarze. W 14 min po strzale Lorka Skórski popisał się niezłą interwencją, a 6 minut później ponownie Lorek przejął piłkę, minął 2 obrońców w polu karnym, jednak zwlekał z oddaniem strzału i w ostatniej chwili niebezpieczeństwo zażegnał jeden z zawodników gości. W przerwie trener przyjezdnych Andrzej Targosz mówił, że obawia się pierwszego kwadransa po wznowieniu gry. Słowa trenera okazały się prorocze. Już w 49 min Burmer dynamicznie wbiegł w pole karne, minął obrońców i z bliska pokonał Skórskiego. Piłkarze ze Skały atakowali non stop. W 78 min rezerwowy zawodnik gospodarzy Cieślik czekał już na przerwę w grze i wejście, gdy Zięba, który miał zostać zmieniony, popisał się pięknym uderzeniem, zdobywając drugą bramkę dla Skalanki. Cieślik, który ostatecznie wszedł minutę później, wyraźnie nie chciał być gorszy, bo po kilkudziesięciu sekundach na boisku również strzelił gola, w zamieszaniu na polu karnym. Piłkarzom z Nowej Huty udało się w końcówce zdobyć honorowe trafienie, po dokładnym podaniu Kępy i bramce Danka. Gościom niewiele pomogła obecność powracającego po kontuzji Andrzeja Białka.

(GF)

 W meczu rozegranym awansem: Prądniczanka - Zwierzyniecki 1-2 (1-0). Kręcisz - Stefanik, Machaj.

(pan)

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie