Prochów tu nie ma

WCH
Niecodzienny sposób upamiętnienia śmierci w Oświęcimu wybrały rodziny Ciągłów i Fryźlewiczów w Gołkowicach stawiając nagrobki swoim krewnym tuż przy ruchliwej drodze z Nowego Sącza do Krościenka. Choć wyglądają jak cmentarne groby, nie ma w nich ludzkich prochów. Są świadectwem pamięci o tragicznych wydarzeniach II wojny światowej, które rozegrały się także w samych Gołkowicach.

GOŁKOWICE DOLNE. Dwa cmentarne nagrobki przy przelotowej szosie wzniesiono na pamiątkę wojennej tragedii

   Nagrobki Rozalii Ciągło i Jana Fryźlewicza zamordowanych w Oświęcimiu stoją przy dzisiejszym przedszkolu sióstr Karmelitanek Dzieciątka Jezus. Burmistrz Starego Sącza Marian Kuczaj przypomina, że kiedyś był tam urząd gminy, a jedna z mieszkanek Gołkowic Anna Gorczowska jest niemal pewna, że w czasie II wojny światowej znajdowało się w tym budynku niemiecka placówka oświatowa.
   Faktem jest, że przetrzymywano tam schwytanych Polaków, a nawet, jak niektórzy twierdzą, bito i torturowano. W jednej z grup okolicznych mieszkańców złapanych przez Niemców znaleźli się także upamiętnieni na nagrobkach. Nie wrócili nigdy do domu. Zostali wywiezieni stamtąd do Oświęcimia, gdzie zginęli.
   - Po wojnie stał przy ulicy drewniany krzyż, ale z biegiem lat uległ zniszczeniu - opowiada jeden z wnuków Rozalii Ciągło, Tadeusz. - Potem moja ciocia i wujek, w porozumieniu z rodziną Fryźlewiczów, postanowili wybudować w tym miejscu dwa nagrobki. Przyznaję, że to dość niezwykłe, stawiać je przy szosie. Myśleliśmy z bratem Leszkiem, który mieszka bliżej tego miejsca, by postawić tam jakiś obelisk upamiętniający śmierć nie tylko członków dwóch rodzin, ale i całe tragiczne miejsce. Na razie pozostanie tak jak jest.
   Przed 15 laty, zanim wzniesiono nagrobki, był jeden wspólny duży grobowiec, wychodzący poza oś jezdni. Ze wzgledów bezpieczeństwa został cofnięty na chodnik. Miejscowy proboszcz poświęcił te osobliwe znaki pamięci i tak pozostało do dziś. Miejscowi doskonale orientują się w historii miejsca. Pani Grażyna Brzezińska chętnie dorzuca jeszcze szczegóły o wojennych wydarzeniach w Gołkowicach. Maria Jagiełło pamięta dzień, w którym na ulicy odbyła się uroczystość poświęcenia nagrobków.
   Dziś Justyna i Małgosia Ciągło, prawnuczki tragicznie zmarłej, wzorem reszty rodziny opiekują się tym niezwykłym miejscem. Na Wszystkich Świętych zawsze pali się lampka. Czasem są świeże kwiatki. W Gołkowicach nikogo nie dziwią ani kwiatki ani nagrobki przy szosie. Nigdy tu nie doszło do żadnej profanacji, nikt nigdy niczego nie wziął ani nie zniszczył. Kierowcy jadący przez Gołkowice kojarzą to z jakimś wypadkiem drogowym.
(WCH)

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie