Krakowskie rzemiosło: albo pomoc państwa będzie szybka i skuteczna, albo nie uda się zatrzymać zagłady polskich firm

Zbigniew Bartuś
Zbigniew Bartuś
Kiedy znów zobaczymy taki widok na krakowskim Rynku?
Kiedy znów zobaczymy taki widok na krakowskim Rynku? Michal Czelusniak / Polska Press
Koronakryzys brutalnie uderzył w mikrofirmy i zakłady rzemieślnicze. Z powodu rządowych zakazów i ograniczeń nawet połowa rzemieślników nie ma od miesiąca żadnych klientów i przychodów. Bez natychmiastowej pomocy większości z nich grozi upadłość – i to w ciągu najbliższych dni, góra tygodni.

Czytaj także

FLESZ - Koronawirus niszczy polski biznes, niezależnie od wielkości firmy

- Dotychczasową pomoc z tzw. tarczy antykryzysowej oceniamy jako wielce niewystarczającą. Wymogi i procedury są tak skomplikowane, a biurokracja tak rozbuchana, że nie poradzi sobie z tym żaden rzemieślnik, żaden drobny przedsiębiorca. Zapowiedzi kolejnych rozwiązań pomocowych są bardziej sensowne, ale na dziś nie mamy nijakich konkretów. A dla nas liczy się dosłownie każdy dzień – podkreśla Janusz Kowalski, prezes Małopolskiej Izby Rzemiosła i Przedsiębiorczości i wiceszef Związku Rzemiosła Polskiego.

Prezes Kowalski spędza w krakowskiej siedzibie MIRiP przy ul. św. Anny długie godziny starając się ogarnąć wszystkie dostępne w tej chwili formy wsparcia dla przedsiębiorców i rzemieślników, by realnie pomagać wszystkim potrzebującym. – A nie jest to łatwe. Liczba zakładów, które znalazły się nagle w katastrofalnej sytuacji, jest szokująca i stale rośnie. Jednocześnie oferowana przez władze pomoc jest nikła i zdecydowanie spóźniona – mówi Janusz Kowalski.

O ile stolarze czy budowlani oraz piekarze i cukiernicy jeszcze jakoś funkcjonują, o tyle zakłady, w których niezbędny jest bezpośredni kontakt z klientem (fryzjerskie, kosmetyczne, optyczne, krawieckie, ale też usługi elektryczne, hydrauliczne itp. świadczone w domach) pozostały bez środków na dalsze funkcjonowanie.

Wyniki ankiety przeprowadzonej pod koniec marca przez Związek Rzemiosła Polskiego (ZRP) wśród 600 właścicieli zakładów z różnych branż są wręcz druzgocące. Ponad 45 proc. ankietowanych oceniło swoją sytuację jako bardzo złą („sądzę, że nie przetrwamy”), kolejne 53 proc. – jako złą („utrzymam firmę, jeśli kryzys nie potrwa długo”).

Trzeba tu zaznaczyć, że blisko trzy czwarte zrzeszonych w ZRP (oraz ankietowanych) stanowią mikroprzedsiębiorstwa. Z badań wynika, że im mniejsza firma, tym nastroje gorsze. – Trudno się dziwić: najmniejsi nie mają dużych zasobów, żyją od pierwszego do pierwszego, a teraz dosłownie zawalił im się świat. I nie mają prawników, doradców, księgowych, którzy pomagaliby im w tych trudnych czasach – tłumaczy Janusz Kowalski. Wyjaśnia, że MIRiP stara się wszystkich wspierać, jak może, ale tak naprawdę sama musiałaby wynająć sztab prawników i księgowych. Za co?

Zaraza... zaraża

Stowarzyszenia, jak MIRiP i lokalne cechy, także dopadł koronakryzys: zaraza przenosi się z jednego podmiotu na drugi. Izba żyła dotąd z wynajmu lokali, ale najemcy (rzemieślnicy) zostali bez klientów i bez przychodów, więcej nie mają jak opłacić czynszów, Izba traci dochody i ma coraz większe problemy z regulowaniem różnych opłat i podatków (w tym płac pracowników), a tymczasem miasto nie jest w stanie zrezygnować z podatku od nieruchomości, bo też próbuje ratować budżet przed katastrofą…

We wspomnianej ankiecie ZRP, aż 62 proc. badanych zakładów rzemieślniczych przyznało, że zapewne będą musiały zwolnić pracowników i uczniów, jedynie 29 proc. firm odpowiedziało, że „na razie tego nie przewiduje”. 8 proc. właścicieli uzależniło redukcje zatrudnienia od „rozwoju sytuacji w najbliższych tygodniach”.

Niepokojące, że skala zapowiadanych zwolnień jest bardzo duża – w wielu wypadkach wiązałaby się wręcz z całkowitym zaprzestaniem działalności firmy; aż 24 większe zakłady zamierzają odprawić po więcej niż 10 osób. Powód? W zakładach usługowych (a one zdecydowanie dominują w rzemiośle) koszty wynagrodzeń stanowią lwią część stałych kosztów ogólnych. Przy długotrwałym braku przychodów żaden właściciel firmy nie jest ich w stanie opłacić.

Kraków. Życie codzienne w dobie koronawirusa. Jak długo to j...

Przykład z życia

W przypadku zatrudniającego prawie 40 osób zakładu współpracującego na co dzień ze znanym producentem obuwia koszty wynagrodzeń wynoszą ponad 180 tys. zł miesięcznie. Po uzyskaniu – przewidzianego w tzw. tarczy antykryzysowej – zwolnienia ze składek ZUS na trzy miesiące kwota ta obniża się zaledwie o 10 tys. zł, bo owo zwolnienie może dotyczyć maksymalnie 9 osób. Możliwe jest dofinansowanie wynagrodzeń przez państwo – do 40 proc., jeśli pracownicy zgodzą się na obniżkę o 20 proc. W tej sytuacji przedsiębiorca (rzemieślnik) musi i tak wysupłać połowę z pozostałych do zapłacenia w formie pensji 136 tys. zł, czyli – 68 tys. zł. Przypomnijmy: przy całkowitym braku przychodów.

- Wbrew wyobrażeniom części ważnych polityków, zdecydowana większość zakładów rzemieślniczych nie śpi na pieniądzach, tylko utrzymuje się na co dzień i rozwija w oparciu o kredyty. Maszyny, urządzenia, pojazdy nabywa w leasingu. Oczywiście, właściciel może sprzedać swój dom i przeprowadzić się pod most, ale nawet wtedy starczy mu pieniędzy na wypłaty pensji przez góra kilka miesięcy. I co dalej? – pyta retorycznie Janusz Kowalski.

Jego koledzy z MIRiP dodają: - Mówimy tu o gołych pensjach. A co z pozostałymi opłatami, np. za media? Co z podatkami? Z ratami leasingu i kredytów?

- Rząd od tygodni deklaruje, że rozwiąże także te kwestie, ale wszystko dzieje się zbyt wolno i zdecydowanie brakuje zaangażowania władzy, urzędników w rzetelne informowanie, wyjaśnianie, tłumaczenie zwykłym ludziom, co, gdzie, jak można załatwić, jak wypełnić, jak złożyć… - podkreśla Janusz Kowalski.

Zwraca uwagę, że znaczna część rzemieślników to ludzie starszej daty, słabo obeznani w elektronicznych formach komunikacji z urzędami. Zostali z tym problemem właściwie sami. Obsługa papierowych wniosków i dokumentów, delikatnie mówiąc, mocno kuleje. – Poza tym nawet ci, którzy jakoś sobie radzą np. z Portalem Usług Elektronicznych ZUS i mają wyrobiony e-PUAP lub kwalifikowany podpis elektroniczny, zmuszeni są wypełniać część dokumentów na papierze i skanować – dodaje prezes MIRiP.

Pomoc Rządu RP a redukcja zatrudnienia

We wspomnianej ankiecie ZRP na pytanie, „Czy bez pomocy rządu RP firma jest w stanie przetrwać kryzys”, aż 84,8 proc. badanych odpowiedziało, że nie, a tylko 6 proc. – że tak. Jak sobie dotąd radzili? Większość przedsiębiorców korzysta z oszczędności własnych i najbliższej rodziny lub liczy się z tym, że okres kwarantanny zakończy z długami. Niemal wszyscy przyznają przy tym, że losy ich firm zależą głownie od czasu trwania stanu epidemii: jeśli ta potrwa nie tygodnie, lecz miesiące, ponad połowa rzemieślników będzie musiało zamknąć zakład. Zwłaszcza, gdyby doszło do gwałtownego pogorszenia sytuacji (zwłaszcza dużego wzrostu zachorowań i śmiertelności po świętach wielkanocnych).

Czytaj także

W sytuacji, gdy większości rzemieślników kończą się zaskórniaki, a kontrahenci i kooperanci zaczynają dopominać się o zapłatę zaległości, z każdym dniem rośnie waga pomocy państwa. ZRP zapytała 600 właścicieli zakładów rzemieślniczych, czy deklarowane przez rząd dofinansowanie w wysokości 2000 zł na pracownika powstrzyma konieczność redukcji zatrudnienia. Połowa odpowiedziała twierdząco. Kolejna jedna trzecia przyznała, że pomoc tylko częściowo pokryje comiesięczne koszty utrzymania załogi i firma będzie musiała brać pod uwagę redukcję zatrudnienia.

Prawie 60 proc. przedsiębiorców i rzemieślników już w marcu odnotowało straty z powodu braku klientów. Zdecydowana większość weszła w kwiecień odczuwając silne opóźnienia w płatnościach za dostawy towarów i usług – i przewidując, że te problemy w najbliższym czasie się nasilą, co zaskutkuje wzrostem zadłużenia i powstaniem zatorów płatniczych – zagrażających istnieniu całej masy powiązanych ze sobą kooperantów i kontrahentów.

Czytaj także

ZRP zadało swym członkom pytanie, „W jakim terminie musi Pan/Pani otrzymać pomoc rządu, by firmie nie groziło zamknięcie”. 3 procent badanych odpowiedziało, że „natychmiast”, 44 proc. – „do dwóch tygodni”, 18 proc. – do trzech tygodni, 19 proc. – do miesiąca, a 14 proc. oświadczyło, że poradzi sobie bez pomocy ponad miesiąc. Przypomnijmy, że ankietowani udzielali tych odpowiedzi ponad dwa tygodnie temu, co oznacza, że około 60 proc. firm powinno otrzymać pomoc już teraz lub na dniach – by przetrwać.

Czy ta pomoc do nich dotarła? Czy jest skuteczna?

- Zdecydowanie nie. Tzw. pierwsza tarcza, bo na razie uruchomiono tylko ją, jest za słaba. Mówimy o tym od tygodni. Wszyscy z niecierpliwością czekają na tarczę finansową, czyli pożyczki z możliwością umorzenia. To może być żywa gotówka, tak niezbędna dzisiaj – powtarzam” DZISIAJ, a nie za miesiąc czy dwa – zwłaszcza w najmniejszych zakładach i firmach. One zostały całkiem bez środków, a w szybkie odmrożenie gospodarki i powrót do dawnych obrotów nie wierzy chyba nikt – kwituje Janusz Kowalski.

Podczas niedawnej telekonferencji prezesów zrzeszonych w ZRP izb rzemieślniczych z całej Polski z wiceminister rozwoju Olgą Semeniuk, Janusz Kowalski wraz ze swym zastępcą Grzegorzem Mielnickim apelowali o podjęcie przez rząd szybkich i zdecydowanych działań mających na celu uratowanie polskich przedsiębiorstw przed upadkiem.

Małopolskie rzemiosło postuluje m.in.:

1. Wzięcie pod uwagę DOCHODU, a nie PRZYCHODU przy ustalaniu warunków, które należy spełniać, aby uzyskać pomoc w ramach tarczy antykryzysowej
2. Stworzenie łatwego i przejrzystego przewodnika po oferowanych przez państwo programach pomocowych – obecnie, aby śledzić przepisy, należy przedrzeć się przez 170 stron przepisów;
3. Całkowite zwolnienie przedsiębiorców z ZUS - a nie odroczenie zapłaty składek; odroczenie będzie skutkować bankructwem firm w najbliższych miesiącach;
4. Uruchomienie dla rzemieślników nieskooprocentowanych pożyczek;
5. Zwrócenie uwagi na fakt, że izby rzemieślnicze prowadzące szkoły branżowe, z racji podwójnego rocznika w roku 2019/2020 będą miały znacząco większe obroty w obecnym roku, co sprawia, że nie będą mogły skorzystać z jakiejkolwiek pomocy od państwa;
6. Uwzględnienia pominiętych spółek cywilnych, które nie mogą skorzystać z prawa odpisu składki ZUS;

Koronawirus: aktualizowany raport

Czytaj także

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Biurokracja!!! Pewnie po to, by było jak najwięcej biurowych posadek, a z tych darmozjadów zza biurek nie ma dochodu narodowego (praca biurowa wręcz zjada dochód narodowy, gdyż płace osób siedzących za biurkami są z dochodu narodowego a te wynagrodzenia są nieraz rażąco wysokie, w stosunku do innych zawodów). Może by tak upadły biura (zarówno urzędy, jak i korporacje) i te biurowce powinno się wyburzyć. By był dochód narodowy musi być jakaś produkcja a nie przekładanie papierów, p... dzenie w stołki czy przybijanie pieczątek. Zlikwidować biurokrację i wyburzyć biurowce.

l
lejba

Ja proponuję każdemu z nich dać po Porsche to przestaną narzekać

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3