Cygański rozłam

Redakcja
Bogdan Wasztyl

Ewa Kopcik

Ewa Kopcik

Bogdan Wasztyl

Cygańskie spory do tej pory rozstrzygali miejscowi wójtowie. Gdy stawka kłótni rosła, posyłano po wójta na kilka województw. Gdy rosła w miliony, po wyrok udawano się do króla. Tym razem nie pomógł król ani najwyższy romski sąd.

Po raz pierwszy Romowie publicznie występują przeciwko Romom

On zhańbił nasz naród. Oszukał - zarzucają nowohuccy Romowie prezesowi oświęcimskiego Stowarzyszenia Romów w Polsce.
- To kłamstwa i oszczerstwa wymuszone przekupstwem i szantażem - bronią prezesa jego zwolennicy.
Spór toczy się od kilku miesięcy. Zdaniem jednych, poszło o pieniądze, zdaniem innych - o pieniądze i władzę. Obydwie strony konfliktu złożyły doniesienia w prokuraturze i zamierzają dochodzić sprawiedliwości w polskich sądach.

Dobroczyńca z opinią łajdaka

- Przyjechał do nas do Nowej Huty latem ub. roku. Obiecywał każdemu po tysiąc dolarów. - Nie pozwolę zapomnieć światu o waszych krzywdach. Wiem, jakie macie problemy. Będę się starał je rozwiązywać - zapewniał. Przysięgał, że jest Romem z krwi i kości. Pięknie przemawiał. Wszyscy widzieli w nim dobroczyńcę. Nikomu nie przyszło do głowy, że może oszukać - mówi ponad 70-letni Stanisław Oraczko z Nowej Huty.
Przyrzeczone dolary miały pochodzić ze Szwajcarii. Fundacja SHOAH właśnie rozpoczęła wypłatę jednorazowych odszkodowań dla Cyganów, prześladowanych w czasie II wojny światowej. Pośrednictwa w rozdziale pieniędzy podjęło się stowarzyszenie z Oświęcimia. Zdaniem przedstawicieli organizacji romskich z Małopolski, podjęło się tego bezprawnie.
- Roman Kwiatkowski, prezes stowarzyszenia, nie miał prawa przedstawiać się szwajcarskiej organizacji jako reprezentant wszystkich polskich Romów - twierdzi Marian Gil, kierujący stowarzyszeniem Romów w Nowej Hucie i zarazem członek ośmioosobowej Najwyższej Rady w Polsce.
- Szwajcarski Fundusz dla Potrzebujących Ofiar Holocaustu pytał o struktury, o bazę danych, znajomość środowiska - nie ma innej romskiej tak licznej i dobrze zorientowanej organizacji w Polsce, jak Stowarzyszenie Romów. Chcąc dotrzeć do najbiedniejszych, zwróciliśmy się do ośrodków pomocy społecznej z prośbą o pomoc. Pracownicy opieki społecznej wypełniali ankiety, kompletowali dokumenty. Dzięki tej współpracy znamy wszystkich Romów urodzonych do 1945 r., znamy ich sytuację zdrowotną i materialną. Wiemy, jakie są problemy, zastanawiamy się, jak je rozwiązywać - mówi Roman Kwiatkowski. - Nawiązywaliśmy kontakty z fundacją przez kilka lat, korzystając z lobbingu znanych postaci ze świata żydowskiego. Udało się doprowadzić do spotkania w Ambasadzie Polskiej w Bernie. W lutym ub. roku podpisaliśmy umowę. Tak poważne instytucje nie nawiązują współpracy z organizacjami, które są w powijakach, nie mają struktur, sprawnie prowadzonego biura...

W "ciemno" podpisywali

Dla nowohuckich Romów oczekujących na pomoc ze Szwajcarii nie miało znaczenia, kto spełni rolę kasjera. Większość z nich klepie biedę. W czasie wojny tułali się po lasach, pracowali przy budowie okopów, spali na mrozie pod drelichowymi namiotami. Po wojnie byli zatrudniani do najcięższych robót przy budowie huty. Dziś żyją z groszowych rent, emerytur albo z zasiłku z opieki społecznej. Podupadli na zdrowiu. Są starzy i schorowani. - Każdy grosz się liczy, a co dopiero "taka" zapomoga ze Szwajcarii - mówi Krystyna Miśko. - Nasze dzieci nie chodzą w zimie do szkoły, bo nie mamy za co butów im sprawić. Nie zawsze starcza na jedzenie, na czynsz i energię, nie mówiąc już o lekach. Śmierć dla romskiej rodziny to prawdziwa tragedia, bo zwykle nie ma za co wyprawić pogrzebu. Dlatego niektórzy z nas zamierzali te pieniądze przeznaczyć na własny pochówek...
Latem ub. roku stowarzyszenie z Oświęcimia przysłało po nich autokar. - Zajechaliśmy do Oświęcimia na jakiś parking. Tam czekali na nas przedstawiciele stowarzyszenia, którzy kazali wypełnić deklaracje - gdzie kto przebywał w czasie wojny, co robił. Ale ponieważ prawie nikt z nas nie umie czytać ani pisać - stanęło na tym, że my opowiadaliśmy, a oni to wszystko spisywali - wspominają Romowie.
W sierpniu po raz drugi wyruszyli do Oświęcimia. Tym razem autobus zaparkował przed restauracją "Cyganeria", należącą do prezesa Kwiatkowskiego. - Po dwie osoby wpuszczali do biura - wspomina Józef Kacica. - Kazali podpisywać jakieś blankiety. Podpisywaliśmy, nie wiedząc co. W trakcie wypłacania pieniędzy robili nam zdjęcia. Dostaliśmy po 1500 zł. Nikt nie zapytał, dlaczego nie obiecane 1000 dolarów, bo każdy był zadowolony, że wreszcie pieniądze ma w ręce. Nie byle jaki grosz. Na koniec prezes powiedział: "Tylko nie gadajcie nikomu, żeście dostali pieniądze". I znów nikt nie zapytał, dlaczego? Dopiero później zacząłem się zastanawiać: po co ta tajemnica, skoro forsa nie była kradziona...
Wątpliwości doszły do głosu kilka dni później, gdy poczta dostarczyła listy ze Szwajcarii. Fundacja SHOAH informowała adresatów o przyznaniu jednorazowej zapomogi w wysokości 1500 szwajcarskich franków, czyli ponad 3500 zł.
- Po kilka razy kazaliśmy sobie czytać te pisma i przecieraliśmy oczy ze zdumienia. Przecież każdemu brakowało ponad 2 tys. zł - opowiadają. - Byliśmy oburzeni, zaczęliśmy się dopytywać, co z resztą pieniędzy. Przez jakiś czas nas zbywano, a potem przyjechał wysłannik z Oświęcimia i powiedział, żebyśmy nic nie robili, bo dostaliśmy tyle, ile trzeba. Powiedział otwarcie, że reszta pieniędzy musiała pójść do podziału między tych, co załatwiali zapomogi. Wreszcie usłyszeliśmy: "jak nie będziecie siedzieć cicho, to oddacie to, co dostaliście".

Mandat starszyzny?

Prawo zwyczajowe wyznacza granice, w obrębie których porusza się każdy Cygan. Termin mageripen lub marhime oznacza skalanie. Każdy, kto złamie zasady, staje się magerdo. Do najcięższych przewinień należy kradzież w obrębie społeczności cygańskiej i łamanie słowa danego innemu Romowi. Najcięższą karą dla Cygana jest wykluczenie ze społeczności.
- Do naszych biur w Nowej Hucie, Laskowej i Tarnowie zaczęły się zgłaszać osoby oszukane przy wypłacaniu odszkodowań. Do tej pory zgłosiło się 45 osób. Próbowaliśmy interweniować. Chcieliśmy załatwić sprawę zgodnie z naszym prawem romskim, we własnym zakresie i bez rozgłosu. W odpowiedzi usłyszeliśmy jednak jedynie groźby - mówi Adam Andrasz, prezes Centrum Kultury Romów w Tarnowie.
- Byliśmy w kropce - dodaje Marian Gil, kierujący stowarzyszeniem Romów w Nowej Hucie. - Przed doniesieniem do prokuratury wstrzymywał nas kodeks romski. W styczniu doszło do sądu nad Kwiatkowskim u naszego króla w Nowym Dworze Mazowieckim. Prezes z Oświęcimia na rozprawę się nie zgłosił, ale i tak został wyrzucony z naszej społeczności. Wszystkie organizacje romskie zerwały z nim współpracę
Roman Kwiatkowski zaprzecza, mówiąc: - Nasze stowarzyszenie zrzesza 4 tys. członków, posiada 15 oddziałów okręgowych. Biorąc pod uwagę, że Romów jest w Polsce około 30 tysięcy, jesteśmy organizacją powszechną. W przeciwieństwie do innych mamy zgodę starszyzny romskiej na działalność i występowanie w imieniu Romów. Inne organizacje nie mają ani takiego zaplecza, ani mandatu starszyzny. Często są to organizacje samozwańcze, marginalne, zrzeszające kilku kuzynów.
15 stycznia w Hamburgu odbyła się konferencja prasowa, podczas której Rudko Kawczyński, rzecznik Roma National Congress, mówił o Romach, których oszukało stowarzyszenie. 9 lutego podobna konferencja odbyła się w Bernie, a 26 - w Krakowie. Do berneńskiego sądu wpłynęła skarga, w której RNC oskarża polskie stowarzyszenie o defraudację i nadużycie zaufania, a szwajcarski fundusz o niedopilnowanie dystrybucji pieniędzy.
- Kawczyński często krytykował fundację - mówi Kwiatkowski - za to, że "wypłaca pieniądze poza kontrolą i rozdaje biednym, zamiast przeznaczyć na inne cele".

Żadnych nieprawidłowości

Siedziba stowarzyszenia znajduje się na drugim piętrze oświęcimskiego zamku. Na ścianach oprawione w ramki listy od wielkich tego świata: papieża, prezydentów, premierów... Grube segregatory zawierają dokumenty personalne (ankiety, kopie dokumentów). Na podstawie tych materiałów komisja stowarzyszenia kwalifikuje Romów, którzy mają zostać objęci pomocą. Następnie lista osób zakwalifikowanych wraz z dokładnym opisem wysyłana jest do Szwajcarii. Fundacja weryfikuje wybiórczo te listy (żąda przesłania wszystkich dokumentów dotyczących kilku, kilkunastu osób z każdej listy), po czym zatwierdzoną listę przesyła do Polski. Tylko ludziom z zatwierdzonej listy można wypłacić pieniądze.
Dotychczas zakwalifikowano do objęcia pomocą 1250 osób. Pieniądze wypłacono w dwóch transzach - w sierpniu i wrześniu ubiegłego roku - w sumie 247 Romom. Każdemu - jak zapewnia Kwiatkowski - równowartość 1500 franków szwajcarskich.
Wypłaty początkowo dokonywane były przez kilkuosobową komisję stowarzyszenia, następnie w obecności audytora funduszu, którym jest znana międzynarodowa firma audytorsko-doradcza Ernst and Young. Potem także przekazami pocztowymi. W segregatorach są kopie przekazów na kwotę 3767 zł.
- Cała afera zaczęła się w sierpniu - mówi Maciej Pawłowicz, skarbnik stowarzyszenia. - Wtedy grupa Andrasza zdobyła oświadczenia rzekomo oszukanych i przesłała je do fundacji. Ta zleciła szczegółową kontrolę przez firmę audytorską. Nie wykazano żadnych nieprawidłowości.
Pracownik warszawskiej centrali Ernst and Young Polska (zastrzegający sobie anonimowość) potwierdza: - Dotychczas fundacja przekazała stowarzyszeniu pieniądze w dwóch transzach. Wypłat dokonano w sierpniu i październiku ubiegłego roku. Kontrolowaliśmy sposób rozdysponowania tych pieniędzy przez stowarzyszenie i nie stwierdziliśmy żadnych nieprawidłowości.
- W dokumentach musiało wszystko się zgadzać, bo przecież papiery podpisywaliśmy "w ciemno". W stowarzyszeniu dobrze wiedzieli, że jesteśmy analfabetami. Wszystko dobrze zaplanowali. Gdy młodsi chcieli się zabrać z nami do Oświęcimia, okazywało się, że nie ma miejsc w autobusie - obstają przy swoim nowohuccy Romowie.

Spontaniczna obrona?

W siedzibie stowarzyszenia teczka z napisem "Protest". Odkłada się niej faksy nadchodzące z Polski i Niemiec. Kilkanaście pism z podpisami. W sumie protestuje jakieś 500 osób. Protest wzbudzają działania i metody stosowane przez panów Kawczyńskiego, Andrasza, Gabora i Gila.
Cyganie z Niemiec: "Stanowczo protestujemy przeciw oskarżaniu Stowarzyszenia Romów w Polsce o nieuczciwość. Mamy w Polsce rodziny i wiemy, że stowarzyszenie udzielało pomocy Romom w przyznanej wysokości". 24 podpisy.
Romowie z Ostrowa Wielkopolskiego: "Składamy ostry protest przeciwko Kawczyńskiemu, Gaborowi, Andraszowi i Gilowi, którzy zdradzili naszą kulturę i tradycję. Nie jest w naszym zwyczaju sprawy Romów wynosić na zewnątrz. Wiemy też, że ci ludzie to oszczercy i kłamcy. To są ludzie wykluczeni z naszego społeczeństwa romskiego". 50 podpisów.
Romowie z Podhala: "Zorganizowanie konferencji prasowych, wystąpienia i poglądy głoszone w ich trakcie przez panów Kawczyńskiego, Andrasza, Gabora i Gila budzą nasze szczere oburzenie. Przedstawione przez nich pseudofakty są jedynie kłamstwami i oszczerstwami skierowanymi przeciwko Stowarzyszeniu Romów w Polsce. Wielu z nas otrzymało za pośrednictwem stowarzyszenia jednorazową pomoc humanitarną dla ofiar Holocaustu, która wypłacona była w siedzibie stowarzyszenia w Oświęcimiu przez komisję wypłat, złożoną z przedstawicieli stowarzyszenia i starszyzny. Panowie Kawczyński, Gabor, Andrasz i Gil wielokrotnie skłaniali członków naszej społeczności, próbując stosować metody przekupstwa i szantażu, do składania nieprawdziwych oświadczeń o tym, że nie otrzymali przyznanej kwoty odszkodowania w pełnej wysokości."
Romowie z Podhala złożyli zawiadomienie o przestępstwie w zakopiańskiej prokuraturze. Prokurator Stanisław Staszel: - Prowadzimy w tej sprawie czynności sprawdzające.
- Ze stowarzyszeniem w Oświęcimiu nadal trzyma grupa otumanionych Romów, którym Kwiatkowski obiecuje renty niemieckie. Część ludzi dała mu się zwieść, ale niektóre podpisy pod protestami są sfałszowane. Na jednym z takich "protestów" figurowało nazwisko mojego męża. Jego podpis był podrobiony, nie zgadzał się także numer jego dowodu osobistego - twierdzi Helena Mirga z Nowej Huty.
Podobnymi argumentami posługuje się przeciwna strona:
- Przeciwko nam występuje grupka otumanionych Romów z Nowej Huty i Tarnowa. Grupa Andrasza wmówiła im, że dostali za mało pieniędzy. Obiecali, że zabiorą wszystkich chętnych luksusowymi autokarami do Szwajcarii i jeśli tam zeznają, że zostali oszukani przez Kwiatkowskiego, to wypłaci im się po kilka tysięcy złotych. Liderzy nagrali zeznania rzekomo oszukanych na kasety i do Szwajcarii pojechali sami. W berneńskim sądzie złożyli pozew przeciwko fundacji.
W dokumentach stowarzyszenia zapisane jest, że Ewa Sitak z Nowej Huty otrzymała 1500 franków od Stowarzyszenia Romów. 20 sierpnia 1998 napisała na specjalnie przygotowanym, odbitym na ksero formularzu, że czuje się oszukana: "Oświadczam, że poprzez SRwO otrzymałam kwotę 1500 zł jako pomoc od szwajcarskiej Fundacji SHOAH. Otrzymując pieniądze podpisałam trzy dokumenty, których treści nie znam i nie miałam możliwości zapoznania się z ich treścią. Z pisma fundacji powzięłam wiadomość, iż miałam otrzymać równowartość 1500 franków. Czuję się oszukana. Jednocześnie udzielam pełnomocnictwa procesowego dla radcy prawnego... i upoważniam go do wystąpienia w moim imieniu przed wszystkimi sądami i organami władzy".
25 sierpnia Ewa Sitak śle pisemne podziękowania do Kwiatkowskiego za pomoc w wysokości 1500 franków szwajcarskich.
W stowarzyszeniu twierdzą, że akcja protestacyjna przeciw działaniom grupy Andrasza jest spontaniczna. Oburzeni Romowie kierują pisma do szwajcarskiej fundacji, stowarzyszenia, agencji prasowych... 16 lutego "spontaniczny" protest podpisało 41 Romów z Nowej Huty. Piszą, że otrzymali 3415 złotych pomocy. "Panowie Andrasz, Gabor, Gil i Kawczyński obiecali Romom z Nowej Huty, że załatwią dla nich pieniądze ze Szwajcarii (2 tys. zł) oraz że zabiorą wszystkich zainteresowanych do Szwajcarii. (...) Panowie ci, okłamując nas, doprowadzili do podpisania jakichś oświadczeń. Nie wiedzieliśmy jakich. Gdy zwróciliśmy się o zwrot tych oświadczeń, to powiedzieli nam, że zniszczyli je. Informujemy, że wyżej wymienieni skłaniali nas różnymi obietnicami do składania nieprawdziwych oświadczeń, tzn. że otrzymaliśmy pomoc w kwocie o wiele mniejszej, co jest nieprawdą".
Gdzie leży prawda - nie sposób dociec. Z upływem czasu zwaśnione strony wysuwają coraz poważniejsze zarzuty. Z jednej strony padają oskarżenia "o powiązania z ruską mafią", z drugiej - "o kolaborowanie z dawną bezpieką". Żadna ze stron nie zamierza dać za wygraną. Doniesienie w sprawie oszustw przy wypłacie odszkodowań dla ofiar holocaustu wpłynęło niedawno do krakowskiej prokuratury. Ale niezależnie od wyników tego dochodzenia, rozłam wsród Romów jest już faktem.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie