Wierny dawnym ideałom

Ewa Tyrpa
Z harcerzami w Skawinie spotkała się m.in. Karolina Kaczorowska. Obok komendant Kazimierz Dymanus FOT. EWA TYRPA
Sylwetka. Kazimierz Dymanus wychował kilka pokoleń zuchów i harcerzy. W Skawinie znają go wszyscy.

Najbardziej pociągały go przedwojenne, patriotyczne ideały harcerskie, nienarzucane i niesterowane przez władzę.

Zainteresował się nimi w podstawówce, a najbardziej wtedy, gdy od szkolnego kolegi dostał plakietkę 3. Dywizji Strzelców Karpackich, jednostki Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, o której on i skawińscy harcerze wiedzą niemal wszystko.

Znalazł podobnych sobie zapaleńców w mundurach

To m.in. Małgorzata i Marek Bieżanowscy, Edward Niechaj, Edward Smolak oraz seniorzy skawińskiego harcerstwa: Tadeusz Para, Zygmunt Ryll, Emilia Sznajder, Halina Szota, Eugeniusz Tatko.

Razem w 2000 r. postanowili odłączyć się od Związku Harcerstwa Polskiego i założyli Niezależny Związek Harcerstwa. Zachowali dawną nazwę „Czerwony Mak”, by oddać hołd polskim żołnierzom walczącym o włoskie Monte Cassino. Był wśród nich Marian Łoziński, mieszkający po wojnie w Skawi-nie, oficer 3 Dywizji Strzelców Karpackich i przyjaciel harcerzy.

Nie było łatwo funkcjonować bez wsparcia i dotacji, ale wielkie zaangażowanie ludzi harcerstwa zaowocowały sukcesem. Tak można nazwać wszystko, co udało się zrealizować w ciągu 15 lat działalności. „Czerwony Mak” nawiązał kontakty z kombatantami w Polsce i za granicą. Skawinianie dostają od nich pamiątki i sztandary. A zuchom i harcerzom na pewno zostają wpojone na całe życie skautowskie zasady.

Ich przyjaciółmi byli m.in. prezydent na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski, który z Ireną Anders otwierał Harcerską Izbę Pamięci Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie im. Gen. Władysława Andersa. „Czerwony Mak” odwiedzała też żona prezydenta Karolina Kaczorowska i córka Andersów Anna Maria Costa Anders.

Związek jest jedyną harcerską organizacją w Polsce, przyjmowaną przez Jana Pawła II aż pięć razy. Pełnili też przy papieżu białą służbę podczas jego pielgrzymek do Polski.

Byli wszędzie tam, gdzie walczyli polscy żołnierze

Odwiedzili niemal wszystkie cmentarze i miejsca bitew.We Włoszech byli np. w Cassamassimie, Monte Cassino, Loreto, Bolonii. We Francji pojechali do Lagarde i Maiche, szlakami: 1 Dywizji Grenadierów i 2 Dywizji Strzelców Pieszych.

Byli też w Afryce w Libii, gdzie Polacy walczyli o Tobruk i na wschodzie Europy w miejscach kaźni polskich żołnierzy, m.in. w Charkowie, Katyniu, Miednoje, Buzułku i w Moskwie na Łubiance, gdzie więziony był gen. Anders.

W dostaniu się do niektórych miejsc pomogli im ambasadorzy i konsulowie, a także zaprzyjaźnieni z „Czerwonym Makiem” żołnierze spod Monte Cassino, głównie Wojciech Narębski, Tomasz Skrzyński i nieżyjący już ks. Adam Studziński.

– Wchodziliśmy do niedostępnych miejsc jak na Monte Cassino, gdzie został śmiertelnie ranny Adam Bachleda-Curuś – wspomina Kazimierz Dymanus. W wielu wyjazdach towarzyszy im kapelan „Czerwonego Maku” ks. Zdzisław Budek, proboszcz parafii w Krzęcinie.

Komendant swoimi ideałami zaraził synów

Obaj, razem z żonami pomagają ojcu w przygotowaniu różnych przedsięwzięć, prowadzeniu strony internetowej. Z komendantem niełatwo rozmawia się o nim samym. Zawsze kieruje rozmowę na harcerstwo, innych druhów, ideały, wyjazdy, działalność. A przecież ma się czym pochwalić. Np. został odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi, ma tytuł Zasłużonego dla Skawiny.

– Tato to fanatyk harcerstwa. Całe życie mu podporządkował, ale nie przeszkadzało nam to i dało się wytrzymać, bo mama też była harcerką. W domu była dyscyplina, ale zdrowa, a ja byłem dumny, że tato jest tak rozpoznawalny. Gdy szedłem z nim w Skawinie, ludzie mu się kłaniali, a on każdego pamiętał i mówił mi, że to dawny zuch czy harcerz – wspomina Paweł Dymanus.

Wraz z bratem i rodzicami każde wakacje spędzali na obozach, uczyli się tam samodzielności i wytrwałości. Jest pewny, że dziadek też zarazi harcerstwem jego 7-letniego syna Tymoteusza, który chętnie odwiedza go w harcówce.

–Nigdy nie spotkałem człowieka tak nieprawdopodobnie uporządkowanego, słownego i oddanego harcerstwu, a jednocześnie bardzo skromnego. Wszystko ma zawsze przemyślane, dokładnie zaplanowane, rozpisane co do sekundy – mówi Witold Grabiec, współpracujący z komendantem Dymanusem od 2002 roku. Te cechy wzięły się z jego rodzinnego domu, a także z umiejętności spadochroniarskich, nabytych w wojsku.

Nie sposób wymienić wszystkich działań z inspiracji komendanta. Harcerze od lat przywożą Betlejemskie Światło Pokoju, roznoszą je do wielu instytucji oraz osób chorych i starszych, pełnią warty w kościele, na cmentarzach przy grobach, spotykają się z drużyną seniorów. Po prostu wszędzie ich pełno.

ewa.tyrpa@dziennik.krakow.pl

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie