Wielkie poszczenie

Redakcja
Post w znaczeniu religijnym, jak i zdrowotnym by praktykowany od wieków. Dla odzyskania sprawności umysłowej i fizycznej dziesięciodniowe głodówki odbywali Platon i Sokrates, zaś Pitagoras praktykował zasadę czterdziestodniowej bezwzględnej diety, którą zalecał uczniom przed przystąpieniem do egzaminów.

Kraków Michała Rożka

Także ojciec medycyny, Hipokrates, często zalecał swoim pacjentom dietę, szczególnie w krytycznych fazach choroby. Podobne też przekonanie żywił Plutarch, który wielokrotnie powiadał: Zamiast brać lekarstwa, lepiej głodować przynajmniej jeden dzień.

Chrystus pościł na pustyni czterdzieści dni i nocy. Przez ten czas kuszony był przez szatana. Trudnej zatem próbie podawane było Jego ciało i dusza. Zwyciężył, a wtedy opuścił go diabeł, a aniołowie przystąpili i usługiwali Mu (Mt 4, 11). Zatem i Kościół zalecał ograniczenie jedzenia. Przez czterdzieści dni mieli pościć jego wyznawcy w okresie adwentu i wielkiego postu. Kościół powiadał w średniowieczu, że tłuste ciało idzie w parze z ociężałością duszy. A ponieważ ciało pojmowano jako przybytek szatana, post stosowano w celu pokonania go. Zdawano sobie doskonale sprawę, iż wszelakie chucie cielesne maja swój początek w obżarstwie, jednym z grzechów głównych. Średniowieczny asceta Montargon mówił: Nic nie podoba się Bogu bardziej, niż chudość ciała. Im więcej będzie ono wysuszone wskutek srogości umartwień, tym mniej podlegać będzie gniciu w grobie, a więc chwalebniej zostanie wskrzeszone.

Nie bez powodu też długotrwały post kościelny w chrześcijańskiej Europie przypadał na najtrudniejszy okres roku. Zwłaszcza wielki post, zaczynający się w Środę Popielcową. Duchowni zapowiadający czterdzieści dni postu, tłumaczyli biedakom jego ewangeliczną podstawę, nawiązując do Chrystusowego postu. W okresie wielkiego postu rezygnowano nie tylko z jedzenia, lecz także ze stosunków seksualnych, potępiał bowiem Kościół czynioną w poście sztukę obłapiania. Zatem nie tylko rezygnowano z mięsnych posiłków, lecz także z seksu. Tradycja czterdziestodniowych przygotowań chrześcijan do Wielkanocy sięga IV wieku, kiedy to wydłużono do czterdziestu dni czas Wielkiego Postu. Przypomnijmy, że uprzednio obejmował on jedynie czterdzieści godzin czyli praktykowany w Wielki Piątek i Wielką Sobotę. Po takim treningu duchowym - mowa o czterdziestodniowym poście - wierni maja być silniejsi na pokusy szatańskie.

Post w chrześcijaństwie był czasem duchowego oczyszczenia, przez modlitwy, nauki rekolekcyjne. Był czasem refleksji nad życiem duchowym, swoistym remanentem sumienia, połączonym z czynieniem uczynków miłosiernych. Nieużyteczny i próżny - powiedział św. Augustyn - jest ten post, który skłania nas do odmówienia pożywienia brzuchowi, nie uwzględnia zaś potrzeby usunięcia zła i nieprawności z naszego serca i umysłu. Post miał więc służyć zjednoczeniu się z bliźnimi, choćby poprzez ofiarowanie im pożywienia, czy też wsparcia moralnego. Podobnie jak w Islamie, post ma służyć pomnożeniu szans na zbawienie; jedynie w hinduizmie jest post środkiem do osiągnięcia nirwany.

Kultywowany przez wiernych post miał podbudować duszę i koić namiętność ciała. To, co zaoszczędzono - w ramach godziwej dystrybucji dóbr - należało przekazać w formie jałmużny ubogim. W praktyce tak i jedno, i drugie, jak i trzecie możemy miedzy bajki włożyć. Jedynie asceci, jedząc najprostsze potrawy, pościli w nadziei osiągnięcia w nagrodę najlepszego miejsca w niebiesiech. Wyższe sfery, zarówno kościelne, jak i świeckie umartwiały się w sposób nieco wyrafinowany, zastępując tradycyjne mięso znacznie bardziej wyszukanymi potrawami. Na bogatych stołach pojawiało się kilkanaście gatunków ryb - a to smażonych, gotowanych w winie, w galarecie, z rusztu, faszerowanych migdałami, rodzynkami, przyrządzanych na słodko i na kwaśno. Dopełnieniem postnych wyrzeczeń stanowiły specjalne tuczone i przyprawiane na maśle raki, ślimaki, także w maśle, i oczywiście kawior. Wypadało wszystkiego spróbować, byle tylko nie najadać się do syta, o czym wspominają kroniki klasztorne. To przecież cystersi zaprowadzili hodowlę karpia. A i też nieraz mięso chrzczono rybą: haec erit hodie nobis piscis (Ja cię dziś nazywam rybą). Często ten na poły święty i magiczny zabieg stosowano w klasztornych refektarzach i przy suto zastawionych stołach biskupich, co poświadczają źródła średniowieczne.
Przez całe wieki Kościół zakazywał w okresie Wielkiego Postu ograniczenia spożywania masła i jaj. Taki reżim postny już nie ograniczał szlachty, dla której świętą tradycją postnych dni było podawanie do stołu maślanych śniadań i kolacji, podczas których podawano mleko, masło i przede wszystkim sery pod różnymi postaciami, suto zakrapiano winem. Pamiętajmy, że sery to wynalazek zakonów, w tym benedyktyńskiego i trapistów. Daj Panie Boże zawsze takie kolacje.

Dla zamożnych chrześcijan za postne uchodziło ptactwo wodne, a tu i ówdzie mięso królicze. Również bobra uważano za rybę, zatem podawano postne ogony bobrze, które z powodzeniem mogły uchodzić za ogon rybi. Pamiętajmy przy tym, że tłuszcz i mięso zawsze uchodziły za czerwone, to jest podniecające, ryba natomiast przez skojarzenie z wodą za białe, czyli smutne zimne i czyste mięso.

Zwykle też post osładzano sobie grzanym piwem, zaprawiając je cukrem i korzeniami, pitym wedle potrzeb. Dodatkowo spożywano konfitury z bakaliami. O rozmaitych trunkach, które postu nie gwałciły, przypominać raczej nie trzeba. To w okresie staropolskim zrodziło się porzekadło rybka lubi pływać, co i do dzisiaj pozostało.

Były jezuita, potem duchowny diecezjalny ksiądz Hiacynt Przetocki (zm. po 1655), dziekan radomski, zatem kapłan diecezji krakowskiej, bardzo często gościł w Krakowie. Zaprzyjaźniony z krakowskimi drukarzami opublikował u wdowy po Franciszku Cezarym dziełka zatytułowane "Postny obiad abo zabaweczka" (1653). Wymienia tamże szczegółowo polskie postne menu. Czegóż tam nie ma: polewki - migdałowa z ryżem i rodzynkami, kaparowa, barszcz na grzybach i żur; ryby - czeczuga, kiełbie, jesiotr, szczupak, karp, jazgarze przyprawiane cebulką i pietruszką, podawane w sosie szafranowym oraz w sosie cebulkowym, w rosole, zapiekane także w kruchym cieście. Wymienia też śledzie warzone, pieczone na tłuszczu, smażone w mące, także sikane z cebulką oraz przyprawami. Gdy się czyta książeczkę księdza, Przetockiego aż ślinka cieknie na takie postne wyrzeczenia. Dla wyrafinowanych smakoszy post mógł trwać wiecznie.

Zatem dla wybrańców losu, także sług Bożych, post nie był aż tak dokuczliwy. Niedostatek mięsa znakomicie kompensowano i to szczodrze. Nawet w zakonach żadne reguły nie zabraniały ciast i łakoci. Były to wafle, torciki, pierniki, marcepany i mnóstwo innych słodkości. Postne były obwarzanki oraz precle wypiekane w klasztornych kuchniach.

Wreszcie na poście robiono interesy. Papieże i biskupi zezwalali za odpłatnością na spożywania masła, serów za specjalną dyspensą. Z okazji wypraw krzyżowych zezwolono Hiszpanom na spożywanie w poście topionej słoniny ze skwarkami. Zatem nikogo nie zadziwia stwierdzenie Marcina Lutra: W Rzymie kpią sobie z postu, ale nas zmuszają do jedzenia oleju, którego sami nie użyliby do pastowania butów. Potem sprzedają nam prawo do tłustej strawy (...). Jedzenie masła jest dla nich większym grzechem niż kłamstwo, bluźnierstwo czy rozpusta.
Tak naprawdę pościli chłopi i ziemska biedota. Oni przez okrągły rok odżywiali się skromnie i zapewne cierpieli na niedobór białek i tłuszczów, który w czasie Wielkiego Postu ulegał powiększeniu. Ich dieta - to kapusta, groch, kasza i rzepa. Rzadko jedli drób, jaja, masło i sery, które wyrabiano na sprzedaż. Wyjątkowo od święta do kraszenia używano sadła i słoniny, głównie jednak oleju rzepakowego lub lnianego. W okresie przednówku - a wtedy przypadał Wielki Post - jedli polewki z pokrzyw, lebiody z chlebem pieczonym z plew, perzu, szczawiu, słomy, liści dębu i żołędzi. Tak wyglądała wiejska codzienność. Pamiętajmy, że na dworach biskupich, magnackich i szlacheckich w okresie Rzeczpospolitej Obojga Narodów spożywano dziennie około 7-8 tysięcy kalorii. Rzecz jasna, że do strawienia używano gorzałki i win. Dla tych post nie był aż tak straszny, pościli bowiem, jak wyżej wykazano, luksusowo, wyrzekając się jedynie mięsiwa. W zamian za nie poszczono przy rybach i pieczonym drobiu oraz przy cukrowych frykasach. Biedota jadła to, co miała w gospodarstwie. W miastach przez te czterdzieści dni żarła wyłącznie żur i przeważnie zepsute śledzie.

W opinii cudzoziemców odwiedzających nasz kraj istniało przekonanie że Polak woli zabić człowieka, niż złamać post. W tej mierze przestrzegano zaleceń Kościoła uznając post jakościowy, bezmięsny, ale za to bez jakiejkolwiek reglamentacji ilościowej. Wszelkie wyrzeczenia w tej mierze rekompensowano sobie przy tym hojnie różnego rodzajami trunków. One przecież tłuszczu nie zawierają. Minęły przecież już czasy cesarza Karola Wielkiego (zm. 814), który skrupulatnie pilnował zaleceń kościelnych. Kto nie pościł, narażał się na karę śmierci toporem. Bolesław Chrobry z gorliwością neofity za jedzenie mięsa w Wielkim Poście groził wybiciem zębów. Jedzenie mięsa wszak zastąpiono przyjemniejszym umartwianiem, którego przykłady przytoczyliśmy.

Już poeta Kacper Miaskowski (zm. 1622) drwił sobie z polskich zwyczajów wielkopostnych:

Co gotują węgorze, śledzie, szczuki w soli,

Wyzinę, łosoś, karpie brzuchem na post gwoli,

Ci nie myślą potężnie z ciałem wstąpić w szranki.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie