Wisła Kraków. Łzy, rozpacz, złość. Krajobraz po spadku „Białej Gwiazdy” z ekstraklasy

Bartosz Karcz
Bartosz Karcz
Ten obrazek przejdzie do historii. Załamany Kazimierz Kmiecik po spadku Wisły Kraków z ekstraklasy
Ten obrazek przejdzie do historii. Załamany Kazimierz Kmiecik po spadku Wisły Kraków z ekstraklasy wisla.krakow.pl
Udostępnij:
W niedzielę Wisła Kraków pożegnała się z ekstraklasą. Porażce 2:4 z Radomiakiem towarzyszyły łzy, złość, bezsilność. To były obrazki, które już na stałe pozostaną w historii klubu z ul. Reymonta.

WISŁA KRAKÓW. Najbogatszy serwis w Polsce o piłkarskiej drużynie "Białej Gwiazdy"

Kilka chwil po tym jak sędzia Jarosław Przybył zagwizdał ostatni raz, część wiślaków padła na murawę. Na ławce „Białej Gwiazdy” siedział załamany Kazimierz Kmiecik, w którego oczach pojawiły się łzy. Pocieszać musiała go rzecznik prasowa Wisły Karolina Biedrzycka, też zresztą zalana łzami. Dla tej dwójki i wielu osób związanych z krakowskim klubem to była prawdziwa tragedia. Dla znacznego grona ludzi związanych z Wisłą, choćby pokolenia trzydziestolatków, czyli osób już całkiem dojrzałych, ten spadek jest całkiem nowym doznaniem. Oni nie pamiętają dobrze ostatniej takiej sytuacji, czyli roku 1994, o wcześniejszych latach, gdy Wisła opuszczała ekstraklasę, czyli 1964 i 1985 nie ma nawet co wspominać, bo oba mogą pamiętać już tylko najstarsi sympatycy Wisły.

- To mój trzeci spadek - mówił kierownik Wisły Jarosław Krzoska, rocznik 1970, któremu też na myśl o tym, co się wydarzyło szkliły się oczy.

Piłkarze reagowali w niedzielny wieczór różnie. Przede wszystkim długo nie wychodzili z szatni. Musiała upłynąć dobra godzina z kawałkiem od zakończenia spotkania, by pojawili się w tunelu, z którego poprzez bieżnię przechodzili na drugi koniec radomskiego stadionu do autokaru. Na rozmowy z dziennikarzami decydowali się nieliczni. Michal Frydrych, kapitan Wisły w tym historycznym meczu, sprawiał wrażenie, że nie bardzo wie, co się właśnie stało. - Nie wierzę. Przychodząc do Wisły myślałem, że będziemy grać o czołowe miejsca. Nie przypuszczałem, że spotka mnie coś takiego. To najgorszy moment w mojej karierze - powiedział m.in.

Nerwowo reagował Zdenek Ondrasek. Po nim widać było, że jest po prostu wściekły. - To jest wstyd! Wstyd dla każdego z nas! Bez walki, bez charakteru w polskiej lidze nie da się grać. To nie chodzi o ten mecz. To chodzi o całą rundę. Nie da się utrzymać z jedną wygraną. Jeszcze raz powtórzę - to jest wstyd. Nie wiem, co się będzie działo, ale wiem, że trzeba zrobić wszystko, żeby Wisła wróciła tam, gdzie jest jej miejsce, czyli do ekstraklasy. To będzie bardzo długa i trudna droga - powiedział czeski napastnik. Dodał również: - Jak nie ma zespołowości, jak nie wszyscy zap…., to nie da się wygrywać. Dzisiaj piłka to nie jest już tylko tiki-taka, bez zaangażowania na sto procent nie będzie punktów.

Nie jesteście godni podania ręki

Na piłkarzy po powrocie do Krakowa nie czekało miłe przyjęcie. Pod stadionem przy ul. Reymonta zgromadziło się kilkuset kibiców. Były wyzwiska, były transparenty. Dostało się prawie wszystkim. Do bezpośredniej konfrontacji, jakiejś fizycznej przemocy jednak nie doszło, bo choć piłkarze wyszli do swoich fanów, to jednak stali jedynie przy siatce. Musieli się jednak nasłuchać, co kibice myślą na ich temat. Znamienny był jeden z transparentów, na którym napisano: Nie jesteście godni podania ręki.

Kto wie, jakim mottem kierują się w Wiśle, zrozumie od razu, o co chodzi. Dla tych mniej zorientowanych przypominamy, że to nawiązanie do słynnej wypowiedzi Henryka Reymana.

Za mało jakości, zaburzone proporcje

Poniedziałkowy poranek w wiślackim środowisku nie przyniósł ulgi. Rozmawialiśmy z wieloma osobami, dla których Wisła jest klubem szczególnym. Wszyscy oni podkreślali jedno, że spadek z ekstraklasy zabolał ich bardzo. Jedni podchodzili do sprawy bardziej emocjonalnie, inni analitycznie. Marcin Baszczyński, legenda „Białej Gwiazdy”, który zdobył z nią sześć tytułów mistrza Polski jest wprost załamany. Dawno nie słyszeliśmy tak przybitego „Baszcza”: - Nie wiedziałem, nie spodziewałem się, że ten spadek tak mocno we mnie uderzy, tam mocno mnie dotknie. Czuję się fatalnie. Nie wiem, co będzie dalej. Na razie mam tysiąc myśli na minutę. Pewnie gdybym siedział dzisiaj w klubie, to już myślałbym, co zrobić, jakie działania podjąć. Wiedzę jak to wszystko wygląda, mają tak naprawdę ci, którzy są w środku. Fakty są jednak brutalne, nie można się utrzymać wygrywając jeden mecz na kilkanaście.

Smutek przebija również w głosie innej wiślackiej legendy Macieja Żurawskiego. Choć on szerzej mówi o aspekcie sportowym klęski Wisły: - Cały czas myślałem, wierzyłem, że tak się wyniki poukładają, że jednak się uda, że tak się wyniki poukładają, że jednak Wisła się utrzyma. Z drugiej strony nie ma co chyba mówić, że mecz z Radomiakiem przyniósł Wiśle spadek, skoro tak naprawdę jest to pokłosie całego sezonu. W mojej opinii w tej drużynie jest zdecydowanie za mało jakości piłkarskiej. Można było ten zespół zbudować zdecydowanie lepiej jeśli chodzi o jakość. Zaburzono też totalnie proporcje między Polakami i obcokrajowcami, co nie jest dobre jeśli mówimy o budowaniu tożsamości zespołu. Oglądałem mecz z Radomiakiem i po końcowym gwizdku miałem wrażenie, że niektórzy piłkarze przyjęli ten wynik jako zwykłą porażkę, a nie spadek do I ligi. Odnoszę wrażenie, że my bardziej przeżywaliśmy przed laty fakt, że w jednym czy drugim sezonie nie zdobyliśmy mistrzostwa Polski niż oni teraz spadek.

Spadek Wisły przeżywa natomiast bardzo mocno Marek Motyka, wiślak z krwi i kości. Były piłkarz „Białej Gwiazdy” mówi: - Jestem zdruzgotany! Jeszcze kilka tygodni temu jak z przyjaciółmi analizowaliśmy terminarz, nie dopuszczaliśmy myśli o spadku. Tym bardziej spadło to na mnie jak grom z jasnego nieba. Ja kiedyś spadłem z Wisłą, wiem jak się człowiek wtedy czuje. Straciłem później trzy lata jako kapitan, żeby pomóc Wiśle wrócić do ekstraklasy. To nigdy nie jest proste. Fakty są dzisiaj takie, że ekstraklasa będzie bez Wisły uboższa.

- Nie mogę wciąż pogodzić się z tym, co się stało - dodaje kolejny były piłkarz i trener Wisły Kazimierz Moskal. - Trudno to zrozumieć. Przecież na początku sezonu wcale nie wydawało się, że Wisła w ogóle może być zaplątana w walkę o utrzymanie. Drużyna grała wtedy bardzo dobre mecze. Jestem w ciężkim szoku. Przeżywaliśmy to w niedzielę bardzo w rodzinnym gronie. Wiem jak ciężka jest I liga, że powrót do ekstraklasy wcale nie będzie łatwy, ale oby to trwało tylko sezon.

Kraków stracił coś wyjątkowego

Nie tylko byli piłkarze i trenerzy Wisły przeżywają jej pożegnanie z ekstraklasą. Również kibice. Ci ostatni pewnie nawet mocniej. Również ci znani. - Mój świat się zawalił - mówi Mieczysław Czuma, publicysta, autor książek o Krakowie. Zwraca on uwagę na niezwykle ważny aspekt: - Kraków stracił coś wyjątkowego. Bo w każdym porządnym mieście europejskich są dwie drużyny, które ze sobą rywalizują. Real z Atletico, Roma z Lazio, Benfica ze Sportingiem, w Londynie jest tych klubów jeszcze więcej. W Krakowie zabraknie nam na poziomie tej wspaniałej rywalizacji Cracovii z Wisłą. Wszyscy tą rywalizacją żyliśmy, a teraz Kraków wypadł z tej grupy miast, w której kibice mogą przeżywać te derbowe emocje.

- Cóż, będziemy chodzić na I ligę z wiarą, że uda się zbudować dobrą drużynę - mówi Jerzy Fedorowicz, aktor, senator RP. Dodaje: - W takiej sytuacji muszę przypomnieć ku pokrzepieniu serc pewną historię sprzed lat. Pamiętam jak kiedyś gościli u mnie w teatrze Boguś Zając, Artek Sarnat i Grzesiek Pater. Wtedy oni grali w ówczesnej II lidze. Za trzy lata ci sami piłkarze byli już z Wisłą mistrzami Polski. Jesteśmy przyzwyczajeni do wielkiej Wisły, choć ostatnie lata wskazywały, że będzie coraz trudniej. Teraz my kibice musimy się zmobilizować, żeby wspierać drużynę.

Co dalej? „Żuraw” widzi dwie drogi

Po spadku pojawiają się pytania, co będzie dalej z Wisłą, już w I lidze. Na razie w klubie trwają gorączkowe spotkania, wiele wskazuje na to, że Jerzy Brzęczek zostanie, choć nie wykonał postawionego przed nim zadania. W kwestii budowy drużyny na nowy, I-ligowy sezon oddajmy jeszcze raz głos Żurawskiemu, który mówi: - Jeśli miałbym mówić, co dalej, to widzę dwie drogi. Jedna to wpakowanie dużych pieniędzy i zbudowanie drużyny z taką jakością, która pozwoli wierzyć, że awans nastąpi już po roku. Ale to bardzo trudny wariant, bo nawet jeśli zainwestujesz masę pieniędzy, to gwarancji awansu nie będzie. Druga opcja jest taka, że robisz sobie plan z założeniem, że do ekstraklasy wrócisz po maksimum dwóch, trzech latach. W takiej sytuacji buduje się drużynę wolniej, opierając na kilku doświadczonych zawodnikach plus młodzież. To bezpieczniejsze wyjście. Tym bardziej, że awans do baraży w I lidze gwarantuje nawet szóste miejsce. Teoretycznie zajęcie takiego miejsca nie jest zadaniem jakimś bardzo trudnym. Jeśli miałbym wybierać, postawiłbym na to drugie rozwiązanie.

Wisła Kraków, czyli krajobraz po spadku z ekstraklasy. Kibic...

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Tata w klatce stawia córkę na nogi. To niesamowita historia.

Wideo

Materiał oryginalny: Wisła Kraków. Łzy, rozpacz, złość. Krajobraz po spadku „Białej Gwiazdy” z ekstraklasy - Gazeta Krakowska

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Dziennik Polski
Dodaj ogłoszenie