Zbuntowany restaurator Paweł Mołoń: Nie damy się zastraszyć!

Jolanta Tęcza-Ćwierz
Jolanta Tęcza-Ćwierz
Paweł Mołoń: Nie dostaliśmy ani złotówki pomocy od państwa. Teraz się z tego cieszę, bo Polski Fundusz Rozwoju powstał chyba po to, by szantażować przedsiębiorców Anna Kaczmarz / Dziennik Polski / Polska Press
- Wszystko zależy od nas. Od przedsiębiorców. Nie osiągniemy niczego marszami, strajkami, krzykami i wulgarnymi słowami. O wiele więcej osiągniemy nieposłuszeństwem. Całkowitym - mówi Paweł Mołoń z restauracji Tesone w Krakowie, która otworzyła się mimo obostrzeń.

FLESZ - Oto nowe zasady szczepień

Czuje się pan buntownikiem?
Nie. Czuję się restauratorem w dziwnych czasach.

Co sprawiło że - mimo iż prawie wszystkie restauracje są zamknięte - Tesone działa?
Rachunek sumienia. Usiedliśmy z właścicielką restauracji i menadżerami. Podsumowaliśmy dochody i wydatki. Wyszło nam, że w połowie listopada musimy ogłosić bankructwo. Spotkanie miało miejsce w październiku, kiedy Kraków znajdował się w żółtej strefie. Po pierwszym lockdownie, wiosną ubiegłego roku, byliśmy 260 tysięcy złotych do tyłu. Czas, w którym była ogłaszana raz żółta, raz czerwona strefa, w którym miało miejsce straszenie ludzi liczbą zachorowań i wirusem - nie był dobry dla gastronomi. Staliśmy na krawędzi bankructwa. Tylko otwarcie nas mogło uratować. Klienci mocno nas wspierali i utrzymywali. Mam dla nich ogromną wdzięczność i chylę czoła, bo dzięki nim przetrwaliśmy najtrudniejszy czas.

Jaki jest miesięczny koszt utrzymania restauracji Tesone?
W trakcie zamknięcia przy pierwszym lockdownie było to 75 tysięcy złotych miesięcznie, po obcięciu wszystkich kosztów, a więc nie w normalnym trybie. Dzisiaj potrzebujemy około 130-140 tysięcy. To kwota, jaką trzeba wyłożyć co miesiąc na stół bez względu na to, czy państwo sobie o nas przypomni i za lockdown zapłaci czy nie. My nie dostaliśmy ani złotówki, z czego dzisiaj jestem bardzo zadowolony.

Zadowolony? Dlaczego?
Miałem czas, żeby dokładnie sprawdzić, co to jest tak zwany PFR. Polski Fundusz Rozwoju - to polska spółka akcyjna należąca do Skarbu Państwa, która ma inwestować w zrównoważony rozwój społeczny i wzrost gospodarczy państwa. W Polsce to prywatna firma udzielająca pożyczek. Inne kraje wypłacają odszkodowania za zamknięte biznesy. U nas wiele firm otrzymało pożyczki w ramach tarczy antykryzysowej. I nie będzie musiało ich spłacać, jeśli będą posłuszne i będą kłaniać się nisko, a nawet klękać, gdy im każą. Jeśli jednak przedsiębiorstwa zaczną się buntować, to nasz guru z Żoliborza zażąda zwrotu pieniędzy przez prywatną firmę PFR. To był przekręt od samego początku. Dlaczego? PFR nie wypłacał pieniędzy firmom, które rzeczywiście były w potrzebie z powodu zamknięcia, jak hotele, restauracje, kluby fitness czy salony fryzjerskie. Polski Fundusz Rozwoju wypłacał każdemu, kto wykazał, że rok wcześniej miał ileś tam dochodu, a w tym roku nastąpiło jego obniżenie. I tak na przykład firmy budowlane tylko sobie poprzestawiały faktury i pomimo 35-procentowego wzrostu obrotów w tej branży, praktycznie wszyscy dostali pomoc z tarczy. Pieniądze ładnie się rozeszły, prawdopodobnie tam, gdzie miały trafić. Nam, ludziom, którzy byli w potrzebie, nie zastało nic.

Pan nie dostał wsparcia w ramach tarczy?
Trzykrotnie odrzucili nasz wniosek. Mieliśmy jakiś poślizg z ZUS-em. To był wystarczający powód, żeby zablokować wypłaty.

Ograniczenie działalności restauracji do wydawania jedzenia wyłączne na wynos obowiązuje od 24 października. Wcześniej restrykcyjne ograniczenia działalności lokali gastronomicznych obowiązywały od 13 marca do 17 maja zeszłego roku. Teraz rząd straszy, że jeśli ktoś otworzył biznes, będzie musiał oddać pieniądze z tarczy. Jak pan reaguje, gdy to słyszy?

Polski Fundusz Rozwoju powstał po to, żeby szantażować pracodawców. Dla mnie to podpisanie cyrografu z diabłem, będą tym straszyć cały czas. My nic nie podpisaliśmy i nic nie dostaliśmy. Radzimy sobie sami i nie potrzebujemy do tego pomocy rządu. Chodzi tylko o to, żeby nam nie przeszkadzali. W branży gastronomicznej jest zatrudnionych ponad milion osób. To my płacimy podatki, z których wypłaca się pensje urzędnikom. A później to nas się straszy. Biznesy wciąż bankrutują. Nie chcę myśleć, co będzie się działo na rynku krakowskim, ile restauracji upadnie, ponieważ nie ma turystów. Wiele już splajtowało. Mnóstwo osób musiało się przebranżowić. Są magazynierami, pracują jako stróże. To jakiś kosmos. Przecież ci ludzie kochają swoją pracę, a są zmuszeni wykonywać zupełnie inne zajęcia.

Przetrwanie restauracji jedynie ze sprzedaży dań na wynos jest możliwe?
Wszystko zależy, jaką działalność się prowadzi. Gastronomia jest bardzo złożoną branżą. W Tesone serwujemy pizzę Neapolitanę. Mamy piec opalany drewnem, w którym temperatura wynosi 370 stopni Celsjusza. Sprowadzamy specjalnie składniki z Włoch, żeby wszystko było jak najlepsze. Czas pieczenia pizzy to minuta i 20 sekund. Czas podania - do pięciu minut. Wtedy pizza smakuje najlepiej. I teraz wkładamy pizzę do kartonu, danie wyjeżdża do klienta i przestaje mieć znaczenie, co to za pizza, bo do odbiorcy trafia zwykły placek, najczęściej letni, który średnio smakuje z tekturowego pudełka. Polecałem więc, aby w domu klient włożył pizzę do piekarnika, dając jej w ten sposób drugie życie. Serwowaliśmy steki czy kaczkę. To potrawy, które w dostawie smakują jak guma do żucia. Musielibyśmy zrezygnować praktycznie ze wszystkiego, co robimy. Szefowie kuchni nie byliby nam wtedy potrzebni, bo wystarczyłoby zatrudnić zwykłą pomoc kuchenną, która uklepie kotlet. Wrzucimy do tego ziemniaczki i danie pojedzie do klienta. Sensu w tym nie widzę żadnego. Wolałbym zamknąć lokal i zrezygnować, ale mam kredyty, zobowiązania, a przede wszystkim pracowników, których zatrudniam od lat.

Kiedy otworzył pan restaurację na przekór obostrzeniom?
W ogóle jej nie zamknęliśmy. Po pierwszym lockdownie, kiedy zobaczyłem, jak wygląda ta zabawa ze straszeniem ludzi wirusem, stwierdziłem, że na jesień będzie ponowne zamknięcie, a potem trzecie, czwarte i kolejne, dopóki jako przedsiębiorcy nie staniemy i nie powiemy: dość! Moje przewidywania się sprawdziły. Mamy wiosnę i trzecią falę pandemii. Nadzieją są ogródki, które być może pozwolą otworzyć w maju, ale jesienią prognozuję kolejne zamknięcie. Wszystko zależy od nas. Od przedsiębiorców. Jeżeli ogniki buntu, które się rozeszły po całej Polsce, zapłoną, i będzie nas coraz więcej, wówczas rząd wycofa się ze swoich planów, bo nie będzie miał wyjścia. Nie osiągniemy niczego marszami, strajkami, krzykami i wulgarnymi słowami. O wiele więcej osiągniemy nieposłuszeństwem. Całkowitym.

Nie czuje się pan buntownikiem, ale nawołuje do buntu.
Od Tesone się zaczęło. Kiedy w listopadzie trudno było przyciągnąć gości, ludzie się bali, bo rosła liczba zakażeń, otworzyliśmy sklep w restauracji. A gdy klienci przychodzili, proponowaliśmy, żeby usiedli. I potem było ich coraz więcej. W grudniu organizowaliśmy firmowe wigilie, zjeżdżali do nas ludzie z całej Polski. A na początku stycznia mieliśmy interwencję policji. Wysłano do nas prewencję, która zaczęła pacyfikować gości przy stolikach. Panowie mieli mundury, gaz, pałki i pistolety, więc wyglądali na dużo mocniejszych, niż w rzeczywistości byli. Rozbiegli się po sali i czekali na rozkazy. Wówczas poprosiłem dowódcę o rozmowę. Trwała pół godziny. Byłem pouczany o przepisach prawa, a potem się okazało, że policjanci przyszli w sprawie podejrzenia popełnienia wykroczenia. W przypadku ewentualnej sprawy sądowej, nawet jakby nie potoczyła się po naszej myśli, dostalibyśmy 200, może 500 złotych mandatu. Przyjazd sześciu funkcjonariuszy był droższy niż mandat, który nam groził. Dowódca trzy razy wychodził na zewnątrz do komendanta, dopytywać, co ma robić, bo całkowicie się pogubili. Na koniec przeprosili, mówiąc, że pierwszy raz mieli do czynienia z taką sytuacją. Po ich wyjściu nagrałem filmik pt. „Dzień normalności” i wrzuciłem do internetu.

I co się wydarzyło?
O sprawie zrobiło się głośno w całej Polsce. Rozdzwoniły się telefony, każdemu mówiłem, że chętnie pomogę i powiem, jak na pełnym legalu otworzyć restaurację w czasie pandemii. Nasza restauracja działa legalnie - nielegalne jest rozporządzenie, o czym świadczy pięćdziesiąt kilka spraw sądowych wygranych przez ukaranych przedsiębiorców.

Też chciałabym się dowiedzieć, jak otworzyć restaurację na legalu?
Działamy na zasadzie zatrudniania pracowników. Jako przedsiębiorcy w dobie kryzysu mamy do tego pełne prawo, więc przyjmujemy ludzi. Przeprowadzamy pierwszy etap rekrutacji na stanowisko degustator jakości. To osoba, która ma spowodować, żeby nasi kucharze gotowali jeszcze lepiej, żeby dania smakowały perfekcyjnie. Wciąż szukamy takiego człowieka, ponieważ jeszcze nie udało nam się nikogo przyjąć. To wymagająca funkcja. Z racji tego, że jesteśmy w porządku względem kandydatów, dajemy im drugą, trzecią, piątą szansę. Wszystko jest legalne, wszystko jest tak, jak powinno funkcjonować w normalnym kraju. Jeśli ktoś chciałby to podważyć, musiałby całkowicie zmienić kodeks pracy.

Mam wrażenie, że przez rok trwania pandemii sporo pan nadrobił jeśli chodzi o paragrafy i obowiązujące prawo.
Zdecydowanie. Ktoś powiedział, że aby zatrudnić prawnika, musisz wiedzieć więcej niż on. To prawda. Prawnika mamy dopiero od miesiąca. Jesteśmy nastawieni na walkę z wiatrakami. Mamy do czynienia z potężną mafią rządzącą, która pomimo nielegalnych przepisów próbuje coś udowodnić. My z kolei próbujemy udowodnić, że jesteśmy twardsi i się nie poddamy.

Premier mówił o 30 tysiącach kary dla niepokornych restauratorów. Pan się nie boi?
Sanepid może nałożyć karę do tej wysokości, pod warunkiem, że ma powód. Są wszczęte z tego tytułu postępowania administracyjne w całej Polsce, ale kij ma dwa końce. Jeżeli dostanę 30 tysięcy złotych kary, wówczas wytoczę proces z powództwa cywilnego osobie, która podpisze się pod taką decyzją. Będzie to proces o 20 tysięcy złotych dla tej osoby, a oprócz tego zażądam zadośćuczynienia za zniszczenie reputacji mojej restauracji. Mało tego. Artykuł 231 kodeksu karnego o nadużyciu uprawnień przez funkcjonariusza mówi, że grożą mu za to trzy lata więzienia. Do czasu rozprawy nie może pracować, a jego uposażenie zostaje zmniejszone o połowę. Mój prawnik powiedział, że jest w stanie taki proces przeciągnąć do pół roku. Wówczas osoba, która wlepi mi karę, poczuje się tak, jak pracownicy branży gastronomicznej. Bez pieniędzy i w wielkim stresie. Odpowiadając na pani pytanie - kary się nie boję.

Ile w Krakowie jest lokali otwartych pomimo zakazu?
Kilkadziesiąt. Codziennie pojawiają się nowe. Tu mam numer telefonu do kolejnej. Ludzie do mnie dzwonią. W ubiegłym tygodniu byłem w Limanowej, by przekonywać tamtejszych przedsiębiorców do otwarcia. Przekonałem trzy z dwudziestu restauracji.

Czy pana zdaniem doszło do sytuacji, że ludzie przestali ufać rządowi, bo nie rozumieją podejmowanych decyzji o kolejnych obostrzeniach?
Byłbym w szoku, gdybym usłyszał, że ktoś jeszcze ufa rządzącym. Liczba kłamstw i hipokryzja, z jaką mamy do czynienia, już dawno przekroczyły granice przyzwoitości. Po pierwszym lockdownie rząd nie zajmował się niczym innym, jak tylko planowaniem kampanii wyborczej, a później wyborów prezydenckich. Zdrowie obywateli nikogo nie interesowało. Słyszeliśmy wręcz, że walka z pandemią została wygrana. Dziś ten sam rząd mówi nam o zaufaniu albo o tym, że będzie dobrze. Przedsiębiorcy muszą tylko wytrzymać tydzień, dwa, góra miesiąc. I mówią to ci, którzy wcześniej ogłosili, że zamknięcie branży potrwa dwa tygodnie. Właśnie mija 130 dzień.

Jak wygląda sytuacja w restauracji? Macie klientów?
Kolejka stoi nawet w poniedziałki wieczorem. Jestem tym bardzo zaskoczony. Zwykle taki ruch mieliśmy w weekendy, albo w „szalony wtorek” - dzień, w który organizujemy klimatyczne i smaczne wydarzenia, które pokochało wielu gości. Ludzie mają ochotę wyjść z domu, pobyć w normalnych warunkach, porozmawiać i odstresować się.

O czym świadczy tak duże zainteresowanie klientów?
O tym że naszemu rządowi coraz trudniej jest przekonać ludzi do bzdur, które codziennie plecie. Wystarczy sprawdzić statystyki zakażeń i zgonów. Przez cały styczeń byliśmy w zielonej strefie lub lekko na granicy żółtej, a nadal trwał kompletny lockdown branży gastronomicznej, hotelarskiej czy klubów fitness.

Czy w Tesone klienci czują się bezpiecznie?
Obowiązują wszystkie zalecenia sanitarne. Przy wejściu znajduje się płyn dezynfekujący, a goście otrzymują do wypełnienia covidową ankietę. Kelnerki noszą maseczki. Stoły są dezynfekowane po każdej wizycie klientów. Popatrzmy teraz na firmy, których nie zamknęli, na przykład taki Lidl czy Biedronkę, gdzie w tym samym czasie może znajdować się mnóstwo ludzi, wymieniają się wirusami - ale jeszcze nie słyszałem w mediach, by ktoś zachorował po wizycie w Lidlu. Obok restauracji mamy kościół. Przychodzi nawet kilkaset osób. Siedzą obok siebie w ławkach, maski mają na brodach. W kościołach również nikt się nie zaraża, widocznie znak krzyża zabija wszystkie wirusy.

W kościołach i hipermarketach obowiązują limity osób.
Ale nikt ich nie przestrzega.

Waldemar Dąbrowski, dyrektor Teatru Wielkiego, powiedział ostatnio: „Jeżeli moim osobistym marzeniem jest pójść do mojej ulubionej restauracji na śledzia w śmietanie, to proszę sobie uzmysłowić, gdzie położyłem swoje osobiste aspiracje wyjątkowego przeżycia”. Jakie jest pana marzenie, którego realizację uniemożliwia pandemia?
Moim marzeniem zawsze było mieć pełną restaurację i zadowolonych klientów. Kiedy się na coś uprę, idę po swoje. Mówią, że nie ma człowieka bardziej szczęśliwego niż ten, który zarabia na tym, co kocha.

Może pan tak o sobie powiedzieć?
Tak. W gastronomii działam od 2000 roku. Najpierw prowadziłem pizzerię, potem restaurację. To mój czternasty lokal. Specjalizujemy się w kuchni europejskiej. Staramy się zaskakiwać naszych gości, co tydzień proponujemy coś nowego, bawimy się smakiem. Zanim zacząłem przygodę z gastronomią, przez pięć lat byłem zawodnikiem bokserskim. Boksowałem w seniorach. Trudno było wystartować z tego poziomu w sporcie, który wszyscy zaczynają dość wcześnie. Okazuje się, że zarówno w pięściarstwie, jak i w gastronomii trzeba być niezwykle odpornym na tak zwane bodźce zewnętrzne.

Dziś też musi się pan boksować?
Cały czas. I nie dam się zastraszyć.

Wideo

Materiał oryginalny: Zbuntowany restaurator Paweł Mołoń: Nie damy się zastraszyć! - Gazeta Krakowska

Komentarze 42

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

E
E.S.
15 marca, 16:36, Covidianie to psychopaci:

"Otwierając restaurację stwarza on zagrożenie dla zdrowia i życia innych osób"

PRZECIEŻ NIE MUSISZ TAM IŚĆ, jeśli nie chcesz -- ile razy trzeba ci to tłumaczyć, żeby wreszcie dotarło? Czy wszyscy Covidianie są tak tępi? Pewnie właśnie dlatego wierzą w tę "pandemię".

Nie chcesz, boisz się -- NIE IDŹ TAM. Jeśli zaś ktoś inny nie podziela twoich obaw i chce sobie w spokoju zjeść obiad -- CO CI DO TEGO?

16 marca, 15:02, E.S.:

Brak argumentów zawsze przejawia się wyzwiskami drugiej strony dyskusji. Już wcześniej napisałem jestem świadom zagrożenia, dlatego nie skorzystam z usług Pana restauratora. Jednak dyskutujemy tutaj o zachowaniu Pana restauratora, które decyzja ma wpływ na zdrowie i życie innych osób. On ze swoim życiem niech robi co chce i jak ma ochotę to dzisiaj może się z nim pożegnać - ma wolną wolę. Ale jego zachowanie nie ogranicza się do jego osoby.

Po drugie jak oboje jesteście przekonani, że nie ma pandemii, to dlaczego nie udowodnicie tego o co już wcześniej prosiłem. Proszę podać linki do stron, artykułów, badań naukowych, które potwierdzają waszą tezę. W twojej wypowiedzi ich nie znajdziemy, bo takich nie mam. Sama wasza wiara w brak pandemii tutaj nie wystarczy.

I ostatnia rzecz. Proszę o jednoznaczną odpowiedź - czy przyjmując na chwilę teoretycznie, że jednak pandemia jest, to czy w takim przypadku teoretycznym dla ciebie przypadku Pan restaurator powinien otwierać swoją restaurację czy nie? Proszę o jednoznaczną odpowiedź: TAK lub NIE.

17 marca, 16:51, Sz. S.:

TAK, powinien, dlatego że daje miejsca pracy i płaci podatki/utrzymuje dzięki swojemu funkcjonowaniu inne gałęzi gospodarki, pozwala osobie od której wynajmuje lokal, sprzedawcy sprzętu, dostawcom surowców czy półproduktów przetrwać ten chory czas. Dlaczego markety i dyskonty w czasie pandemii mogły funkcjonować normalnie, nawet całodobowo, a restauracje zamknięto, mimo że w tych drugich nie ma niezdezynfekowanych koszyków, towaru luzem który każdy może dotknąć, i kolejek do kas gdzie jeden drugiemu na plecach stoi? Dlaczego ja jako jednoosobowy mikroprzedsiębiorca dostałem ochłapy mimo że obroty spadły mi o ponad 80% a biedronki czy lidle odnotowując rekordowe wzrosty sprzedaży dostały miliony? Co z kościołami, w których jest kilkuset wiernych którym poświęcony daje wafel dołymi rękoma do papy? Tam wszędzie już jest FULL PROTECT ale knajpy, siłownie czy hotele w których można wyłączyć z użytku części wspólne są be... Nie ogarniam tej hipokryzji...

Dziękuję za jednoznaczną odpowiedź. I tutaj różnimy się fundamentalnie. Dla mnie zdrowie i życie drugiego człowieka jest ważniejsze od pieniędzy, ale rozumiem, że są ludzie dla których to pieniądze są ważniejsze. Pewne biznesy są obarczone większym ryzykiem ze względu na prowadzenie usług dla ludzi. I ich właściciele powinni mieć tego świadomość. Zatem żadnego z nich nie powinno zaskakiwać np. czasowe obostrzenia. To samo dotyczy innych biznesów, które również są obarczone ryzykiem np. właściciel stoku musi się liczyć z tym, że jego biznes zostanie zamknięty z powodu niesprawnego wyciągu.

Nie jest również usprawiedliwieniem mojego postępowania to czy inni coś robią, lub czegoś nie robią. Dlatego tak jak w powyższym przykładzie zanim nie naprawię wyciągu, nie otwieram go, pomimo tego, że inni się tym nie przejmują i otwierają uszkodzone wyciągi. w innym przypadku byłoby to tylko marnym usprawiedliwienie swego niewłaściwego postępowania.

S
Sz. S.
15 marca, 16:36, Covidianie to psychopaci:

"Otwierając restaurację stwarza on zagrożenie dla zdrowia i życia innych osób"

PRZECIEŻ NIE MUSISZ TAM IŚĆ, jeśli nie chcesz -- ile razy trzeba ci to tłumaczyć, żeby wreszcie dotarło? Czy wszyscy Covidianie są tak tępi? Pewnie właśnie dlatego wierzą w tę "pandemię".

Nie chcesz, boisz się -- NIE IDŹ TAM. Jeśli zaś ktoś inny nie podziela twoich obaw i chce sobie w spokoju zjeść obiad -- CO CI DO TEGO?

16 marca, 15:02, E.S.:

Brak argumentów zawsze przejawia się wyzwiskami drugiej strony dyskusji. Już wcześniej napisałem jestem świadom zagrożenia, dlatego nie skorzystam z usług Pana restauratora. Jednak dyskutujemy tutaj o zachowaniu Pana restauratora, które decyzja ma wpływ na zdrowie i życie innych osób. On ze swoim życiem niech robi co chce i jak ma ochotę to dzisiaj może się z nim pożegnać - ma wolną wolę. Ale jego zachowanie nie ogranicza się do jego osoby.

Po drugie jak oboje jesteście przekonani, że nie ma pandemii, to dlaczego nie udowodnicie tego o co już wcześniej prosiłem. Proszę podać linki do stron, artykułów, badań naukowych, które potwierdzają waszą tezę. W twojej wypowiedzi ich nie znajdziemy, bo takich nie mam. Sama wasza wiara w brak pandemii tutaj nie wystarczy.

I ostatnia rzecz. Proszę o jednoznaczną odpowiedź - czy przyjmując na chwilę teoretycznie, że jednak pandemia jest, to czy w takim przypadku teoretycznym dla ciebie przypadku Pan restaurator powinien otwierać swoją restaurację czy nie? Proszę o jednoznaczną odpowiedź: TAK lub NIE.

TAK, powinien, dlatego że daje miejsca pracy i płaci podatki/utrzymuje dzięki swojemu funkcjonowaniu inne gałęzi gospodarki, pozwala osobie od której wynajmuje lokal, sprzedawcy sprzętu, dostawcom surowców czy półproduktów przetrwać ten chory czas. Dlaczego markety i dyskonty w czasie pandemii mogły funkcjonować normalnie, nawet całodobowo, a restauracje zamknięto, mimo że w tych drugich nie ma niezdezynfekowanych koszyków, towaru luzem który każdy może dotknąć, i kolejek do kas gdzie jeden drugiemu na plecach stoi? Dlaczego ja jako jednoosobowy mikroprzedsiębiorca dostałem ochłapy mimo że obroty spadły mi o ponad 80% a biedronki czy lidle odnotowując rekordowe wzrosty sprzedaży dostały miliony? Co z kościołami, w których jest kilkuset wiernych którym poświęcony daje wafel dołymi rękoma do papy? Tam wszędzie już jest FULL PROTECT ale knajpy, siłownie czy hotele w których można wyłączyć z użytku części wspólne są be... Nie ogarniam tej hipokryzji...

M
Mało jeszcze?

„ Sekwencje genetyczne stosowane w PCR do wykrywania podejrzanego SARS - CoV - 2, do diagnozowania przypadków chorób i śmierci przypisywanych CoviD -19 są obecne w w dziesiątkach sekwencji samego ludzkiego genomu oraz w sekwencjach około 100 [słownie stu] drobnoustrojów, zawierają inicjatory lub startery, najbardziej rozległe fragmenty pobrane losowo z ich rzekomego genomu, a nawet tzw. geny docelowe, rzekomo specyficzne dla „nowego wirusa”.

Test jest bezwartościowy, a wszystkie „pozytywne” wyniki uzyskane w ten sposób, powinny zostać bezwzględnie unieważnione . Stephen Bustin, światowej sławy ekspert w dziedzinie testów PCR, stwierdza jednoznacznie, że w pewnych warunkach każdy może uzyskać wynik pozytywny.”

Takim warunkiem jest podwyższenie pasażu powyżej 30 powtórzeń. Jak wiemy, rząd warszawski preferował 37 powtórzeń, a więc przy pomocy rzekomych ekspertów celowo fałszował wyniki testów. Oczywiście zgodnie ze starym rzymskim powiedzeniem:

„Patrz, komu to przynosi korzyść”

Możemy spokojnie stwierdzić, ile to milionów złotych dziennie zarabiają podstawione osoby. Proszę sobie pomnożyć: wykonuje się ok. 60 - 70 000 testów dziennie i pomnożyć tę liczbę przez kilkaset -300 - 500 złotych za test , wypompowywanych z worka, zwanego przymusowym ubezpieczeniem, do prywatnych kieszeni.

Znany jest przypadek podstawionego górala przez p. Szumowskiego do produkcji maseczek.

Znany jest przypadek wydania milionów złotych na zakup szkodliwych respiratorów handlarzowi bronią.

Znane są kwoty płacone szpitalom za stosowanie respiratorów [do uśmiercania ludzi?] . Mówią o tym wyraźnie dane z Nowego Jorku czy Niemiec.

A ile jest utajnionych takich spraw?

Konkretnie, zlecenie produkcji rzekomych środków dezynfekcyjnych firmie naftowej bez żadnego doświadczenia w tej materii, zamiast stosowania lamp ultrafioletowych do dezynfekcji pomieszczeń.

Ostrzegamy od marca 202o roku, że nie można przeprowadzić wiarygodnych testów na wirusa bez znajomości składników tego wirusa, który rzekomo ma być wykryty, a jak wiadomo do tej pory nigdzie na całym Bożym Świecie nikt, go nie wyizolował od chorego!

...i kwita

"do dnia dzisiejszego w żadnym laboratorium na świecie nie wyizolowano rzekomego wirusa SARS- CoV-2 . Wyraźnie uwidacznia się fakt, że koncepcja przeprowadzenia zmian w światowym systemie finasowym i inwigilacyjnym społeczeństwa, została wprowadzana pod pretekstem tej rzekomej epidemii. Wszyscy sekciarze powołują się na rzekome dokumenty WHO, które podobno miało ogłosić pandemię. Nic takiego nie ogłoszono do tej pory, są to tylko wypowiedzi telewizyjne różnych urzędników. Poza tym, WHO jest od paru lat prywatną organizacją opłacaną przez znanego producenta szczepionek niejakiego Billa Gatesa, który tak naprawdę nie jest nawet radnym wiejskim. Natomiast człowiek o tym samym nazwisku jest jednym z dyrektorów Pentagonu od co najmniej dwóch dekad. Drugim, największym płatnikiem WHO jest Londyn.

Wirus zwany SARS-Coc-2 jest tylko i wyłącznie wytworem komputerowej symulacji. Nigdy w żadnym kraju nie został wyizolowany, oczyszczony i sekwencjonowany. Nigdy nie wykonano postulatów Kocha czy nawet mniej rygorystycznych postulatów Rivera.

Przypomnę, postulaty Kocha znane od 1896 roku, wymagają do uznania czegoś za wirusa, wyizolowania tego tworu u wszystkich chorych, czyli osób z klinicznymi objawami choroby, ale jednocześnie nie może on występować u zdrowych osób. Następnie należy rozmnożyć go w odpowiedniej kulturze i wprowadzając do zdrowego osobnika uzyskać te same objawy choroby. Najczęściej używa się do tego eksperymentu fretek, które mają objawy podobne do występujących u człowieka. Materiał użyty do zaszczepienia musi być wolny od jakichkolwiek innych zanieczyszczeń. Tę procedurę należy powtórzyć z następnym zwierzęciem.

Postulat opisny przez Thomasa M.Riverę w 1973 roku jest uproszczoną wersją postulatu Kocha.

Proszę zauważyć, że ani osobnik z Uniwersytetu Gdańskiego ani z Poznańskiego, [z litości nie wymieniam ich nazwisk], nigdzie nie opisał, jakie procedury przeprowadził i jakich zwierząt użył do tego rzekomego eksperymentu. O jego rzekomych odkryciach wiemy z gazet polskojęzycznych niemieckich właścicieli pod amerykańskim nadzorem do 2099 roku. Jak wiadomo, producentami szczepionek są koncerny amerykańskie.

Jest to ewidentna kompromitacja uniwersytetów, że takie bajdurzenie uznają za dorobek naukowy.

Dr Andrew Kaufman świetnie to wyjaśnił, dlaczego to są bzdury. Wyjaśnił dlaczego prace Chinczyków są nic niewarte, ponieważ za pomocą skanów CT niczego nie można uzyskać. Podobnie, wyjątkową głupotą oznaczają się autorzy, którzy twierdzą, że za pomocą testu PCR potwierdzili istnienie wirusa. Sprawę tę ośmieszyło nawet WHO, podając do publicznej wiadomości informację, że testy PCR są nic niewarte i w ok. 90% fałaszywie dodatnie. O tym, jak sam się możesz przekonać PT Czytelniku, żaden z ekspertów rządu warszawskiego jeszcze nie wie!

Praca chińska o nowym wirusie została opublikowana 24 stycznia 2020 roku w NEJofM zatytułowana: „A Nowel Coronavirus from Patients with Pneumonia in China 2019”. Chińczycy po prostu z nakłucia płucnego otrzymali trochę płynu, z którego za pomocą testu PCR otrzymali pewną sekwencję zasad, które uznali za nowego wirusa.

Czołowy chiński wirusolog sam przyznał, że nigdy nie wyizolowali wirusa. Wręcz w jednej z prac napisali, że nie mogli wykazać skuteczności postępowania, ponieważ mieli zbyt mało ciężkich przypadków. A te mass media ogólnego ogłupiania podawały informację, że zwłoki chorych rzekomo pali się w mieście Wuhan na stosach.

Podobnie amerykański CDC w swoim raporcie z lipca 2020 roku, „CDC 2019 -Niwel Coronavirus Real Time RT-PCR Diagnostic panel” , sam przyznaje, że przeprowadzał testy nie na rzeczywistym izolacie wirusa, ale na zapasach transkrybowanego RNA pobranego z BANKU GENÓW, W CELU NAŚLADOWANIA MATERIAŁU KLINICZNEGO."

E
E.S.
15 marca, 16:36, Covidianie to psychopaci:

"Otwierając restaurację stwarza on zagrożenie dla zdrowia i życia innych osób"

PRZECIEŻ NIE MUSISZ TAM IŚĆ, jeśli nie chcesz -- ile razy trzeba ci to tłumaczyć, żeby wreszcie dotarło? Czy wszyscy Covidianie są tak tępi? Pewnie właśnie dlatego wierzą w tę "pandemię".

Nie chcesz, boisz się -- NIE IDŹ TAM. Jeśli zaś ktoś inny nie podziela twoich obaw i chce sobie w spokoju zjeść obiad -- CO CI DO TEGO?

Brak argumentów zawsze przejawia się wyzwiskami drugiej strony dyskusji. Już wcześniej napisałem jestem świadom zagrożenia, dlatego nie skorzystam z usług Pana restauratora. Jednak dyskutujemy tutaj o zachowaniu Pana restauratora, które decyzja ma wpływ na zdrowie i życie innych osób. On ze swoim życiem niech robi co chce i jak ma ochotę to dzisiaj może się z nim pożegnać - ma wolną wolę. Ale jego zachowanie nie ogranicza się do jego osoby.

Po drugie jak oboje jesteście przekonani, że nie ma pandemii, to dlaczego nie udowodnicie tego o co już wcześniej prosiłem. Proszę podać linki do stron, artykułów, badań naukowych, które potwierdzają waszą tezę. W twojej wypowiedzi ich nie znajdziemy, bo takich nie mam. Sama wasza wiara w brak pandemii tutaj nie wystarczy.

I ostatnia rzecz. Proszę o jednoznaczną odpowiedź - czy przyjmując na chwilę teoretycznie, że jednak pandemia jest, to czy w takim przypadku teoretycznym dla ciebie przypadku Pan restaurator powinien otwierać swoją restaurację czy nie? Proszę o jednoznaczną odpowiedź: TAK lub NIE.

C
Covidianie to psychopaci

"Otwierając restaurację stwarza on zagrożenie dla zdrowia i życia innych osób"

PRZECIEŻ NIE MUSISZ TAM IŚĆ, jeśli nie chcesz -- ile razy trzeba ci to tłumaczyć, żeby wreszcie dotarło? Czy wszyscy Covidianie są tak tępi? Pewnie właśnie dlatego wierzą w tę "pandemię".

Nie chcesz, boisz się -- NIE IDŹ TAM. Jeśli zaś ktoś inny nie podziela twoich obaw i chce sobie w spokoju zjeść obiad -- CO CI DO TEGO?

:]

"wizyta w jednym z szpitali w których leczą osoby chore na covid"

No "leczą na covid" bo za leczenie na "zwykłą" grypę mieliby mniej pieniędzy -- za "leczenie na covid" dostają extra kasę, podobnie jak za wypisanie aktu zgonu, że ktoś-tam "umarł na kowid", a nie "tak po prostu, ze starości". No więc leczą na to, z czego mają większy dochód. Po to skonstruowano taki system wynagrodzeń, aby zachęcał do "leczenia na kowid" niezależnie od tego, na co naprawdę ktoś-tam może być chory.

:]
15 marca, 13:13, :]:

Ja sądzę, że on powinien wywiesić nad wejściem napis "Covidianom wstęp wzbroniony" -- i wtedy żaden "E.S." czy jakiś głupawy "wujek Sławek" nie mogliby go podejrzewać, że on ich "chce zamordować, żeby sobie zarobić".

Z tego pierniczenia poniżej jasno widać zawiść Covidian, że są ludzie, którzy chcą żyć po prostu normalnie -- zdając sobie sprawę, że cała ta "pandemia" ma charakter wyłącznie medialny. Covidianie jednak. z powodów jedynie im znanych, chcą się bać mitycznego "śmiertelnego koronawirusa" i szlag ich trafia iż są tacy, którzy zdają sobie sprawę z tego, że "strach ma wielkie oczy".

...i że ich przybywa z każdym dniem.

15 marca, 15:56, E.S.:

Piękny przykład wypierania po raz kolejny - za to konkretów popierających głoszone tezy brak...

W przeciwieństwie do autora wypowiedzi jestem świadom obecnej sytuacji. Szanuję również zdrowie i życie innych osób.

Przez ostatnie lata czytałem np. o ospaparty. Obecnie również są naśladowcy takiego postępowania, którzy organizują koronaparty. A rozwiązanie jest prostsze - wizyta w jednym z szpitali w których leczą osoby chore na covid. Ale po co - jeszcze okazałoby się, że człowiek się myli i że ludzie chorują i umierają.

A wracając do meritum- jeśli ktoś prowadzi biznes z usługami dla ludzi, to bierze odpowiedzialność za tych ludzi. Jego wiara w to, że nie ma covid nie zwalania go z tej odpowiedzialności. Otwierając restaurację stwarza on zagrożenie dla zdrowia i życia innych osób i niczym nie różni się od niewidzącej osoby, która na ulicy ślepo strzela przed siebie. W obu przypadkach przez brak myślenia o innych może ktoś stracić zdrowie lub życie.

To ty nie podajesz "żadnych konkretów"; wszystko, co masz na poparcie swoich twierdzeń o rzekomej "pandemii" to jedynie "bo w telewizorze tak powiedzieli".

E
E.S.
15 marca, 13:13, :]:

Ja sądzę, że on powinien wywiesić nad wejściem napis "Covidianom wstęp wzbroniony" -- i wtedy żaden "E.S." czy jakiś głupawy "wujek Sławek" nie mogliby go podejrzewać, że on ich "chce zamordować, żeby sobie zarobić".

Z tego pierniczenia poniżej jasno widać zawiść Covidian, że są ludzie, którzy chcą żyć po prostu normalnie -- zdając sobie sprawę, że cała ta "pandemia" ma charakter wyłącznie medialny. Covidianie jednak. z powodów jedynie im znanych, chcą się bać mitycznego "śmiertelnego koronawirusa" i szlag ich trafia iż są tacy, którzy zdają sobie sprawę z tego, że "strach ma wielkie oczy".

...i że ich przybywa z każdym dniem.

Piękny przykład wypierania po raz kolejny - za to konkretów popierających głoszone tezy brak...

W przeciwieństwie do autora wypowiedzi jestem świadom obecnej sytuacji. Szanuję również zdrowie i życie innych osób.

Przez ostatnie lata czytałem np. o ospaparty. Obecnie również są naśladowcy takiego postępowania, którzy organizują koronaparty. A rozwiązanie jest prostsze - wizyta w jednym z szpitali w których leczą osoby chore na covid. Ale po co - jeszcze okazałoby się, że człowiek się myli i że ludzie chorują i umierają.

A wracając do meritum- jeśli ktoś prowadzi biznes z usługami dla ludzi, to bierze odpowiedzialność za tych ludzi. Jego wiara w to, że nie ma covid nie zwalania go z tej odpowiedzialności. Otwierając restaurację stwarza on zagrożenie dla zdrowia i życia innych osób i niczym nie różni się od niewidzącej osoby, która na ulicy ślepo strzela przed siebie. W obu przypadkach przez brak myślenia o innych może ktoś stracić zdrowie lub życie.

:]

Ja sądzę, że on powinien wywiesić nad wejściem napis "Covidianom wstęp wzbroniony" -- i wtedy żaden "E.S." czy jakiś głupawy "wujek Sławek" nie mogliby go podejrzewać, że on ich "chce zamordować, żeby sobie zarobić".

Z tego pierniczenia poniżej jasno widać zawiść Covidian, że są ludzie, którzy chcą żyć po prostu normalnie -- zdając sobie sprawę, że cała ta "pandemia" ma charakter wyłącznie medialny. Covidianie jednak. z powodów jedynie im znanych, chcą się bać mitycznego "śmiertelnego koronawirusa" i szlag ich trafia iż są tacy, którzy zdają sobie sprawę z tego, że "strach ma wielkie oczy".

...i że ich przybywa z każdym dniem.

E
E.S.

Rozumiem Pana Restauratora - chcę zarobić choćby stało się to kosztem zdrowia lub życia innych osób. W końcu każdy kryzys pokazuje prawdziwe oblicze biznesmena. Zastanawiam się tylko kto korzysta z usług jego restauracji, wiedząc, że nie szanuje się tam zdrowia i życia innych osób? Może są to osoby, które twierdzą, że tak jak w grach komputerowych ma się kilka żyć?

To tak dla przybliżenia tym co twierdzą, że covid to jakiś mityczny wymysł:

- koronawirusy były, są i będę;

- koronawirusy wywoływały, wywołują i będą przyczyną różne chorób, tak jak wirusy lub bakterie;

- od ponad roku koronawirus covid19 jest przyczyną choroby lub śmierci części ludzi na świecie;

- część osób zakażonych nie jest nawet świadoma tego, że chorowały na covid, bo nie miały żadnych objawów choroby;

- ta sama część która chorowała bezobjawowo może się ponownie zarazić, lecz tym razem przebieg choroby może być zupełnie inny;

- wirusy, baterie i koronawirusy mutują, czyli zmieniają się o wile łatwej niż inne organizmy żywe;

- i najważniejsze: nikt na świecie nie znalazł jeszcze skutecznego, potwierdzonego badaniami lekarstwa na tego koronawirusa.

Jeśli ktoś nie wierzy w powyższe, to do tego prawo, tak samo jak niektórzy wierzą w to, że ziemia jest płaska. Lecz jest to tylko wiara, przekonanie - dowody naukowe tej wierze przeczą. Jeśli ktoś myśli inaczej, to proszę niech udowodni, że tego koronawirusa nie ma.

Lęk objawia się w bardzo różny sposób m.in taki, że człowiek wypiera to co zostało empirycznie udowodnione. Każdy ma do tego prawo, ale nie ma prawa przez swoje nieuctwo, niewiedzę, lęk lub chęć zarobienia, narażać na utratę zdrowia lub życia inne osoby. A to czyli Pan restaurator.

?????

Kolejny artykuł jest o zapaści krakowskich szpitali w dniu 13.03.2021r. Redakcjo w ramach rzetelności dziennikarskiej proszę z panem restauratorem zróbcie wycieczkę do tych szpitali i zdemaskujcie tych kłamiących lekarzy. Redaktor naczelny powinien czytac gazętę jako całość. Raz jest napisane ,że pies jest biały a raz ,że czarny. Nam nie chodzi jak kto widzi prawdę tylko jaka ona jest. A pan restaurator młody to ma w d... resztę starszych ludzi

W
Wujek Sławek
14 marca, 19:22, Wujek Sławek:

Żeby dostać pomc to trzeba zatrudniać pracowników na etat a nie na śmieciowki i nie mieć "jakiś tam poślizgów z zusem" czyli po prostu płacić podatki.

14 marca, 19:42, Proste?:

Są na tym świecie jeszcze ludzie, którzy wcale nie chcą żebrać o "pomoc" -- ani o żadne tam "500 " -- chcą tylko jednego: ŻEBY IM NIE PRZESZKADZANO NORMALNIE PRACOWAĆ, skoro nikomu przecież krzywdy nie robią. Tylko tyle chcą -- a o "pomoc" to niech się taki "wujek Sławek" uniżenie u urzędników doprasza.

Oczywizda, żeby im nie przeszkadzać bo tusk ich interesuje życie i zdrowie innych, najważniejsza jest własna kasiora. Jak widzę z tymi śmieciowkami trafiłem w punkt, bo zabolało i jest wycie. Walcie się pasożyty

M
Med

Jak Pan pizza jest taki kozak to zapraszamy na oddział covidowy do szpitala, zorganizujemy mu stoisko z pizza, bedzie mógł tu pracować do woli albo do ostatniego tchu - oczywiscie bez respiratora

E
E.S.
14 marca, 16:53, grzeg:

Skrajna nieodpowiedzialność! Oczekuję kategorycznej reakcji.

14 marca, 16:58, Normalny:

Jaka "nieodpowiedzialność"? Nie pasuje ci coś, nie musisz tam chodzić. Ba! Możesz nawet tam iść z plakatem "nie wchodźcie do środka, bo czeka was tam śmierć" i pikietować!

A skoro duża liczba dorosłych, odpowiadających za siebie osób chce uczęszczać do restauracji -- całkiem dobrowolnie i bez żadnego przymusu -- TO CO CI DO TEGO? Siedź sobie w domu i nie interesuj się. Telewizję oglądaj. "ile zakażeń" ostatnio jest.

To, że dużo osób przechodzi na czerwonym świetle nie oznacza, że mniejszość się myli stojąc dalej i oczekując na zielne światło.

Dodaj ogłoszenie