Katastrofa promu "MS Estonia". Grupa specjalistów wyrusza, żeby przebadać wrak. Czy wyjaśnią przyczynę tragedii z 1994 roku?

Kazimierz Sikorski
Kazimierz Sikorski
Associated Press/East News
Pod kierownictwem Margusa Kunna wyruszają do wybrzeży Finlandii specjaliści, aby przebadać wrak promu "Estonia". Mają jeden cel: ustalić przyczyny zatonięcia w roku 1994. Zginęło wtedy ponad 850 osób.

18 września wyruszy grupa badaczy, żeby przebadać wrak promu „MS Estonia”, który zatonął na Morzu Bałtyckim w 1994 roku. Tragedia pochłonęła 852 osoby i do tej pory, jak twierdzą rodziny i bliscy ofiar, nie wyjaśniono prawdziwych przyczyn dramatu.

Oficjalna wersja zatonięcia jednostki, która mówi o błędzie konstrukcyjnym, co miało doprowadzić do rozszczelnienia, nie została zaakceptowana przez rodziny ofiar. Czy ekspedycja, którą kieruje Margus Kunn, ustali prawdę? Nurkowie mają do pomocy podwodne roboty, sporządzą trójwymiarowy skan uszkodzeń wraku oraz dna morskiego, na którym spoczywa wrak.

Na pytanie, czy działania nurków są zgodne z prawem, Kunn odpowiada: szwedzkie prawo zabraniające nurkowania do wraku „Estonii” obowiązuje tylko w Szwecji, a wrak znajduje się na wodach międzynarodowych.

Przez lata zbierano środki, aby rozpocząć badania. Lennart Berglund ze szwedzkiej fundacji ofiar i krewnych mówi, że cel był jeden: ustalić prawdziwą przyczynę dramatu. Dodaje, że nie chodzi o szukanie winnych. Tego samego zdania jest Raivo Hellerma z organizacji "Memento Mare", która zrzesza tych, którzy przeżyli tamten koszmar.

[Sc]Katastrofa promu "Estonia". Tragiczna noc 1994 roku
Jest noc z 27 na 28 września 1994 roku. Prom „MS Estonia", który płynął z Tallina do stolicy Szwecji dopływa zbliża się południowych wybrzeży Finlandii. Na pokładzie jest 989 osób. Panują ciemności, jest zimno. Dowodzący jednostką, która brała udział w akcji ratowniczej kapitan Esa Mäkelä, zanotował w dzienniku: była typowa, zła pogoda sztormowa na Bałtyku.

W tym czasie miało dojść do rozszczelnienia „Estonii”, co praktycznie było wyrokiem śmierci dla promu. W ciągu kilku minut przez powstały otwór wlało się ponad tysiąc ton wody. Specyfika promów jest taka, że nawet niewielkie ilości wody mogą być zabójcze dla kolosów. I tak się wtedy stało...

Błyskawicznie „Estonia” zwiększa przechył o 40 stopni na prawą burtę. Kilkuset pasażerów i członków załogi znalazło się w śmiertelnej pułapce pod pokładem jednostki W dramatycznej sytuacji załoga wysyła w świat sygnał „Mayday”. Ten pierwszy czy to z panującej wtedy nerwowej atmosfery czy też z powodu zaniedbań, nie dotarł do wielu. W sytuacji, kiedy liczyła się każda minuta, a potem sekunda, znaczyło to bardzo wiele.

Następne sygnały odebrały już jednostki znajdujące się najbliżej „Estonii”. Po kilku minutach prom zniknął z ekranów radarów. Finał był straszliwy: zginęły 852 osoby, utonęli lub zabiło ich zimno. Uratowano 137 ludzi.

Była to największa katastrofa morska w Europie od czasu II wojny światowej. Do prac natychmiast przystąpili specjaliści, żeby ustalić przyczyny dramatu. Członkowie specjalnej komisji skupili się na wyjaśnieniu, dlaczego kadłub „Estonii” uległ poważnemu rozszczelnieniu ? Dość szybko ustalono, że chodziło o błąd konstrukcyjny, który doprowadził do uszkodzenia furty dziobowej.

Jaka jest prawda o tragedii z 1994 roku?

Ta oficjalna wersja nie przekonywała jednak bliskich ofiar, Domagali się kolejnych badań i następnych komisji. Do pracy ruszyły niezależne grupy badaczy, dziennikarze, filmowcy. Przybywało wątpliwości, ale nikt nie dawał wiary takim wersjom, jak takiej choćby, że być może „Estonia” przewoziła nie tylko ludzi i samochody. Okazało się, że prom wykorzystywano czasami do tajnego transportu broni. Co prawda w czasie tragicznego rejsu niebezpiecznych ładunków nie było, to jednak padały pytania: czy nie była to zemsta tych, którzy korzystali wcześniej z „Estonii” do szmuglu broni lub materiałów wybuchowych.

Nie były to tylko podejrzenia dziennikarzy, bo już na samym początku badań przyczyn tragedii wielu badaczy uznało, że zabójcza dla „Estonii” była dziura, jaka powstała w burcie poniżej linii wodnej. To sugerowało, że wyrwę mogła spowodować eksplozja ładunku wybuchowego lub zderzenie z okrętem… podwodnym.

Pomocna w dochodzeniu do prawdy nie była decyzja Szwecji, Estonii i Finlandii, które nie chciały podnieść wraku i w 1995 roku ogłosiły miejsce katastrofy miejscem spoczynku pasażerów. To nie wszystko, bo szwedzki rząd po katastrofie wprowadził nowe prawo „O ochronie miejsca spoczynku ofiar”. Do porozumienia w tej sprawie przystąpiły prawie wszystkie państwa Bałtyckie. Wyjątkiem były Niemcy.

Pozwoliło to Henrikowi Evertsson, szwedzkiemu dziennikarzowi wsiąść w ubiegłym roku wraz ze sprzętem specjalistycznym na pokład niemieckiego statku i po badaniach stwierdzić, że w burcie „Estonii” są dwie tajemnicze dziury, które trudno uznać za … błędy konstrukcyjne.

Na podstawie ustaleń Evertssona powstał dokument, dostępny na Discovery Channel. To sprawiło, że Szwedzką Komisja Badania Wypadków wznowiła dochodzenia, ale też śledczy postawili Evertssonowi zarzuty o naruszeniu miejsca spoczynku ofiar. Dziennikarz czeka na wyrok, a bliscy ofiar katastrofy „Estonii” na prawdę o tragicznej nocy sprzed wielu lat…

Astronauci amatorzy polecieli w kosmos

Wideo

Materiał oryginalny: Katastrofa promu "MS Estonia". Grupa specjalistów wyrusza, żeby przebadać wrak. Czy wyjaśnią przyczynę tragedii z 1994 roku? - Polska Times

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie