Gmina Myślenice. Jako wolontariusze opiekują się maluchami zakażonymi koronawirusem

Katarzyna Hołuj
Katarzyna Hołuj
Krystian Stopka na szpitalnym oddziale zajmował się m.in. dwumiesięcznym niemowlęciem Fot. Archiwum prywatne
Krystian Stopka i Barbara Gatlik z gminy Myślenice to dwoje wolontariuszy fundacji Akuratna, którzy odpowiedzieli na apel dr Lidii Stopyry, ordynator Oddziału Chorób Infekcyjnych i Pediatrii w Szpitalu Specjalistycznym im. Stefana Żeromskiego w Krakowie.

FLESZ - Obostrzenia przedłużone do 18 kwietnia

„Dzieciom w chorobie smutno, a rodzicom między jednym a drugim tlenowych oddechem serce się kraje” - napisała lekarka w swoim apelu z myślą o dzieciach, których rodzice sami są hospitalizowani na oddziale covidowym i nie mogą być obecni przy swoich dzieciach. Ale też o tych rodzicach, którzy czuwają przy dzieciach przez całą dobę, a przecież potrzebują chwili kiedy ktoś ich zastąpi, aby mogli wziąć prysznic i przez chwilę odpocząć.

Odzew okazał się nadspodziewanie duży, a w gronie tych, którzy zgłosili chęć pomocy znaleźli się m.in. Krystian i Basia.

Społeczna izolacja jest trudna dla nas - dorosłych, a co dopiero dla dzieci. Pomyślałam, że nie ma nic ważniejszego niż bycie z nimi, zapewnienie ich, że wszystko będzie dobrze, a że jestem ozdrowieńcem, zgłosiłam się - mówi Basia.

Ani ona - studentka produkcji filmowej, ani Krystian, menadżer pracujący na co dzień z artystami (m.in. Krzysztofem Iwaneczko) nie mają doświadczenia w pracy z dziećmi, ale dużo dobrego już dla dzieci zrobili. Krystian jest współorganizatorem SmykFest im. Kacperka Chodurka, czyli dużej cyklicznej imprezy charytatywnej na rzecz najmłodszych. Basia natomiast pomaga przy Smyk Feście jako wolontariuszka.

Działają też jako wolontariusze w fundacji Akuratna, która już wiosną ubiegłego roku, na początku pandemii zainicjowała akcję PoMOCna Maseczka i za zebrane pieniądze kupiła respirator dla szpitala w Myślenicach oraz 20 stetoskopów i podgrzewany materac dla dzieci właśnie dla szpitalnego oddziału kierowanego przez dr Lidię Stopyrę. Wtedy nie mieli jeszcze pojęcia, że będą się małymi pacjentami zajmować osobiście.

Oboje proszą, aby koniecznie podkreślić, że nie są tam jedynymi wolontariuszami, że jest ich wielu i wszyscy zajmują się tym samym: bawią się z dziećmi, tulą je, karmią, wypatrują razem z nimi przez okno wiewiórek, rysują lub malują z nimi albo… Basia nie tylko pozwoliła malować po własnym kombinezonie, ale przyniosła wodę z mydlinami, z której powstały uwielbiane przez dzieci bańki mydlane.

Im starsze dzieci, a miałam pod opieką 2-latkę i 6-latka, tym większą trzeba wykazać się większą pomysłowością, żeby przyciągnąć ich uwagę - opowiada.

Wszystko po to, aby godziny mijały szybciej a tęsknota za rodzicami nie dawała się tak mocno we znaki. Na apel odpowiedzieli tacy jak oni - ozdrowieńcy albo osoby już zaczepione. Nie zmienia to faktu, że, zanim wejdą na oddział muszą ubrać się w kombinezon taki, jak na zdjęciu i wszystkie inne tzw. środki ochrony osobistej. Co więcej, za każdym razem kiedy przechodzą z jednej sali do drugiej (do innego dziecka) zakładają nowy ochronny „uniform”.

„Tak, boimy się czy nie zakazimy się ponownie, jednak nie chcemy dopuścić do tego, aby te dzieci w samotności przebywały w szpitalu. Nie ma nic gorszego niż samotność w chorobie” - pisze Krystian w mediach społecznościowych.
W rozmowie z nami mówi:

Spodziewałem się „armagedonu”, tymczasem to, co zastałem na oddziale to spokój, opanowanie i pełen profesjonalizm.

Przyszło mu zajmować się maleńką, bo ważącą zaledwie nieco ponad 2 kg dziewczynką i jak dodaje, bał się, że biorąc ją na ręce urazi tkwiący w jej główce wenflon. Okazało się, że były to obawy na wyrost, bo nic takiego się nie stało, nigdy jednak nie zapomni, że po pierwszym dyżurze „nie czuł” pleców, a przecież zajmował się taką kruszynką. - Warto pamiętać, że dyżury lekarzy i pielęgniarek trwają znacznie dłużej w porównaniu do naszych. To im należą się brawa i ogromny szacunek – mówi.

To najnowsze doświadczenie skłoniło go do jeszcze jednej refleksji:
„Piszę o tym, aby niedowiarkowie poprawnie zakładali, lub w ogóle zakładali maseczki i dbali o siebie i innych przestrzegając obostrzeń. Nowa odmiana wirusa mocno dotyka dzieci, o ewentualnych powikłaniach nawet nie chcę pisać. Róbmy wszystko, aby ograniczyć transmisję wirusa. Szczerze? Marzymy o tym, abyśmy nie byli potrzebni na tych oddziałach. Trzymajcie się zdrowo i dbajcie o siebie. Przed nami grafik z kolejnymi dyżurami” - pisze Krystian.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie