MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Ścigani za przedawnione i fikcyjne długi

ZBIGNIEW BARTUŚ
Fot. Ingimage
Fot. Ingimage
W ciągu ostatniego roku windykacja długów stała się najdynamiczniej rosnącą branżą w Polsce. Przyczyny są dwie: kryzys (trzy czwarte firm ma problemy z uzyskaniem zapłaty od innych firm i osób prywatnych) oraz przepisy, które sprzyjają windykatorom.

Fot. Ingimage

KONTROWERSJE. Polska stała się rajem dla firm windykacyjnych. Powód? W majestacie prawa można u nas "zgrillować" nawet tych, którzy nie są nikomu nic winni.

Wprowadzony w 2009 roku nowy system dochodzenia należności, oparty na e-sądzie i uproszczonych procedurach, chronić miał uczciwych przedsiębiorców przed nierzetelnymi kontrahentami i klientami. Jego liczne niedoskonałości stały się jednak źródłem nadużyć oraz cierpienia niewinnych.

"Ludzie to nie wióry" - przeczytaj komentarz autora

Przekonała się o tym pani Katarzyna, krakowska nauczycielka akademicka. - Kilkanaście lat temu, na wczasach nad morzem, skradziono mi torebkę z dowodem osobistym i kartami kredytowymi. Zgłosiłam to policji i w banku, wyrobiłam nowe dokumenty. Po latach sto razy o tym zapomniałam, aż tu nagle teraz dostaję pismo od firmy windykacyjnej z żądaniem zapłaty ponad 7 tysięcy złotych! - opowiada.

Pismo wysłała jedna z największych i najdłużej działających w Polsce firm windykacyjnych. Specjalizuje się w skupowaniu wierzytelności od operatorów telekomunikacyjnych i dostawców mediów za 20-40 proc. wartości. Odzyskała już od dłużników ponad miliard złotych. Część windykowanych kwot stanowią długi przedawnione lata temu. Np. należności za telefon przedawniają się po trzech latach. Ale w praktyce windykatorzy mogą żądać ich spłaty w nieskończoność, uprzykrzając ściganym życie na różne sposoby. Nawet jeśli chodzi o długi obcej osoby lub... całkowicie fikcyjne.

Pani Katarzyna miała (zdaniem windykatorów) w 2004 roku, pięć lat po kradzieży dowodu osobistego, pojechać do miasteczka na Pomorzu i zawrzeć umowę z operatorem telefonii komórkowej. Następnie - jak twierdzi nękająca ją firma - wydzwoniła kilka tysięcy złotych i nie zapłaciła rachunku.

- Odpisałam, w jakich okolicznościach straciłam dokumenty, przedstawiłam dowody w postaci policyjnych pism, a także kopię zawiadomienia, jakie obecnie złożyłam w prokuraturze w związku z wyłudzeniem dokonanym z pomocą skradzionych mi papierów - wyjaśnia krakowianka. Była przekonana, że to zamknie sprawę. Ale dostała kolejne stanowcze wezwanie do zapłaty.

- Odpowiedzieli, że "mój wniosek został rozpatrzony negatywnie w związku z wątpliwościami". Kto rozpatrzył? Sąd? Nie - oni sami! I dzwonią jeszcze częściej. Poniedziałek o świcie, sobota wieczorem, Wielki Piątek... Nie znam dnia ani godziny - żali się pani Katarzyna, zwracając uwagę, że jest osobą zaradną i w dodatku stać ją na wynajęcie adwokata. - A jakie szanse mają mniej rzutcy i biedniejsi? - pyta.

Według danych policji co roku Polacy tracą w różny sposób kilkadziesiąt tysięcy dowodów osobistych. Po kraju może krążyć ponad milion skradzionych dowodów, paszportów, praw jazdy itd. Służą gangom i złodziejom do wyłudzania pożyczek, towarów na kredyt, telefonów w abonamencie. Dopaść przestępców trudno. Można za to w majestacie prawa "zgrillować" - jak się nazywa w branży windykację - ich ofiary. I okazuje się, że wielu ludzi, "dla świętego spokoju", spłaca długi, których nigdy nie mieli.

"GRILLOWANI" DO ŚMIERCI

- Muszę udowodnić, że nie jestem wielbłądem - żali się pani Katarzyna z Krakowa, której złodzieje skradli dowód i narobili z jego pomocą długów. - To ja padłam ofiarą przestępstwa, a teraz jeszcze jestem nękana.
Windykatorzy są grzeczni, ale stanowczy. Mówią, że nie odpuszczą nigdy. - Ostatnio, w ramach "dobrej woli ze strony firmy", pan zaproponował mi rozbicie długu na raty - opowiada wyczerpana nękaniem kobieta. By odzyskać spokój, wynajęła prawników,

77-letnia pani Kazimiera z Tarnowa nie ma wiedzy prawniczej, dostępu do internetu ani pieniędzy na adwokata. Nie wiedziała też, że może skorzystać z pomocy miejskiego rzecznika praw konsumentów. Na widok pisma z firmy windykacyjnej przeraziła się. Windykatorzy twierdzili, że 11 lat temu nie zapłaciła 500 zł za gorczycową poduszkę. Była pewna, że zapłaciła, ale już nie ma rachunku. Jak udowodnić, że długu nie ma i nigdy nie istniał? Po tygodniu dostała kolejne pismo, w którym windykator zaproponował "polubowne załatwienie sprawy poprzez spłatę połowy należności, w zamian za co firma zrezygnuje z roszczeń i karnych odsetek". - Poszłam na pocztę i zapłaciłam te 250 zł. Dla świętego spokoju - opowiada emerytka.

Rzecznicy konsumentów radzą w takiej sytuacji podnieść kwestię przedawnienia - to czasem zniechęca windykatorów. Ale ostatnio coraz częściej - nie. Okazuje się bowiem, że wprowadzony w 2010 roku system e-sądu, który z punktu widzenia wierzycieli okazał się wielkim sukcesem (w trzy lata rozpatrzył 5 mln spraw), pozwala egzekwować długi nawet mocno przedawnione. Wystarczy kilka łatwych sztuczek.

Sztuczka najczęstsza: "błąd" w adresie. Istnieje podejrzenie, że niektórzy windykatorzy (a za nimi komornicy) mylą się celowo. Z powodu drobnej z pozoru literówki pan Stefan, rencista spod Olkusza, nie otrzymał z sądu pisma informującego o wydanym przez e-sąd nakazie zapłaty 3 tys. zł. Tyle pan Stefan był rzekomo winien operatorowi kablówki. Awizo trafiło dwa razy pod zły adres. Gdyby listonosz napisał "adresat nieznany" albo "nie zamieszkuje pod wskazanym adresem", sąd nakazałby windykatorom wskazać właściwy adres i pan Stefan dowiedziałby się o sprawie. Ale listonosze przeważnie piszą, że "nie podjęto w terminie". W obecnym stanie prawnym jest to równoznaczne z prawidłowym zawiadomieniem o postępowaniu, tu: wyroku e-sądu. Po dwóch tygodniach wyrok się uprawomocnia; wtedy zazwyczaj wkracza komornik.

- O sprawie dowiedziałem się dopiero, kiedy z konta zniknęła mi równowartość całej renty - żali się olkuszanin. Wprawdzie natychmiast odwołał się do sądu i teraz sprawa toczy się normalnym trybem, ale... - Komornik przekazał pieniądze firmie windykacyjnej zarejestrowanej na... Kajmanach. Czy je odzyskam i kiedy? Sprawa ciągnie się rok - mówi rencista, obeznany w prawie, bo był przez lata ławnikiem. Podobnie jak pani Katarzyna wątpi, by przeciętny Polak sam poradził sobie w podobnej sytuacji. Tym bardziej że na reakcję (właściwie sformułowane pismo do sądu) ma zaledwie tydzień od wejścia komornika. I musi najpierw ponieść koszty postępowania. - A przecież został ogołocony, często z ostatnich pieniędzy! - denerwuje się pan Stefan. Owszem, jeśli wygra, sąd każe mu koszty zwrócić, ale dopiero po latach, bez odsetek.

10 dni temu Sejm zmienił niektóre przepisy dotyczące pracy e-sądu. Windykatorzy nie będą już mogli kierować tam roszczeń starszych niż 3 lata (ale nadal mogą dochodzić takich należności w zwykłym sądzie). Muszą też podać w pozwie numer PESEL lub NIP dłużnika, co pozwoli go zidentyfikować. Za podanie fałszywego adresu "w złej wierze lub wskutek niezachowania należytej staranności" grozi grzywna. Ponadto komornik ma ostrzegać dłużnika o wyroku zaocznym.

Firmy windykacyjne nadal jednak będą miały prawo umieścić dane o dłużniku na oficjalnych czarnych listach prowadzonych przez Biuro Informacji Gospodarczych (BIG). Nawet wtedy, gdy obywatel skutecznie podniesie w sądzie zarzut przedawnienia długu. Ludzie figurujący na takiej liście nie mogą wziąć kredytu, zrobić zakupów na raty, mogą mieć problemy ze znalezieniem pracy...

Zbigniew Bartuś

[email protected]

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Strefa Biznesu: Praca sezonowa. Jaką umowę podpisać?

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na dziennikpolski24.pl Dziennik Polski