18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

Oscarowa gorączka złota

ALG
Oscary to nie tylko wyznacznik tego, co dzieje się we współczesnym kinie. To także obraz współczesnego świata i jego problemów. Dlatego warto bliżej przyjrzeć się filmom, które mają szansę na zwycięstwo w 2010 (rozdanie - 7 marca).

Fot. Imperial cinepix

Z jednej strony wojna, i to bardzo realna, odciskająca pięto na Amerykanach, którzy prowadzą największą operację militarną od czasu Wietnamu. Nic dziwnego, że w tym roku najwięcej nominacji dostały filmy dotykające takiej właśnie tematyki - „Avatar”, „The Hurt Locker” oraz „Bękarty wojny”. Podobny kontekst porusza też „Biała wstążka” z Niemiec, „Ajami” z Izraela czy „Dystrykt 9” z RPA. Drugi z ważnych dla Amerykanów dziś tematów to kryzys gospodarczy. Stąd nominacja dla filmu „W chmurach” - głównym bohaterem jest tu mężczyzna, który zajmuje się zwalnianiem pracowników z upadających przedsiębiorstw.

Filmy, które w tym roku mają najwięcej nominacji, zdecydowanie warto zobaczyć. Pokazują, że współczesne kino jest w świetnej kondycji. Oto nasz przewodnik po liście oscarowych liderów.

1. „The Hurt Locker - w pułapce wojny”, reż. Kathryn Bigelow (9 nominacji).

Faworyt Oscarów, który może przyćmić „Avatara”. Bigelow, eks partnerka życiowa Jamesa Camerona, rzadko staje za kamerą. Jeśli się tego podejmuje, powstaje kino przeniknięte emocjami, skomplikowane psychologicznie, wysmakowane wizualnie (tu odbija się malarskie wykształcenie Amerykanki), a jednocześnie zrealizowane zgodnie z hitchcockowskimi regułami budowania napięcia. Taki jest właśnie „The Hurt Locker”, historia saperów pracujących podczas obecnej wojny w Iraku. Takie też były poprzednie filmy Bigelow - „Dziwne dni”, „K-19” czy „Na fali”. Bigelow dokonuje w „The Hurt Locker” trudnej sztuki - nie popada w antymilitarne nastroje, a jednocześnie unika gloryfikowania wojny. Jej film jest manifestem pacyfistycznym, który nie skazuje żołnierzy na moralną banicję. Autorka, kręcąc scenariusz napisany przez korespondenta wojennego Marka Boala, przygląda się uważnie bohaterom, stara zrozumieć ich dylematy i namiętności, nie ucieka od fotogeniczności wojny. Kręci kino twarde, nie unikające przemocy, rzec można - bardzo męskie, a jednocześnie pełne humanizmu, przeniknięte wrażliwością. Dlatego obok „The Hurt Locker” nie sposób przejść obojętnie.

Nasza prognoza: „The Hurt Locker” ma geny zwycięzcy. To film pierwszej klasy, niezwykle aktualny zwłaszcza dla Amerykanów, a zarazem odważny i doceniany - na koncie ma już ponad 30 nagród!
2. „Avatar”, reż. James Cameron (9 nominacji)

Najlepiej rozreklamowany film roku. Ale czy najlepszy? Reżyser „Titanica”, „Terminatora” i „Obcego - decydującego starcia” znów funduje przesiadkę w przyszłość. Planeta Pandora, na której dojdzie do starcia dwóch cywilizacji, jest metaforą odwiecznej wojny natury z kulturą. Tego, co zastaliśmy, z tym co po sobie zostawimy. Cameron klasyczną fabułę podporządkowuje nowatorskiej od strony technicznej wizji plastycznej. Emocje bohaterów zostały zredukowane, a poziom napięcia wyznaczają schematy od wielu lat stosowane w Hollywood. Na pierwszym planie królują efekty specjalne w liczbie iście hurtowej. Trójwymiarowe animacje, zrealizowane w mistrzowski sposób, pozwalają widzowi niemal dotknąć świata przyszłości. Tak rozbuchanej, efektownej (chwilami efekciarskiej), a jednocześnie spójnej wizji plastycznej z wykorzystaniem techniki 3D jeszcze nie widzieliśmy. Można by oglądać ten film bez dźwięku, smakując jedynie przepływające przed okularami obrazy.

Nasza prognoza: za „Avatarem” przemawiają liczby, zwłaszcza od kiedy stał się najbardziej kasowym filmem w historii, bijąc rekord „Titanica” (zarobił już ponad 2 mld dolarów!). W Hollywood zawsze ceniono wartość pieniądza.

** 3. „Bękarty wojny”, reż. Quentin Tarantino (8 nominacji)**

Gdyby wybierać najlepszy z nominowanych filmów, postawiłbym na „Bękarty wojny”. Tarantino udała się bowiem sztuka niezwykła: połączył charakterystyczną dla siebie postmodernistyczną zabawę z intelektualnym spojrzeniem na historię - świata i kina. Po raz pierwszy Amerykanin nie traktuje scenariusza wyłącznie jako pretekstu do sklejenia zapomnianych tropów fabularno-wizualnych. Po raz pierwszy za zwariowaną fabułą, która oczywiście odwołuje się do śmieciowego kina, kryje się coś jeszcze. Mamy tu refleksję, i to całkiem niebanalną, nad przeszłością kina, a zarazem nad jego potęgą i nieprzemijalnością. Taraninto podgląda też paradoksy historii, które jednych wynosiły na pomniki, a innych skazywały na dziejową anonimowość. O tym filmie, jego realizatorskiej maestrii, inteligentnych rolach (na czele z Christophem Waltzem, który musi dostać Oscara) można długo, długo dyskutować, odkrywając kolejne konteksty i interpretacje.

Nasza prognoza: „Bękarty wojny” faworytem nie są, ale szansę mają - tematyka Holocaustu zawsze porusza emocje, zwłaszcza za oceanem. Hollywood lubi też kino opowiadające o kinie, a zwłaszcza o jego potędze. A poza tym - to po prostu kapitalny film.
4. „W chmurach”, reż. Jason Reitman (6 nominacji)

Tytuł jakże przewrotny, bo dziś Ameryka tonie w kryzysie. Nic dziwnego więc, że Jason Reitman, jeden z najzdolniejszych reżyserów Hollywood, wziął na warsztat powieść Waltera Kima. O czym traktuje? O zwalnianiu ludzi, upadkach firm, konsumpcyjnym stylu życia, poszukiwaniu miłości - czyli o współczesnym amerykańskim kryzysie tożsamości, zarówno ekonomicznym, jak i emocjonalnym. Choć to dopiero trzeci film Reitmana (!), po „Dziękujemy za palenie” i „Juno”, młody twórca buduje gęstą od wątków fabułę, w której odbija się w współczesna Ameryka - z jej blaskiem i cieniami. Kino niezwykle dojrzałe, skłaniające ku socjologicznej refleksji, dotykające psychologicznych niuansów. Z ekranu przenika tragikomiczne życie bez makijażu czy tuningu. I to jest najpiękniejsze.

Nasza prognoza: pięknie by było, gdyby ten subtelny film wygrał. Nawet zbyt pięknie, więc pewnie dostanie na otarcie łez nagrodę za scenariusz lub za którąś z ról aktorskich. Nie załamujmy rąk - jestem pewien, że Reitman kiedyś sięgnie chmur i otrzyma Oscara.
5. „Odlot” reż. Pete Docter (5 nominacji)

Odlotowy film dla dużych i małych! Nic dziwnego, że Akademia doceniła tę pełnometrażową animację studia Pixar i wytwórni Disneya. Ma nawet szansę na Oscara w kategorii „najlepszy film”. Nie należy się dziwić, bo nie jest to wyłącznie opowieść dla młodego widza. Fabułę czytamy na wielu poziomach, od awanturniczej historii zaczynając, na metaforycznym podtekście kończąc. To jak najbardziej uniwersalna bajka o realizowaniu marzeń, poświęceniu w imię miłości czy wznoszeniu się ponad przeciwności. Efektowne kino, jak zawsze rewelacyjnie zrealizowane (animacja, zwłaszcza w wersji 3D, wbija w fotel), na którym dorośli też się wzruszą.

Nasza prognoza: animacje komputerowe rządzą na ekranach, a „Odlot” jest tego modelowym przykładem. Oscara w kategorii animacji ma pewnego. Czy dostanie coś więcej - chyba jeszcze nie. Ale za kilka lat filmy tego typu mogą dominować podczas oscarowej gali.

Rafał Stanowski

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie