Kraków. Muzeum KL Plaszow. Setki drzew poszły pod topór, ale wróciły na gadżetach

Bartosz Dybała
Bartosz Dybała
Wycinka drzew związana z budową Muzeum KL Plaszow
Wycinka drzew związana z budową Muzeum KL Plaszow Anna Kaczmarz / Dziennik Polski / Polska Press
Udostępnij:
W związku z budową Muzeum Miejsca Pamięci KL Plaszow trzeba było wyciąć ponad pół tysiąca drzew, tymczasem osoby odpowiedzialne za inwestycję próbują kreować się na ludzi dbających o przyrodę. Taki wniosek można wysnuć, oglądając stworzony za ponad 21 tys. zł system identyfikacji wizualnej Muzeum - torby, notesy oraz smyczki na klucze. Wśród gadżetów pełnych przyrodniczych akcentów są też roll-upy ze zdjęciami drzew i trawy.

Wrocławska agencja marketingowa Cięty Język pochwaliła się w mediach społecznościowych systemem identyfikacji wizualnej, jaki jej pracownicy przygotowali dla powstającego Miejsca Pamięci Muzeum KL Plaszow. Na załączonych zdjęciach widać roll-upy, torebki, zapewne na upominki, oraz smyczki na klucze. Pierwsze, co rzuca się w oczy, to dominujący na nich zielony kolor. Na roll-upach umieszczono też zdjęcia liści oraz trawy. Skąd takie motywy?

Agencja zwraca uwagę, że dziś obszar dawnego obozu pracy zajmują tereny zielone oraz dziko rosnące drzewa.

- Stąd roślinny element w projektach - czytamy w komunikacie, zamieszczonym na Facebook'u. - Mamy nadzieję, że ten uniwersalny i estetyczny język obrazu umożliwi właściwą narrację Miejsca. Dziękujemy za zaufanie - zaznaczyli pracownicy Ciętego Języka. Gdy skontaktowaliśmy się z przedstawicielami agencji, by zapytać, czy możemy zamieścić zdjęcia gadżetów w naszym artykule, otrzymaliśmy taką odpowiedź: "Nie jesteśmy upoważnieni do udzielania dodatkowych informacji. Prosimy o kontakt z Muzeum".

Gadżety Muzeum KL Plaszow
Gadżety Muzeum KL Plaszow Materiały prasowe KL Plaszow

- Zastanawiające jest to, że działalność Muzeum rozpoczęła się od tworzenia materiałów marketingowych, przypominających o bogactwie zieleni na tych terenach, a jednocześnie przeprowadzono wycinkę ponad pół tysiąca drzew, co ewidentnie się ze sobą kłóci. Ponadto pojawia się pytanie, czy gadżety typu torebki oraz smycze to jest coś, od czego powinniśmy zacząć upamiętnienie ofiar obozu KL Plaszow. To akurat element poboczny, a widać, że już pewne działania w tym zakresie zostały podjęte - komentuje radny miejski Łukasz Maślona z klubu "Kraków dla Mieszkańców". Jego zdaniem takie działania ze strony Muzeum to podsycanie emocji wokół inwestycji, których już nie brakuje, a tymczasem powinno się dążyć do łagodzenia sporów z lokalną społecznością, która protestowała przeciwko wycince drzew.

Protest przeciwko wycince drzew
Protest przeciwko wycince drzew Anna Kaczmarz / Dziennik Polski / Polska Press

Z kolei zdaniem radnego Adama Kality z Prawa i Sprawiedliwości to dobrze, że motywy zieleni pojawiły się na gadżetach. Twierdzi, że system identyfikacji wizualnej to jednak poboczny wątek całej sprawy, bowiem najważniejsze jest to, aby teren poobozowy w końcu przestał być miejscem wykorzystywanym do spacerów oraz został godnie upamiętniony.

- Codziennie przejeżdżam w pobliżu tego miejsca. Widzę ludzi, którzy chodzą tam na spacerki z psami i biwakują, gdy jest ciepło. To jest problem. Nie jest to miejsce do spacerów, chyba że ktoś lubi spacerować po cmentarzu - mówi.

Wracamy jednak do tematu gadżetów i pytamy radnego: czy muzea potrzebują np. smyczek, czy to jednak element, który nie koresponduje z powagą takich miejsc?

- Wszystko zależy od tego, o jakim muzeum mówimy oraz jakiej jakości są gadżety. Widziałem różne. Pamiętam, że jedno z muzeów sprzedawało kiedyś majtki. Gdyby KL Plaszow czy Oświęcim sprzedawały majtki, to byłbym zdziwiony i tego bym nie zaakceptował. Dlatego wszystko zależy od tego, czy gadżety są zrobione ze smakiem. Oczywistym jest, że w obiektach muzealnych są sklepiki z pamiątkami i jeżeli one są zrobione dobrze, to nie widzę przeszkód. Zawsze możemy dyskutować o kwestiach gustu. Ale od tego są fachowcy, żeby ocenić, co jest zrobione ze smakiem, a co nie - podsumowuje radny Adam Kalita.

Nad sensownością gadżetów zastanawia się Lucyna Kojm, aktywistka związana z akcją Stop ogradzaniu Krzemionek.

- Wśród nich jest m.in. bawełniana torba wielokrotnego użytku z napisem KL Plaszow. Czy chodzenie z nią na zakupy i pakowanie tam ziemniaków i papieru toaletowego nie będzie się kłóciło z ideą upamiętnienia ludzi, którzy stracili swoje życie w obozie? Mnie to osobiście bardzo zabolało. To krzywdzenie pamięci osób, które zostały tam zamordowane - komentuje Lucyna Kojm.

Nie ma natomiast nic przeciwko papierowym torbom, w których zapewne będą rozdawane materiały, dotyczące byłych więźniów itp.

- Zastanawia mnie jednak, skąd pomysł na użycie symbolu drutu kolczastego na takiej torbie? Jako logo instytucji ten symbol jest skandaliczny - podkreśla w rozmowie z nami aktywistka. Przedstawiciele Muzeum tłumaczą jednak, że absolutnie nie ma tu mowy o nawiązaniu do drutu kolczastego. - Skośne ścięcia w logotypie nawiązują do szańca (wzniesienia), na którym umiejscowiony jest najbardziej rozpoznawalny w tej chwili symbol historii związany z tym terenem - Pomnik Ofiar Faszyzmu - słyszymy.

Co do motywów zieleni na gadżetach, to Kojm zwraca uwagę, że wpisują się one w najnowsze trendy, zgodnie z którymi coraz więcej Polaków zaczyna dbać o ekologię i rozumieć, że jako ludzkość nie przetrwamy bez zieleni.

- Niemniej w tym przypadku to kpina, gdyż gadżety z motywami przyrody zostały stworzone dla instytucji, która rozpoczęła swoje działanie od wycinki ponad 500 drzew, na które trzeba było mieć pozwolenie. Podejrzewam, że wycięto zdecydowanie więcej, ale na pozostałe nie trzeba było mieć zgody - podkreśla.

Natomiast Jacek Stawiski, przedstawiciel Muzeum KL Plaszow, zwraca uwagę, że inwestycja wcale nie rozpoczęła się od wycinki drzew.

- Od kilku lat, w ramach Muzeum Krakowa, przygotowywano plany upamiętnienia ofiar KL Plaszow, otwarto wystawę plenerową na obszarze b. obozu, przeprowadzono badania archeologiczne i rozpoczęto tworzenie Archiwum Cyfrowego - informuje. Przypomina, że za drzewa, wycięte z przylegającej do zabytkowego terenu poobozowego działki, nasadzono nowe rośliny, a niektóre zostały przesadzone. Łącznie mowa o około 300 drzewach.

Wycinka drzew związana z budową Muzeum KL Plaszow
Wycinka drzew związana z budową Muzeum KL Plaszow Anna Kaczmarz / Dziennik Polski / Polska Press

Skąd motyw zieleni w identyfikacji wizualnej Muzeum?

- Nawiązuje do 37 hektarów byłego nazistowskiego obozu Plaszow, dziś w całości porośniętego drzewami i dziką roślinnością. Zastosowanie zielonej barwy jest zabiegiem, który podkreśla, że mówiąc dzisiaj o miejscu pamięci KL Plaszow, mamy na względzie zarówno jego historyczną przeszłość, jak i zdarzenia, które zaszły po wojnie i ukształtowały jego obecną tożsamość - podkreśla Stawiski. Zapewnia, że teren poobozowy pozostanie zielony i otwarty dla wszystkich, "zapraszając do odwiedzin, refleksji i zadumy nad jego przeszłością i losami powojennymi".

Koszt wykonania identyfikacji wizualnej wyniósł ponad 21 tys. zł brutto. Jak zwraca uwagę Stawiski, jej wykonanie poprzedziło sześć lat pracy naukowo-badawczej, mającej przede wszystkim na celu uzupełnienie luk w wiedzy historycznej, dotyczącej byłego obozu oraz przywrócenia tożsamości jego ofiarom.

- Tym samym argument wskazujący na hipokryzję związaną z przygotowaniem identyfikacji wizualnej, jako pierwszego kroku na drodze upamiętnienia byłego obozu, rozmija się z rzeczywistym przebiegiem zdarzeń - twierdzi.

Plany Muzeum

W tym roku Muzeum zamierza przeprowadzić przetargi na sprzątanie terenu poobozowego oraz na zabezpieczenie Szarego Domu. Odbędzie się również konkurs, w którym wyłoniona ma zostać koncepcja plastyczna aranżacji wystawy stałej w Memoriale i Szarym Domu.

Muzeum będzie również uzupełniać kolejne informacje o więźniach i ofiarach, które znajdą się w zasobach Archiwum Cyfrowego KL Plaszow, które jest tworzone już od 2019 roku.

- W ramach działalności badawczej i naukowej kontynuowane będą kontakty z więźniami i ich rodzinami, kwerendy w archiwach i opracowaniach źródłowych - poinformowali nas przedstawiciele Muzeum. Jednocześnie zwracają się z apelem do rodzin byłych więźniów o kontakt i dzielenie się informacjami o członkach swoich rodzin, byłych więźniach obozu.

Kraków. Wytną 275 drzew pod inwestycję Muzeum KL Plaszow. I ...

Tymczasem już od tego miesiąca Muzeum rozpoczyna spotkania online w ramach cyklu "Porozmawiajmy. Cykliczne spotkania w Muzeum KL Plaszow". Z kolei od marca planowany jest cykl spacerów na terenie byłego obozu, które są skierowane do mieszkańców Krakowa. W ramach zajęć edukacyjnych zorganizowany będzie również kolejny cykl oprowadzań po terenie poobozowym, które są skierowane do uczniów krakowskich szkół. Muzeum zorganizuje także kolejną edycję szkoleń przewodnickich.

Z kolei w sierpniu planowana jest druga edycja wydarzenia Zachor/Pamięć, poświęconego historii więźniów KL Plaszow. Muzeum planuje także wdrożyć nową stronę internetową. Włączy się także w doroczne akcje w ramach "Nocy Muzeów" oraz cyklu "Pamiętaj z nami", organizowanego przez Muzeum Krakowa.

Otwarcie wystaw Muzeum KL Plaszow planowane jest na 2025 r.

Współpraca: Małgorzata Mrowiec

FLESZ - Wyższe mandaty działają. Kierowcy jeżdżą wolniej

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Materiał oryginalny: Kraków. Muzeum KL Plaszow. Setki drzew poszły pod topór, ale wróciły na gadżetach - Gazeta Krakowska

Komentarze 4

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
19 stycznia, 16:15, ależ dno !:

Czyli pisia hołota, wraz ze swoim kolaborantem majchronim, ale także przy wydatnym udziale jude, znowu się mocno mocno zanieczyściła. To duży błąd. Tam musi być i będzie to, czego sobie życzą ludzie, mieszkańcy Podgórza, a nie jakieś nowohuckie pisie-wsioki.

Niestety: środowiska żydowskie zażyczyły sobie w Krakowie takiej mniej-więcej placówki, jaką w Warszawie zafundował Żydom (oczywiście z kieszeni polskiego podatnika) Lech Kaczyński -- więc ta placówka w Krakowie BĘDZIE nawet, gdyby trzeba było wszystkie drzewa wyciąć, choćby się paliło i waliło! "Gmina" sobie życzy, więc Gliński osobiście tego dopilnuje.

G
Gość
19 stycznia, 16:15, ależ dno !:

Czyli pisia hołota, wraz ze swoim kolaborantem majchronim, ale także przy wydatnym udziale jude, znowu się mocno mocno zanieczyściła. To duży błąd. Tam musi być i będzie to, czego sobie życzą ludzie, mieszkańcy Podgórza, a nie jakieś nowohuckie pisie-wsioki.

dno to jest ten komentarz

a
ależ dno !
Czyli pisia hołota, wraz ze swoim kolaborantem majchronim, ale także przy wydatnym udziale jude, znowu się mocno mocno zanieczyściła. To duży błąd. Tam musi być i będzie to, czego sobie życzą ludzie, mieszkańcy Podgórza, a nie jakieś nowohuckie pisie-wsioki.
G
Gość
Spacer z pieskiem na cmentarzu nikogo nie rani w Polsce, pieski mają wstęp wszedzie
Przejdź na stronę główną Dziennik Polski
Dodaj ogłoszenie