Czarny bez

Redakcja
Nad półtorametrowym murkiem starego ogrodu zwieszały się gęste gałęzie dzikiego bzu, przygiętego do ziemi splotami winobluszczu. Bez zaczął właśnie owocować, a na jego błyszczących owocach prawdziwą ucztę urządziło sobie ptasie towarzystwo. Prym wiodły przelotne drozdy i stadko szpaków. Gałęzie uginały się pod ich ciężarem, kiedy opychały się bzowymi delicjami. Przystanąłem na chwilę, by podziwiać upaprane czarnym sokiem, zwykle tak eleganckie drozdy. Pomiędzy nimi uganiało się kilka sikor, wróbli a nawet para kowalików, które choć owadożerne, nie oparły się widokowi suto zastawionego stołu. Kowaliki, jedne z mniejszych w całym towarzystwie, zachowywały się najbardziej hałaśliwie, usiłując odpędzić sąsiadów, co zresztą wynikało z ich niezbyt zgodliwego i kłótliwego charakteru. Kiedy podszedłem bliżej, usłyszałem przedziwne dźwięki: ni to mlaskanie, ni to siorbanie. To były odgłosy prawdziwego ptasiego obżarstwa. Resztki z "pańskiego stołu", czyli porozgniatane dziobami dużych ptaków owoce spadały na dach stareńkiego fiata, gdzie w najlepsze posilały się drobniutkie i nieśmiałe sikorki ubogie oraz wataha leniwych wróbli. Pojazd wyglądał jak rekwizyt do finałowej sceny horroru: krwawy sok zaciekał na szyby, dając niesamowite efekty. Kiedy wróci jego właściciel, zapewne dostanie autentycznego ataku szału, bo plamy z czarnego bzu są trudne do usunięcia. Ptakom się nie dziwię: czarny bez jest pożywny i zdrowy, o czym pozwolę sobie wkrótce napisać. No i rada do posiadaczy samochodów, by na wszelki wypadek nie parkowali ich pod krzewami czarnego bzu.

Grzegorz Tabasz: Leśny Dziennik

Nad półtorametrowym murkiem starego ogrodu zwieszały się gęste gałęzie dzikiego bzu, przygiętego do ziemi splotami winobluszczu. Bez zaczął właśnie owocować, a na jego błyszczących owocach prawdziwą ucztę urządziło sobie ptasie towarzystwo. Prym wiodły przelotne drozdy i stadko szpaków. Gałęzie uginały się pod ich ciężarem, kiedy opychały się bzowymi delicjami. Przystanąłem na chwilę, by podziwiać upaprane czarnym sokiem, zwykle tak eleganckie drozdy. Pomiędzy nimi uganiało się kilka sikor, wróbli a nawet para kowalików, które choć owadożerne, nie oparły się widokowi suto zastawionego stołu. Kowaliki, jedne z mniejszych w całym towarzystwie, zachowywały się najbardziej hałaśliwie, usiłując odpędzić sąsiadów, co zresztą wynikało z ich niezbyt zgodliwego i kłótliwego charakteru. Kiedy podszedłem bliżej, usłyszałem przedziwne dźwięki: ni to mlaskanie, ni to siorbanie. To były odgłosy prawdziwego ptasiego obżarstwa. Resztki z "pańskiego stołu", czyli porozgniatane dziobami dużych ptaków owoce spadały na dach stareńkiego fiata, gdzie w najlepsze posilały się drobniutkie i nieśmiałe sikorki ubogie oraz wataha leniwych wróbli. Pojazd wyglądał jak rekwizyt do finałowej sceny horroru: krwawy sok zaciekał na szyby, dając niesamowite efekty. Kiedy wróci jego właściciel, zapewne dostanie autentycznego ataku szału, bo plamy z czarnego bzu są trudne do usunięcia. Ptakom się nie dziwię: czarny bez jest pożywny i zdrowy, o czym pozwolę sobie wkrótce napisać. No i rada do posiadaczy samochodów, by na wszelki wypadek nie parkowali ich pod krzewami czarnego bzu.

e-mail: [email protected]

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie