Ślepy los rozdał karty

Redakcja
Na tę premierę czekaliśmy z ciekawością. "Carmen" Georgesa Bizeta niezmiennie wzbudza zainteresowanie miłośników nie tylko pięknego śpiewu, ale i teatru, bo to dramat krwisty, pełen prawdziwych emocji, jest więc wdzięcznym polem poczynań reżyserskich.

Anna Woźniakowska: Z SALI KONCERTOWEJ

W Krakowie sięgnął po niego Laco Adamik, wytrawny człowiek teatru i opery. Mogliśmy się więc spodziewać interesującego spektaklu. Najbardziej jednak ekscytował melomanów udział w premierowym spektaklu Małgorzaty Walewskiej, która do partii Carmen wydaje się wręcz urodzona, co udowodniła kilkoma wspaniałymi kreacjami tej roli.

W piątek wydawało się, że dziesiąte już jej wcielenie w postać nieskrępowanej niczym Cyganki będzie kolejnym sukcesem. Już samo pojawienie się na scenie artystki mającej w ruchach coś z leniwej kotki zelektryzowało widzów. Ale śpiew ich zaniepokoił, zwiastował coś niedobrego...

Opisany powyżej wypadek - mocno przeżywany zarówno przez publiczność, jak i artystów - zaważył na kształcie sporej części II aktu, ale w końcu, choć w antraktach nasłuchiwaliśmy kolejnych wieści, "Carmen" zwyciężyła. Duża w tym zasługa Moniki Ledzion, która przeżywając podwójny stres - nagłego zastępstwa i debiutu w głównej partii - w pełni jednak sprostała zadaniu. Dwa kolejne akty były prawdziwym triumfem młodej śpiewaczki tworzącej przekonywającą postać idącej za porywem serca, bezkompromisowej dziewczyny. W tym triumfie miała godnych partnerów. Doskonałą wokalnie i postaciowo Micaelą była obdarzona prawdziwie słodkim głosem Katarzyna Trylnik, po raz pierwszy występująca na krakowskiej scenie (co ciekawe, obie panie wyszły z klasy prof. Haliny Słonickiej, która była także maestrą Małgorzaty Walewskiej). Świetnie śpiewał Don Josego Arnold Rutkowski, choć w swej rozpaczy i zazdrości w IV akcie był na mój gust zbyt histeryczny. Zawiódł mnie nieco gość ze Słowacji Martin Babjak jako Escamillo. Więcej sobie obiecywałam po tak utytułowanym artyście. Z przyjemnością oglądałam i słuchałam wykonawców pomniejszych ról: Marty Brzezińskiej i Agnieszki Cząstki (ładna scena wróżenia z kart), Imeri Kawsadzego, Bogdana Kurowskiego, Przemysława Reznera i Krzysztofa Witkowskiego.

Spektakl muzycznie przygotował i dobrze poprowadził Tadeusz Kozłowski. Orkiestra nie zachowywała jednak chwilami standardu. Pięknie np. zabrzmiało intermezzo przed III aktem, ale przydarzały się też zachwiania intonacyjne. Zastrzeżenia mam także tym razem do brzmienia chóru sprawiającego wrażenie niedopracowania partii.

A jaki teatr przyszło nam oglądać? Laco Adamik nie szukał jakichś nowatorskich rozwiązań. Wraz ze swymi stałymi współpracownikami (scenografia i kostiumy Barbara Kędzierska - ładne!; choreografia Katarzyna Aleksander-Kmieć) przedstawił dramat charakterów i namiętności niezmienny od wieków i zawsze aktualny. Nowej inscenizacji "Camen" w Operze Krakowskiej wróżę powodzenie.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie