Widmowe pojazdy

Redakcja
Motyw widmowych pojazdów znają opowieści wielu narodów. W Bretanii wierzono, że w ostatnią noc roku drogami pędzi czarny pojazd zaprzężony w kare konie. Jadą nim wszyscy, którzy zmarli podczas minionych dwunastu miesięcy, a powozi ten, który ostatni odszedł w zaświaty. Kto ujrzy tę upiorną karetę, powinien obawiać się, że nie przeżyje następnego roku.

B.W.

Niekiedy w szaleńczym pędzie, głośno turkocząc jadą nocami po drogach w miejscu, gdzie ongiś zdarzały się katastrofy dyliżansów. Kiedy indziej znowu posuwają się bezgłośnie, a ich obracające się koła nie zostawiają najlżejszych nawet śladów na powierzchni drogi. Znane są też historie o pojazdach, które tylko słychać - a nie widać: łoskot obracających się kół, skrzypienie uprzęży, tętent kopyt, parskanie koni rozlega się w pobliżu rozstajnych dróg, tam, gdzie niegdyś stały zajazdy, w których zmieniano konie przed dalszą jazdą.
 W Wielkiej Brytanii opowieści o powozach widmach związane były z niektórymi wielkopańskimi rezydencjami. W hrabstwie Dorset o zmierzchu, na drodze prowadzącej z zamku Woolbridge Manor, na skrzyżowaniem dróg zwanym Bere Regis, można zobaczyć jadący bezgłośnie drogą wytworny XVIII-wieczny powóz zaprzężony w kare konie. Kto miałby odwagę spojrzeć w jego okna, zobaczyłby młodą kobietę, bladą i przerażoną, jak wzrokiem pełnym lęku spogląda z karety...
 Opowieść ta wiąże się z rzeczywistym wydarzeniem, jakie miało miejsce z początkiem XVIII stulecia. Żona hrabiego Tuberville’a, właściciela Woolbridge Manor, zakochała się w jakimś oficerze. Mąż, gdy odkrył romans, wyzwał rywala na pojedynek. Nieszczęsna lady dowiedziała się o tym, kiedy małżonek pogalopował do lasu w pobliżu wsi Bere Regis, gdzie czekał na niego kochanek żony z sekundantami. Kazała zaprzęgać konie i pędzić jak najszybciej na miejsce pojedynku, chcąc przeszkodzić w starciu. Kiedy stangret poganiał konie, z zarośli wypadł na drogę przestraszony lis tuż pod kopyta rozpędzonych cugantów. Przerażone rumaki poniosły, woźnica nie mógł ich powstrzymać i pojazd w szaleńczym pędzie wjechał na most i runął do rzeki łamiąc balustradę. Podczas katastrofy lady poniosła śmierć. Nieomal w tej samej chwili padł w pojedynku jej ukochany zastrzelony przez zazdrosnego męża. Legendę tę przytoczył sławny angielski pisarz Thomas Hardy w powieści "Tessa d’Urbeville". Kto zobaczył na własne oczy upiorny powóz, mógł, jeśli był młodzieńcem lub dziewczyną, oczekiwać, że spotka namiętną miłość, która nie zakończy się dobrze...
 Historie o widmowych pojazdach znaleźć można wśród polskich opowieści o duchach. W Jurze Krakowsko-Częstochowskiej, nieopodal wsi Babice, na wyniosłym wzgórzu wybudowano niegdyś górujący nad okolicą zamek Lipowiec. Prowadzi do niego droga - dziś wąska i kamienista. Na tym właśnie trakcie spotkać można ponoć nocami karetę zaprzężoną w szóstkę karych koni. Widmowy pojazd sunie szybko stromą i wyboistą drogą. Tych, którzy go widzieli, podobno zdumiewał fakt, że nikt nie siedzi na koźle, nie było słychać turkotu kół po kamieniach i odgłosu końskich kopyt.
 Legenda ta wiązać się ma jakoby
z pewnym epizodem z przeszłości zamku. W XVIII stuleciu był on miejscem, gdzie odsyłano na rekolekcje połączone z wszelkimi umartwieniami i ścisłym postem księży i zakonników, którzy nie dochowali celibatu. Wyroki w tych sprawach wydawał biskup, przyjeżdżając do Lipowca raz na jakiś czas karetą. Więźniowie oczekiwali na jego przybycie z drżeniem, gdyż rzadko oznaczało to uwolnienie, a z reguły surowy wyrok i długotrwałą karę.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie