reklama

Politycy sprzedali rolników

RedakcjaZaktualizowano 
- Leszek Miller chwali się, że dla polskiego rolnictwa udało się wytargować w trakcie negocjacji z unijnymi urzędnikami i politykami maksymalnie dużo.

Rozmowa z JACKIEM SOSKĄ, prezesem Wiejskiego Centrum Integracji Europejskiej

   - Niestety, negocjacje dotyczące rolnictwa Polska przegrała z kretesem. Bez żadnej przesady można powiedzieć, że stracimy przynajmniej 2-3 mld euro z tytułu dopłat bezpośrednich, czyli najłatwiejszego pieniądza. Nieporównywalnie prościej uzyskać pieniądze z dopłat bezpośrednich niż starać się o dofinansowanie w ramach funduszy strukturalnych, ponieważ w przypadku funduszy trzeba najpierw posiadać środki własne, wypełnić wnioski, wpasować się ze swoją działalnością w plany rozwoju regionalnego itp., itd.
   - Jak zatem może wyglądać los polskiego rolnictwa po wejściu Polski do Unii Europejskiej?
   - Po pierwsze - nie będziemy mieli równego startu na rynku unijnym. Po drugie - przez cały 2004 rok polski rolnik nie odczuje w żaden sposób przystąpienia do UE, ponieważ wszystko wskazuje na to, że rolnicy nie uzyskają jeszcze żadnych dopłat.
   - Skoro dopłaty wspomogą polską wieś dopiero w przyszłym roku, to jakie skutki mogą wyniknąć z faktu, że z pełnym otwarciem naszego rynku na produkty z krajów UE będziemy mieć do czynienia już od maja tego roku?
   - Nie sądzę, aby dzisiaj, zaledwie na trzy miesiące przed integracją, ktokolwiek podał sensowną i wiarygodną odpowiedź na pytanie o zachowanie się naszego rynku po 1 maja 2004 r. Moim zdaniem przed wielkim nieszczęściem ochronić może nas to, że ceny zboża na rynku światowym idą do góry i sądzę, iż do żniw będą wysokie. Jeżeli do tego dojdzie wysoki kurs euro, to ceny żywności powinny delikatnie wzrosnąć, co może stanowić jedyną szansę na przetrwanie rolnictwa w pierwszym okresie po przystąpieniu Polski do UE. Gdyby zatem nie wysokie ceny zbóż i korzystny dla naszych rolników kurs euro, byłoby z naszymi rolnikami bardzo krucho.
   Jak zresztą mogłoby być inaczej w sytuacji, gdy do kasy unijnej musimy wpłacić 13 mld zł, w zamian nie otrzymując z funduszów strukturalnych chyba ani centa. Pozostanie nam niewielka pomoc, jaką otrzymać możemy w ramach funduszów przedakcesyjnych.
   - Przewiduje Pan, że po wejściu do Unii Polska będzie więcej do kasy unijnej wpłacać niż z niej dostaniemy?
   - Według mnie taki scenariusz jest nieunikniony. Ponadto, naszym rolnikom będzie szalenie ciężko znaleźć dla swoich towarów zbyt na rynkach unijnych. Dostać się na zachodnie giełdy towarowe będzie niewiarygodnie trudno, gdyż miejsca na nich są często dziedziczone od pokoleń, a przed nowymi są zamykane "bramy" giełd. Tak jest w całej zachodniej Europie.
   Cechą społeczeństw zachodnich jest kierowanie się filozofią patriotyzmu i to nie tylko patriotyzmu w dosłownym rozumieniu tego słowa, ale przede wszystkim ograniczonego do społeczności lokalnych. Tam jest tak, że rolnikowi z innego regionu, a nawet innego miasta stwarza się bariery, aby nie mógł wślizgnąć się do obiegu handlowego. Wobec rywali z innych państw stosowana jest jeszcze większa blokada. Nasi politycy tego nie dostrzegają i plotą trzy po trzy o korzyściach, jakie uzyska polski rolnik po otwarciu granic. Nie znają realiów, mechanizmów obowiązujących tam niekiedy od stuleci.
   - Marną perspektywę kreśli Pan przed krajowymi rolnikami. Czy ich szanse na wejście w krwiobieg rynków unijnych są naprawdę minimalne?
   - Naprawdę. Muszą starać się wykorzystać każdą nadarzającą się okazję, przede wszystkim wówczas, gdy na Zachodzie zaistnieje niedobór czy luka na jakiś produkt. Martwię się też losem producentów bydła, owiec i mleka. Przyjęty przez nas system dopłat uproszczonych, czyli przyznający dotacje w zależności od posiadanego areału (od hektara), jest dla nich bardzo dyskryminujący. Obecnie pogłowie bydła i krów w Polsce jest ponaddwukrotnie mniejsze niż kilkanaście lat temu, co powoduje, że zmniejsza się zapotrzebowanie na trawę czy siano. Z tego powodu rzeczą nieuchronną jest, że będą powiększały się odłogi na łąkach i pastwiskach.
   - Rząd chwali się jednak, że nieźle potrafimy, bo w 21 proc., wykorzystywać pieniądze w ramach programu SAPARD, czyli Przedakcesyjnego Instrumentu Rozwoju Rolnictwa i Obszarów Wiejskich.
   - Wolne żarty. Być może łącznie wykorzystaliśmy 21 proc. z SAPARD-u, ale rolnicy skorzystali z tego programu w najwyżej kilku procentach. Pożytek z niego mają wyłącznie samorządy. Wśród rolników natomiast do wyjątków należą rolnicy z powiatów miechowskiego i proszowickiego, którzy z SAPARD-u otrzymali tyle pieniędzy, ile rolnicy z całej Polski razem wzięci. Niemało jest gmin, a nawet powiatów, w których z SAPARD-u nie skorzystał ani jeden rolnik. Proszę też pamiętać, że w ramach programu SAPARD jest 7 działań. Pierwsze trzy rząd wprowadził dopiero po 3 latach od chwili ich funkcjonowania w budżecie wspólnoty europejskiej. Teraz robi się propagandowy rwetes, że od początku tego roku weszło w życie czwarte działanie (różnicowanie działalności gospodarczej na obszarach wiejskich), ale nikt nie mówi, iż z pieniędzy z działania IV mogliśmy skorzystać już 4 lata temu. Na przykładzie SAPARD-u widać, jak karygodnie działa resort rolnictwa. A przecież znacznie łatwiej jest wykorzystywać środki z SAPARD-u niż będzie to można robić z funduszami strukturalnych Unii. Chłopi będą potrzebowali przewodników, ludzi, którzy pomogą im w staraniach o pozyskanie funduszów.
   - Uzyskają pomoc ze strony kompetentnych urzędników?
   - Jednostki - tak, zdecydowana większość - nie. A jeżeli polscy rolnicy nie dostaną pomocy z UE, będą skazani na wegetację, zastój.
   - Przecież mamy związki rolnicze, są kółka rolnicze, a także urzędnicy, którzy odpowiadają za sprawy związane z rolnictwem.
   - Niech pan nie żartuje. Rząd jest towarzystwem wzajemnej adoracji, premier Leszek Miller zajmuje się niemal wyłącznie tym, jak nie stracić władzy. A kółka rolnicze, Samoobrona, "Solidarność" Rolników Indywidualnych oraz partie, które mienią się obrońcami wsi polskiej, w ogóle nie przywiązują żadnej wagi do efektywnego naszego wejścia do Unii Europejskiej.
   W Unii związki branżowe wypełniają rolnikom wnioski, pomagają im w prowadzeniu rachunkowości itp. A u nas? Nie ma takiego związku, który byłby przygotowany np. do monitoringu rynku na poziomie regionalnym, aby dostać tzw. pieniądze na interwencję. Proszę mi pokazać organizację, która od 1 maja 2004 r. byłaby przygotowana do reagowania co do wprowadzania ceny interwencyjnej na rynku. Nie ma takiej organizacji. Niech pan spróbuje zapytać jakiegokolwiek producenta mleka czy prezesa spółdzielni mleczarskiej, czy wie np., jaka ma być cena docelowa mleka po 1 maja tego roku. Obawiam się, że od prezesów mleczarni rolnicy niczego się nie dowiedzą.
   - A Pan wie?
   - Od 1 maja 2004 r. cena za 100 kg mleka w klasie ekstra wynosić będzie 30,98 euro. Jeżeli mleczarnia nie zapłaci rolnikowi w klasie euro lub ekstra, to nie dostanie on pieniędzy na interwencję. Nasi rolnicy powinni o tym wiedzieć, by mogli od prezesów spółdzielni mleczarskich wymuszać, aby im taką cenę płacili. Jeżeli będzie inaczej, to nie będziemy w stanie nawet wykorzystać kwoty mlecznej, którą nam Unia przyznała, a dostaliśmy o 2,6 mld litrów mleka mniej niż chciała Polska uzyskać.
   - Jest Pan wielkim pesymistą.
   - Jestem eurorealistą. Optymistów jest u nas dostatek. Mamy samouwielbiającego się ministra rolnictwa, wiecznie zadowolonych z siebie prezesów związków rolniczych. Problem nasz polega na tym, że najczęściej społeczeństwo o kwestiach związanych z rolnictwem informują ludzie, którzy o nim tak naprawdę nic nie wiedzą albo znają je tylko z teorii.
   - Nie warto być zatem rolnikiem w Polsce, gdy stanie się ona członkiem UE?
   - Warto, ale najpierw trzeba będzie wytrzymać okres 3-5 lat po wejściu do Unii.
   - Rząd polski nie powinien był przystać na to, abyśmy przez 10 lat uzyskiwali niższe dopłaty do rolnictwa niż mają eurofarmerzy?
   - Oczywiście. Z tego powodu miliony rolników będą musiały cierpieć przez pierwszych kilka lat. Niektórzy z nich, niestety, nie wytrzymają. Ale ci, którym się to uda, mogą sprawić, że polskie rolnictwo kiedyś znowu będzie jednym z najbardziej liczących się w Europie. Obawiam się jedynie tego, że politycy, którzy obecnie stoją na czele wspólnej polityki rolnej, zwłaszcza Franz Fischler, unijny komisarz ds. rolnictwa, pogrzebią ideę wspólnej polityki rolnej. To, co przez dziesięciolecia było w niej najlepsze, czyli chronienie krajów rolniczych, pomaganie rolnikom unijnym, zanika. Rolnictwo w UE jest coraz bardziej marginalizowane.
   W Polsce jest podobnie. Coraz mniejszej grupie ludzi, którzy mają wpływ na podejmowane w kraju decyzje, zależy na pomyślności naszego rolnictwa. Panowie Miller, Oleksy, Rokita czy Tusk chcą umierać za rzeczy o wiele mniej ważne niż polskie rolnictwo. Losów Polski nie zmieni to, ilu będziemy mieli przedstawicieli w strukturach unijnych, ale fatalnie odbije się na wszystkich Polakach, jeżeli nasze rolnictwo zginie, bo nie było woli politycznej, aby go bronić.
   Proszę zobaczyć, gdy rzecz szła o stołki dla swoich, to nasi politycy jak jeden mąż potrafili stworzyć koalicję z Hiszpanami i udanie zablokowali usiłowania silniejszych krajów, jak Niemcy czy Francja. Widać zatem, że gdyby naprawdę chcieli, to i dla naszych rolników uzyskaliby 100 proc. praw, a nie 25 proc. Złym skutkiem braku polskiego weta jest też to, że od tamtej pory, czyli od Kopenhagi (13 grudnia 2002 r.), polityka UE idzie w kierunku zmniejszania dopłat bezpośrednich dla rolnictwa. Politycy unijni przekonują, że skoro nawet polscy politycy zgodzili się na zmniejszenie dopłat bezpośrednich i uważają to za sukces, to i rolnicy w pozostałych krajach UE mogą zadowolić się skromniejszymi środkami.
Rozmawiał:
WŁODZIMIERZ KNAP

Flesz - nowi marszałkowie Sejmu i Senatu, sukces opozycji

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3