Polski Madoff Bogusław B.

Polski Madoff Bogusław B.

Zdjęcie autora materiału

Dziennik Polski 24

Fot. Archiwum

Fot. Archiwum

Bohater afery ART-B znów staje przed sądem. Tym razem w roli kieszonkowego polskiego Madoffa. Ofiary jego piramidy finansowej reprezentuje między innymi mecenas Roman Giertych. Jutro kolejna rozprawa.
Fot. Archiwum

Fot. Archiwum

Fot. Archiwum

Polskim Madoffem próbowano dotąd w mediach ochrzcić przede wszystkim Marcina P. - właściciela Amber Gold.

W rzeczywistości jednak chyba największe prawo do tego miana - choć oczywiście przyznanego ze sporym przymrużeniem oka - przysługuje Bogusławowi B., według śledczych współkierującemu w latach 2005-2007 piramidą finansową znaną jako Digit Serve Ltd. Akt oskarżenia był gotowy w lutym. Przed warszawskim Sądem Okręgowym rozpoczął się w grudniu jego proces.


Choć 33,5 mln zł, o które łącznie chodzi w akcie oskarżenia, to kwota niezbyt imponująca w porównaniu z wielokrotnie większymi łącznymi stratami klientów Amber Gold, to jednak szczególnie uderza tu inna statystyka. W sprawie Digit Serve jest bowiem zaledwie 170 poszkodowanych. To zaś oznacza, że każdy z nich stracił średnio 200 tys. zł - czyli sumy poważne. Oto też jednak chodziło. Bo przedstawiciele piramidy nie otwierali dziesiątek placówek jak Amber Gold i nie rozsyłali łańcuszków szczęścia. Od końca 2005 r., gdy rozpoczęli działalność, odwiedzali tylko ludzi, o których wiadomo było, że mają pieniądze. Zapraszali do wejścia w rodzaj funduszu private equity, zajmującego się handlem walutami na Foreksie.


Właśnie klucz doboru ofiar spośród osób zdecydowanie majętnych, jak też przedstawianie im piramidy jako elitarnego funduszu dla wybranych pozwala na porównywanie działalności przypisywanej przez prokuraturę Bogusławowi B. z tą, którą prowadził Bernard Madoff.

Oscylator i ART-B. Pamiętacie te słowa?




Na tym jednak zasadnicze podobieństwa się kończą. Bo może prawda jest taka, że jaki kraj, taki też Madoff? Amerykański oszust wszech czasów przez 20 lat rozwijał swą piramidę, wykorzystując renomę byłego szefa NASDAQ, szarej eminencji Wall Street i wybitnego eksperta giełdy. Właśnie to pozwoliło mu wysysać oszczędności kolejnych postaci ze świecznika (jak John Malkovich czy Kevin Bacon) i drenować kasy najpotężniejszych instytucji finansowych. Wśród poszkodowanych przez Madoffa byli nawet rynkowi giganci - jak HSBC, JP Morgan czy Fortis.


Rzecz jasna skala jego działania była nieporównywalnie większa niż naszego pretendenta do miana jego krajowego odpowiednika. Bernard Madoff wyłudził bowiem aż 35 mld dol., za co otrzymał łączny wyrok przypominający o surowości amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości - 150 lat więzienia.


Tymczasem Bogusław B., przystępując do budowy swej piramidy, również cieszył się w swym kraju pewnym rodzajem renomy - o zupełnie innym jednak niż Madoff charakterze. Bo Bogusław B., który trafił ponownie na ławę oskarżonych, to w świecie polskich aferzystów bynajmniej nie nowicjusz, lecz klasyk. To ten sam B., który wraz z Andrzejem Gąsiorowskim i Aleksandrem Gawronikiem tworzyli słynny holding ART-B i stał się współautorem jednej z największych afer w historii wolnej Polski. Wymyślony przez B. i Gąsiorowskiego "oscylator finansowy" wykorzystywał luki w ówczesnym systemie bankowym. Aferzyści wpłacali do jednego z banków sporą kwotę w charakterze lokaty. Następnie żądali wydania potwierdzonego czeku mającego pokrycie właśnie w tej lokacie. Z czekiem ruszali do kolejnych banków i tam zakładali kolejne lokaty. Ponieważ przepływ informacji między bankami potrafił trwać wtedy nawet tydzień, ta sama kwota mogła służyć do utworzenia nawet dziesiątek krótkoterminowych (a relatywnie wysoko wówczas ze względu na hiperinflację oprocentowanych) lokat.
1 3 »

Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo