Kukiz czasem krzyknie, ale niczego nie udaje

Kukiz czasem krzyknie, ale niczego nie udaje

Sylwia Nowosińska

Dziennik Polski 24

Aktualizacja:

Dziennik Polski 24

Rozmowa. Zaczynała od ruchu „Zmielonych” i działań na rzecz swojej gminy. Agnieszka Ścigaj nie kryje, że jest z innej bajki niż Kukiz, ale startuje z pierwszego miejsca na jego liście.
Agnieszka Ścigaj, numer jeden na krakowskiej liście ruchu Kukiz’15

Agnieszka Ścigaj, numer jeden na krakowskiej liście ruchu Kukiz’15 ©fot. facebook

- Co Panią łączy z Krakowem?
- Często mi się zarzuca, że nie znam spraw Krakowa, bo mieszkam na wsi, ale to nieprawda. Urodziłam się w Krakowie, pracowałam tutaj, moja rodzina tu mieszka, więc nie jestem tylko dziewczyną ze wsi oderwaną od miejskiej rzeczywistości. Dzięki temu, że mieszkam teraz w małej miejscowości (Kolbark w powiecie olkuskim), znam także problemy tamtejszych mieszkańców.

- Jak Pani trafiła na listę Kukiza?
- Zawsze interesowałam się polityką, ale przez długi czas zarzekałam się, że nie będę kandydować i nie chcę mieć nic wspólnego z żadną partią. Uważałam, że w obecnym systemie działania partii politycznych nie przynoszą one korzyści, a tylko zniewalają ludzi.
Mimo to wielokrotnie zapraszano mnie, żebym dołączyła do różnych ugrupowań. Wszystko zaczęło się, kiedy Platforma Obywatelska zbierała podpisy pod projektem zmiany ordynacji wyborczej, służącej wprowadzeniu jednomandatowych okręgów wyborczych. Wtedy sama brałam w tym udział. Później okazało się, że PO oszukała swój elektorat i po wygranych wyborach szybko zapomniała o postulacie. Przyłączyłam się wtedy do akcji „Zmieleni”, która skupiała ludzi oburzonych faktem, że listy poparcia dla jednomandatowych okręgów trafiły do kosza. O akcji „Zmielonych” było głośno dzięki zaangażowaniu Pawła Kukiza, który zmotywował do działania ludzi takich jak ja - zaangażowanych, ale trochę obrażonych na świat polityki. Później wzięłam udział w internetowej rekrutacji kandydatów do ruchu Kukiza i w rozmowie kwalifikacyjnej. Dalej sprawy potoczyły się już same.

- Wielu członków ruchu Kukiza zrezygnowało ze startu. Nie zmartwiło Pani ich zachowanie?
- Nie zmartwiło, bo ja takich ludzi doskonale rozumiem. Zaangażowanie w działalność polityczną było dla wielu z nich czymś zupełnie nowym. Musieli pogodzić tę aktywność ze swoim codziennym życiem i obowiązkami zawodowymi. Nie jesteśmy jednolitą masą, ale grupą różnych ludzi oderwanych w pewnym momencie od swoich obowiązków. Żeby coś zmienić w życiu i w polityce także, trzeba pokonać ogromne trudności.

- Nie przeszkadza Pani, że Paweł Kukiz zachowuje się bardzo emocjonalnie, nawet podczas wystąpień publicznych?
- Można powiedzieć, że jestem trochę z innej bajki niż Paweł, który ma bardzo swobodny charakter i zachowuje asertywną postawę życiową. Mówię o sobie, że jestem kobietą pod krawatem, zawsze zachowuję pewien dystans, mam swoje zasady związane z życiem zawodowym. Mimo to podziwiam Pawła Kukiza. Od niedawna jestem rzecznikiem ruchu, więc spędzam z nim bardzo dużo czasu. Dzięki temu inaczej postrzegam go jako człowieka Jasne, możemy patrzeć na Kukiza przez pryzmat jego emocji, ale fakt, że on te emocje pokazuje, dowodzi, że jest całkowicie autentyczny w tym, co robi. Właśnie za to go podziwiam i dlatego postanowiłam do niego dołączyć. Nawet jeżeli się pomyli, krzyknie czy powie niecenzuralne słowo, to on nic nie udaje.

- Ale od polityków oczekuje się, żeby trzymali pewien poziom.
- To prawda, oczekujemy od nich tego, żeby byli bardzo poukładani i wygładzeni, a przez to oni, żeby odpowiedzieć na nasze potrzeby, przechodzą szereg specjalnych szkoleń, na których uczą się ukrywać emocje.

- Co Pani robiła, zanim trafiła do polityki?
- Sześć lat temu przeprowadziłam się do małej miejscowości w powiecie olkuskim. Postawiłam sobie tutaj mały domek z ogrodem, do którego bardzo lubię wracać po pracy i spędzam tu wolny czas. Od lat angażuję się też w różne lokalne inicjatywy społeczne. Staram się zmieniać to, na co mam wpływ, m.in. środowisko mojej gminy Klucze. Wiele razy reprezentowałam organizacje pozarządowe w różnych inicjatywach ogólnopolskich. W związku z tym zawsze wnikliwie obserwuję otaczającą mnie rzeczywistość. Wiele razy przekonałam się, że w Polsce wcale nie żyje się tak dobrze, jak to pokazują w telewizji. Prowadzę własną działalność gospodarczą. Zawodowo zajmuję się tworzeniem nowych miejsc pracy, pomagam zakładać firmy. Przez to wiem, że także przedsiębiorcy czesto spotykają się z barierami nie do pokonania.

- O co chce Pani walczyć w sejmie?
- Chciałabym pokazać, że polityka może być dla obywatela, a nie tylko dla mądrych urzędników, którzy siedzą za biurkiem w Warszawie. Chcę wspierać zgłoszony przez nas projekt deregulacji, który da przedsiębiorcom więcej wolności. Z doświadczenia zawodowego wiem, że praca jest dla ludzi najważniejsza. Jednak, aby przynosiła nam korzyści, nie powinna być opodatkowana. Wtedy więcej pieniędzy zostanie w kieszeniach Polaków, przez co będą mogli napędzać gospodarkę. Dla mnie priorytetem będzie ułatwienie polskim przedsiębiorcom funkcjonowania przez uproszczenie przepisów, zniesienie podatku PiT i CIT oraz wprowadzenie podatku od przychodów, który wynosiłby jeden procent. Chciałabym też, żeby zmienił się system działania publicznych służb, czyli m.in. urzędów pracy, które marnotrawią bardzo dużo pieniędzy na różne dziwne i nikomu niepotrzebne projekty. Chcę też zmienić prawo zamówień publicznych w taki sposób, żeby w przetargach większe szanse na wygraną miały polskie firmy, a nie zagraniczne.

Rozmawiała Sylwia Nowosińska

Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo