Przytulisko dla zwierząt przez pandemię popadło w kłopoty. Był dramat, jest wielka radość i wdzięczność!

Katarzyna Hołuj
Katarzyna Hołuj
Prowadzenie przytuliska dla zwierząt nigdy nie było proste, ale kiedy 72-letnia Małgorzata Dobrzańska i jej mąż Jerzy mogli liczyć na pomoc szkół, albo nowożeńców, którzy organizowali zbiórki karmy albo zbierali datki, łatwiej było spiąć budżet. Pandemia zatrzymała uczniów w domach, uniemożliwiła też organizowanie wesel, a rykoszetem uderzyła też w przytulisko sprawiając, że zaczęło popadać w coraz większe długi. Na szczęście ostatni apel poruszył serca wielu osób i dziś nastroje w przytulisku są już znacznie lepsze. I widoki na przyszłość też.

FLESZ - Zmiany w prawie spadkowym. Kuzyni przestaną dziedziczyć

Emerytury małżonków oraz pieniądze z 1 procenta przekazywanego na rzecz Fundacji im. Bożeny Chechlińskiej nie wystarczały na opłacenie wszystkich niezbędnych wydatków. Tych zaś nie brakuje, bo opieka nad kilkudziesięcioma zwierzętami kosztuje i to niemało. Podopieczni przytuliska to w głównej mierze psie staruszki, często chore, a przez to niemające szans na adopcję.
Tu znalazły swój azyl, coś w rodzaju domu spokojnej starości, a w przypadku tych nieuleczalnie chorych – psiego hospicjum.

Przytulisko ponad dwie dekady temu założyła pani Bożena, której imię nosi fundacja. Po jej śmierci w 2008 roku jego prowadzenie przejęła jej siostra Małgorzata. Tak samo wrażliwa na los zwierząt nie potrafiła postąpić inaczej, choć zdarzało się, że bywała pogardliwie nazywana „psiarą”.

Nie tak sobie wyobrażałam moją emeryturę, ale życie pisze różne scenariusze – mówi i dodaje. - I choć sił ubywa, marzę o tym, aby nie odjeść wcześniej niż naszych 32 podopiecznych. To jedyne uczciwe wyjście i moje jedyne pragnienie.

Tyle właśnie mieszka tu dziś psów. Są też koty. Wydatki na opiekę weterynaryjną pochłaniają rocznie kilkanaście tysięcy złotych.

Nie mogę powiedzieć, żeby lekarze z nas „zdzierali”. Po prostu mamy staruszków, którzy często wymagają operacji, mają trudne do wyleczenia choroby

– mówi pani Małgorzata.

Oprócz leczenia zwierząt, sterylizują je, żeby nie rozmnażały się w niekontrolowany sposób. Bywa, że płacą za taki zabieg nie tylko własnych suczek i kotek, ale też takich, które mają właścicieli, bo wiedzą, że potomstwo może prędzej czy później trafić pod bramę przytuliska.

Jestem w stanie zrozumieć, że kogoś na taki zabieg nie stać, ale kompletnie nie rozumiem kiedy ktoś odmawia przyjęcia pomocy. Tak też się zdarza i jesteśmy wobec tego bezradni

– mówi pani Małgorzata.

Jej zdaniem brak sterylizacji suczek i kotek to największy grzech ludzi wobec zwierząt. Obok egoizmu i braku odpowiedzialności.

Psa się bierze na 15 lat a nie na dwa miesiące. Nie można wziąć psa, a potem pozbyć się go jak niewygodnego mebla, bo chcemy np. wyjechać na wakacje

– mówi.

Ze względu na stan zdrowia i wiek swoich podopiecznych starają się nie oszczędzać na karmie kupując najtańszą.
Stałe koszty utrzymania to też opłaty za prąd (miesięcznie ok. 1500 zł), którego zużywają dużo m.in. przez pracujące niemal na okrągło dwie przemysłowe pralki. Piorą w nich koce i narzuty, bo małżeństwo dzieli dom z psami. Do tego trzeba doliczyć środki czystości, wywóz szamba i śmieci, gaz, a zimą jeszcze opał (ostatniej zimy zużyli go 6 ton).

Zaległości w opłatach zrobiły się tak duże, że sytuacja stała się dramatyczna. Na szczęście znaleźli się ludzie, którzy zechcieli pomóc tej dwójce seniorów i zorganizowali w sieci zbiórkę pieniędzy. W nieco ponad dwa tygodnie udało się zebrać ponad 87 tys. zł! I to nie koniec, bo zbiórka (na stronie www.ratujemyzwierzaki.pl) trwa jeszcze do końca czerwca.

https://www.ratujemyzwierzaki.pl/harbutowice?fbclid=IwAR1IHMqA6Bk9XZjIAqQ_C5frR5sfpGl75OXCoImc8j2G7qG894Zl3PW4Sbc

Pani Małgorzata jest tak samo szczęśliwa i wdzięczna, co zaskoczona tak dużym odzewem ludzi dobrej woli, a za największy sukces akcji uznaje nie tyle wynik finansowy, co to, że zbiórkę wsparło ponad 1100 osób!

To znaczy, że aż tylu osobom los naszego przytuliska nie jest obojętny. Co też ważne, po raz pierwszy z inicjatywą wyszedł Urząd Miejski w Sułkowicach organizując zbiórkę najbardziej potrzebnych artykułów. Część rzeczy już przywieźli, a obiecali jeszcze przywieźć słomę. Każdej z osób, która pamiętała o naszych psich staruszkach z głębi serca dziękujemy

- mówi.

***
Pomóc można też wpłacając darowiznę na konto Fundacji im. Bożeny Chechlińskiej:

Numer konta: 55 1240 1431 1111 0010 2542 8516

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie