MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Wisła Kraków. Igor Łasicki: Powiedzmy sobie szczerze - jest słabo! Nie możemy jednak teraz zwiesić głów, stracić wiary

Bartosz Karcz
Bartosz Karcz
Bartek Ziółkowski/wislakrakow.com
Igor Łasicki zagrał w Płocku z konieczności na prawej obronie. Obrońca Wisły Kraków nie do końca był zadowolony z remisu 1:1. Po końcowym gwizdku rozmawialiśmy też o innych problemach, jakie trapią „Białą Gwiazdę”.

WISŁA KRAKÓW. Najbogatszy serwis w Polsce o piłkarskiej drużynie "Białej Gwiazdy"

- Ten jeden punkt wywalczony w samej końcówce meczu z Wisłą Płock smakuje czy jednak biorąc pod uwagę waszą sytuację w tabeli I ligi jest to bardziej strata dwóch punktów i niedosyt?
- Ciężko powiedzieć… Jeśli ktoś spytałbym mnie przed meczem, to ja nie brałbym takiego wyniku. Chciałem, żebyśmy wygrali. Po tym jednak jak to spotkanie się ułożyło i gdy długo przegrywaliśmy 0:1, to chyba trzeba przyjąć ten jeden punkt. Na pewno jednak mogło i powinno być lepiej z naszej strony. Przede wszystkim jeśli chodzi o grę. Wiadomo, że skład był inny niż zawsze. Graliśmy ze mną na prawej obronie, z Angelem Rodado w pomocy na „dziesiątce”, ale to nie tłumaczy wszystkiego. A co do Angela, to powiem, że jesteśmy trochę w szoku. On oczywiście był w treningu, wiedzieliśmy, że dzień po dniu jest lepiej, ale wiadomo, że my na niego uważaliśmy, żeby nie uszkodzić tego jego barku. On ma jednak w sobie taką energię, tak ogromną chęć do gry, że to przesądziło o tym, że zagrał w Płocku. Szacunek dla niego, że w ogóle zagrał i to zagrał moim zdaniem dobry mecz. A co do tego punktu, to bierzemy go i musimy jechać dalej.

- Skoro wspomniał pan o prawej obronie. Tak można było typować, że pod nieobecność pauzujących za kartki Bartosza Jarocha i Dawida Szota, pan tam zagra, bo to z tego, co pamiętam, nie była całkowita nowość…
- Grałem na prawej obronie kilka meczów, nawet w ekstraklasie. Ale to było dość dawno temu. Później występowałem przede wszystkim na środku. Jestem jednak obrońcą, starałem się skupić przede wszystkim na defensywie, a to co do przodu, to tylko na plus. Byłem skoncentrowany na sto procent i myślę, że dałem z siebie maksa.

- Proszę trochę powiedzieć na czym różni się gra na środku obrony i jej boku.
- Inne bieganie, inne dystanse, inne wychodzenie spod pressingu. Trzeba to poczuć, bo różnica jest. Oni jeszcze grali na wahadłowych, więc musieliśmy być na to przygotowani. Trener dobrze jednak nas do tego przygotował. Wiedziałem, kiedy mam wybiegać. Grałem też na Fabiana Hiszpańskiego i dostałem na jego temat wszystkie niezbędne informacje, analiza była bardzo dokładna. Wydaje mi się, że z ich strony to właśnie on mógł stanowić największe zagrożenie, ale jakoś poradziliśmy sobie. Dużo pomagał mi też Miki Villar, dobrze się komunikowaliśmy. Wydaje mi się, że na naszej prawej stronie nie było ostatecznie wielkiego zagrożenia, bo dobrze pozamykaliśmy tam wszystko.

- Wracając do remisu w Płocku, to on jeszcze bardziej komplikuje waszą sytuację niż ją poprawia.
- To prawda. Powiedzmy sobie to szczerze - jest słabo! Nie możemy jednak teraz zwiesić głów, stracić wiary. Musimy walczyć do samego końca i przede wszystkim zakończyć sezon zasadniczy jak najwyżej się da. Awans bezpośredni już nam chyba odjechał na dobre, nie ma co się oszukiwać. Byłoby to bardzo ciężkie do zrobienia. Musimy celować w baraże i najlepiej trzecie miejsce, które dałoby nam wtedy mecze u siebie. Zanim jednak zaczniemy o tym myśleć, to trzeba skoncentrować się teraz na najbliższych meczach i powrocie do ich wygrywania. To jest najważniejsze.

- W tym sezonie, szczególnie wiosną widzimy dwa oblicza Wisły. Jedno, to zdecydowanie lepsze w Pucharze Polski i drugie, słabsze w lidze. Z czego to się bierze?
- Ciężko jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, ale trudno się nie zgodzić, że tak to właśnie wygląda. W lidze idzie nam to ciężko, jak po grudzie. W pucharze jest za to mnóstwo swobody, choćby w operowaniu piłką, napędzamy się sami. Nie wiem, może to wynika też po części ze sposobu gry rywali, z którym nie zawsze potrafimy sobie poradzić. Przeciwnicy w I lidze grają z nami najczęściej głęboko schowani, liczą tylko na kontry, stałe fragmenty, nawet wyrzuty z autu. A my w tym wszystkim popełniamy proste błędy i to chyba jest najgorsze. Nawet ta bramka z Wisłą Płock została stracona moim zdaniem zdecydowanie za łatwo. Głupia, niepotrzebna strata piłki i nagle pada gol tak naprawdę z niczego. Uważam, że takie mecze, które może nie są najładniejsze, trzeba umieć przepchać. I takimi meczami łapać pewność siebie. Znów się jednak nie udało i trzeba walczyć dalej.

- Skoro wspomniał pan o tej straconej bramce. Szczerze mówiąc, patrząc na ten mecz i widząc jedną, drugą niewykorzystaną przez was sytuację, pomyślałem sobie na trybunach, że pewnie jak często w waszym przypadku zaraz skończy się to golem dla rywali...
- Oj rzeczywiście z nami tak jest, że jak nie wykorzystujemy swoich sytuacji, to zawsze się to na nas mści. Jak sami nie strzelamy, to zaraz dostajemy „gonga”. A po nim ciężko przeważnie jest się podnosić. Rywale się nakręcają, nasza energia spada i jest trudniej. W takiej sytuacji trzeba wziąć ten jeden punkt, nawet jeśli tak naprawdę kręcimy nosem po tym remisie. Recepta jest teraz taka, że trzeba wygrać w Pruszkowie ze Zniczem. Jak to zrobimy, to może inaczej popatrzymy na cztery punkty w dwóch meczach.

- Na ten moment wypadliście poza strefę barażową, wygląda to o wiele gorzej niż np. rok temu na tym etapie sezonu. Pan ma takie pełne przekonanie siedząc w tej szatni codziennie, że w zespole wciąż jest wiara, że ten awans do ekstraklasy uda się zrobić mimo wszystkich zakrętów, jakie za wami w tym sezonie?
- Jest wiara, tego jestem pewien. Dużo rozmawialiśmy na ten temat w tygodniu poprzedzającym mecz w Płocku. Dużo rozmawialiśmy o walce do samego końca. Jestem przekonany, że te wszystkie ciężkie momenty, zakręty, paradoksalnie zbudują nas na końcówkę sezonu. Wierzę bardzo mocno, że koniec końców my ten awans zrobimy. Dla mnie, dla moich kolegów w szatni, dla wszystkich ludzi w klubie, dla naszych kibiców liczy się po prostu awans. Nieważne jak, ale zrobimy ten awans!

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Szymon Grabowski: Miejsce Lechii jest w ekstraklasie, Arki również

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: Wisła Kraków. Igor Łasicki: Powiedzmy sobie szczerze - jest słabo! Nie możemy jednak teraz zwiesić głów, stracić wiary - Gazeta Krakowska

Wróć na dziennikpolski24.pl Dziennik Polski