Zbrodnia Damazego Macocha

Paweł Stachnik
Zdjęcie z procesu Macocha (pierwszy z lewej w górnym rzędzie)
Zdjęcie z procesu Macocha (pierwszy z lewej w górnym rzędzie) Archiwum
Październik 1910. Na jaw wychodzi mord jasnogórskiego zakonnika Damazego Macocha. Ma na sumieniu zabójstwo, kradzieże i romans. Jego sprawa staje się głośna w Europie

26 lipca 1910 r. w rowie z wodą niedaleko wsi Zawady koło Częstochowy okoliczni mieszkańcy znaleźli sofę, a w niej nagie zwłoki nieznanego mężczyzny ze zmasakrowaną twarzą. Policja wszczęła dochodzenie i dość szybko trafiła na dorożkarza, który przywiózł do Zawady mebel. Zeznał on, że zrobił to na polecenie pewnego zakonnika z jasnogórskiego klasztoru, który sterroryzował go rewolwerem, a potem zmusił do złożenia przysięgi na krzyż, że nikomu nic o tym nie powie.

Śledczy niebawem ustalili, że zakonnikiem tym był 36-letni ojciec Damazy Macoch. Nie udało się go jednak aresztować, bo ostrzeżony przez kogoś zbiegł za granicę, do Galicji. Zawiadomiono więc tamtejszą policję, która wykazała się większą skutecznością. 7 października 1910 r. na dworcu w Krakowie w pociągu do Wiednia komisarz Henryk Jasieński z krakowskiej policji aresztował Macocha. Został on następnie przekazany rosyjskim śledczym.

Tak zaczęła się jedna z największych spraw kryminalnych na ziemiach polskich początku ubiegłego wieku. Brutalne morderstwo dokonane przez zakonnika w otoczonym kultem klasztorze na Jasnej Górze bulwersowało opinię publiczną i jednocześnie przyciągało jej uwagę. O sprawie pisały gazety we wszystkich trzech zaborach, donosiła o niej także prasa zagraniczna, w tym niemiecka i amerykańska.

Zabójstwo w celi
Bohater afery nazywał się Kacper Macoch i urodził w chłopskiej rodzinie we wsi Lipie. Ukończył szkołę elementarną i dzięki wstawiennictwu stryja, który był wójtem, został pisarzem gminnym. Młodzieniec czuł jednak powołanie i rozpoczął naukę w niższym seminarium duchownym. Nie ukończył go ze względu na brak uzdolnień, ale nie zrezygnował z habitu - wstąpił do nowicjatu paulinów przy klasztorze na Jasnej Górze. Zgodnie z ówczesnymi przepisami, Macoch już po czterech miesiącach przyjął śluby i został pełnoprawnym zakonnikiem. Przyjął imię Damazy.

Pewien przypadek sprawił, że ujawniła się poważna słabość charakteru ojca Damazego. Zauważył on mianowicie, jak inny zakonnik, Bazyli Olesiński, podkrada klucz do klasztornego skarbca, a następnie zabiera z niego pieniądze.

Zamiast powiadomić przeora, Macoch przyłączył się do Olesińskiego i razem systematycznie zaczęli okradać skarbiec, wybierając z niego pieniądze. Dołączył do nich trzeci zakonnik - Izydor Starczewski. Ukradzione pieniądze wydawali na mieście, pijąc i bawiąc się w towarzystwie kobiet. Jak się później okazało, ograbili skarbiec z 6-9 tys. rubli.

W 1907 r. Macoch poznał podczas spowiedzi 27-letnią Helenę Krzyżanowską, kobietę z przeszłością, pracownicę telegrafu łódzkiego. Przypadli sobie do gustu i Krzyżanowska została kochanką Damazego. Ten dawał jej ukradzione w klasztorze pieniądze i biżuterię, finansował wyjazdy, wynajął też mieszkanie w Warszawie. Aby ukryć romans, Macoch namówił swojego stryjecznego brata Wacława, drobnego urzędnika, by ten wziął ślub z Heleną. Sam sfinansował wesele w Hotelu Europejskim i podróż młodej pary do Zakopanego, a potem wynajął im eleganckie mieszkanie w Warszawie.

Mistyfikacja funkcjonowała przez sześć tygodni. Apetyt rośnie jednak w miarę jedzenia i Wacław Macoch uznał z czasem, że należy mu się od Damazego więcej pieniędzy. Najprawdopodobniej zaczął szantażować zakonnika, grożąc, że ujawni jego przestępstwa. Świadkowie zeznali, że 23 lipca 1910 r. Wacław wybierając się z wizytą do Damazego, powiedział w obecności kilku osób, że jeśli Damazy nie zgodzi się spełnić jego żądania, to opowie o czymś, czego nikt się nie spodziewa...

Tego dnia Wacław zawitał w jasnogórskiej celi kuzyna. Tam doszło między nimi do kłótni, a Damazy pochwyciwszy siekierę, zarąbał przybysza. Następnie z klasztornego korytarza zabrał czarną, podobną do trumny sofę i ukrył w niej zwłoki. Rano przy pomocy furtiana, podawszy mu jakiś zmyślony powód, zniósł sofę, przywołał dorożkę i kazał zawieść mebel do wsi Rudniki. Sam udał się tam innym fiakrem. W Rudnikach przeładował sofę na drugą dorożkę, polecił jechać do Zawady i tam zmusiwszy dorożkarza do pomocy, utopił sofę w rowie z wodą. Po zatarciu śladów Macoch pojechał do Warszawy i opowiedział o wszystkim Helenie Krzyżanowskiej. Ta zgodziła się rozpuścić pogłoskę, że mąż ją zostawił i wyjechał do Ameryki. Gdy policja trafiła na zwłoki Wacława i zaczęła wypytywać o Macocha, ten ostrzeżony przez Starczewskiego, uciekł do Galicji. A tam, jak wiemy, został aresztowany. Później zatrzymano także jego wspólników.

Miłość platoniczna
Po trwającym półtora roku śledztwie, 1 marca 1912 r. przed sądem okręgowym w Piotrkowie Trybunalskim rozpoczął się proces Damazego Macocha i jego towarzyszy: zakonników Izydora Starczewskiego i Bazylego Olesińskiego, Heleny Krzyżanowskiej-Macoch oraz Wincentego Pianki, dorożkarza, który zawiózł sofę do Zawady, ślusarza Józefa Pertkiewicza, który dorobił zakonnikom klucz do klasztornego skarbca, oraz urzędnika Lucjana Cyganowskiego, który pomógł Macochowi sfałszować pewne dokumenty. Proces budził ogromne zainteresowanie, do Piotrkowa przyjechało około stu dziennikarzy.

Macoch wprawdzie przyznał się do zabicia swojego kuzyna Wacława, ale twierdził, że uczynił to podczas gwałtownej sprzeczki, podczas której kuzyn uderzył go w twarz. To sprawiło, że Damazy wpadł w amok i nie zdając sobie sprawy, co czyni, chwycił za siekierę i zabił krewnego. Przed śmiercią jednak zdążył mu udzielić rozgrzeszenia. Co zaś do związku z Heleną Krzyżanowską, to owszem, kochali się, ale wyłącznie platonicznie. Dwa ostatnie stwierdzenia Macocha (o rozgrzeszeniu i miłości platonicznej) wywołały wesołość obecnej na sali publiczności.

Z kolei Helena Krzyżanowska przyjęła linię obrony polegającą na odcięciu się od kochanka. Twierdziła mianowicie, że swojego męża Wacława kochała prawdziwie. Zeznała, że w dniu morderstwa Damazy wezwał go do siebie do Częstochowy, obiecując tysiąc rubli pożyczki. Po zabójstwie zaś powiedział jej, że Wacław wyjechał za granicę. Pozostali oskarżeni nie przyznawali się do winy.

Sąd uznał, że prokuraturze nie udało się udowodnić Macochowi zabójstwa z premedytacją (za co groziła kara śmierci) i skazał go na 12 lat ciężkiego więzienia za zabójstwo w afekcie. Krzyżanowskiej wymierzył karę dwóch i pół roku więzienia. Izydor Starczewski dostał pięć lat, Bazyli Olesiński dwa i pół roku (wszyscy trzej zostali też usunięci z zakonu), Pertkiewicz rok więzienia, Wincenty Pianka cztery miesiące aresztu, a Lucjan Cyganowski - siedem dni aresztu policyjnego.

Damazy Macoch zmarł na gruźlicę w 1916 r. w więzieniu w Piotrkowie. Przed śmiercią miał prosić komendanta więzienia, aby pochowano go na drodze cmentarnej, tak aby jego grób deptali przechodnie. Życzenie nie zostało spełnione. Pochowano go 7 września na piotrkowskim cmentarzu obok kwater żołnierskich. Grób istnieje do dziś.

Ochrana w klasztorze?
Trzeba wspomnieć o jeszcze jednym wymiarze sprawy Macocha. W wielu gazetach ukazujących się poza zaborem rosyjskim sugerowano, że Macoch był agentem Ochrany podesłanym do jasnogórskiego klasztoru w celu dokonania prowokacji. Macoch miał podrzucić tam jakieś kompromitujące materiały - broń, bomby, ulotki, które miała następnie odnaleźć policja. Świadczyłby o tym nalot na klasztor urządzony przez żandarmerię zaraz po ucieczce Macocha do Galicji. Żadnych kompromitujących rzeczy nie znaleziono, więc śledztwo miało charakter wyłącznie kryminalny.

Jego przebieg budził jednak sporo wątpliwości. Niejaki komisarz Denisow, który bardzo energicznie prowadził na samym początku śledztwo, został od niego odsunięty, a następnie aresztowany pod zarzutem przestępstwa politycznego. Tu i ówdzie twierdzono, że Macoch znał się ze Stanisławem Rybakiem, działaczem Narodowego Związku Robotniczego, który został uznany przez swych kolegów za prowokatora policyjnego i zastrzelony w Krakowie w 1910 r. Jednak wszystkie pytania zadawane podczas rozprawy przez obrońców dotyczące ewentualnych związków Macocha z Ochraną były natychmiast ucinane przez sędziego.

Z pierwszej wersji aktu oskarżenia usunięto 14 stron, a prokuratora, który podobno zawarł na nich informacje o kontaktach Damazego z tajną policją, zastąpiono bardziej posłusznym. Cały proces władze rosyjskie wykorzystały natomiast do skompromitowania Jasnej Góry jako siedliska zdemoralizowanych mnichów przestępców.

Miał to być pretekst do szykowanego od dawna zamknięcia klasztoru.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie