To już jest prawdziwa klęska żywiołowa

To już jest prawdziwa klęska żywiołowa

EP

Dziennik Polski 24

Dziennik Polski 24

Mieszkańcy Jerzmanowic boją się przebywać w pobliżu betonowych słupów. Pokazują,że łamią się one jak zapałki. Fot. Magdalena Uchto

Mieszkańcy Jerzmanowic boją się przebywać w pobliżu betonowych słupów. Pokazują,że łamią się one jak zapałki. Fot. Magdalena Uchto

Ręce załamują mieszkańcy powiatów krakowskiego, olkuskiego i miechowskiego. Nie dość, że nie mają prądu, to jeszcze niektórzy z nich są pozbawieni wody. Wczoraj ponad 2600 osób miało nieczynne telefony stacjonarne. Wojewoda Stanisław Kracik nie przewiduje jednak ogłoszenia stanu klęski żywiołowej.
Mieszkańcy Jerzmanowic boją się przebywać w pobliżu betonowych słupów. Pokazują,że łamią się one jak zapałki. Fot. Magdalena Uchto

Mieszkańcy Jerzmanowic boją się przebywać w pobliżu betonowych słupów. Pokazują,że łamią się one jak zapałki. Fot. Magdalena Uchto

Mieszkańcy Jerzmanowic boją się przebywać w pobliżu betonowych słupów. Pokazują,że łamią się one jak zapałki. Fot. Magdalena Uchto

ZIMA. W ponad 28 tys. domów w Małopolsce od kilku dni nie ma prądu. Mimo to dopiero wczoraj zebrał się sztab kryzysowy.

- Taki stan wprowadza się wówczas, gdy skutki katastrofy naturalnej lub awarii technicznej zagrażają zdrowiu i życiu ludzkiemu oraz dotyczą dużej liczby osób.
Tak wynika z ustawy o klęsce żywiołowej. Wojewoda uznał więc, że na razie nie ma podstaw prawnych do jej ogłoszenia. Natomiast jest w stałym kontakcie z samorządami gmin, w których jest najgorsza sytuacja i koordynuje akcję pomocy w usuwaniu skutków awarii sieci energetycznej - mówi Joanna Sieradzka z Biura Prasowego wojewody małopolskiego.

Najgorsza sytuacja panuje w kilku gminach powiatu krakowskiego. Mimo to dopiero wczoraj po raz pierwszy z wójtami i burmistrzami tych gmin spotkał się Powiatowy Zespół Zarządzania Kryzysowego. - Nie czekamy na informacje, tylko na konkretne działania. U nas jest krajobraz jak po wybuchu atomowym - mówi Adam Piaśnik, wójt gminy Jerzmanowice-Przeginia. Prądu nie ma tu od 6 dni.

Podobnie jest w gminach Sułoszowa, Skała i Słomniki. Samorządowcy oczekują na sprzęt i dodatkowych pracowników. - Strażacy pracują non stop. Brakuje nam ludzi - zaznacza Stanisław Gorajczyk, wójt gminy Sułoszowa.

Starosta Józef Krzyworzeka zapewnił, że samorządy otrzymają pieniądze na zatrudnienie ludzi w ramach tzw. robót publicznych. Dodatkowo Państwowa Straż Pożarna w Krakowie dysponuje agregatami prądotwórczymi oraz cysternami do dostarczania wody. Strażacy pracują również przy podcinaniu łamiących się pod naporem lodu gałęzi. W razie potrzeby niewykluczone jest wsparcie wojska. W miejscowościach pozbawionych prądu popołudniami i w nocy pojawią się dodatkowe patrole policyjne. Agregaty ma też Wojewódzkie Centrum Zarządzania Kryzysowego.

Wciąż jednak nikt nie potrafi odpowiedzieć na podstawowe pytanie: Kiedy będzie prąd? - Sytuacja jest zupełnie wyjątkowa - mówi Krzysztof Pubrat, prezes Enionu. - Nastąpiło połączenie katastrofalnych dla linii i urządzeń warunków pogodowych. Nie zdarzyło się dotychczas, żeby szadź i oblodzenie utrzymywały się tak długo i na tak dużym terenie - dodaje.

Przez całą dobę pracuje 1300 osób. Jednak słupy przewracają się jak zapałki, więc mimo to brakuje i ludzi, i sprzętu.

Księżycowy krajobraz pod Krakowem



Kilkanaście miejscowości odciętych od prądu, wody, telefonów. Życie zamarło.

Poniedziałek. Godz. 8.30. Dojeżdżamy do Ojcowa. Oblodzone skały, drzewa, przewody energetyczne. Trasa w kierunku Złotej Góry i Woli Kalinowskiej zamknięta. Na drodze połamane gałęzie. Nie przejedzie się także przez Murownię do Wielkiej Wsi.

- Nie będziemy ryzykować. Oblodzone drzewa zagrażają życiu. Wolę zamknąć drogę, niż wziąć na siebie odpowiedzialność za czyjąś tragedię. Tym bardziej że jeden wypadek już się zdarzył. Oblodzona gałąź spadła na jednego ze strażaków. Trafił do szpitala. Ma złamany bark - mówi Robert Jakubek, burmistrz Skały.

W Ojcowie cicho i pusto. Nikogo nie widać przed domami ani na drogach. W niektórych miejscach na liniach energetycznych leżą połamane gałęzie. Zwykle w okresie ferii są tu tłumy. Dziś nie zaryzykują, by tu przyjechać. Oblodzone drzewa i skały są zbyt niebezpieczne. Dyrekcja Ojcowskiego Parku Narodowego zamknęła szlaki turystyczne.

Jedziemy w kierunku Jerzmanowic. Przejeżdżamy przez Wolę Kalinowską. Tak przynajmniej pokazuje GPS, bo nazw miejscowości na tablicach nie widać. Podobnie jak znaków drogowych. Są przykryte warstwą lodu. Droga, miejscami wąska, z wiszącymi nad nią gałęziami, jest koszmarna. Ogrodzenia, bramy, świąteczne dekoracje są ledwo widoczne. W Ojcowie, Woli Kalinowskiej, Sąspowie, Jerzmanowicach życie zamarło.

Mija godz. 9. Przy drodze do Jerzmanowic spotykamy Henryka Goraja, z Sąspowa. - Tu nie ma życia. Bez prądu jesteśmy już sześć dni. Są przerwy w dostawie wody. Strażacy jeżdżą z agregatami do pompowni. Dzięki temu co jakiś czas w ogóle jest woda. Ale i tak jest okropnie. Ludzie ratują się agregatami. Ostatnio brakowało ich nawet w Krakowie. Na szczęście przyjechały tu jakieś firmy i sprzedawały ten sprzęt z samochodu - mówi pan Henryk.

Koszt jednego urządzenia to ok. 1,3 tys. zł. Mieszkańcy zwracają jednak uwagę, że muszą nie ze swojej winy, jednak z własnej kieszeni wydać pieniądze nie tylko na agregat, ale również na paliwo. To przywożą z Krakowa, bo stacje paliw są nieczynne.

Wjeżdżamy do Jerzmanowic. Wzdłuż jednej z ulic leżą połamane słupy, linie energetyczne i telekomunikacyjne. - To katastrofa. Nie pamiętam czegoś takiego. Mnie woda jest potrzebna, bo zażywam leki. Rano była przez chwilę, ale tak czarna jak kawa. Dobrze, że syn załatwił agregat - mówi Władysława Seweryn, mieszkanka Jerzmanowic.

Dojeżdżamy do Urzędu Gminy. Tu pracuje jedynie sztab kryzysowy. - Nie śpimy już od kilku dni. Non stop działa osiem naszych jednostek OSP. Pomaga nam Komenda Miejska Państwowej Straży Pożarnej i burmistrz Wieliczki. Wypożyczyli nam agregaty, które zasilają pompownię wody. W kilku miejscach całkowicie położyły się słupy - mówi Adam Piaśnik, wójt gminy Jerzmanowice-Przeginia.

Do urzędu przychodzą zrozpaczeni mieszkańcy. - U nas w Kalinowie już od czterech dni nie ma wody. Mamy małe dzieci. Przecież tak nie da się żyć - mówią. Marek Krasowski, dyrektor Zakładu "Wodociągi Gminne", zapewnia, że za kilkanaście minut, woda zostanie włączona na 2-3 godziny. - Będziemy przez megafony informować, żeby ludzie zrobili sobie zapasy - dodaje.

Do budynku wbiega kobieta. - Z czego ja zapłacę pracownikom, skoro mój zakład nie może funkcjonować bez prądu i obsługiwać klientów? Kto pokryje moje straty? - pyta. Wójt uspokaja: - Naprawdę robimy wszystko, ale włączenie prądu nie zależy od nas. Żali się, że nie ma pomocy od powiatu. - Zaprosiłem starostę, by tu przyjechał i na własne oczy zobaczył tragedię ludzi. Owszem, był. Ale wcześniej zaproponował mi komercyjne wypożyczenie agregatu: 400 złotych za dobę plus paliwo. Mówią nam, że są firmy, które się tym zajmują. Nie wejdę w Google, żeby ich poszukać, bo nie mam w gminie łączności. Poza tym, skąd gmina ma brać pieniądze. Nikt nie pomyśli, że tu 10 tysięcy ludzi czeka na pomoc, a nie na informacje - mówi wójt Piaśnik.

Sekretarz gminy Tadeusz Walczowski dodaje: - Dobrze, że działa chociaż handel obwoźny i ludzie mają gdzie kupić chleb i mleko.

Dramat przeżywają mieszkańcy gminy Sułoszowa. Wójt Stanisław Gorajczyk podkreśla, że prądu nie ma w żadnej miejscowości. Nie działają telefony stacjonarne, a komórkowe z przerwami. - Największym zagrożeniem są łamiące się gałęzie. Wczoraj drzewo przewróciło się na budynek w Pieskowej Skale. Strach wyjść z domu - mówi.

Zbliża się godz. 10. Docieramy w końcu do Starostwa Powiatowego w Krakowie. Tu zbiera się sztab kryzysowy. Janusz Oleksa, przedstawiciel Enion S.A. oddział w Krakowie, nie ma jednak dobrych wiadomości. - Pogoda się nie poprawia. Pod naporem lodu łamią się kolejne słupy. Dodatkowo sytuację utrudnia szadź. Nie możemy przewidzieć, co będzie za godzinę. Ekipy pracują przez cały czas - zaznacza.

- Przykre jest to, że nie możecie z dokładnością nawet do 24 godzin określić, kiedy może być prąd - komentuje Józef Januś z Wydziału Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego Małopolskiego Urzędu Wojewódzkiego w Krakowie.

Starosta krakowski Józef Krzyworzeka zapewnia, że powiat koordynuje działania służb drogowych i odpowiedzialnych za bezpieczeństwo. Dodaje również, że w sytuacji kryzysowej żaden gospodarz gminy nie powinien się wahać, by przekazać gminne pieniądze na wynajem agregatów.

Wójtowie i burmistrzowie gmin z północy powiatu krakowskiego są załamani. Wracają do swoich miejscowości bez konkretnej informacji, kiedy będzie prąd. - Jest ciemno i zimno. Mimo że mieszkamy blisko Krakowa, to jednak jesteśmy odcięci od świata. I wszyscy są bezradni - mówią w sztabie kryzysowym w Jerzmanowicach.

Magdalena Uchto

magdalena.uchto@dziennik.krakow.pl

Co oznacza ogłoszenie stanu klęski żywiołowej?



- zawieszenie działalności określonych przedsiębiorców,

- nakaz lub zakaz prowadzenia działalności gospodarczej określonego rodzaju,

- całkowitą lub częściową reglamentację zaopatrzenia,

- obowiązek poddania się badaniom lekarskim, leczeniu, szczepieniom ochronnym,

- nakaz ewakuacji z zagrożonych pomieszczeń oraz przygotowanie lokali dla osób ewakuowanych

- zakaz organizowania lub przeprowadzania imprez masowych,

- ograniczenia w transporcie drogowym, kolejowym i lotniczym

- niektóre działania związane z usuwaniem skutków klęski żywiołowej mogą być finansowane z budżetu państwa

Pytanie o pogodę



Sytuację pogodową komentuje prof. dr hab. Janina Trepińska z Zakładu Klimatologii Instytutu Geografii i Gospodarki Przestrzennej Wydziału Biologii i Nauk o Ziemi UJ:

- Gdy temperatura spada poniżej 0 st. C, a powietrze jest wilgotne, powstaje osad lodowy, zwany szadzią. Często osadza się ona na powierzchniach pionowych i ostro zakończonych, na drzewach, słupach, siatkach ogrodzeń. Przy temperaturze bliskiej 0 st. szadź jest przeźroczysta, zwiewna, przy niższej - lodowa. W pewnych okolicznościach można nawet dokładnie zaobserwować, jak powstaje: gdy znajdujemy się w obszarze mgły, którą widzimy na tle prześwitującego słońca, widać puszyste kłaczki wyłaniające się z mgły i osiadające na powierzchniach.

Szadź o tej porze roku nie jest niczym nadzwyczajnym. Nadzwyczajne jest to, że jest jej tak dużo i tak blisko Krakowa, bowiem to zjawisko meteorologiczne jest charakterystyczne dla obszaru górskiego. Dlaczego nie ma szadzi w Krakowie, a tak dużo jest jej w okolicy? W mieście jest cieplej. Jeśli cieplejsze, wilgotne powietrze znad miasta zetknie się z wychłodzonym gruntem w okolicznych dolinach, to powstaje szadź. Nawet nieliczne kropelki wilgoci w powietrzu w zetknięciu z wychłodzonymi drzewami, słupami itd. zamieniają się w kryształki lodu. Już od kilku tygodni nocami utrzymuje się mróz. Czy takie właśnie zjawisko zachodzi wokół Krakowa i ono spowodowało masowe awarie sieci energetycznych, nie potrafimy z całą odpowiedzialnością powiedzieć. Powinniśmy znać rozkład kierunków wiatru i jego siłę. Mieszanie powietrza sprzyjające osadzaniu szadzi zachodzi tylko przy słabych wiatrach. Silne wiatry przedmuchują mgły i wysuszają powietrze.

Notowała: (EP)

Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo