Walka ze smogiem to wielka szansa dla polskich...

Walka ze smogiem to wielka szansa dla polskich przedsiębiorców. Złotówka zainwestowana w termomodernizację da trzy złote zysku w gospodarce

Zdjęcie autora materiału
Zbigniew Bartuś

Aktualizacja:

Dziennik Polski 24

Inwestycja w potrawę jakości powietrza, w wymianę starych nieefektywnych źródeł energii, ocieplenie domów, stwarza nie tylko wielką szansę na unowocześnienie
1/7
przejdź do galerii

Inwestycja w potrawę jakości powietrza, w wymianę starych nieefektywnych źródeł energii, ocieplenie domów, stwarza nie tylko wielką szansę na unowocześnienie polskiej gospodarki, ale i na intratne interesy dla polskich przedsiębiorców, w tym małych firm rodzinnych – podkreśla Andrzej Guła, szef Krakowskiego Alarmu Smogowego. ©Joanna Urbaniec / Polska Press

Miliardy strat dla firm państwowych i prywatnych – takimi skutkami walki ze smogiem straszy Ministerstwo Energii. Szef resortu, Krzysztof Tchórzewski, przekonuje, że jeśli gospodarstwa domowe nie bedą mogły kupować i spalać najgorszych sortów wegla, państwowe kopalnie popadną w finansowe tarapaty, co może doprowadzić do ruiny także tysiące kooperujących z nimi prywatnych przedsiębiorców, przede wszystkim mikro i małych. Z tego punktu widzenia walka ze smogiem jawi się więc jako wielkie zagrożenie dla polskiej gospodarki. - Jest dokładnie odwrotnie. Inwestycja w potrawę jakości powietrza to wielka szansa na intratne interesy dla polskich przedsiębiorców, w tym małych firm rodzinnych – odpowiada Andrzej Guła, szef Krakowskiego Alarmu Smogowego, w najnowszym „Barometrze Bartusia”.
Andrzej Guła podaje przykłady innych krajów, m.in. Niemiec, Wielkiej Brytanii i całej Skandynawii, gdzie walka ze smogiem doprowadziła do dynamicznego rozwoju nowych, innowacyjnych i wysokodochodowych, branż. Podobnie dzieje się od pewnego czasu w Małopolsce, która jako pierwsza w kraju wprowadziła rygorystyczne normy na paliwa, by stopniowo eliminować z rynku ich najpodlejsze odmiany. Z jednej strony wpłynie to na ograniczenie niskiej emisji, niszczącej zdrowie i skracającej życie wielu tysięcy mieszkańców, a z drugiej – już dziś wywołało procesy modernizacyjne w małopolskich przedsiębiorstwach, od Krakowa po rubieże województwa. Trend ów wzmacniany jest przez środki unijne przeznaczone właśnie na walkę ze smogiem.

– To kierunek w pełni zgodny z tym, co najważniejsze w rządowej Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju: aby polska gospodarka oparta była w większym stopniu na myśli technicznej, na innowacjach. By była efektywniejsza i bardziej konkurencyjna – zauważa Andrzej Guła. Dodaje, że ogłoszony przez rząd program Czyste Powietrze, którego zręby właśnie powstają, umożliwi rozwój wielu rodzimym przedsiębiorcom: w jego ramach na ocieplenie domów prywatnych i wymianę źródeł ciepła wydane zostanie w ciągu dekady grubo ponad 100 mld złotych. Pieniądze te trafią do firm wykonawczych oraz dostawców nowoczesnych, ekologicznych i efektywnych, systemów grzewczych.

- Nie można na ten problem patrzeć jedynie z punktu widzenia ewentualnych strat jednej tylko branży. Trzeba na niego spojrzeć całościowo, dostrzegając korzyści społeczne i gospodarcze w skali całego kraju. A one znacząco przewyższą koszty! – podkreśla szef KAS. Dodaje, że podczas realizacji podobnego programu termomodernizacji w Niemczech wyliczono, że każde euro zainwestowane w poprawę efektywności energetycznej prywatnego domu przyniosło gospodarce 3 euro korzyści.

- Nie powinniśmy się zatem bać inwestycji w poprawę jakości powietrza, bo taka inwestycja zwyczajnie się nam opłaci. Także czysto ekonomiczne – kwituje Andrzej Guła.

- Według najnowszego raportu NIK jakość powietrza w Polsce nie uległa poprawie od kilku lat. Główną przyczyną zanieczyszczenia powietrza pyłem jest niska emisja pochodząca z domowych pieców i lokalnych kotłowni węglowych, w których spalanie odbywa się w nieefektywny sposób. Do 2020 r. Polska powinna osiągnąć 15 proc. energii produkowanej z OZE, a do 2023 r. ograniczyć emisję pyłów. To wyzwanie. Przez taki sam proces przechodziliśmy w krajach Europy Zachodniej - przypomina Thierry Deschaux, Prezes DK Energy Polska sp. z o.o. (Grupa Dalkia).

Dr Daria Kulczycka, ekspert Konfederacji Lewiatan ds. energetyki, podkreśla, że w skutecznej walce ze smogiem absolutnie kluczowe jest ustanowienie, wzorem innych krajów, rygorystycznych norm na paliwa stałe, w tym węgiel. - W polskich gospodarstwach domowych zużywa się, na tle Europy, rekordowo dużo węgla, a jednocześnie jesteśmy ostatnim krajem unijnym, w którym nie ma norm jakości tego paliwa – podkreśla ekspert.

Próby wprowadzenia takich norm kończyły się w poprzednich latach fiaskiem. Teraz, po konsultacjach z branżą węglową, minister energii, poprzez nowe rozporządzenie, chce pozostawić w sprzedaży detalicznej (dla gospodarstw domowych) opał o szokująco wysokiej zawartości pyłów i siarki.

Wtorkowy raport NIK stwierdza wprost, ze „zapisy zawarte w projekcie rozporządzenia ME zabezpieczają w znacznie większym stopniu interesy lobby węglowego aniżeli dążenie do ochrony obywateli i środowiska naturalnego przed negatywnym wpływem zanieczyszczeń powietrza”.

Zapisy rozporządzenia ostro krytykują: Minister Środowiska, Minister Przedsiębiorczości i Technologii, Minister Zdrowia i Główny Inspektor Ochrony Środowiska. Wszyscy domagają się o wiele ostrzejszych norm. Przeciwni propozycji ministra Tchórzewskiego są również wszyscy kandydaci na prezydenta Krakowa, w tym urzędujący prezydent Jacek Majchrowski (chce, by normy krajowe były równie surowe jak krakowskie) i Małgorzata Wassermann z PiS. Ta ostatnia zajęła w tej sprawie równie pryncypialne stanowisko, jak jej krakowska koleżanka, Jadwiga Emilewicz, minister przedsiębiorczości i technologii, która nie zostawiła na projekcie ministra energii suchej nitki. A jako ważna postać partii rządzącej, ma duży wpływ na władzę w Warszawie…

Szokująca historia norm



Najodważniejszą próbę wprowadzenia norm na paliwa stałe, w tym węgiel, podjął w 2014 r. resort gospodarki kierowany wówczas przez Janusza Piechocińskiego z PSL. – Tak naprawdę nie chodziło wtedy jednak o ekologię i zdrowie Polaków, tylko wyeliminowanie z polskiego rynku węgla rosyjskiego, którego import lawinowo rósł – przypomina dr Daria Kulczycka z Lewiatana.
Na północ i wschód kraju trafiało nawet 8 mln ton zza Uralu, gdy całe polskie zużycie węgla kamiennego spadło poniżej 70 mln ton, w tym energetycznego do 50 mln. Same gospodarstwa domowe spalają od 8 do 9 mln ton rocznie.

Podczas debaty o normach 4 lata temu polskie kopalnie przekonywały, że węgiel z Rosji jest złej jakości, zasiarczony i zapopielony, więc wprowadzenie norm jakości węgla wydawało się świetnym sposobem na zablokowanie importu. Szybko okazało się jednak, że nasz węgiel jest w wielu wypadkach gorszy od rosyjskiego.

Na zachodzie Europy dominuje węgiel o kaloryczności powyżej 25 MJ/kg oraz zawartości siarki poniżej 0,6 proc. i popiołów poniżej 10 proc. W Polsce węgiel tej klasy stanowi jedynie… 10 proc. wydobycia, z tego tylko połowa (ok. 2,5 mln ton) trafia do odbiorców indywidualnych, a reszta do energetyki zawodowej.

W 2014 r. wicepremier Piechociński zlecił opracowanie norm jakościowych – ściśle związanemu z branżą górniczą - Instytutowi Chemicznej Przeróbki Węgla w Zabrzu. – Prikaz mieliśmy jasny: zablokować Ruskich. Okazało się to jednak niemożliwe – wspomina jeden z pracowników Instytutu.

- Przyrody i fizyki się nie oszuka. Nie ma takich parametrów technicznych, które pozwoliłyby wyeliminować węgiel rosyjski i nie uderzałyby jednocześnie w polski – tłumaczył portalowi wysokienapiecie.pl dr hab. Piotr Sobolewski, szef IChPW.
Instytut opracował więc normy ekologiczne dla węgla spalanego w gospodarstwach domowych, szkołach, szpitalach, proponując, by paliwo takie nie mogło zawierać więcej niż 0,6 proc. siarki i 10 proc. popiołu. - Przy wyższych normach będziemy się nadal truć – wyjaśniał dyr. Sobolewski, zastrzegając, że gorszej jakości węgiel mógłby być nadal bez problemu sprzedawany elektrowniom, elektrociepłowniom, fabrykom itd., bo ich kotły i kominy zawierają odpowiednie filtry, wychwytujące siarkę, pyły i inne zanieczyszczenia.

Szef Instytutu tłumaczył, że wprowadzenie norm jakości leży w interesie polskiego górnictwa. - To jest walka o być albo nie być polskiego węgla. Jeśli dziś nie wprowadzimy norm jakości, to coraz więcej miast będzie szło w ślady Krakowa i w ogóle zakazywało palenia węglem w gospodarstwach domowych. Jeśli węgiel nie będzie spełniał norm, to za kilka lat społeczeństwo kopnie go w d… - przekonywał Sobolewski, powtarzając że węgiel i miał z wysoką zawartością siarki i pyłów powinien być spalany jedynie w instalacjach wyposażonych w odpowiednie filtry, a nie w domach.

Kiedy jednak ministerstwo przedstawiło projekt rozporządzenia zawierającego proponowane przez Instytut normy, w polskich kopalniach zawrzało. Najsilniej protestowały położone na pograniczu Śląska i Małopolski kopalnie należące do Tauronu („Janina” w Libiążu i „Sobieski” w Jaworznie) oraz lubelska Bogdanka. Ale lament rozległ się też w podoświęcimskim „Piaście” (w Bieruniu) oraz lędzińskim Ziemowicie.

- Najbardziej zdziwił nas protest Tauronu Wydobycie, bo teoretycznie koncern ten posiada własne kopalnie po to, by zaopatrywać w węgiel swoje elektrownie i elektrociepłownie, jak Jaworzno III, Łaziska, Łagisza, Siersza, Stalowa Wola, Tychy, Katowice i Bielsko. Nic by więc na normach nie stracił, bo wszystkie te zakłady mają filtry i mogłyby dalej palić gorszym węglem, jak dotąd – opowiada nam współpracownik b. wicepremiera.

Okazało się jednak, że Tauron oferuje sporą część urobku indywidualnym odbiorcom – i zyski z tego są duży wyższe niż ze sprzedaży węgla zawodowej energetyce. Ceny węgla dla elektrowni, ustalane w wieloletnich kontraktach, oscylują bowiem wokół 100-150 zł za tonę (bywa że jest to poniżej kosztów wydobycia), a tymczasem ceny najgorszych sortów (miału) dla gospodarstw domowych zaczynały się wtedy od 200 zł. Dziś jest to 250 zł, a w przypadku lepszych sortów – ponad 500 zł. Grubsze wysokokaloryczne sortymenty to już wydatek sięgający nawet tysiąca złotych za tonę.

„Jeśli proponowane w rozporządzeniu normy wejdą w życie, to węgiel z zakładów Tauron Wydobycie zostanie praktycznie w całości wyeliminowany z rynku“- napisał do Piechocińskiego ówczesny prezes spółki. Identyczny wydźwięk miały pozostałe protesty. Wyszło więc na jaw, że większość oferowanego gospodarstwom domowym, szkołom i szpitalom polskiego węgla nie spełnia normy, będącej – zdaniem ekspertów – absolutnym minimum, by wyeliminować w Polsce smog.

W tej sytuacji ministerstwo zaproponowało, by węgiel dla odbiorców indywidualnych mógł mieć 1,2 proc. siarki i aż… 50 proc. popiołu! Z tego samego powodu resort utrzymał możliwość sprzedaży gospodarstwom domowych najgorszych sortów, w tym tzw. mułów, odpowiedzialnych za jedną trzecią trucizn w polskim powietrzu.

Rząd PiS wyrzucił do kosza pomysły poprzedników i… do dziś pracuje nad własnymi. W zeszłym roku Ministerstwo Energii informowało nas, że „projekt rozporządzenia zawierającego normy jakości węgla będzie gotów do końca marca 2017 r.”
Zapewniało przy tym że „obrót węglem nie spełniającym tych norm stanie się niemożliwy”.

13 sierpnia resort przesłał do konsultacji projekt rozporządzenia zawierającego normy. Reakcja innych ministerstw była ostra:
„Projekt ten w obecnym brzmieniu nie przyczyni się do poprawy jakości powietrza w Polsce, ponieważ w praktyce dopuszcza do sprzedaży każdy rodzaj węgla dostępnego obecnie na rynku, nie eliminując węgli o bardzo słabych parametrach jakościowych” – napisał Henryk Kowalczyk, wicepremier i minister środowiska. Identyczne stanowisko przedstawili inni ministrowie: zdrowia oraz przedsiębiorczości i technologii, a także główny inspektor ochrony środowiska (rodem z Krakowa).


Smutne liczby



Polskie gospodarstwa domowe spalają ok. 9 mln ton węgla kamiennego rocznie, czyli (wg. GUS) 13 proc. krajowego zużycia tego surowca. Emitują przy tym jednak aż 53 proc. szkodliwych pyłów zawieszonych i 87 proc. chorobotwórczych substancji – czyli kilka razy więcej niż wszystkie elektrownie węglowe i fabryki razem wzięte.

W Polsce mamy ok. 3 mln kopciuchów. Każdy emituje od 20 do 30 razy więcej zanieczyszczeń niż nowoczesny piec węglowy na ekogroszek. Dla wielu polskich użytkowników wadą nowoczesnych kotłów jest to, że nie można do nich wrzucać śmieci, starych mebli, plastykowych butelek, opon itp.

Tona najtańszego opału (odpadów węglowych) kosztuje 250 zł, a tona ekogroszku – 900 zł. Najgorszym sortem pali co dziewiąte gospodarstwo w Polsce.



KONIECZNIE SPRAWDŹ:


Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo