Straty wojenne Bydgoszczy. Straty osobowe - co czternasty mieszkaniec nie przeżył wojny

Krzysztof Błażejewski
Krzysztof Błażejewski
5 IX 1939. Aresztowani Polacy przed bydgoskim ratuszem.
5 IX 1939. Aresztowani Polacy przed bydgoskim ratuszem. udostępniono ze zbiorów antykwariatu Julia w Bydgoszczy
Czy jesteśmy w stanie obliczyć, jakie straty ponieśliśmy z rąk Niemców w czasie II wojny światowej i lat okupacji w zakresie ludności, mienia i kultury? Przez lata bezpośrednio powojenne tak się właśnie wydawało. Potem jednak, kiedy stało się jasne, że o reparacje nie będziemy się ubiegać, liczenie strat przerwano, a to - co już wcześniej szacunkowo ustalono - pokrył mrok zapomnienia. Dopiero w wolnej Polsce próbowano zweryfikować liczby, które posłużyły PRL-owskiej propagandzie jako jej narzędzie w polityce zagranicznej.

Wróćmy jednak do czasu następującego bezpośrednio po zakończeniu działań wojennych. Polacy, podobnie jak i inne poszkodowane przez agresorów narody, zabrali się do szacowania strat w oczekiwaniu, że otrzymają, tak jak po poprzednich wojnach bywało, odszkodowania, reparacje i zadośćuczynienie.

Straty wojenne Bydgoszczy, część II. Straty materialne

Cztery fazy rejestracji

Akcja rejestracji szkód wojennych w Polsce składała się z czterech faz. Pierwsza trwała krótko - przez czerwiec i lipiec 1945 r. Wszyscy poszkodowani mieli wówczas zgłaszać się do zarządów miasta i gmin i wypełniać stosowne formularze. W 1946 r. odbyła się druga faza rejestracji szkód: osoby fizyczne zgłaszały roszczenia w stosunku do osób fizycznych, prawnych i władz Rzeszy Niemieckiej. W lipcu 1947 r. referaty szkód wojennych przy zarządach miast sporządziły listy obejmujące straty w zakresie dóbr kultury. W grudniu 1948 i styczniu 1949 r. przeprowadzono dodatkowe rejestracje szkód, dotyczące niewykonanych zobowiązań, wywiezionego majątku ruchomego, zarekwirowanych wkładów bankowych i papierów wartościowych.

Wszystkie wnioski i listy z naszego regionu są przechowywane w Archiwum Państwowym w Bydgoszczy. Jest tego kilkadziesiąt teczek. Jest też zestawienie zbiorcze, nieobejmujące jednak ostatniej rejestracji szkód. Co z niego wynika?

Tzw. straty w ludziach szacowano na podstawie prowizorycznych obliczeń, Chodzi o podaną oficjalnie i powielaną przez lata liczbę 36,5 tysiąca Polaków - mieszkańców Bydgoszczy, z czego 10,5 tys. to zamordowani, a 12 tys. - zmarli w obozach i więzieniach. Najprawdopodobniej urzędnicy porównali spis ludności miasta z 1939 roku ze stanem z sierpnia 1945, dokonali prostego odejmowania i tak "wyszła" im liczba strat.

W oficjalnym dokumencie przedłożonym przez rząd polski trybunałowi norymberskiemu twierdzono, że w wyniku masowych egzekucji, aresztowań i deportacji do obozów koncentracyjnych zamordowanych zostało 10,5 tys. mieszkańców Bydgoszczy, a dalsze 14 tys. zginęło w różnych obozach.

Śmiech z propagandy

Historycy zdawali sobie od lat sprawę, że są to liczby z sufitu wzięte, mocno przesadzone. Zbigniew Raszewski w "Pamiętniku gapia" napisał, iż praktyka zawyżania i bezkrytycznego powtarzania tej liczby "przyniosła wiele szkody, odbierając wszelką wiarygodność twierdzeniom o okrucieństwie hitlerowców u nas, a nawet dając im okazję do naigrawania się z "komunistycznej propagandy".

Sprawdź się w quizie: Bydgoskie legendy, opowieści i historie - znasz je?

Dopiero jednak po 1990 roku weryfikacja była możliwa. Dokonał jej w "Historii Bydgoszczy" prof. dr hab. Janusz Kutta. Według jego ustaleń na podstawie danych zebranych przez okupanta jesienią 1939 roku zamordowano co najmniej 800 osób. To dane oficjalne. Zabijanych "po cichu" i przypadkowo nie notowano. Z protokołów ekshumacyjnych i innych powojennych danych wynika, że w 1939 roku pozbawiono życia ponad 1500 Polaków, mieszkańców Bydgoszczy. W kolejnych latach okupacji mordowano w mieście średnio po około 250 osób. Ile zginęło poza Bydgoszczą? W obozach, w więzieniach, w transportach, w miejscach przymusowej pracy? Takich osób bydgoszczanie już po wojnie zgłosili prawie 3 tysiące. Łącznie, zdaniem Janusza Kutty w wyniku "eksterminacji bezpośredniej i pośredniej stosowanej przez okupanta niemieckiego" śmierć poniosło około 5300 mieszkańców Bydgoszczy narodowości polskiej.

Także Żydzi i Niemcy

Do tej liczby dodać trzeba jeszcze młodych bydgoszczan płci męskiej, którzy, wcieleni do wojska zarówno polskiego jak i niemieckiego, zginęli na różnych frontach. Takich osób według ostrożnych szacunków mogło być około 1500. A bydgoscy Żydzi, który praktycznie wszyscy zostali wymordowani? Przed wojną było ich ponad 2 tysiące... I jeszcze mieszkańcy Bydgoszczy narodowości niemieckiej, którzy zginęli we wrześniu 1939 roku - podczas "krwawej niedzieli" i w czasie słynnego "marszu na Łowicz". Łącznie otrzymuje się liczbę 10 tys. osób, czyli aż 7 proc. ogółu mieszkańców miasta w sierpniu 1939 roku. A zatem wojna odebrała życie co czternastemu bydgoszczaninowi, nie licząc rannych, kalek i poszkodowanych w różny sposób.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

iPolitycznie - M. Maląg o najnowszych danych dotyczących bezrobocia

Materiał oryginalny: Straty wojenne Bydgoszczy. Straty osobowe - co czternasty mieszkaniec nie przeżył wojny - Express Bydgoski

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
19 września, 14:14, Gość:

Skoro podaje się informacje o represjach w mieście należącym do prowincji Gdańskiej, gdzie w zasadzie każdy stary mieszkaniec miał zdjęcie Wilusia i pruskie korzenie, to wielkości strat nie porównujcie z miejscowościami z GG, gdzie po niektórych pozostały zaledwie pogorzeliska, jak chociażby Michniów czy inne z 817 spacyfikowanych polskich wsi.

Należy spytać się Wietnamczyków jak postępował wielki Brad zza wielkiej wody z miejscowościami podejrzanymi o wspieranie partyzantów.

Narodowa fantazja ma też swoją cene

G
Gość
Skoro podaje się informacje o represjach w mieście należącym do prowincji Gdańskiej, gdzie w zasadzie każdy stary mieszkaniec miał zdjęcie Wilusia i pruskie korzenie, to wielkości strat nie porównujcie z miejscowościami z GG, gdzie po niektórych pozostały zaledwie pogorzeliska, jak chociażby Michniów czy inne z 817 spacyfikowanych polskich wsi.
A
Andrzej Gajda
pamiętać ale jak to biskupi w 1966r. napisali .
G
Gość
Dlaczego znowu wraca się do krwawej niedzieli?
Wróć na dziennikpolski24.pl Dziennik Polski
Dodaj ogłoszenie