Zapiski frustrata

Redakcja
Gdyby Kulczyk był premierem, nie byłoby całego tego zamieszania

MACIEJ RADWAN RYBIŃSKI

MACIEJ RADWAN RYBIŃSKI

Gdyby Kulczyk był premierem,

nie byłoby całego tego zamieszania

   Jakoś tak dziwnie polski krajobraz, jak go nazwać - polityczny, społeczny, towarzyski, gospodarczy, kryminalny, ale w każdym razie bardzo polski, wydaje mi się niespójny. Niejednolity. Jak dwa nałożone na siebie zdjęcia. Rodzina za stołem na imieninach i prosektorium w trakcie sekcji. Z jednej strony mamy sitwę, sztamę, amikoszonerię i popieranie się aż po grób (polityczny), a z drugiej walkę na noże i przegryzanie gardeł. Każdy przeciw każdemu i Bóg przeciw wszystkim. Teraz, w związku z aferą Orlenu i działalnością komisji śledczej, wszystko to stało się jeszcze bardziej konwulsyjne. Skrajne przejawy namiętnej lojalności mieszają się z ochoczym kapowaniem albo udawaniem idioty ponad normalną, polską miarę.
   Ja jestem do takich przejawów życia politycznego i gospodarczego nieprzystosowany. Czuję, że ogarnia mnie coraz głębsza frustracja. A jednocześnie nie mogę z siebie wykrzesać tyle słodkiej dobroci serca, jaką okazują niektórzy moi koledzy po zawodzie, żeby uznać, iż żadnych afer, przekrętów, powiązań i poplątań ujawniać ani drążyć nie należy, a komisję śledczą trzeba rozwiązać, bo to tylko szkodzi na trawienie i psuje cerę.
   Oczywiście, byłoby bardzo miło uwierzyć, że wszystko to, co pisze się i mówi o Orlenie, o aresztowaniu prezesa Modrzejewskiego, o spotkaniach u prezydenta w sprawie składu rady nadzorczej i zarządu, o Kulczyku, Ałganowie, Wietrze, Żaglu, Kunie, Siemiątkowskim, Kaczmarku, Millerze et consortes, to są tylko pomówienia prawicy, która - jak wyraził się jeden z baronów SLD - chce upiec swoją polityczną pieczeń. Pieczeń z Kulczyka faszerowanego całą resztą to rzecz dość smakowita i można by nawet w taką wersję uwierzyć, że Giertych kręci rożnem, a Macierewicz podlewa pieczyste, gdyby nie to, że doświadczenie życiowe mnie uczy: jeśli ktokolwiek mówi o politycznej pieczeni, o wodzie na młyn, a jeszcze brudnej, to sprawa jest poważna.
   Trudno mi sobie jakoś wyobrazić, aby do takiej afery, jak Orlenu z przyległościami, mogło dojść w którymś z państw Europy Zachodniej.
   Jakoś nie wydaje mi się prawdopodobne, aby najbogatszy Niemiec, Hans Flick, który wprawdzie przy współpracy ministra finansów Otto von Lambsdorffa narąbał kiedyś niemieckiego fiskusa na parę miliardów, ale to trochę inna historia, spotkał się z rosyjskim szpiegiem, prowadził z nim negocjacje w sprawie sprzedaży strategicznie ważnego przedsiębiorstwa nie będącego zresztą jego własnością i jeszcze na pożegnanie mówił, że musi o tym spotkaniu powiedzieć kanclerzowi. Flick za przekręty podatkowe odpowiadał przed sądem i musiał wynieść się z Niemiec do Austrii, gdzie zresztą podatki są niższe i gdzie też ma swoją siedzibę Kulczyk. Kanclerz pewnie by Flicka nie przyjął, gdyby go przyjął i wysłuchał, to najpierw by nie zrozumiał, dlaczego mu się to opowiada, a potem zawiadomiłby prokuraturę i Flick poszedłby znowu siedzieć. Wizyty u szefów wywiadu BND i Urzędu Ochrony Konstytucji zostałyby natomiast potraktowane jako autodonosy i mogłyby się skończyć skierowaniem na obserwację w szpitalu psychiatrycznym.
   U nas, nie wiadomo dlaczego, cała ta historia orlenowsko-kulczykowa nawet przez ludzi skądinąd rozsądnych traktowana jest jako normalny sposób robienia interesów. To też głęboko polskie, wiara, że zarobić pieniędzy uczciwie i prostolinijnie nie można, że trzeba nakręcić, naintrygować, upaprać się i ześwinić, żeby wyrwać parę groszy. Albo parę miliardów. W sumie narąbanie staruszki na emeryturę, odrażający występek potępiany przez wszystkich, a wyrolowanie państwa na paręset milionów, co niektórzy próbują usprawiedliwić jako robienie interesów w stylu kapitalistycznym, niczym się nie różnią. Różnica jest tylko skali.
   Frustruje mnie to, że biznes polski poprzerastany jest polityką jak boczek słoniną. To już symbioza, a właściwie wzajemne pasożytnictwo. Biznesmeni żywią się uprzejmością polityków, a politycy napychają pieniędzmi biznesmenów. Aż dziwne, że biznesmeni, którzy w końcu są najbardziej prężną grupą społeczną, znacznie energiczniejszą od polityków, nie doszli jeszcze do wniosku, że po cholerę im pośrednicy polityczni, po co utrzymywać bandę darmozjadów, kupować ich przychylność, ustawy i rozporządzenia o prywatyzacji. Przecież znacznie prościej byłoby samemu wziąć się za politykę, a ewentualne przeszkody formalne czy etyczne grymasy moralistów zneutralizować, przepisując majątek na żonę albo teściową. Gdyby Kulczyk był premierem, nie byłoby całego tego zamieszania.
   Frustruje mnie także to, iż mam wrażenie, że rządzi nami mafia. Ale z tych gorszych. Taka przestępczość źle zorganizowana. Bo o ile tradycyjna, szlachetna mafia sycylijska, co to nie zabijała policjantów, kobiet ani dzieci, dopóki się nie zdeprawowała handlem narkotykami, w którym nie ma litości ani zasad, przestrzegała konsekwentnie Omerty, nakazu milczenia, o tyle nasi przaśni mafiosi łamią się szybko jak chamskie scyzoryki i sypią. Więc może wysypią wszystko i któregoś dnia się dowiemy, jak powstawał w Polsce kapitalizm.
   Tylko boję się, że potem będziemy jeszcze bardziej sfrustrowani tym, żeśmy mieli jakieś skrupuły, kiedy trzeba było brać, kręcić, rabować i konsultować to wszystko z Moskwą.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie