6 godzin strachu

Redakcja
Udostępnij:
(INF. WŁ.) 27 marca w nocy 40 km od Belgradu rozbił się supernowoczesny, niewidzialny dla radarów bombowiec F-117. Pierwsze informacje podała prasa jugosłowiańska. NATO milczało. Wtedy telewizja serbska pokazała zdjęcia - leżące na polu szczątki amerykańskiego samolotu. F-117 miał zostać zestrzelony, a pilot uwięziony. NATO potwierdziło utratę maszyny, reszcie informacji zaprzeczyło. Okazało się, iż specjalna grupa żołnierzy NATO uratowała pilota. Lotnik przekazał właśnie przez Internet swoje pierwsze wspomnienia.

Zestrzelony pilot F-117 przeżył dzięki survivalowi

Na razie USAF (Amerykańskie Siły Powietrzne) nie chcą podać personaliów uratowanego pilota. Skąpe są także informacje co do wypadku samolotu. - Poczułem nagle potężne targnięcie - powiedział amerykański lotnik. - Nie mogłem utrzymać rąk w pozycji poziomej. Przeciążenie przewyższało jakieś 5 razy siłę przyciągania ziemskiego. Ledwo wyszperałem uchwyt katapulty. Na ćwiczeniach zawsze zastanawiałem się, czy będę wiedział, w którym momencie opuścić samolot. Nie pamiętam, kiedy uruchomiłem katapultę. Bóg wziął moje ręce i szarpnąłem za dźwignię. Brutalny wyrzut, nie taki jak na ćwiczeniach, i spadałem w dół.
- Wiedziałem, że znajdowałem się nad Serbią, jakieś 20 mil (około 30 km - przypis RS) od Belgradu. Nie miałem czasu na panikę. Pilot wylądował na środku świeżo skoszonego pola, około 50 metrów od drogi i przejazdu kolejowego. - Była noc - opowiadał. - Na przejeździe zobaczyłem ludzi. Dzięki Bogu, zdaje się, że nie widzieli, w którym miejscu wylądowałem. Drogą jechały ciężarówki. Chyba zaczęli mnie szukać, słyszałem szczekanie psów. Bałem się, jeden z psów zbliżył się do mnie na jakieś 30 stóp (9 metrów), ale nagle zawrócił. Byłem przygotowany na to, że zostanę złapany. Wciąż nie mogę uwierzyć, że siedzę teraz tu, w bazie NATO w Aviano.
Pilot nie stracił głowy. - Pomógł mi w tym intensywny trening survivalowy, jaki przeszedłem w Stanach na ćwiczeniach - opowiada. Błyskawicznie nadał przez radio wiadomość do centrali NATO o wypadku oraz podał przybliżoną pozycję kryjówki. - Nie mogłem prawie w ogóle używać radia - tłumaczył. - Bałem się wykrycia przez Serbów.
Nastąpiło 6 godzin morderczego dla psychiki czekania. W nocy, w nieznanym, wrogim kraju. - Widziałem ludzi przy drodze, pewnie mnie szukali, błyskały światła przejeżdżających aut, psy szczekały. Amerykanin ukrywał się około 200 metrów od miejsca lądowania, w płytkim rowie. - Otuchy dodawała mi mała flaga amerykańska, którą przed lotem dał mi kolega w Aviano na szczęście, a którą włożyłem pod kombinezon. "Daję ci ją", powiedział kolega przed startem, "byś mi ją zwrócił, gdy wrócisz". Więc musiałem wrócić - mówi pilot. - To było jak modlitwa.
- Gdy tylko usłyszałem, że rozbił się - powiedział ów pilot - właściciel flagi, a którego personaliów USAF także nie podało - poczułem się, jakbym stracił kogoś z rodziny. Bo my nie jesteśmy tylko pilotami, jesteśmy jak rodzina.
Kilka godzin potem specjalna grupa amerykańskich żołnierzy wyruszyła z misją SAR (search and rescue - odnajdź i uratuj). Po ponad sześciu godzinach czekania ukrywający się lotnik usłyszał amerykański helikopter. Gdy wysiadał w bazie w Aviano - szał radości: uściski, poklepywanie po plecach. Był tam i ów właściciel flagi. Uratowany żołnierz sięgnął błyskawicznie pod wyplamiony kombinezon i oddał koledze czerwono-biało-niebieski kawałek materiału.
Teraz odpoczywa. Twierdzi, że to nie jego wybór, że pragnął wrócić do służby. Ale dowództwo nakazało mu czekać. Nadal nie wiadomo, czy przyczyną wypadku była awaria czy zestrzelenie. Śledztwo trwa.
RAFAŁ STANOWSKI

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Dziennik Polski
Dodaj ogłoszenie