Stefan Życzkowski: To był najlepszy rok ASTOR i perspektywy są dobre. Co zrobić, by nie zmarnować wielkiej szansy na rozwój polskich firm?

Zbigniew Bartuś
Zbigniew Bartuś
Stefan Życzkowski (z prawej) z Jarosławem Gracelem, swym następcą na stanowisku prezesa ASTOR
Stefan Życzkowski (z prawej) z Jarosławem Gracelem, swym następcą na stanowisku prezesa ASTOR
Udostępnij:
Szanse na dalszy wzrost ASTOR i całej branży automatyzacji i robotyzacji są dobre. Po silnym spowolnieniu w 2020 roku polskie firmy produkcyjne, przemysłowe w zeszłym roku mocno ruszyły, napłynęło do nich rekordowo dużo zamówień z kraju i zagranicy. Przedsiębiorcy nie mieli kim tych wszystkich zamówień wykonać, bo w Polsce brakuje ludzi, poza tym płace tak szybko rosną, że coraz więcej firm skłania się ku automatyzacji i robotyzacji, by przyhamować wzrost kosztów – mówi Stefan Życzkowski, współzałożyciel i wieloletni prezes, a obecnie szef rady strategicznej krakowskiej firmy ASTOR.

- ASTOR notuje najlepsze wyniki w ponad 30-letniej historii, a pan idzie na emeryturę?
- To zdecydowanie nie emerytura, tylko mniej pracy i odpowiedzialności za bieżące zarządzanie. Faktycznie, 15 grudnia 2021 oddałem stery w firmie po najlepszym roku w jej dziejach, w bardzo dobrej kondycji, z najlepszymi obrotami i najlepszym zyskiem, z bardzo dobrymi perspektywami dalszego rozwoju. Rynek robotyzacji i automatyzacji notuje i zapewne będzie notował duże wzrosty, a myśmy swoimi kompetencjami, kreatywnością, jakością, rzetelnością i ciężką pracą zdobyli na tym rynku bardzo mocną pozycję.

- To nie korciło pana, żeby jeszcze trochę pośmigać na wznoszącej fali?
- Ja się od zawsze zastanawiam nie tylko nad tym, co jest dobre dla mnie, ale i nad tym, co jest dobre dla firmy. Sądzę, że ten sposób myślenia jest w ASTOR-rze powszechny, co legło u podstaw naszego sukcesu. My sporo ważnych rzeczy robimy od lat trochę inaczej niż wszyscy. I jedną z tych rzeczy było wspólne przygotowywanie naszej firmy do sukcesji w zarządzie. Nie dlatego, że ja nie mam siły, czy z jakichś innych powodów nie dałbym rady. Pewnie dałbym. Ale kluczowe dla rozwoju firmy jest umiejętne dzielenie się odpowiedzialnością, a potem oddanie tej odpowiedzialności młodszym. Człowiek ma w wieku 40 i 50 lat mnóstwo atutów, kumuluje w sobie największe zasoby wiedzy i doświadczenia, przy wciąż dużych pokładach sił witalnych. Uznałem, że najlepiej będzie oddać stery współpracownikom, którzy wkraczają właśnie w ten najbardziej twórczy i efektywny okres życia i którzy się do tej roli długo przygotowywali, nie tylko jako członkowie władz ASTOR, ale i obejmując w firmie udziały.

- Jak to dokładnie przebiegało?
- Mieliśmy w ASTOR-ze przez ponad pięć lat zarząd operacyjny, potem zarząd nominalny w postaci sześciu moich współpracowników - wspólników. Przesuwałem ciężar odpowiedzialności na nich, głównie na prezesa Jarosława Gracela, który jest właśnie w odpowiednim wieku do tego, żeby tę rolę przejąć. Przeniesienie zakresu zadań na pozostałych członków zarządu też zostało precyzyjnie zaprogramowane.

- Ale pan wcale nie zamierza przestać pracować.
- Oczywiście, że nie. Nie na tym polega oddanie sterów w firmie, by nagle zawiesić na kołku swoją wiedzę i doświadczenie i zająć się nicnierobieniem. Przekazałem młodszym kolegom ciężar odpowiedzialności za zarzadzanie firmą i jej wyniki. Dzięki temu mogę się skupić na innych sprawach, które też zawsze mnie pasjonowały, a nie zawsze był na nie czas. Jestem przewodniczącym rady strategicznej ASTOR, zajmuję się zatem między innymi wypracowywaniem planów rozwojowych – za mniejsze wynagrodzenie niż miałem. Zdecydowałem się na to sam, uznając, że to uczciwe przy mniejszej odpowiedzialności. Mam jej dużo, ale nie za dużo, co czyni mnie szczęśliwym. Jestem do dyspozycji zarządu. . W gotowości, by odpowiadać na każde pytanie. Można rzec – konsultuję pasywnie: mówię, co bym zrobił, kiedy mnie o to proszą.

- Będzie pan nadal zabierał glos w ważnych dla gospodarki sprawach?
- Tak. Jako członek BCC oraz członek Komitetu Automatyki i Robotyki PAN angażuję się w konferencje, panele dyskusyjne, mentoring, lobbowanie na rzecz mądrych, dobrych rozwiązań dla przedsiębiorców, nie tylko w naszej branży.

- Skąd się w ASTOR-rze wziął pomysł na tak płynną sukcesję?
- Z głębokich przemyśleń. Ostateczny impuls przyszedł do nas sześć lat temu po tym, jak w zaprzyjaźnionej firmie podupadł na zdrowiu prezes, który odpowiadał tam w zasadzie za wszystko. Jego wyłączenie na pół roku wywołało w tej firmie wstrząsy i permanentny kryzys, na który ona była kompletnie nieprzygotowana. I ta firma de facto już upadła. Myśmy wtedy postanowili zrobić wszystko, by podobny scenariusz nie groził ASTOR. Gorąco namawiam do podobnych przemyśleń innych przedsiębiorców. Oczywiście, jak ktoś ma 60 lat, to może być w fantastycznej formie i świetnie wszystko ogarniać. Ale warto mieć na uwadze potencjalne zagrożenia, a jednocześnie dostrzegać inną rzecz: ambicje młodych pokoleń.

- Bo?
- Bo one w odpowiednich warunkach są dobre dla firmy, dają jej silny rozwojowy impuls. Już jakiś czas temu właśnie z tego powodu doszedłem do wniosku, że młodsza generacja musi dostać swój głos – i odpowiedzialność. Powiedzmy też sobie szczerze: każde pokolenie ma swoją narrację, swoje oczekiwania, przyzwyczajenia i trendy. Myśmy mieli swoje, oni mają swoje. Nasza, starszych, wiedza, nasze doświadczenie to jest cenny kapitał. Ale oni mają również cenny: z natury lepiej odnajdują się w nowej rzeczywistości.

- To ma znaczenie w biznesie?
- Oczywiście. Zwłaszcza takim, jak nasz. Ja – wychowany od małego na informatyce, na programowaniu - oczywiście doskonale znam i rozumiem wszystkie najnowsze technologie, bo to jest mój żywioł. No, ale panie redaktorze, nie okłamujmy się – ani ja, ani pan, nie wyrośliśmy w świecie wszechobecnych mediów społecznościowych, ich narracji i przemożnych wpływów. Używamy ich jako kolejnego narzędzia, ale nie jesteśmy w nich zanurzeni jak młodzi. Może to jest zdrowsze, a może passe – nie wiem. Pewne jest jednak, że również w biznesie takie zjawiska trzeba brać pod uwagę. To jest jeden z wielu powodów, dla których warto oddać odpowiedzialność za zarządzanie w ręce tych, którzy lepiej te zjawiska rozumieją i sprawniej poruszają się w nowych realiach.

- Rok 2022 jest zatem dla ASTOR kontynuacją z nowym otwarciem. Jaki to będzie rok?
- Powiedziałem już, że perspektywy rozwoju naszej branży, a co za tym idzie szanse na dalszy wzrost ASTOR, są dobre. Po silnym spowolnieniu w 2020 roku polskie firmy produkcyjne, przemysłowe w zeszłym roku mocno ruszyły, napłynęło do nich rekordowo dużo zamówień z kraju i zagranicy. Przedsiębiorcy nie mieli kim tych wszystkich zamówień wykonać, bo w Polsce brakuje ludzi. Wszystkich: od specjalisty po szeregowego pracownika.

- Zatrudnienie mamy w Małopolsce rekordowe, do fabryk ruszyły także kobiety.
- Tak, ale to wszystko nie wystarcza, poza tym płace tak szybko rosną, że coraz więcej firm skłania się ku automatyzacji i robotyzacji, by przyhamować wzrost kosztów.

- Czyli to jest idealny czas dla firmy ASTOR?
- Gdyby to był jedyny czynnik, można by powiedzieć, że tak. Ale my tutaj nie uciekniemy od wyzwania, jaki stanowi Polski Ład. A bardziej jego zrozumienie. To jest powód do zmartwień właściwie każdego przedsiębiorcy w naszym kraju.

- Nawet tych na fali, nie mogących się – jak wy – opędzić od zamówień?
- Oczywiście. Przecież gospodarka jest systemem naczyń połączonych. Miałem ostatnio więcej czasu i dokładnie przestudiowałem zapisy Polskiego Ładu próbując racjonalnie, w oparciu o wiedzę i 35-letnie już doświadczenie w biznesie, wywnioskować, jakie będą konsekwencje tych zapisów w realnej gospodarce. Konsultowałem ulgę robotyzacyjną, która stała się częścią ustaw podatkowych Polskiego Ładu - i mogę stwierdzić, że politycy władzy nie przewidzieli tych konsekwencji. Widzimy teraz nerwowe próby załatania największych dziur, gaszenia licznych pożarów. Ale to nie zmienia najważniejszej prawdy o Polskim Ładzie.

- Jakiej?
- Że spowodował on całą masę rozterek w gronie przedsiębiorców, zwłaszcza tych najmniejszych, którzy są dla dynamiki gospodarczej niezwykle ważni, a dziś zmagają się z największym od lat wzrostem kosztów – energii, gazu, materiałów, wynagrodzeń. Wielu może tego nie przeżyć.

- Naszą gospodarkę w ostatnich latach napędzały: duża konsumpcja wewnętrzna i eksport.
- Rok 2020 był czasem wielkiej niepewności, przez pandemię doszło do zamrożenia wielu projektów rozwojowych, inwestycyjnych, ale już w 2021 roku wszystko wystrzeliło i – można rzec – nadrobiliśmy z nawiązką to, czego nie udało się zrobić w 2020. Eksporterzy mieli mnóstwo zamówień, równocześnie jednak w niektórych branżach doszło do potężnych zaburzeń i braków w dostawach surowców, części, podzespołów…

- Wszyscy słyszeli o perturbacjach w motoryzacji, na niektóre auta czeka się rok…
- Część dostawców części powiedziało wprost: „nie mamy i czekajcie nawet do września 2022”. Więc wszyscy, którzy mogli, w obawie przed brakami, ale też przed lawinowym wzrostem cen, napełniali po brzegi magazyny – co nakręcało koniunkturę. Ja nie mówię, że zamówień teraz nie ma, bo jest ich dużo, ale są to często zamówienia robione wcześniej, w okresie największego strachu, że nie będzie towaru. To się musi kiedyś wyrównać. Każde przyblokowanie koniunktury i popytu przy pełnych magazynach musi doprowadzić do spadku cen. Może to być za kilka miesięcy, może za rok, albo dwa. Nikt tego nie wie, bo mamy zbyt wiele zmiennych i jeszcze więcej niewiadomych.

- Nie wiemy, dokąd zmierza pandemia, nie wiemy, dokąd zmierza świat w ogóle…
- No właśnie, a to tylko część tego, czego nie wiemy. Na razie jednak produkcja przemysłowa bije rekordy. Polskie firmy są zasypane zamówieniami, więc szukają pracowników, a jak nie znajdują, to się zastanawiają, jak ich zastąpić. To w oczywisty sposób napędza rynek automatyzacji i robotyzacji.

- Ulga na robotyzację pomoże? Miała wesprzeć zwłaszcza średnie i małe firmy.
- Ta ulga jest całkiem niezła. W dość racjonalny sposób pozwala odliczyć od podatku część nakładów na zakup robotów i oprogramowania do nich – przy czym przekaz na temat tej ulgi był nie do końca rzetelny, więc większość branży w ogóle nie wie, jak ona działa. Przedsiębiorcy nie mają pojęcia, że wcale nie mogą podwójnie zaliczyć w koszty 50 procent wartości inwestycji w roboty, tylko amortyzację tej inwestycji przez sześć kolejnych lat, to znaczy w pierwszym roku podwójnie, a w kolejnych jeszcze 50 procent. Czyli zwrot tych pieniędzy jest bardzo rozłożony w czasie. Staramy się rzetelnie, poprzez przykłady, informować o tym. na naszej stronie.

- Czego naprawdę trzeba, by utrzymać fenomen polskiej przedsiębiorczości, napędzający rozwój naszego kraju od ponad trzech dekad?
- Ostatnio się zreflektowałem, że jeżdżę na konferencje i uczestniczę w debatach od ponad 20 lat – i my od zawsze mówimy mniej więcej to samo. Przedsiębiorcy potrzebują stabilnego prawa - bez tego nie da się inwestować. Przedsiębiorcy potrzebują możliwie prostych i zrozumiałych przepisów, bo skomplikowane i niejasne zwiększają ryzyko działalności. Wszystkim nam potrzeba sensownej polityki energetycznej. Przecież my nadal produkujemy większość prądu w elektrowniach, które zbudowaliśmy za Edwarda Gierka, lekko tylko zmodernizowanych. I zostaliśmy z tym jedyni w Europie. A system handlu emisjami CO2 działa od prawie 20 lat...

- Pieniądze z emisji w Polsce trafiają do kasy państwa polskiego.
- Tak, myśmy mieli z tego uruchamiać nowe inwestycje, na nowe czasy. Nie bardzo je widać. Wszystkie rządy mają tu swoje za paznokciami; wszystkie wolały wydać te pieniądze na coś innego. Dziś ponosimy tego konsekwencje. Energetyka winduje ceny prądu, co dla przedsiębiorców jest bardzo groźne: koszt energii w wielu wypadkach decyduje o konkurencyjności – i oni mogą tę konkurencyjność stracić. Martwią się tym zwłaszcza eksporterzy.

- Przedsiębiorcy narzekają, że inne koszty też szybko rosną.
- Bo to prawda. I to jest często zrobione tak, że zmiana wydaje się kosmetyczna – a jak się faktycznie policzy, to mamy dwukrotny wzrost opłat. Weźmy koszty użytkowania typowego flotowego samochodu służbowego do celów prywatnych. A przecież zdecydowana większość przedsiębiorców nie ma takiej rentowności i poduszki finansowej, żeby to wszystko nagle wziąć na siebie. Więc – powtarzam – musi przerzucić koszty wzrostu podatków na konsumentów. I to dodatkowo nakręca inflację. W dodatku tych wszystkich nowych rozwiązań nie da się skontrolować. W każdym razie, ja sobie tego nie wyobrażam.

- Polegnie na tym administracja skarbowa czy raczej ścigany przez nią przedsiębiorca?
- Wszystkie te progi podatkowe, ulgi i – jak się teraz okazuje - działające równolegle dwa systemy podatkowe oznaczają dla każdego przedsiębiorcy ogrom pracy administracyjnej, a więc koszty oraz tracenie czasu na biurokrację, zamiast na myślenie o rozwoju firmy. Jestem pewien, że małe przedsiębiorstwa tego nie uniosą. Te zasady są dla nich zbyt skomplikowane.

- A co dobrego wydarzyło się w ciągu ostatnich 30 lat z punktu widzenia przedsiębiorców?
- Jest chichotem dziejów, że jedna z najważniejszych decyzji sprzyjających rozwojowi gospodarczemu zapadła w czasach rządów lewicy: w 2004 r. gabinet Leszka Millera obniżył stawkę CIT do 19 proc. i umożliwił osobom fizycznym prowadzącym działalność gospodarczą i rozliczającym się na zasadach ogólnych (czyli według stawek progresywnych) przejście na podatek liniowy 19 proc. To okazało się przełomem, zwłaszcza że myśmy w tym samym czasie weszli do Unii Europejskiej. To nam bardzo mocno otworzyło rynki. Może mamy inną walutę i są jeszcze pewne bariery, ale pobudowanie dróg i otwarcie granic z Europą sprawiło, że możemy produkować i wysyłać te ciężarówki w świat, po Hiszpanię i Portugalię. To radykalnie poprawiło naszą gospodarkę i zarazem sprawiło, że w miejsce dwucyfrowego bezrobocia mamy brak ludzi do pracy. Eksport nas ciągnął i ciągnie.

- Podkreśla pan od lat, że nawet w branży technologicznej, jak wasza, a może zwłaszcza w niej, najbardziej liczą się nie maszyny i nie algorytmy, lecz ludzie. Jak pan o tym mówił kilkanaście lat temu, wielu przedsiębiorców śmiało się. Dziś nie śmieje się nikt.
- Wszyscy przekonali się, jak trudno znaleźć kompetentnych pracowników o pożądanych umiejętnościach. Chyba każdy przedsiębiorca winien zacząć od namysłu, co robić, by utrzymać tych, których już ma. Ja stawiam tezę, że niemal każdy człowiek zawsze może sobie znaleźć lepiej płatną pracę, ale równocześnie każdy zdaje sobie sprawę, że ona niekoniecznie będzie obiektywnie lepsza. Bo nie wszystkim chodzi o same tylko pieniądze. W ASTOR od zarania stawiamy na dobre relacje, uczciwą komunikację, wiarygodność i autorytet pracodawcy, który robi to, co mówi i mówi to, co robi. Musi być w tym troska, a zarazem transparentność i pewność stabilności. Konieczna jest też przestrzeń do indywidualnego rozwoju, kształcenia się, zdobywania nowych kompetencji, awansów. Pracownik musi widzieć, że firma się rozwija i być pewnym, że on może rozwijać się wraz z nią.

- Robotyzacja i automatyzacja w Polsce może się nie udać nie z braku robotów, tylko z braku ludzi?
- Tak. Dlatego trzeba w tych ludzi stale inwestować. To jest trochę tak, jak z klubami piłkarskimi: zarabia na siebie ten, który wychowuje młody narybek. Brawo Wisła Kraków! Ludzi od robotyki jest grubo za mało. Trzeba więc rozwijać każdego, kto jest na to gotów i kto jest chętny stale doskonalić się w tym zakresie. My nie rekrutujemy ekspertów, tylko ludzi, którym się chce. A jak się chce, to oni prędzej czy później zostaną ekspertami. Trzeba po prostu zadbać o ich rozwój, stworzyć im warunki. Doradzam innym przedsiębiorcom, by przeznaczali budżet czasowy i finansowy na ustawiczne szkolenia pracowników. Wciąż pokutuje u nas wyobrażenie, że pracownik ma być w pracy, bo jak nie pracuje, to firma traci. Musi się przebić nowe myślenie: że jak on podnosi kompetencje i zdobywa nowe, to firma zyskuje. Sukces ASTOR i fakt, że rok 2021 był dla nas tak dobry, wynika w ogromnej mierze z takiego podejścia.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Z
Zbigniew Rusek
Marnuje się sporo osób, gdyż jest za dużo etatów administracyjno-biurowych, z których nie ma pożytku. lepiej, by tuch ludzi zza biurek pozwalniać z posad i przenieśc do pożytecznej pracy (np. fizycznej). Kuriozalna sytuacja jest w Krakowie, gdzie większość zatrudnionych to osoby wykonujące prace biurowe, podczas gdy w normalnych warunkach osoby wykonujące tego rodzaju pracę powinny stanowić wąski margines ogółu zatrudnionych. Prcownicy biurowi są ciężarem dla gospodarki narodowej - nie wytwarzają dochodu narodowego, lecz go zjadają (ogromna armia urzędników i ich - często bardzo wysokie - wynagrodzenia). Biura to nasza zakała!!!
Więcej informacji na stronie głównej Dziennik Polski
Dodaj ogłoszenie