Znieczuleni na Ęmierć

Redakcja
Martwy mężczyzna został znaleziony w swoim mieszkaniu na osiedlu przy ul. Trzebińskiej w Chrzanowie. Wszystko wskazuje na to, że został pobity, gdy wracał z zakupami do domu. To jednak tylko przypuszczenia, bo nikt nic nie widział i nie słyszał.

   Sklep spożywczy, w którym zmarły był widziany po raz ostatni dwa tygodnie temu, leży zaledwie kilkudziesiąt metrów od bloku. Prawdopodobnie właśnie tutaj doszło do tragedii. Jedna z wersji zakłada, że wracając do mieszkania, mieszkaniec został przez kogoś zaczepiony i prawdopodobnie pobity. Ciosy okazały się tak silne, że choć do domu dotarł, następnego dnia zmarł...
   Kto i czemu go pobił? Dlaczego mężczyzna nie wezwał na ratunek policji, ani pogotowia? Czy znał sprawców? Te i wiele innych pytań zadają sobie dziś nie tylko stróże prawa, ale i mieszkańcy osiedla. Policja nie wyklucza, że mężczyzna w trakcie powrotu do domu mógł upaść i uderzyć głową w krawężnik. Lokatorzy nie wierzą jednak w nieszczęśliwy wypadek.
   Wieczorem boją się wychodzić na ulice.
Ze skutkiem śmiertelnym
   - Zakwalifikowaliśmy wstępnie to zdarzenie jako pobicie ze skutkiem śmiertelnym. Denat miał bowiem liczne obrażenia, szczególnie głowy. Ponadto udało nam się ustalić kluczowego świadka, który może nam pomóc w ustaleniu przebiegu zdarzenia - wyjaśnia Piotr Kosmaty, zastępca Prokuratora Rejonowego w Chrzanowie. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że świadkiem jest osoba, która rozmawiała z poszkodowanym przed jego śmiercią, a ten miał jej podać właśnie taką wersję wydarzeń; był jednak przekonany, że nic mu nie będzie i nie chciał wzywać pogotowia.
   Choć policjanci pukali od drzwi do drzwi, wszyscy mieszkańcy zgodnie twierdzili, że nic feralnego dnia nie widzieli. Inni słysząc hasło "policja", w ogóle nie chcieli otworzyć mieszkań.
   Czy rzeczywiście, mimo weekendu i słonecznej, pogody nikt niczego nie widział. A może mieszkańcy boją się mówić? Zdania są podzielone. I policjanci, i prokurator przyznają jednak, że nieraz zdarzało się już, iż mieszkańcy nie byli chętni do współpracy. - Z jednej strony ludzie chcieliby, byśmy bardziej zdecydowanie działali na rzecz porządku i bezpieczeństwa i zatrzymywali sprawców, a z drugiej - gdy potrzebujemy ich pomocy, milczą. A bez współpracy ludzi niewiele możemy zrobić - dodaje prokurator.
   Komisarz Dariusz Pogoda z chrzanowskiej policji podkreśla, że funkcjonariuszom pomoże nawet anonimowe zgłoszenie. Mieszkańcy nie powinni się bać, a jeżeli coś wiedzą na temat tego lub innych zdarzeń, bez wahania dzwonić na numer alarmowy.
Blokersi?
   Wielu mieszkańców jest przekonanych, że na nieszczęśnika napadli młodzi ludzie z bloków. Już wcześniej zdarzało się, iż podpita młodzież zaczepiała przechodniów i była agresywna.
   - Raz, gdy wracaliśmy z mężem wieczorem do domu, drogę zagrodziła nam grupa wyrostków. Usiłując przedostać się do klatki schodowej, mąż przypadkowo potrącił ręką jednego z nich. Wówczas cała grupa zaczęła nam ubliżać. Młodzież czuje się zupełnie bezkarna. Pali papierosy na klatkach schodowych i pije alkohol na ławkach. Strach zwrócić im uwagę, bo nie wiadomo, co mogą zrobić - mówi mieszkanka osiedla.
   Jest przekonana, że gdyby nie agresywna młodzież, na osiedlu byłoby bezpiecznie. - Ludzie boją się dzwonić na policję. Są przekonani, że sprawcy dowiedzą się, kto na nich doniósł i zechcą odwetu. Boją się też, że ich problem zostanie zbagatelizowany, albo stróże prawa nie będą w stanie pomóc. Niedawno, gdy mój znajomy wzywał policję, bo przy sklepie na os. Południe hałasowała dwudziestoosobowa grupa gówniarzy, usłyszał, że nie ma wolnego radiowozu. Gdy policjanci wreszcie przyjechali, nie było tam już nikogo. Chuligani zbiegli, ale wcześniej pobili klienta sklepu - dodaje mieszkaniec Chrzanowa.
   O agresywnych młodzianach mieszkańcy mówią - blokersi. Są to głównie młodzi mężczyźni, czasami chłopcy, często bezrobotni, którzy także się nie uczą. Zaczepiają ludzi z nudów, wierzą w swą bezkarność. Ich agresja jest najczęściej bezsensowna. Ot, choćby ostatnie wydarzenie z ul. Pogorskiej, gdy rodzinę jadącą samochodem zaatakowała grupa wyrostków. Sprawcy szli całą drogą, a gdy kierowca forda zwrócił im uwagę, dostał cios w głowę. Zdołał tylko krzyknąć do żony, by dzwoniła na policję. Kobieta nie zdążyła jednak tego zrobić - inny napastnik kopnął ją w twarz. Obrażenia są tak groźne, że kobieta może stracić oko. Gdy siedzący z tyłu samochodu chłopak rzucił się na ratunek, został uderzony w głowę kamieniem. Nie wiadomo, jak skończyłoby się całe zdarzenie. Ostatni pasażer znał jednak z widzenia sprawców, więc ci uciekli.
   Także z policyjnych statystyk wynika, że sprawcami przestępstw są często nie typowi bandyci, ale młokosy, które bawią się w chuliganerię. Odwagi dodaje im alkohol. Zdaniem prokuratora Kosmatego, który wcześniej pracował w Krakowie, Chrzanów zaczyna coraz bardziej przypominać Nową Hutę. Tu także po okresie rozkwitu nastąpił upadek dużych zakładów pracy. Ludzie stracili zatrudnienie i perspektywy. Na osiedlach tworzą się grupy blokersów.
   - Są tak samo ubrani i mają podobny styl zachowania. Tyle tylko, że w Krakowie najczęściej blokersi to także pseudokibice, którzy toczą ze sobą odwieczną walkę. Tak samo jednak atakują innych bez konkretnej przyczyny i są agresywni. Są coraz młodsi, bez pracy i celu w życiu. Przekonani, że nic im nie grozi, a zakład karny to wczasy - dodaje prokurator.
   Przyznaje, że tego typu sprawcy są najbardziej buńczuczni. Podczas przesłuchania cwaniakują i nie chcą przyznać się do winy. Rzadko zdarza się, by argumentowali jakoś swoje zachowanie. Chyba tylko tym, że byli pijani i nic nie pamiętają. - Dopiero, gdy trafią do więzienia, widzą, w co się wpakowali. Gdy zatrzymujemy ich po raz drugi, chcą już współpracować - _przekonuje prokurator.
Znieczuleni
   Dziś osiedle na ul. Trzebińskiej jakby wymarło. Od kilku dni wieczorem pod blokami nie widać grup młodzieży. Wystarczyło, że pojawiła się policja. -
Jedni wystraszyli się, że nie są bezpieczni i wolą siedzieć w domu. Inni pochowali się na widok stróżów prawa. Kto wie, może są wśród nich także sprawcy pobicia? Może, gdy dowiedzieli się, że ich ofiara zmarła, przeraziły ich konsekwencje? - zastanawia się lokator bloku przy Trzebińskiej.
   Zdaniem wielu mieszkańców, miasto daje się terroryzować młodocianym bandytom. Ludzie nie reagują nie tylko na przypadki zakłócania porządku, burdy i pijatyki, ale nawet na przejawy bezsensownej agresji. Zamiast dzwonić na policję i reagować, choćby anonimowo, zamykają się w zaciszu domów, okłamując się, że ich to nie dotyczy.
   A przecież dotyczy wszystkich. -
Czy zadepczą nas agresywne młokosy? -_ zastanawiają się coraz częściej mieszkańcy chrzanowskich osiedli.
Eliza Jarguz

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie