Tunele bram

Redakcja
Przede wszystkim piwniczne zapachy, trochę pleśni, a trochę starych ziemniaków, które od jesieni polegiwały w sklepionych, często pamiętających średniowiecze lochach, bo jeszcze wtedy Kraków nie był miastem setek podziemnych knajpek, winiarni, piwiarni. Tylko "Pod Baranami" działał, śpiewał, skrzył się dowcipami kabaret, któremu przewodził młody, czarnowłosy Piotr Skrzynecki. Tylko pod ratuszową wieżą usytuowała się kawiarnia, jeszcze malutka, bo sąsiednie pomieszczenia, które dzisiaj służą Jurkowi Fedorowiczowi i jego aktorom, drzemały w ciemnościach. Z kawiarnianych lochów pod ratuszem, krętymi schodami wypływała na Rynek specyficzna woń, nieco kwaskowata, odrobinę słodkawa - zapach wina i miodu.

Marginałki

Kiedy w upalny dzień szło się ulicą, zwłaszcza ulicą Starego Miasta, gdzie domy mają sążniste mury, a sklepione bramy jak tunele, na wylot, aż do dziedzińca przewiercają kamienice, co rusz wchodziło się w smugę chłodu. Bramy dmuchały zimnym powietrzem, a każdy podmuch niósł inne wonie...
 Winem - młodym, zdecydowanie kwaskowatym - pachniało zawsze na Podwalu, u zbiegu Straszewskiego, Krupniczej i Karmelickiej. Też z piwnic, ale nie z kawiarnianych, lecz zwyczajnych, piwnicznych, w których leżakowało wino.
 A z kamienic, z tunelowych bram, wiało nie tylko piwniczną stęchlizną. Jeszcze kotami, bezczelnymi, ale płochliwymi kotami, które w nocy obejmują we władanie podwórka. Wiała zapachem kiszonej kapusty, bo były to czasy, w których jeszcze tu i ówdzie w piwnicach, ale także w korytarzach, w komórkach, przechowywano dębowe, mocno woniejące beczki, a jesienne domowe kiszenie kapusty należało do obrzędów równie ważnych jak smażenie konfitur, może nawet ważniejszych.
 Właśnie - smażenie konfitur, zwłaszcza śliwkowych powideł, napełniało bramy nieco dymną, nieco przypaloną słodyczą i od tego zapachu szalały jesienne osy - bezczelne, drapieżne, łakome, niczym stare kobiety i dzieci przepadające za słodyczami.
 W przedobiadowej porze bramy wypełniały kuchenne wonie. Na ulicę wylewał się zapach rosołu, przysmażanej cebulki, kwaśna woń duszonej kapusty. Czasami odsmażanej kaszanki, czasami - od wielkiego, niedzielnego dzwonu - kotletów, jeżeli nie schabowych, to przynajmniej wieprzowych, z karczku wprawdzie nie tak szlachetnego jak schab, ale za to bardziej tłustego. W tych czasach tłuszcz dawał silę i zdrowie. Niewielu słyszało o cholesterolu, jeszcze mniej w niego wierzyło...
 A kiedy tunel bramy wypełniała mdła, ciepła, trochę chlorowa, trochę mydlana woń, znaczyło to, że gdzieś w kamienicy odbywa się wielkie pranie.
 Raz do roku, w Zielone Świątki, tunele bram pachniały zgoła nie po miejsku, tatarakiem i woń ta działała na mieszczuchów niczym zapach cielęcej kości na psy. Zaczynali marzyć o majówkach.

amk

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie